niedziela, 18 stycznia 2015

w styczniu jak w garncu

  Nie , nie narzekam na pogodę. Nawet mi bardzo taka właśnie pasuje. Gdy jest ciepło i słonecznie zaczynam coś działać w ogrodzie. Dużo roboty było przy zbieraniu połamanych przez wichurę gałęzi.Najbardziej ucierpiały brzozy.Mnóstwo drobnych gałązek poniewierało się po całym ogrodzie. Wiatr zerwał mi też plandekę z obornika i przeniósł ją na moje nowopowstałe warzywne grządki przy okazji nie szczędząc posadzonego dopiero co grabowego żywopłotu. Na razie strat nie widać ale wszystko okaże się wiosną. Gdy tak wiało ,byłam pełna obaw o moje zewnętrzne choinki. O dziwo nie zostay porwane za to w bomkach wiszących na drzewach odnotowałam spore straty. Choinki sprzątnełam w tym tygodniu bo przy plus 15 stopniach cudacznie wygladały.Gałęzie poobcinałam i okryłam nimi lawendę i cebulkę siedmiolatke , która to nieszczęsna zaczęła zielenieć. Sprawdzam prognozy i nie zapowiadają zimy przynajmniej do końca miesiąca. Szczerze powiedziawszy wolałabym ,żeby już sobie odpuściła ale moje życzenia pewnie na nic tu się nie zdadzą. Gdy chłodniej i pada , siedzę w domu i robię pompony z tiulu. Zrobiłam już prawie 30 . Może się przydadzą kiedyś na jakieś wesele . I maluje mebelki ale na razie nic nie pokazuję bo nic jeszcze nie skończone .No i smażę obrzydliwie tłuczące pączki. Już dwa razy to poczyniłam na złość sobie i wszystkim , którzy na diecie .W sumie to lubię gdy jest pogoda ale gdy jej brak , też nie jest źle.





















piątek, 2 stycznia 2015

a gdy spadł pierwszy śnieg.....



  Wiem , marny to post bez obrazków:-). Miałam uzupełnić  ten poprzedni ale stwierdziłam ,że w sumie fajnie mieć dwa posty na koncie w pierwszym dniu Nowego Roku.Może to będzie znak rewolucyjnych zmian na blogu? .......zatem spadł w pierwszy dzień świąt. Niewiele tego ale i tyle dobre. Ogród dostał nową odświętną sukienkę i aż się prosił o sesję. Więc ryzykując  odmrożenie palcy ruszyłam z aparatem na podbój narniowego przedsionka. Palce jeszcze nie odpadły ale z tego przejęcia zapomnialam zalożyć coś dłuższego na nogi a miałam leginsy do łydek a buciki trochę krótsze. Na szczęście jednak nogi też nie odpadły i nawet zatańczyły wczoraj przykładnie w takt przebojów sprzed lat. Wszystko na swoim miejscu czego i wam życzę w Nowym Roku :-)





















Zdjęcia się zgrywały i zgrywały i zrobiło się po północy . Nie będzie więc dwóch postów w jeden dzień tym razem ale przed nami cały długi rok więc wszystko się zdarzyć może .

czwartek, 1 stycznia 2015

Na początku był negatyw

" Czym dla mnie jest fotografia? Może czymś takim jak piosenka: pamięcią ,którą zna się na pamięć. Notatką . Westchnieniem.Klepsydrą. Bajką ,a trochę też- bujdą ."

