sobota, 26 maja 2012

nostalgiczna niespodzianka

Pisząc wczorajszej bądź dzisiejszej nocy ( mam problem kiedy to było , bo dziś też zaczynam ten post wczoraj a skończę chyba jutro ) ostatni post, świadomie Was wprowadziłam w błąd , bo ostatni to będzie dziś. Miała być niespodzianka i bezsensem było o tym informować. Zresztą obawiałam się ,że mogłoby mi dziś ,tzn jutro coś przeszkodzić , bo wiadomo -wypadki chodzą po ludziach a ja wybierałam się z samego rana do stolicy , a wiadomo jak wyglądają nasze drogi do niej prowadzące. Jak nie wiadomo , to powiem ,że koszmarnie. Ostatnio (nie licząc dzisiaj) jechałam do stolicy początkiem marca i śmiem twierdzić ,że nie posunęły się roboty ani o kilometr ,chociaż robią wrażenie ,że coś się robi. Nie będę się tu rozpisywała na ten temat , bo mi ciśnienie skacze . Szczęśliwie wróciłam ze stolicy i mogę poczynić tego ostatniego przed wyjazdem posta i tym razem nie ma tu żadnego oszustwa , natomiast jest pewien podstęp. Otóż ,  za kilka dni znowu uzyskam pełnoletność i uznałam ,że w związku z tym należy Wam się jakiś prezent.Powiem ,że równie mocno mnie cieszy dostawanie prezentów jak ich dawanie. Prezentów od was oczywiście nie oczekuję , chociaż przyznam ,że miło mi będzie , jeśli w ramach prezentu dla mnie będziecie chciały wziąć udział w losowaniu prezentu dla jednej z Was. Oczywiście ,chciałabym wszystkie obdarzyć ale po pierwsze, nie wiem czy wszystkie chciałybyście a po drugie , to wiadomo. A prezent to dwa dzbanuszki emaliowane . Jeden to imbryk a drugi mlecznik.Są białe i mają malowany motyw kąkoli i zboża. Są fabrycznie nowe, chociaż wyglądają jak sprzed 100 lat a dokładniej , jak sprzed 105 bo jest to wzór powielony z serii ,której produkcja ruszyła w 1907 roku .Seria nazywa się"Nostalgia"i coś w tym jest , bo patrząc na te naczynia z nostalgią wspominam czasy dzieciństwa i dom babci Karoliny rocznik 1907 (to była siostra mojej prawdziwej babci Marii , po której odziedziczyłam imię. Maszka to pseudonim literacki :-) przyjęty  z miłości do opowiadań Nabokova ), w którym to było mnóstwo naczyń emaliowanych, a w jednym z nich rósł na werandzie pięknie kwitnący i roztaczający wokół swoją przesłodką woń, wielki do sufitu, różowy oleander.
Nostalgia to również seria mydełek o pięknych naturalnych aromatach i do kąkoli spasowała mi lawendowa nuta. A skoro mydełko , to musi też być mydelniczka i znalazła się taka w kolorze oleandra.
I oto cały upominek plus mydełko oczywiście. Jeśli Wam się podoba , to wystarczy napisać komentarz. jeśli chcecie to możecie skopiować tę ostatnią fotkę i wkleić u siebie ale nie jest to żaden warunek . jeżeli tylko Wam się podoba , to napiszcie komentarz i tyle.  Jestem niecierpliwa , więc nie będę przeciągała zabawy w nieskończoność . Jak tylko wrócę a będzie to chyba w w pierwszą środę czerwca , robimy losowanie ( chyba ,że jedna się tylko zapisze , to oczywiście dostanie wszystko bez losowania). To tyle i....

pomyślcie czasem o mnie z nostalgią :-)

150 wątków

Proponuję na wstępie ,abyście według własnego uznania podzieliły sobie tego posta na kilka części i dawkowały przez najbliższe dni , bo po pierwsze- nie napiszę nic więcej do mojego powrotu a po drugie -chciałabym ,żeby ktoś ten mój blog odwiedzał , gdy mnie nie będzie. Bo mnie nie będzie , tzn. będę ale nie wiem czy w dalekiej Transylwanii mają internet i czy wampiry mnie do niego dopuszczą.Mam nadzieję ,że nie wyssą ze mnie całej krwi (0 Rh+) i wrócę i będę mogła kontynuować. Ja dzisiaj miałam dużo ambitnych planów odnośnie przygotowań do podróży , bo i jeszcze jakieś zakupy miałam poczynić i w domu ogarnąć i w ogrodzie pozabezpieczać, tymczasem nic z tych rzeczy mi się nie udało ponieważ odwiedził mnie pan paź i już nie umiałam normalnie funkcjonować. Jest zjawiskowy.jedyne co mnie martwi , to to ,że ma uszkodzone jedno skrzydełko. Nic mu nie będzie , prawda? Przysiadał na wszystkim na chwilę ale najbardziej przypadł mu do gustu mały pachnący goździk. I tutaj dopiero mogłam mu zrobić wyraźną fotografię .
Poza bieganiem za paziem . co jeszcze robiłam? Ano , musiałam zrobić wianek z pąków bzu czarnego. O bzie to wypadałoby osobnego posta , bo moim zdaniem każdy szanujący się wiejski ogródek , powinien mieć ten czarodziejski krzew w zestawie obowiązkowym.
Donice z ziółkami zajęły już swoje letnie stanowiska. Rozmaryn, bazylia ,majeranek. Na razie tyle. jeszcze czeka jedna donica na obsadzenie. Musze pomyśleć co tam zagości.
Szałwia zakwitła i tak będzie miała do końca lata. Lubię ja za to.
Kolejny materiał na wianek. mam nadzieję ,że zdążę jeszcze przed wyjazdem . bo po powrocie może już być zbyt przekwitnięty. Kwiatostany szczypiorku idealnie się zasuszają nie tracąc nic a nic koloru. mam z ubiegłego roku ciągle różowiutki.
Na warzywnikowych ścieżkach dominują bratki. Usuwam je tylko ze środka ścieżek ,żeby można było stopę postawić. Podeptane nie wyglądałyby dobrze.
Warzywka , bardzo w tym roku opóźnione w stosunku do ubiegłego a to dlatego ,że po prostu za późno wysiałam.Gapa
No i mamy pierwszy zbiór. włóknina się sprawdza póki co.
A teraz w ciszy pozwolę się wam zaorlikować trochę. Musicie je pokochać.
Nie samymi jednak orlikami człowiek żyje. Lilie bardzo przerzedzone przez ostatnią zimę ale coś zakwitnie.
No i moje skrzynki bardziej dopowiedziane i dopchane do granic ich pojemności, bo dopakowałam jeszcze miniaturki surfinii.

No i misia moja kochana. Wiem ,pamiętam , mam zaległy post o kotach . Będzie kiedyś :-). A dziś misia tylko , bo chodzi za mną wszędzie i wchodzi w kadr więc niech jej będzie.
Misia uwielbia to co kiedyś było pięknym , soczystym ,zieleniutkim trawnikiem , a stało się tym co widać dzięki co poniektórym koleżankom głosującym za tym aby na trawniku pozostawić bratki. Chcąc pozostawić bratki musiałam go nie kosić. No i zakwitł, a właściwie zakwitła bo to już jest łąka.
Teraz może można by ją już skosić ,ale jak tu kosić , skoro ona tętni życiem. Nie miałabym sumienia. Dziś fruwały nad nią dosłownie roje takich cudeństw.
A ten to już nocny. Dobranoc