piątek, 31 maja 2013

Maj w pigułce

Maj minął jak z bicza strzelił. Nie powinno mnie to w ogóle dziwić bo odkąd pamiętam ,zawsze tak jest. Dzień niby długi ale ciągle go mało. Nie będę wypisywała co miałam zrobić w maju a czego mi się zrobić nie udało ,bo to stanowczo za długa lista. Są na pociechę i takie rzeczy, które zostały zrobione mimo, że nie do końca wierzyłam ,że się uda. Chwalić się jednak jeszcze nie będę ,bo na spektakularny efekt trzeba jeszcze trochę poczekać (rośnie). Dzisiaj chciałam pokazać mój ogród w dwóch odsłonach - początkomajowej i końcomajowej . No i niby tak też zrobiłam , jednak nie do końca bo zamysł był taki ,że będę umieszczała dwa kadry obok siebie . Niestety , to nadal dla mnie czarna magia. Za to na pocieszenie udało mi się wgrać dziś zdjęcia w jakiś tajemniczo szybki sposób więc już niech tak zostanie. Najpierw  migawki sprzed dwóch tygodni , kiedy to kwitły jabłonie, zaczynały pękać bzy, fiolet miesięcznic pojawiał się w większych lub mniejszych kępach, zieleniał świeży  szczypior ,czosnki dopiero się szykowały do rozkwitu a kotki bez mamy ani rusz.


 Moja karłowa jabłoneczka ozdobna. Ma około 20 lat.Kiedyś , gdy nie mieliśmy ogrodzenia zjadły ją zające i pewnej wiosny sterczał tylko objedzony z kory patyk. Jakoś się pozbierała . Corocznie tnę ją kilkakrotnie w ciągu sezonu. W tym roki przeszła już jedno cięcie na początku wiosny a wczoraj obskubałam ją znowu, skracając mocno nowe przyrosty. Jabłuszka ma żółte bardzo ozdobne. O odmianę nie pytajcie .

   Niezapominajki nie zawiodły tej wiosny mimo ,że starałam się usuwać jak najszybciej przekwitłe w ubiegłym roku.Są urocze ale nie wszędzie mile widziane. W warzywniku mogłyby sobie odpuścić.

  Miesięcznica pięknie przezimowała. Te ubiegłoroczne nie były tak dorodne . To naprawdę nie była zła zima.

   To jest bezimienna mama.Urodziła cztery kocięta.Razem z dr Ferdynand Mruczek wychowały wspólnie swoją siódemkę. Niewiarygodne jak łatwo koty przygarniają cudze dzieci. Ludzie tak nie mają niestety.

  Lilak niewiadomej odmiany pozostały w spadku po poprzednich właścicielach. Kiedyś był dużym krzewem ale trochę gołym od dołu i na dodatek słabo kwitł. Zrobiłam mocne cięcie i po dwóch latach uzyskałam gąszcz nowych pędów z ogromną ilością dorodnych kiści. Rośnie przy warzywniku i uprzyjemnia swoim zapachem mniej przyjemne prace ogrodowe.

 Szczaw posadziłam w ubiegłym roku. Jest mocno ozdobny ale do spożywania go nie jestem zbyt przekonana. Jakiś taki mało kwaśny. Ostatnio szczaw robi karierę w polityce ale ja go chyba wywalę tym bardziej ,że poszedł w kwiaty więc podejrzewam ,że jest dwuletni.



 Bratki podobnie jak niezapominajki są niezawodne. Tu rosną na żwirowej ścieżce w warzywniku. Wąż ogrodowy zupełnie nie przydatny tego maja.


    Szczypiorek to pierwsze coś co można zjeść z własnego ogrodu. Kiedyś kupiłam w sklepie taki w doniczce i wiosną posadziłam rozdzielając po jednej bulwce ( czosnek ma bulwy czy cebule?) no i po dwóch latach już był gęściutki. Nie obcinam go tylko wyrywam pojedyncze piórka. Lepiej póżniej taka roślina wygląda.
 Donica z poziomkami przestała tak całą zimę. Już boję się ją dotykać bo mogłaby się rozpaść.