Zarówno tytuł jak i pierwsze słowa mojego posta zapożyczyłam z jednej z ostatnich wydanych za życia, o ile nie ostatniej książki niezapomnianej Agnieszki Osieckiej. Obiecałam napisać coś o moim fotografowaniu i właśnie zasiadłam ale przypomniałam sobie o rzeczonej książce i wcięło mnie na dłużej. Lubię do niej wracać bo i mądra i zabawna i pełna sentymentów i trafnych spostrzeżeń. Właściwie to mogłabym Was odesłać do jej lektury i mieć z głowy ten fotograficzny post ale to nie byłoby grzeczne. Więc grzecznie zacznę od historii.Fotografuję w zasadzie od dziecka. Pierwszym moim aparatem była smiena podarowana mi z okazji pierwszej komunii . To był pomysł żony mojego Chrzestnego i chwała Jej za to . Przez długie lata była to moja ulubiona zabawka. Oczywiście zdjęcia wywoływaliśmy razem z tatą w ciemni zrobionej z łazienki.Ileż to było frajdy i emocji . Początkowo fotografowałam tylko ludzi . Do głowy mi nie przyszło ,żeby robić zdjęcia krajobrazom czy kwiatkom.Dopiero czas slajdów przyniósł zmiany w temacie obiektu fotografowania. Slajdy to były głównie pocztówki z wyjazdów . Potem zaczęła się era fotografii kolorowej i mój wymarzony Zenit z długim obiektywem. Wzbudzałam ogromne zainteresowanie paradując z prawie półmetrową lufą ale coś za coś. Mogłam upolować każdego ptaszka i z tamtego okresu najwięcej zdjęć mam takich właśnie skrzydlatych. Potem były dzieci i nie sposób było oprzeć się ich fotografowaniu..Dzieci rosły a wraz z nimi niechęć do pozowania. Trzeba więc było szukać  innych tematów. I stał się nim świat po prostu. Wszystko stało się godne fotografii choć tak naprawdę dopiero blogowanie nauczyło mnie pokazywać  innym jak widzę go po swojemu.Paradoksalnie zdjęcia ,które są dla mnie najcenniejsze pozostają gdzieś na dnie wirtualnej szuflady. To te wszystkie , które  mam ogromną ochotę przenieść na papier i wkleić do prawdziwych albumów z prawdziwymi kartkami.To zdjęcia ludzi . Mojej rodziny , moich przyjaciół , znajomych. Żałuję ,że nie zgadzają się na ich publikację. Czasami coś przemycę  ale zwykle obrywam tak jak za te zdjęcia mojej córy w czapce z ostatniego posta. Uwierzcie ,że mam takie gdzie widać ją w pełnej krasie a dostało mi się już za takie, na których nic nie widać :-). Robiąc zdjęcie synowi muszę przyrzekać ,że nie umieszczę na blogu .No i tym sposobem mój blog ożywiają jedynie koty i ptaki, które nie protestują. Cała reszta to martwa natura , która może i cieszy oko ale wartości dla mnie większej nie ma. Na pewno moje blogowe zdjęcia nie są tymi, które chciałabym mieć w rodzinnych albumach.Do niektórych czuję jednak jakiś sentyment zwłaszcza do tych z podróży lub do tych , na których nie widać ale ja wiem ,że obok planu zdjęciowego był jeszcze inny , ważniejszy. Jak fotografuję ? Musze mieć natchnienie. To nie jest tak ,że widzę coś co mnie zachwyca i strzelam fotkę. Bardzo często patrzę na świat jakby przez obiektyw i stwierdzam '' o to byłoby super zdjęcie". Ale go nie robię . I to nie dlatego ,że nie mam aparatu. Przeważnie go mam . Sama nie wiem dlaczego .Czasami wracam do tego miejsca specjalnie po to ,żeby jednak zrobić to zdjęcie . Do niektórych miejsc wracam wielokrotnie. Tak po prostu mam. Zdjęcia ogrodu ? Gdy po prostu przychodzi mi ochota wychodzę i cykam . Potrafię tak pół dnia potem tygodniami nic.I czasem  światło aż kusi ,żeby coś uwiecznić a ja  tylko podziwiam i nic. Pewnie te najlepsze zdjęcia to te , o których pomyślałam że mogłabym zrobić.Czasami muszę  się oswoić z miejscem. Byłam w miejscach , gdzie nie zrobiłam ani jednego zdjęcia chociaż były to wręcz wymarzone plany zdjęciowe . Po prostu coś mnie blokuje .A jak się odblokuje to też nie ma się czego obawiać. Nie strzelam na oślep . Kiedyś przeżyłam mocne zdziwienie , gdy zobaczyłam jak można fotografować. Zobaczyłyśmy z koleżanką ślimaka w lesie . Mnie on specjalnie nie wzruszył a gdyby wzruszył to na pewno położyłabym się na mchu ,żeby z dobrej perspektywy go wziąć . A moja koleżanka ? Położyła po prostu swój wypasiony aparat , który się sam ustawił i zrobił zdjęcie. Nie mogę powiedzieć,że wyszło złe tylko ,że ja bym się pod nim nie miała sumienia podpisać. Jasna sprawa ,że wiele zdjęć robi się na tzw. chybił trafił ale przynajmniej muszę widzieć co mam w obiektywie. Prawda jest taka ,że mam coraz większe problemy ze wzrokiem a ciągle jeszcze nie nauczyłam się fotografować wspomagając się okularami. Tak ,że z tą ostrością pewnie bywa różnie , co może czasami dodaje zdjęciom dodatkowego charakteru . Lubię też łamać ogólnie przyjęte normy. Pamiętam czasy , gdy wszelkie przewodniki po fotografowaniu mówiły alby unikać fotografowania pod światło. Słońce powinniśmy mieć z tyłu. Pierwsze moje zdjęcia pod światło zrobiłam ze 20 lat temu nad morzem i muszę przyznać ,że do dziś jestem z nich dumna. Teraz fotografuję głównie pod światło albo z miejsca będącego w głębokim cieniu. Lubię efekt poruszonego zdjęcia . Lubię  zdjęcia niewyraźne, rozmyte. Nie robię zdjęć z fleszem . Nie robię zdjęć w pełnej automatyce. Nie robię zdjęć przy sztucznym oświetleniu. Mój aparat to od kilku lat niezmiennie Canon EOS 1100D i jedyna ekstrawagancja to obiektyw wymienny, którego  praktycznie zawsze używam 55-205mm 1;4-5,6  fi 58mm  . Często brudny . I to cała moja tajemnica :-). No może  tylko część. Mój mąż twierdzi ,że mam wadę wzroku. Mówi tak na podstawie tego ,że gdy prowadzi samochód i patrzy gdzieś w bok to ja mu zwracam uwagę mimo ,że nie patrzę na niego. Uważa  ,ze blefuję i że to nie jest możliwe abym miała taki szeroki kąt widzenia. Ciekawa jestem czy to ja dziwnie widzę czy on . A jak Wy macie ? No i czy może być post bez zdjęć  czy koniecznie mam coś powklejać ? ( musiałabym odpalić drugi komputer , wybrać , zmniejszyć, wgrać - to trochę trwa )

piątek, 26 grudnia 2014

A pod choinką ....

   
Bardzo serdecznie dziękuję wszystkim za życzenia tu i tam a pod choinkę podarowuję  trochę mojego świątecznego nastroju i............. piosenkę




















Miłego świętowania dla wszystkich.