czwartek, 27 grudnia 2012

Wyróżnienie dla 'Moczarów"

Nigdy wcześniej tego nie zrobiłam tzn. nie dałam nikomu wyróżnienia i nie dlatego ,że nie lubię czy nie cenię Waszych blogów.Nie w tym rzecz.Nie potrafiłam tego zrobić .Dojrzałam.Przyszedł czas,że udało mi się nawet zrobić swoje prywatne wyróżnienie i chciałam je przekazać Gwenaelle   czyli Ani , która sama jakiś czas temu mnie wyróżniła a ja najnormalniej w świecie nie znalazłam czasu ,żeby zajrzeć na jej bloga. I żałuję tego ogromnie . Nie żałuję jednak ,że czytam bloga Megi i tam znalazłam informację o programie "Maja w ogrodzie " kręconym właśnie w 'Moczarowym ogrodzie". Na program w TV nie trafiłam ale Ania u siebie napisała również posta na ten temat i tym razem wszystko zgrało się w czasie i zajrzawszy do Moczarowego ogrodu ugrzęzłam w nim na dobre , otwierając szeroko oczy ze zdumienia co taka powabna i delikatna jak motyl osóbka może zdziałać dzięki pasji i ogromnemu zamiłowaniu do natury.Ja w każdym razie chylę czoła i już nigdy nie powiem ,że mam za dużo pracy w ogrodzie albo ,że mój ogród jest za duży. Zobaczcie same. W Moczarowym ogrodzie cofnęłam się w czasie i jestem dopiero w sierpniu 2011 roku ale wiem ,że gdy tylko czas pozwoli będę tam wracać z wielką przyjemnością i podziwiać tę trochę szaloną wyglądającą jak nimfa dziewczynę. A wyróżnienie daję po to ,żebyście i Wy tego wszystkiego nie przeoczyły. ZAPRASZAM .Od właścicielki Moczarowego oczekuję w zamian ,że nigdy nie przestanie :-)

Święta ,święta i ....poświętnie

Poświętnie zabiorę Was na krótki spacer po miejscu zaczarowanym.Myślałam ,że taka nazwa ulicy to żarcik jakiś ale sprawdziłam w google i okazuje się ,że nawet stolica ma ulicę poświętną. Nie wiem na pamiątkę lub ku czci czego taka nazwa ale spodobała mi się. Było to w lutym tego roku czyli juz bardzo mocno poświętnie (ciągle podkreśla mi ten wyraz więc pewnie tak naprawdę go nie ma) i mocno mroźno. Wywiało mnie daleko na wschód Polski i musiałam zanocować w pewnym dziwnym miejscu.
Sama jedna w kilkuwiekowym budynku. Rano chciałam się zebrać i ruszyć w drogę ale....nie miałam komu zapłacić za nocleg bo obsługa hotelu jeszcze nie przyszła. Było mi dziwnie. Ani żywej duszy w całym miasteczku.



Pokręciłam się więc trochę po okolicy i napotkałam tylko psa z kulawą nogą pod największą zachowaną w Polsce synagogą. Miałam też bliskie spotkanie się z hetmanem Żółkiewskim na samym środku rynku i wspomniałam Agnieszkę (Osiecką oczywiście) ,bo to w sumie dzięki Niej tu dotarłam.



To zapewne na tej ławeczce przysiadywała dając sobie oddech w podróży na ukochane Mazury.
Widać ,że ktoś poświętował po swojemu. Około dziewiątej pojawiła się  obsługa hotelu. Zapłaciłam i opuściłam to opuszczone miejsce z obietnicą ,że kiedyś tam wrócę .Może latem w innej scenerii (mróz był prawie trzydziestostopniowy), przy innym świetle przyjrzę się temu miejscu raz jeszcze .W tym roku nie udało się ale nie może mi to uciec. Zapomniałam. Miejsce akcji -Tykocin

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Jednak białe

Wam wszystkim i sobie życzę aby wreszcie te wszystkie życzenia świąteczne  się spełniły chociaż w połowie..... no w trzech czwartych .


