poniedziałek, 29 kwietnia 2013

kapusta mamma mia

Pomimo dzisiejszego ochłodzenia i deszczu na mirabellę mogłam liczyć. Zakwitła całym swoim kwietniestwem wabiąc i nęcąc moje oczy, więc w takich okolicznościach przyrody   postanowiłam przesiedzieć ten dzień w kuchni, bo stąd widać to cudo najlepiej . Żadna to jednak nowość ,albowiem  w zasadzie w kuchni codziennie spędzam sporo czasu . Tak , gotuję, chociaż na blogu dawno o tym nie informowałam. Dziś postanowiłam podzielić się przepisem na kapustę alla mamma. .
 Ważne ,żeby była świeżutka i zieleniutka. Wiem ,że o tej porze roku nie wszyscy mają zaufanie do tego jaka naprawdę jest zawartość kapusty w kapuście i przyznam ,że niekiedy też o tym myślę ale do diaska ....jeśli jest smaczna . to raz na jakiś czas można zgrzeszyć. Nie namawiam absolutnie do codziennej diety kapuścianej. Zabieram się zatem do roboty. Najpierw kapustę szatkuję niezbyt drobno i obowiązkowo podjadam . Po prostu uwielbiam te słodziutkie ,chrupiące listki. Potem wrzucam na wrzątek i blanszuję chwilę. Odcedzam. Przekładam do gara , dodaję trochę masła lub jeśli ktoś woli  oliwę ,kroję cebulkę najlepiej ze szczypiorem , dużo koperku obowiązkowo z chrupiącymi łodyżkami, dwa pokrojone w słupki jabłka (najlepiej kwaśne), pomidory  dwa (już są nasze pyszne) , sól , pieprz najlepiej utłuczony niezbyt miałko i ocet balsamiczny w kremie. Przykrywam garnek pokrywą i na niewielkim ogniu duszę całość ok. 15 minut. Naprawdę potrawa błyskawiczna a jaka pycha.

A gdy już się nagotowałam to zasiadłam i pogapiłam się w okno. Po prostu
tak czasem trzeba.


sobota, 27 kwietnia 2013

Kolorowo

Nie myślałam ,że tej wiosny to powiem ale jednak : zrobiło się gorąco. Dziś termometr pokazywał 28 na plusie. Nie będę narzekała ale no wiecie , rozumiecie- przyroda ogłupiała. Wszystko śmiga w przyspieszonym tempie. Jestem pewna ,że rano będzie już kwitła czereśnia i mirabelka . Mam otwarte okno i słyszę jak paki strzelają. Nie napisze dziś za dużo, bo powklejałam za dużo zdjęć bez ładu i składu i wyczerpał się mój limit siedzenia przed ekranem. Mogłabym napisać coś jutro ale jutro na pewno nie będę miała czasu , w niedzielę pewnie też nie za bardzo a w poniedziałek okaże się , ze te fotki już mocno przeterminowane. Tak wiec pozwolę Wam dziś nacieszyć oczy kolorami , które wreszcie są .A następnym razem to chyba pójdziemy już do warzywnika ,bo też się tam zaczęło dziać. Teraz tylko trochę deszczu poproszę. Może nawet padać tylko nad moim ogrodem ,jeśli Wam deszcz nie w smak.










































wtorek, 16 kwietnia 2013

Nadejszła





 Lubie ten czas ,kiedy zmieniam opony z zimowych na letnie i buty z buciorów na buciczki. Przypomniała mi się historia sprzed wielu lat , kiedy to będąc młodą nielekarką , dostrzegłam w naszym wiejskim sklepie obuwniczym ,śliczne , włoskie (nie mam pojęcia skąd w tamtych czasach się wzięły ) , czerwone czułenka. Pytam o rozmiar 39 a tu pech , tylko 38 . Więc jak ta siostra kopciuszka , próbuję . Weszły. Jak już weszły to jest nieźle.  Biorę . Do dziś mam nieco skoślawione palce dzięki tym pięknościom ale co się nachodziłam to moje.W sklepie , w którym przeważnie zaopatruję się w obuwie jest jeden regał , na którym stoją prześliczne buciki po jednej parze i tylko w rozmiarze 38. Wrrrrrr. Staram się tam nawet nie zerkać. Dlaczego rozmiar 39 jest gorszy od 38 ?



 Dziś się zebrałam w sobie i może uda mi się zrobić tego posta co go miałam już kilka dni na myśli. Tak się złożyło ,ze wraz z ciepełkiem nadeszły dni siewu według kalendarza księżycowego a żeby wsiać to trzeba jeszcze wcześniej wiele innych czynności poczynić więc dwoję się i troję ale i tak okazuje się ,że jest mnie za mało . Jeszcze nigdy nie sprzątałam zeszłorocznych liści w połowie kwietnia!!!!!!!!!! Zima była zwariowana ale mam nadzieję,że już się wyzimniła za swoje i już nie będzie mrozić w maju jak to miało miejsce w ubiegłym roku. Szczęśliwie się złożyło, że tegoroczna nie poczyniła żadnych większych szkód w roślinach.Mało kiedy zdarza  mi się przycinać krzewy róż wedle książkowych zaleceń. Przeważnie obcinam to co przemarznięte i niewiele już potem zostaje. W tym roku róże przezimowały fantastycznie nawet bez osłon. Wprawdzie mam mnóstwo pustych miejsc po ubiegłorocznych zniszczeniach  ale może uda mi się je jeszcze uzupełnić tej wiosny. Jeśli nie to zrobię to jesienią. Wczoraj mieliśmy dzień kwiatu i do ziemi poszły cebule lilii , klematisy i groszek pachnący. Dziś i jutro dzień liścia. Wysiałam sałaty , buraczki liściowe i szpinak. Przepikowałam też bazylię.


 Od czwartku do soboty dzień owocu wiec wysieję fasolki , groszek cukrowy ,przepikuję pomidorki chociaż nie wiem czy nie lepiej pikować w dzień korzenia.Może poeksperymentuję .Cały przyszły tydzień to tez nadal terminy siewów wiec myślę ,że zdążę ze wszystkim. Pod znakiem zapytanie jest natomiast rabata jednorocznych kwiatów. Chyba jednak muszę poświęcić temu miejscu więcej czasu niż myślałam .Jeśli nie zdążę z przygotowaniem ziemi do majowych terminów siewu , to nasionka będą musiały poczekać do przyszłego roku. Żal mi tego widoku, który mam od jakiegoś czasu pod powiekami ale trudno ....nie mam rączek jedenastu.








 W ogrodzie jeszcze dość szaro. Kwitną krokusy i inne cebulowe drobiazgi ale to wszystko mało. Do donic pomaszerowały bratki. Jak zwykle nie potrafiłam zdecydować się na kolorystykę więc kupiłam trochę na chybił trafił wszystkiego po trochu. Skrzynki ubrałam w portki dosłownie , bo wykorzystałam poprzecierane nogawki ,żeby uszyć im ubranka. "Uszyć" to może zbyt mocno powiedziane ale jakoś się  to kupy trzyma :-). Ubiegłoroczne jutowe worki po prostu się rozeszły ale i tak sporo przetrwały.Myślę ,że dżins będzie jeszcze trwalszy.
















 A  dowodem ,ze mamy wiosnę na 100 albo i wiecej procent , są te oto futrzane kuleczki, które dziś właśnie zaczęły otwierać swoje oczęta. Chyba zorganizuję candy z prezentem  w postaci kociąt. Są chętni ?