czwartek, 7 listopada 2013

Candy u Agi

.
 Tym razem to nie moje zdjęcia lecz Agnieszki http://gagu-bramasole.blogspot.com/. To ona właśnie z okazji czwartej rocznicy swojego blogowania zechciała podzielić się z nami swoim rękodziełem. Pan Łoś jest cudny i jak najbardziej na czasie i chociaż nie miałam go w rękach to wiem ,że jest wykonany z niezwykła starannością i precyzją ,bo Agnieszka tak po prostu ma ,że jak robi to ,żeby było porządnie. Do tego ma takiego słodkiego dziubasa (miałam na myśli Łosia ale Agnieszka też)  ,że jak go tu nie chcieć. Oczywiście ,że tę informację przekazuję po kumotersku ,bo Agnieszka jest mi szczególnie miła a nawet ktoś myślał ,że to moja córka haha. No mogłaby w zasadzie być. Synową już nie będzie, a szkoda. Wiec zapisujcie się na candy oczywiście u Niej, nie u mnie i czytajcie i komentujcie ,to może ją zachęci  do częstszego blogowania.

sobota, 2 listopada 2013

Toskania jaka jest każdy niech widzi


No dobrze. Wróciłam. Tak sobie myślałam ,że im dłużej będę zwlekała z tym postem , to tym dłużej będzie mi się udawało oszukiwać  przede wszystkim samą siebie ,że jeszcze tam jestem. No ale wiem ,że się martwicie więc nie będę dłużej Toskanii chowała tylko dla siebie. Oczywiście przyznam ,że to post bardzo trudny tzn. dla mnie do pisania bo pewnie dla Was do czytania za dużo nie będzie :-). Tak sobie myślę ,że w sumie każdy dzień pobytu tam zasługuje na osobny rozdział a właściwie to powinnam książkę napisać ,bo tyle doznań mnie tam spotkało i tych smakowych i tych zapachowych i tych wzrokowych i spotkaniowych i słuchowych ,bo nasłuchałam się historii i zabawnych do łez i nieprawdopodobnych do nieuwierzenia i strasznych do niespania po nocach. Ech ,było tego tyle....... W skrócie to w sumie nie wiem czy się da. No bo Toskania o tej porze roku dla mnie całkowita nowość i zupełne zaskoczenie. Gdyby nie te dojrzałe już winogrona, gdyby nie te fioletowiejące tu i ówdzie oliwki, gdyby nie te kasztany dojrzewające na drzewach , to mogłabym sobie pomyśleć ,że to wiosna. Przyznam ,że tak zielonej trawy to ja nie widziałam w Toskanii nawet w maju. No i drzewa jeszcze wcale nie przebarwione a zieleń oliwkowych gajów taka świeża jakiej dotąd moje oko nie miało przyjemności oglądać.  . No bo niebo deszczu nie skąpiło chociaż dawało nam i takie chwile , gdy można było w całkowitym cieplnym komforcie paradować w stroju kąpielowym. Ostatniej nocy za to doświadczyłam burzy prosto z "Pod słońcem Toskanii" wziętej. Pamiętacie ? Wprawdzie sowy nad ranem nie było ale reszta się zgadza.  I nie pytajcie mnie jak się tam ubrać na tę porę roku ,bo nie jestem w stanie odpowiedzieć poprawnie. Turystów zwłaszcza amerykańskich to łatwo rozpoznać ,bo przeważnie w sandałkach i krótkich gatkach. Włoszki to wiadomo ,że w kozaczkach no bo kiedy mają chodzić? ( no w sumie to widziałam i w sierpniu) . Turystów ,niby mniej ale nie wszędzie. Florencja nadal oblegana i wejście do Galerii Uffizi bez wcześniejszej rezerwacji wymaga wiele godzin stania w kolejce. Za to takie Montecatini Alto w zasadzie było tylko dla nas tak samo jak Vinci. Jeśli chodzi