czwartek, 24 kwietnia 2014

było...

...I po świętach. Pogoda w tym roku prawdziwie nas rozpieszczała. Był to absolutnie błogi czas. Bez pośpiechu, bez spięcia .To co ,że nie odsuwałam mebli przy sprzątaniu? Będę odsuwała zaraz po długim weekendzie bo czeka mnie remont planowany i nieplanowany. Brrrr .Wrrrrrrrr. Chyba rozbiję sobie namiot w ogrodzie i będę udawała ,że mnie nie ma. Póki co ,wracam do tego błogiego świątecznego czasu. Było....








































piątek, 11 kwietnia 2014

kapliczka

Ciężko jest mi się ostatnio zmobilizować do pisania postów bo dzień zwykle zaczynam o 6 rano a z ogrodu wracam dopiero przed samą dwudziestą i przeważnie mam dość wszystkiego. Kąpielka i spanko. Przejrzę jeszcze co tam u Was i abo zostawię komentarz albo odłożę to na później .W ciągu dnia natomiast zdarza mi się usiąść z Wami przy herbacie albo z kawą. Dzisiaj mogłam trochę odpocząć o ile odpoczynkiem można nazwać sprzątanie domu. No ale zawsze to trochę inne mięśnie pracują niż te przy pracach ogrodowych. Tak się przynajmniej łudzę ,że jutro wstanę bez bólu w kręgosłupie.Najciekawsze jest to ,że wiosna tego roku do tej pory naprawdę nas rozpieszczała pogodowo , a ja jakaś taka nieodrobiona jestem. Mam nadzieję,że nie jestem jedyna w tym klubie. Dzisiaj zmobilizowała mnie do zrobienia posta pewna przesyłka ,która nie była dla mnie tajemnicza ale niespodziewana ,bo miała przyjść jutro a nawet przypuszczałam ,że może to nastąpić w przyszłym tygodniu .Poczta Polska potrafi jednak mile zaskoczyć więc zwracam honor ,że nie dowierzałam .A paczka przyszła od Hani tej od zielnika. A w paczce..... kapliczka bo od pierwszego spojrzenia wiedziałam ,że musi być u mnie. Miewacie tak? Skąd ten pomysł? Otóż miałam kiedyś sąsiada. Zbyszek miał na imię. Oprócz tego ,że był najbliższym moim sąsiadem bo mieszkał za płotem , to jeszcze był najbliższym bo najmilszym. Zawsze ucinaliśmy sobie długie pogaduszki na wszelkie tematy. On ,można by rzec -człowiek renesansu. Wszechstronnie zainteresowany i wszechstronnie uzdolniony. Tak sobie myślę,że pewnie teraz pisałby bloga. Może fotograficzno, historycznego pisanego wierszem przeplatanym dowcipami. Niestety cztery lata temu odszedł na zawsze . Sporo po sobie zostawił. Sama mam kilka wystruganych przez Niego aniołków na choinkę oraz dwa koniki z lipowego drewna. No i wiosną pięć lat temu planowaliśmy ,że wystruga mi kapliczkę na moją starą jabłonkę. Nie zdążył. W maju zdiagnozowano u Niego raka żołądka a na święto zmarłych zapalałam mu znicz na grobie. O kapliczce zapomniałam tzn. przypominałam sobie ale od razu przypominało mi się wszystko ,więc wypracowałam umiejętność  niemyślenia.Łatwo nie było bo jabłonkę widzę ze wszystkich moich okien południowych a jest ich trochę.No i kilka dni temu Hania http://zielnikhani.blogspot.com/2014/04/pracowity-by-to-tydzien.html#comment-form pokazała na swoim blogu zrobioną przez jej męża kapliczkę, która , gdy tak dodałyśmy wiek poszczególnych jej elementów ,okazała się stara jak świat . Gdy wróciłam koło południa ze sklepu , paczka już czekała na mnie na stole. Szybciutko rozpakowałam , trochę ją pomiziałam bo lubię dotykać takie rzeczy i pognałam mimo deszczu zawiesić ją na miejscu , które tak długo czekało. No i moim zdaniem wygląda to tak, jakby kapliczka wyrosła z tej jabłoni. Pewnie teraz często będzie ona motywem na moich zdjęciach z ogrodu .Hani i jej mężowi bardzo dziękuję ,że zechcieli się jej pozbyć. Ja na pewno tego nie zrobię.




 A co więcej nowego ? Chyba tak jak u wszystkich , którzy mają kawałek domu i ziemi wokół. Porządki , których końca nie widać. Okna się myją , grządki się robią , roślinki się sieją . Nawet nie wiem kiedy to wszystko się dzieje. Mirabelka kończy kwitnienie , wczoraj rozkwitła czereśnia , grusze już też strzelają pąkami. Fiołki mają już za sobą szczyt kwitnienia (znowu nie zrobiłam fiołkowego cukru ) . Zaczynają rozkwitać pierwsze tulipany. Dopiero co cieszyłam się zielenią miesięcznic a teraz już całe w fioletach. Magnolie ino patrzeć jak przestaną czarować a ich miejsce zajmą bzy a potem róże.  Nie można by zwolnić odrobinę  Matko Naturo? Żeby się tym wszystkim zdążyć pozachwycać , nacieszyć oczy i nozdrza . Ogłuchła.























Potrzeba -matką wynalazku. Każdy to wie, więc pewnie nikt się nie zdziwi ,że u mnie rolę szklarni przejęła (mam nadzieję tymczasowo ) szafka medyczna kupiona za 35 zł i postawiona przy południowej ścianie domu na tarasie.Całkiem dobrze się w niej mają moje roślinki choć przyznam ,że na noc pożyczyłam im swojego ulubionego kocyka. Czegóż się nie robi ,żeby maleństwom było dobrze? Myślałam nawet o wstawieniu im grzejnika ale niczego o tak małej mocy nie znalazłam .Może Wy macie jakieś pomysły czym taką oszukaną szklarnię dogrzać w zimne noce , które nastały?


























Mam nadzieję ,że przed świętami uda mi się jeszcze wpaść z relacją z pola walki a jeśli nie , to zostawiam mały wielkanocny akcencik jajkowy. Alleluja !!!