piątek, 21 sierpnia 2015

sierpień

Bardzo dużo w tym roku piliśmy mięty parzonej z herbatą , dlatego jak na sierpień to jest ona w niezłej kondycji. Ciągłe przycinanie dobrze jej robi  i przyznam ,że nawet jej specjalnie nie podlewałam. Tyle co z nieba.

Postanowiłam wreszcie napisać. Oczywiście nie ma najmniejszych szans ,żeby nadrobić zaległości. Tyle się działo przez te letnie miesiące , że trzeba by posta dziennie pisać . Skupię się zatem tylko na sierpniu. Sierpień mimo ,że jeszcze trwa , to wydaje mi się w tym roku wyjątkowo długi. Zobaczycie same po ilości zdjęć. Możecie w tym momencie spokojnie zrobić sobie herbatkę , kawkę , śniadanko , coś słodkiego. Będzie dużo . Można też rozłożyć sobie na raty albo zdezerterować po jakimś czasie. Chyba mnie to nawet nie zdziwi za bardzo. Właśnie przed chwilą wróciłam z ogrodu bo zapomniałam zakręcić zraszacza . Brrr. Zimno się zrobiło a jeszcze tydzień temu mieliśmy upały ,jakich nawet południowe kraje nie mogłyby się powstydzić . Podlewać jednak nadal trzeba ,bo sucho straszliwie. Wczoraj sadziłam świeżo zakupione sadzonki jeżówek . Zrobiłam im miejsce tam, gdzie kiedyś rósł trawnik . Nie podlewałam tego miejsca już od kilku sezonów. Drobne bratki, które się tam z roku na rok wysiewają zwykle wiosną dają sobie same radę a potem zakwitają trawy i dopóki nie skoszę to w miarę malowniczo to wygląda. Jednak koniec czerwca to pora ,kiedy trzeba to wszystko przyciąć i od tego momentu ten kawałek mojego ogródka wygląda bardzo smętnie. Świetnym rozwiązaniem wydało mi się założenie w tym miejscu preriowej łąki z jeżówkami , trawami i innymi suchoznośnymi bylinami. Wczoraj jednak mocno się zmartwiłam ,bo gdy przygotowywałam miejsce pod jeżówki okazało się ,że kopiąc na głębokość ok.40 cm nie natrafiłam na ślady wilgoci.Oczywiście w doły poszły najpierw wiadra wody ,potem kompost i dobrze rozłożony obornik . Mam nadzieję,że dadzą radę. Ale chyba nie o tym miałam pisać bo ani jednego zdjęcia jeżówki nie mam wgranego :-). Miałam pisać o moim warzywniku z przewagą roślin ozdobnych. Tak jakoś wyszło ,że miały być tylko pasy jednorocznych a wygląda jakby zdominowały wszystko. Muszę Wam jednak dać słowo ,że warzywa są i to całkiem niezłe zbiory. Nie udały mi się niestety boby choć powschodziły pięknie , obficie kwitły a potem kicha. Niestety z cebuli też nie miałam dużego pożytku. Padły wszystkie i zwykłe i czerwone i szalotki. Mam podejrzenie ,że ziemia byłą zbyt nawieziona obornikiem. Za to ogromną pociechę mam już od czerwca z własnych ziemniaczków. No i fasola. Fasolę jemy praktycznie co drugi dzień . Mam jej kilka odmian tak ,że się nie nudzi . Raz żółta, raz zielona, fioletowa lub w kopki. No i przebój tego roku to pomidory . Skusiłam się na sianie własnymi rękami. Trochę było kłopotu bo szklarni nie mam więc parapety były obstawione . Wybrałam trzy odmiany : san marzano 3, balconi red i bajaję. San marzano posadziłam w gruncie a red balconi i bajaję w donicy. Szybko się zorientowałam ,że mimo iż ba opakowaniu bajaji piszę,że to pomidor doniczkowy , to jednak zdecydowanie woli on więcej miejsca no i powinien mieć podpory . Red balconi natomiast rośnie dokładnie tak jak na obrazku z opakowania- niziutki , sztywniutki i cały obsypany owocami. Owoce też ma słodsze od bajaji i ma mięciutką skórkę. Bajaja natomiast jest urocza, bo cała obsypana pomidorkami od większego do najmniejszego a te najmniejsze to dosłownie mają średnicę 3 mm. Są bardzo ozdobne. Teraz u mnie trwa przetwórstwo pomidorowe. San marzano suszę a z tych mini robię przeciery. Oczywiście cały czas podjadamy świeże ,bo to rozkosz niebywała. No i co ja tam jeszcze mam ? Ano kwiatów mam co niemiara. Zaszalałam trochę . Już teraz wiem ,że trzeba to bardziej kontrolować.  Więcej szczegółów w kolejnych postach .