 Bez czeremchy to nie może być prawdziwego ogrodu. Szkoda ,że przekwitła .Zapach zdecydowanie przywołujący lata dzieciństwa i moje zabawy z koleżanką w krzaku czeremchy udającym nasz dom. Czeremchy mają skłonność do ogołacania się w środku podczas gdy na zewnątrz są gęstym ,zielonym buszem. Kryjówka nie do odgadnięcia przez dorosłych.Polecam

   To bardzo wielki i bardzo stary lilak. Corocznie obiecuję sobie ,że po przekwitnięciu go przytnę ale jakoś tak schodzi a poza tym chyba musiałabym sobie zmontować rusztowanie albo zaopatrzyć się w super długą drabinę. Póki co koty świetnie sobie radzą ze wspinaczką na sam szczyt a ponadto pożywiają się (widziałam na własne oczy ) jego korą . Naprawdę ich nie głodzę.
  Doczekałam się kolejnego kompostownika. Ten ma być tylko na liście .
  A to coś co szczeka ale nie piesek. Zwierzaczek o dziwo nie uciekł ale doskoczył do mnie i zaczął szczekać. Dobrze ,że dzieliła nas siatka ,bo wyglądał groźnie pomimo sarnich oczu. Podejrzewam ,że gdzieś blisko mogły być młode. To przykład , jak pięknie daje sobie radę natura , gdy się jej człowiek za bardzo nie wtrąca.Ten lasek rośnie od jakiś 15 lat. Wcześniej było to pole orne i pamiętam je całe w makach. Po makach ani śladu ale są sosny (dzieci mojej  przysypialnej) , grzyby i sarenki.Udało mi się uratować tej wiosny las od spalenia. Debili nie brakuje chociaż to akurat były pozbawione wyobraźni dzieciaki. Dostały manta od ojców (mam nadzieje)
 Latarenka sobie stoi jak ją postawiłam dwa lata temu. Już powoli traci swoją świetność ale winobluszcz próbuje ją omotać. Ciekawe co z tego wyniknie.

 Stary zlew jako donica spisuje się poprawnie.



 Wspominany wcześniej lilak białak i latarenka omotana.
 Mój warzywnik z wieżyczkami. Ta żółta plama to kwitnąca rzeżucha . Już jej nie ma.

 Paprocie dopiero co rozwijają swoje piórka a w nich buszuje mój paw albo jakiś inny kurak. Nie wiem co ostatecznie wyjdzie. Ten cis rósł przy wejściu do starego domu. sama go tam głupia posadziłam . Nie miał tam zbyt dużo przestrzeni i rósł tworząc nieciekawy kształt.Gdy dom został rozebrany nijak tu nie pasował więc go mocno przycięłam i wyszło mi takie ptactwo. A może komuś przypomina jakieś inne stworzenie ?
  Pod płaczącą brzozą (sama sadziłam ) ułożyłam sobie kamienną ławkę . a na kamieniach gruba decha i cała filozofia.
 Czosnki . Lubię ten czas ,gdy mają takie właśnie lekko fioletowiejące łebki.

 Moja altanka przypruszona opadającym kwieciem jabłoni.Czas biegnie nieubłaganie.
 Ta żółcień nigdy mi się nie nudzi chociaż już chyba tu deklarowałam ,że nie przepadam za żółtym. Jak to nie?

 Dr Ferdynand Mruczek (zbieżność nazwisk przypadkowa) urodziła 3 kociątka . Został juz tylko ten ,który siedzi w koszyczku. Nie mam sumienia odbierać go mamom. Obie z nim śpią i karmią go na zmianę. No nie mam sumienia go oddać nawet w najlepsze ręce. Jeszcze nie teraz.
  Do połowy maja warzywka siedziały pod pierzynka. Teraz już tylko dyniowate ...i ogórkowate....i cukiniowate.



 A dziś wszystko wygląda zupełnie inaczej.