czwartek, 13 grudnia 2012

Byłam śnieżynką

Nie da się spać kochani .Nie da się  przy takim słoneczku i gdy kosmiczny pył błyszczy w atmosferze. Tak, dziś był ten magiczny zapylony dzień. W taki dzień to się człowiek nie boi zajrzeć nawet w najciemniejsze zakamarki swojego domu. Zrobiłam to dziś ,chociaż już od dawna miałam to w planie. Nie jestem chomikarą. Raczej wyzbywam się rzeczy. Czasem coś przechowuje z sentymentu ale naprawdę tego niewiele. Po mamie zostawiłam sobie jedną spódnicę, którą nosiła będąc w moim wieku ( to ona chomikowała) i o zgrozo odkryłam ,że ojoj ciężko w nią się wcisnąć a raczej powiedziałabym ,że nie ma najmniejszych szans. Drugą szmatką jest bluzka, która mama uwielbiała i bardzo często w niej chodziła. Nie przepadałam za nią.......do momentu aż sama nie ubrałam .Nie nosze jej ponieważ nie chcę przywoływać tacie wspomnień związanych z mamą. Chyba unika ich , tak jak i ja. Ale kiedyś pewnie ją ubiorę. Dziś jednak nie o tym miało być. Dziś humor mam mocno wesoły za sprawą pewnego pudełka .A w pudełku coś w co też się nie mieszczę ale trudno się zmieścić w sukienkę , którą nosiło się ponad czterdzieści lat temu.
Otóż moja mama odkupiła ją od swojej koleżanki z pracy z moich wyliczeń wynika ,że lat temu 42.Sukienka miała być strojem komunijnym jej córki(córki koleżanki) ale okazała się za mała. Nie wiem jakim sposobem ale została sprowadzona z samej Anglii . Nie mam pojęcia ile mama za nią zapłaciła ale podejrzewam ,że święta tego roku mieliśmy wyjątkowo skromne.  Tak się złożyło ,że w przedszkolu jak co roku była organizowana zabawa choinkowa i miałam być jedną ze śnieżynek. Biała sukienka była więc niezbędna. Odnalazłam tamten czas na zdjęciu.Pierwsza z prawej to sześcioletnia Maszka.Z pierwszą z lewej przyjaźnimy się do dziś. W środku pani Krysia , która była najcudowniejszą ciocią. Po wyjściu z przedszkola nigdy więcej jej nie spotkałam. Szkoda.
Moda mini królowała jak widać. Widać też ,że dekolt sukienki i brzegi bolerka były obszyte puszkiem i pamiętam ,że kto się tylko mnie dotknął od razu był zapuszkowany.Sukienka po wielu latach chomikowania przez moją mamę powędrowała do mojej młodszej ode mnie o 12 lat siostrzenicy .Potem siostra dała jakiejś swojej koleżance i słuch o niej zaginął. Kilka lat temu o dziwo się odnalazła i wróciła do mnie. Moja córa już nie zdążyła w niej pochodzić. Zresztą , kto by teraz chodził w takich koszmarnych sztucznościach.? Może znowu wróci moda i jakaś wnusia się załapie .I tym sposobem stałam się chomikarą.
Idąc za ciosem pokaże jeszcze Maszkę trzyletnią ( te kropki na zdjęciu to ślady po igle od maszyny. Ze też mama pozwalała mi się tak bawić). Ja to ta z lewej z dzwoneczkiem. Byłam bardzo dumna z tego ,że to mnie Mikołaj dał podzwonić i pamiętam to do dziś.

I Maszka czteroletnia .Tę mini sukienkę pamiętam też dokładnie. Była blado różowa. Miała biały kołnierzyk i mankiety i strasznie ciężko przechodziła przez głowę , dlatego jej nie cierpiałam . No ale na balu trzeba było mieć lansik.Zauważcie paczki w ekotorbach oraz strój Mikołaja. Niby zdjęcia czarno białe ale od razu widać ,że nie są to czerwone sukienki.
Niestety nie mam Maszki pięcioletniej. Może zaniemogła na bal?

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Kto wygrał

Pozwoliłam już wczoraj zrobić sobie losowanie ,mając nadzieję,ż ee nikt więcej do zabawy się nie dopisze:-).I tak też się stało. Grono tym razem bardzo kameralne i o to chodziło. Losowanie wczoraj,bo spotkałam się z jedną miłą blogowiczką ,która zgodziła się odegrać rolę sierotki. Zadnego kumoterstwa nie było ,chociaż sierotka też miała swojego losa. Wyrała:
Aga nie patrzyła , więc poprosiłam ,żeby odwróciła i okazało się ,że to Ataboh. Wiem ,że jej teraz nie ma .Prosiła aby poczekać , więc poczekam.Dziękuję wszystkim , które chciały się bawić. Tymczasem ,po wczorajszym pięknym słońcu i duzym mrozie , dziś przyszło ocieplenie ale za to bez słońca. Dobrze ,że chociaż śnieg rozjaśnia te najkrótsze dni w roku. Mnie natomiast ogarnął jakiś kryzys blogowy. Może to normalne po takim okresie bardzo aktywnego blogowania. Nie wiem jak się to skończy ale póki co mam dość. Wrzuce Wam kilka dzisiejszych fotek ,bo wczoraj nie mialam w ogóle natchnienia chociaż okoliczności były o wiele ciekawsze. Dzisiejsze jakieś takie smutne .Nie , nie , to nie dlatego ,że ja smutna. Taka jakaś senna tylko jestem.Może powinnam na zimę
 zasnąć, jak mój ogród? Jak się obudzę , dam znać :-)