A to moje san marzano zbieram codzienną  porcję do suszenia .Muszą być bardzo dobrze dojrzałe.

Wiosną przywiozłam sobie od Kasi sadzonkę kłosowca. Urocza bylina , na dodatek aromatyczna i nadająca się na herbatki .

Nie starczyło mi gałązek na wszystkie płotki, więc taka płotkowa namiastka . Kukurydza.

Roboty ciągle trwają . Kamienie , taczka . W tle mój stary warzywnik na fundamencie .W przyszłości miejsce na szklarnię i zielnik





bajaba


Dynia rośnie na kompoście. Jeden z owoców  na starych drzwiach od szafy opartych na drabinie. Obawiam się,że drzwi tego ciężaru nie wytrzymają. Musiałam też wyciąć już jeden szczebel drabiny bo by w niego wrosła.


Słoneczniki w tym roku to moja duma . Nigdy takich nie miałam. To są te mini ale mają tak z metr wysokości.





















Przegięłam w tym roku z maciejką ale nie myślałam ,że ona aż tak potrafi urosnąć. Sadzonki kleome dostałam od Margarytki i średnio w nie wierzyłam bo były takie pycie . Dały radę.

W ostatniej dosłownie chwili kupiłam na wyprzedaży hurtową ilość bulwek mieczyków za grosze dosłownie.  Przyznam ,że są wyższe ode mnie a niektóre nawet od mojego męża . I mają różne fikuśne kolory.


Nagietki oczywiście w marchewce a teraz w zalewie alkoholowej  robią się na lekarstwo do smarowania różności.


Tytoń ozdobny , to przebój nr. jeden wśród jednorocznych. Pachnie od początku czerwca . Wczoraj przycięłam i wygląda na to ,że powypuszcza nowe pędy. Cudo chociaż wysiane musiało być dość wcześnie.





Ten dość wysoki choć o drobnych kwiatach słonecznik o nazwie Vanille Ice jest przecudny. Ozdobne są nawet przekwitłe kwiatostany.


Bazylię grecką też wyhodowałam od nasionka.




Niby nie przepadam za żółtymi choć ostatnio odkryłam ,że coraz bardziej przepadam. ta dalia to Golden Torch. Fajne pomponki na długich łodyżkach i bardzo długo kwitnie .


Tę dalię udało mi się przechować z ubiegłego sezonu. Nie wiem jak się nazywa ale jest absolutną pięknością .

"Sofia" bardzo długo świeża



Smiem twierdzić ,że jedna z najpiękniejszych  "Arabian Night"




W tym roku nie kupowałam pelargonii. Udało mi się przechować zeszłoroczne i kwitną jak zwariowane. Fakt ,że klimat tegoletni nadzwyczaj im pasuje.










Moja duma , moje goździki szabo wysiewane już w styczniu. Warto było . Pachną nieziemsko.









Red balconi




Bakłażany i papryczki przywiozłam od Kasi. Miałam opory bo nie mam szklarni ale świetnie dają sobie radę w gruncie.

Takie pół dzikie miejsca bo kosmosy i lwie paszcze nasadzone a reszta dziko rosnąca.

Od Margarytki dostałam też sadzonki pelargonii różyczkowych. Są urocze. Dmucham i chucham.



Gdyby nie pory to ktoś by pomyślał ,że to wcale nie jest warzywnik. A jednak .








A za płotem a właściwie przed - dzicz