o Cortonę , to nie trafiłyśmy najlepiej bo pogoda była mało przyjazna. Parasol nic nie dawał ale za to można było posiedzieć przy kawie i ciachu w miłym towarzystwie. Już Małgosia Matyjaszczyk pisała u siebie o rozczarowaniu jakie przyniosło nam ujrzenie słynnej willi Bramasole . Niestety jest w remoncie i jedyne co można było zobaczyć to ścianę z rusztowań i wielkiego dźwiga. Ale alejka cyprysowa , którą chodziła do miasta pani Mayes , to absolutna piękność ,no i widok na Trasimeno też. Wiecie , tak czasami mam ,że z wrażenia nie robię zdjęć.  Podczas tego wyjazdu też mi się to kilkakrotnie zdarzyło. I rożne wrażenie ten mój fotograficzny zastój powodują. Bramasole nie sfotografowałam ,bo ....no bo co miałam sfotografować? Nie jestem fanką dźwigów ani rusztowań. Czasem jednak nie fotografuję,bo coś spowoduje ,że znieruchomieję.  Takie zdarzenie miałam , gdy wracałyśmy nocną porą w kolacji we Florencji. Teraz to sobie myślę ,że wszystkie musiałyśmy doznać tego samego ,bo było nas pięć a żadna nie sięgnęła po aparat. Długo by tu opowiadać, jak położone jest nasze agroturismo ale powiem tylko tyle ,że gdy Iwonka z nawigacji mówi ,że "dojechałeś do celu" to oznacza ,że trzeba skręcić w prawo i tak około .....hmmmm ( no w sumie to nie wiem ,bo nie mierzyłam ale tak z 10 minut się jechało ale może się dłużyło) 3km , stromo miejscami i wąsko i chwilami przez gaj oliwny a chwilami przez najdzikszy las trzeba  jeszcze pojechać. No i tak w tych ciemnościach rozświetlanych tylko reflektorami samochodu ,tam ,gdzie kończył się lasek a zaczynał oliwny gaj , ukazał się nam on. Najpiękniejszy ,jakiego kiedykolwiek widziałam i nie był to Dawid Michała Anioła (chociaż też widziałam i też piękny) lecz ogromny i z ogromnym porożem ...jeleń . W blasku reflektorów wyglądał jakby był biały i miał jednego roga . No ale to już chyba tylko moja wyobraźnia. Po chwili spokojnie z wielką gracją odszedł sobie w ciemność ale ten widok został mi pod powiekami już na zawsze. Czasami chyba nawet zdjęcie jest niepotrzebne. To na pewno był najbardziej niezapomniany widok tego wyjazdu. No i miałam nie pisać dużo a tu proszę. Kto to przeczyta ? A gdzie smaki i aromaty . Gdzie cudowne dziewczyny , z którymi dzieliłyśmy te cudowne chwile ? No to może wstawię teraz trochę zdjęć a o reszcie napiszę niebawem. Napisałam sobie tytuł posta smaki i aromaty ale w sumie ani słowa na ten temat nie zdążyłam napisać więc teraz szybko muszę wymyślić jakiś tytuł ,żeby pasował . No chyba już wiem . Coś o jeleniu może. Kończąc jeszcze historię o jeleniu dodam ,że niektóre z nas ponoć słyszały go ryczącego w nocy . Kolejnej nocy ,po kolacji .którą spożywałyśmy już na miejscu a która zakończyła się tradycyjnie po północy, wybrałyśmy się na poszukiwanie naszego jelenia. Jedna koleżanka postraszyła nas ,że mogą być dziki i .... wiałyśmy aż się kurzyło.
























































Kolejny post będzie kulinarny więc proszę sobie przygotować notesiki :-). Dziewczyny ,bardzo Wam dziękuje. To był cudowny czas.Żałuję ,że nie mogę pokazać Waszych sympatycznych buziek. Całuję mocno.