piątek, 28 lutego 2014

Czas się witać



Ja dzisiaj tak na szybko . Skoro się żegnałam w poprzednim poście , to dzisiaj będę witać. Mnie dzisiaj rano przywitały gwizdy szpaków siedzących na jesionie. Wiecie, serce rośnie bo to oznacza już tylko jedno . Nie ma odwrotu. W związku z tym ,że pogoda piękna , pracy jest mnóstwo całe , dzisiaj tylko krótki meldunek ,że żyję . Wiem , maupa ze mnie ,bo nie napisałam odpowiedzi na komentarze pod poprzednim postem ale nie zrobiłam tego od razu z powodu braku czasu i przemęczenia a potem to uznałam ,że pewnie  i tak nikt  tego nie czyta. Ale , jeśli pięć osób napisze mi tutaj ,że wraca do moich postów ,żeby przeczytać odpowiedzi , to odpiszę :-). No dobrze, niech będą trzy osoby.
Melduję zatem ,że ziemia już rozmarznięta i gotowa na dawanie nowego życia. Wczoraj posprzątałam dwa zostawione na zimę zagony z kapustnymi i z botwinami. Przekopałam , dałam kompost. Teraz tylko czekam na marcowe dni siewu :-). Z innych prac , to cały czas trwa przycinanie . Na jutro mam zamówioną wyspecjalizowaną w cięciu drzew ekipę. Zależy mi na profesjonalnym przycięciu starych jabłoni i grusz . Jesion też będzie poddany kosmetyce . Mam nadzieję,że nie wystraszymy szpaków tym bardziej ,że firma nazywa się  "Szpak" .Nie ruszam jeszcze przykrycia z liści . Wydaje mi się że na to jeszcze za wcześnie. Nie ma co budzić biedronek , chociaż dziś przez otwarte okno wpadła mi do domu pierwsza ,prawdziwa , obrzydliwie brzęcząca mucha. Ohydna była ale jakoś tak mnie mimo to ucieszyła dlatego darowałam jej życie . No i jeszcze jedno- wreszcie znalazłam prawdziwie smakujące pomidory. Wprawdzie przyjechały aż z Senegalu i pewnie stąd ten ich nieudawany letni aromat i smak. W końcu mogę się poddać diecie bo sałatkę wiosenną mogę jeść na śniadanie , obiad i kolację nawet w tłusty czwartek.


































 A niebawem moje blogowe drugie urodziny i wychodzę z wieku niemowlęctwa . W związku z tym szykuję niespodziankę , która pewnie was nie zaskoczy ale być może zaskoczy Was jej kolor ,bo sama jestem pod wrażeniem swoich ostatnich gustów . Ale o tym niebawem.


I jeszcze najmilszy akcent dzisiejszego dnia. Dotarły dziś do mnie moje upragnione lale. Autorkę pewnie znacie .Ania z bloga http://sekretnyogrod.blogspot.com/  daje życie takim cudom. Ta w niebieskiej sukience to Maszeńka i to był pomysł Ani a ta w różowej to Anuszka i to ja wymyśliłam. Możecie sobie myśleć co chcecie - nie mam małej córeczki, nie mam wnuczki ale mam lale i to są moje lale i uwielbiam je.


p.s. Aniu, one jeszcze nie siedzą tak jak powinny . Odpoczywały  tylko po podróży a teraz już są u mnie w sypialni :-). Kiedyś zrobię im prawdziwą sesję .


poniedziałek, 17 lutego 2014

Czas się żegnać......



