poniedziałek, 25 stycznia 2016

środek lata w środku zimy



Nie wiem czy wszystkim przypadnie do gustu pomysł przeniesienia się z pełnej śniegu zimy wprost w środek kolorowego lata , ale dla mnie w tych ostatnich dniach , jest to jeden ze sposobów na przetrwanie. Drugi sposób to wyszukiwanie w sklepach ogrodniczych wszelkich nasion i cieszenie oczu cudownościami kwitnącymi na ich etykietach.Przeglądając swojego bloga ,odkryłam ,że ubiegły rok nie został w pełni udokumentowany. Nie ma żadnego posta z początku lata. Podejrzewam ,że musiałam być wtedy bardzo zapracowana i stąd te braki. Postanowiłam więc nadrobić zaległości. Zabieram Was dziś na lipcową odsłonę mojego warzywnika. To jego pierwszy sezon. Na końcu posta zamieściłam zdjęcia z początków tego założenia. To była późna jesień 2014 roku i zima 2015 . Ogród powstał na kawałku ,który kiedyś był polem uprawnym ale od wielu , wielu lat pozostawionym samemu sobie tak więc rosło tam wszystko a najwięcej oczywiście perzu. Kusiło ,aby potraktować tę dzicz czymś specjalnym ale ostatecznie obyło się bez chemii . Założenie było takie,że będzie to ogród o uprawie współrzędnej czyli warzywa, zioła i kwiaty jednoroczne. Oczywiście nie obyło się bez błędów . Jednym z nich było to ,że wszystkiego było zbyt dużo.  Miało to swój urok , jednakże pewne uprawy nie do końca się udały. Grządki obficie nawiezione obornikiem były świetnym podłożem dla kwiatów ,natomiast warzywa chyba wolałyby trochę mniej tych dobroci. W nadchodzącym sezonie mam ochotę odwrócić proporcje i postawić na większą ilość czegoś do jedzenia.Ogródek powstał na planie prostokąta o wymiarach mniej więcej 15 na 15 metrów.Jest podzielony na cztery kwatery z metrowymi ścieżkami krzyżującymi się w środku.Teren jest płaski (jedyny taki na mojej działce) i najwyżej położony więc słoneczko mocno operuje przez cały dzień. Od wschodu jest otwarty na "stary ogród" . Od południa rośnie osikowy las więc liście na nim dość późno się rozwijają i wczesną wiosną nie zacienia zbyt mocno a latem też nie zacienia bo słońce jest wysoko . Od zachodu rośnie nie mój lasek sosnowy ale na tyle daleko od grządek , że cień latem kładzie się dopiero przy zachodzącym słońcu. Od północy ogródek otacza dzicz jarów i skarp porośnięta laskiem sosnowo brzozowo iwowym ,uzupełniony tej jesieni o modrzewie i derenia białego w sporych ilościach . Dodatkowo od północnych zimnych wiatrów uplotłam płotek z gałęzi . Zachodnia skarpa przy ogrodzeniu została obsadzona dzikim żywopłotem z głogu i innych owocodajnych krzewów. Wschodnią i zachodnią granicę warzywnika wyznacza bukowy żywopłot. Tej jesieni dosadzona została też południowa i północna ściana. Największym wyzwaniem było doprowadzenie do tej części ogrodu rury z wodą. Biegnie ona pod ułożoną na sucho ścieżką ze starej cegły.Dorobiłam się też jednej ( na razie) skrzyni modrzewiowej , w której minionego lata rosły pomidory a wiosną wysieję tam różne sałaty. Mam nadzieję w tym roku dobudować kolejne. Przestrzeń między warzywnikiem a starą częścią ogrodu miała być w pierwotnym założeniu kwietną łąką z jabłonkami pośrodku każdej z dwóch części i pszczelimi ulami. Póki co przy północnym i południowym płotku od wewnątrz ponasadzałam różne byliny, które były wcześniej niezbyt fortunnie porozmieszczane po starym ogródku a przy ścieżce rosły jednoroczne .Widzę jednak ,że mam ciągoty coraz bardziej przesuwać się z warzywnikiem na wschód. Powstała już na tej części grządka dyniowa , na której jesienią posadziłam czosnek.Obawiam się,że skończy się tym ,że na kwietną łąkę braknie miejsca. Ponieważ będę chciała na grządkach zastosować płodozmian , to muszę teraz pogrzebać w zdjęciach i w pamięci , co gdzie rosło , żeby wiedzieć co po czym wysiać. I dlatego też właśnie między innymi powstał ten post.






















 Dla Was ten plan niewiele pewnie mówi ale to jedno zdjęcie wstawiam z myślą o swojej zawodnej pamięci :-)

wtorek, 5 stycznia 2016

święta ,święta



Właściwie dopiero teraz mogę odpocząć . Święta to miły czas ale szalenie intensywny. Te wszystkie przygotowania ....Corocznie coś sobie opuszczam ,z czegoś rezygnuję a i tak nie mogę się wyrobić ze wszystkim co planowałam. Może dlatego ,że robię z kolei rzeczy, których na ten przedświąteczny gorączkowy okres wcale nie planowałam?  Tak czy siak ,takiej klasycznej wystrojonej choinki w tym roku nie miałam.Zresztą jakoś  nie pasowała do zewnętrznej aury i postanowiłam ,że nie będę na siłę robiła nastroju zimowych świąt skoro one zimowe nie chcą być i to już od kilku sezonów. I tak zamiast uganiać się za choinką to ja grabiłam liście. Jakże miło było wdychać to ciepłe ,nagrzane choć jednak grudniowe powietrze. Grzechem byłoby sprzątać domowe kurze , gdy aura tak sprzyjała  wszelkim ogrodowym zajęciom. Tak więc choinka została zakupiona w ostatniej chwili i czasu już zabrakło na założenie choćby światełek. No nie!!! Przesadziłam. Czas by się znalazł ale uznałam ,że chcę tym razem mieć taką soute.Miała być niezwłocznie po świętach wysadzona do choinkowego lasku ale.... trochę mi żal było tak szybko się jej pozbywać ,no a teraz przymroziło więc nie wiadomo ,czy przeżyje to długotrwałe ciepło. Póki co podlewam i wierzę ,że będzie miała szanse wypuścić wiosną nowe przyrosty . No i udało mi się wreszcie odkryć ( a może to reodkrycie ?) przewagę świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiej Nocy. Otóż po świętach Bożego Narodzenia naprawdę można sobie pozwolić na odrobinę niekaralnego lenistwa. Spróbujcie to zrobić w sezonie wiosennym. Taki numer wiosną nie przejdzie. Więc mam zamiar teraz bardzo intensywnie leniuchować. Zakupiłam już stosy książek no i wreszcie znajdę czas na nadrobienie blogowych zaległości. Wesołego po świtach zatem.