  Między liśćmi moich dębów ,lip i klonów polnych dojrzałam dziś różowe plamy kwitnącej dziko firletki. To pszczeli pożytek wiec dobrze ,że sobie znajduje miejsce pośród nieużytków.
 W warzywniku coś ruszyło chociaż start był ciężki bo opóźniony długą zimą a ostatnio ulewami i nawet, o zgrozo ,gradobiciem. Jedno jest pewne. Wody moim roślinom wyjątkowo nie brakuje.
  Miesięcznica zamieniła swoje fiolety na migocące w promieniach słońca ,na razie jeszcze zielone srebrniki.
  Można powiedzieć ,że jeżyna przezywa swój debiutancki bal.Jeszcze jej takiej nie widziałam.

Kalarepa niebawem do zbiorów.
 Truskawki wyjątkowo poźno w tym roku ale mam zamiar się najeść ich na zapas albo na dwa.

 Dzielna mama .
 Rośnie aż słychać. Najszybciej sałata musztardowa. Chyba nie nadążę jej zjadać .

 Szczypiorek zbiera się do rozkwitu
  A tym narzędziem dobierałam się wczoraj do czosnku bo mi zabrakło . Sadziłam jesienią , Wprawdzie jeszcze się nie podzielił ale całkiem spory już jest no a przede wszystkim świeżutki i niebywale aromatyczny.

 Botwinę obił grad ale po usunięciu uszkodzonych liści jakoś się zbiera.
 Wiem , te niezapominajki już dawno powinny być na kompoście . Będzie utrapienie w przyszłym roku. A wieże sobie stoją i ani rusz.

 Poziomki mi się marzą . Jak wrócę to może już będą do zerwania.
 No i którą wersję czosnków woleć - pąkową czy pomponiastą ? Nie ma się co zastanawiać. trzeba się cieszyć póki są jakiekolwiek.
 Znowu koty? Dobrze ,że nie w skrzynkach tylko obok.

 No i doczekałam się orlikowej łąki a boisko orlikowe mam po sąsiedzku.
 Latarnie stodołowe dumnie rdzewieją.


 Mój niewykoszony....... łąka.

To ten uwodzicielki winny kawaler bierze warzywnikową latarenkę w swoje przepastne ramiona. A ta dziura w ścianie schowana pod jego liśćmi to wejście do piwniczki. Wietrzymy.
 Tak ją omamił ,że już nic nie widzi. Z za nią stoi szczaw i szykuje jej kwiaty.

 Coś czego nie lubię czyli moja skarpa. Mozna przyjść i szabrować wszystko do gołej ziemi.
 Tulipany ewentualnie mogłyby zostać bo one tu tak od dziesięcioleci tkwią.
 Irgi niby nie lubię ale mogłoby nią pachnieć jak już jej nie będzie .



 Troszkę się zmienił krajobraz .
To mój pierwszy orlik
 Bodziszki od lat cieszą moje oczy. Przymierzam się do kolekcji.
 Do donic obok poziomek trafiły białe ...no .....takie same są niebieskie .....ach przypomniałam sobie -lobelie. Wyobrażacie sobie ,że kiedyś znałam prawie wszystkie rośliny z łacińskich nazw? Ostatnio byłam świadkiem w ogrodniczym jak pan pytał panią obsługującą o nazwę pewnej wskazanej przez niego rośliny. Pani nie wiedziała i pobiegła szukać po materiałach źródłowych a ja stałam obok oniemiała bo przecież dokładnie wiedziałam co to za roślina ale mi wyleciała nazwa. Więc tłumaczę panu ,że to taka wysoka bylina , żółte pełne kwiaty ma i rośnie na wsiach przy plotach. Facet dziwnie na mnie popatrzył i nic nie powiedział. Pani też przyszła z niczym. Przypomniałam sobie - króle . To oczywiście nazwa nie botaniczna ale chociaż tyle. W aucie już byłam mądra. To oczywiście rudbekia naga , ale na nic to już mi nie było potrzebne. Następnym razem będę siedziała cicho.