nie nie , nie z tym światem ,i tym bardziej nie z blogiem. Postanowiłam pożegnać zimę.Właściwie miałam to już zrobić dwa tygodnie temu , po powrocie z Alp ale obawiałam się,że ta zmora może jeszcze popsikusować. Szczerze powiedziawszy przez ten ostatni tydzień stycznia dała mi się mocno we znaki.  Obiecałam sobie  i nie tylko sobie ,że to ostatni raz dałam się namówić na narty w styczniu. Ja skłaniałam się ku ciepłym krajom ale zostałam przegłosowana i wylądowaliśmy w samym epicentrum najniższego niżu jakiego widziałam ostatnimi czasy. Średnio przyjemnie jeździ się na nartach po kolana w śniegu , przy widoczności 2 metry . No a gdy zamkną wyciągi to już się wcale nie jeździ. Pozostaje tylko ewakuacja w pośpiechu ,żeby zdążyć zjechać zanim zamkną drogę. Udało się . Jeszcze tylko Przełęcz Brenerska w zimowej scenerii a im dalej na północ tym bardziej wiosennie. Te pierwsze  lutowe tygodnie były u nas tak słoneczne ,że bardzo kusiło  aby zacząć wiosenny sezon w ogrodzie. No ale nie za bardzo się dało , bo ciągle ktoś albo coś i tak jakoś dotarliśmy do połowy miesiąca.  Dziś wreszcie dałam radę i zaraz po obiedzie wyruszyłam w ogród wyposażona w sekatory. Oczywiście ubrałam się odpowiednio, bo to słonko bywa zdradliwe. Najważniejsze ,żeby mieć zasłoniętą pupę. Mogą mi marznąć nogi , ręce ale zimna pupa to bardzo nieprzyjemna sprawa i ciężko toto potem rozgrzać. No ale nie o pupie Maryni miało być. ....Na pierwszy rzut poszedł mój "stumilowy las". Trzeba było poprzycinać trochę gałęzi , pousuwać suche ,niektóre młode drzewka całkiem wyciąć ,żeby nie było za gęsto. Moja mała sąsiadka Kaja, jak zwykle chętna do pomocy i rządna wiedzy. Dziś zapytała skąd wzięły się te drzewa. No właśnie . Skąd się wzięły? nawet nie wiem kiedy się wzięły. Nie pamiętam czy były , gdy dokupowaliśmy ten fragment działki. Przeraża mnie to trochę,że tego nie pamiętam. Faktem jest ,że były czasy ,że przez lata ta część ogrodu była odgrodzona wysokim murem i nawet za bardzo nie miałam możliwości tam wchodzić.Kilka lat temu zleciłam przecinkę tej dziczy składającej się głównie z osiki. Podejrzewam ,że nasiała się sama  ale skąd i dlaczego właśnie na tym fragmencie , tego nie wiem. Kaja mocno była zdziwiona ,że drzewa mogą nasiać się same. Mnie już to nie dziwi ,tym bardziej ,że na sąsiedniej działce wyrósł prawdziwy las sosnowy i wiem ,że 15 lat temu na pewno go jeszcze nie było. Nie przypuszczałam nawet ile można pozyskać materiału opałowego po takiej przecince ale ręce bolą ,że nawet pisać ciężko. I nogi bolą chociaż nogami aż tak nie pracowałam.A buzia jaka rumiana . Masakra .Lutowy wietrzyk robi swoje . A apetyt jaki !!!!! A cieszyłam się,że szczęśliwie udało mi się nie objeść obiadem. Pracowałam całe cztery godziny. Wróciłam do domu o 17.45 gdy zmierzch zaczął się robić coraz gęściejszy. Ale to nie był zwykły powrót . Gdy tak obejrzałam się za siebie ,żeby spojrzeć na mroczny zarys tego co dziś dokonałam , usłyszałam jego.Jego śpiew przeszył rześkie powietrze a mnie zrobiło się w sercu bardzo gorąco. To był pan kos. Po prostu powiedział mi ,że dobra robota i że spotkamy się jutro. No to teraz już mam pewność ,że najwyższy czas pożegnać się z zimą. Zdjęć dziś nie robiłam ,bo zbyt zajęta byłam ale odkryłam w stumilowym kępki przebiśniegów i żółto kwitnącego derenia. Ciemierniki już w pięknych pąkach więc pewnie lada dzień zakwitną. Niestety niedobra wiadomość to ta ,że coś fruwało w powietrzu na podobieństwo meszek.  No a może to dlatego tak ptaki świergolą ,bo mają żywe pożywienia. Jutro dalszy ciąg prac.Mam nadzieję,że w tym roku zdążę uporządkować lasek zanim inne prace będą  pilniejsze. A jesienią zapraszam na grzyby. Tymczasem ostatnie prawdziwe zimowe tchnienie na moich fotografiach.