niedziela, 27 września 2015

rezygnacja

Dość często zdarza mi się rozmyślać ,z czego mogłabym zrezygnować gdybym miała mały ogródeczek przy domku. Nadal uważam ,że małe jest piękne a duże może być piękne ale przeważnie jest niewypielęgnowane.Każdej wiosny pełna wiary w swoje siły wyruszam na podbój ogrodu ,po to ,żeby w okolicach lipca coraz bardziej się utwierdzać w przekonaniu ,,że na pewno nie podołam wszystkiemu , że będą obszary ogrodu , do których może uda mi się dotrzeć w okolicach września. Tak było i w tym roku. Latem całkowicie pochłonął mnie mój nowy kawałek zagospodarowanego ogródka. Mimo ,że mnie pochłonął to i tak nie jest dopieszczony. Bywa ,że zaczyna mnie to stresować i wkurzać ale nie odpuszczam . Więc z czego mogłabym zrezygnować? Na pewno nie z jednorocznych , które tak naprawdę odkryłam w tym sezonie. To jest magia jakaś ,że z takich pyćkich nasionek w ciągu zaledwie kilku tygodni potrafią wyrosnąć takie olbrzymy jak na przykład kleome albo tytoń albo kosmosy. Nie wspomnę o goździkach szabo ( te potrzebują wysiewania już w styczniu) , lwich paszczach , nasionkowych daliach , maciejkach, bławatkach , ostróżeczkach, driiakwiach, aminkach, bławatkach,werbenach patagońskich , słonecznikach, itd. Jednoroczne to potęga . I nawet już mi nie przeszkadza to ,że ten kawałek ziemi pod jednoroczne jest przez pewien czas łysą ziemią. Taki przekopany zagon też ma swoje piękno. Więc z jednorocznych nie zrezygnuję. Nie zrezygnuję z dalii bo właściwie dopiero zaczęłam ich kolekcjonowanie. Są ogromną pociechą . Kwitną nieprzerwanie od czerwca i tylko blady strach mnie ogarnie , gdy patrzę na przyszłotygodniowe prognozy zapowiadające nocne przymrozki. Dalie jeszcze tak bardzo chciałyby pożyć a ja chciałabym nieustannie robić z nich bukiety. I nie wiem czy najbardziej lubię te pompony czy inne kształty i czy te mocno bordowe czy różowe , białe , czy lila albo cytrynki ? Żadnej nie oddałabym za nic chociaż chętnie będę się dzielić . Za nic też nie oddałabym możliwości posiadania warzywnika. To ,że nie muszę po każdą marchewkę czy pora lecieć do sklepu (całe 100 metrów) czyni mnie człowiekiem wolnym i szczęśliwym. Zawsze jest z czego ugotować jakąś pyszną zupę albo warzywny gulasz. Niestety , z sadzenia pomidorów też chyba już nie będę umiała zrezygnować bo ten sezon był dla nich tak wyjątkowy ,że poczułam się bardzo zachęcona do ich uprawy. Mało tego , będę sadziła różne odmiany bo znajome obiecały nasionka (Margaretko macham do ciebie łapką). Nie zrezygnuję z ziołowego żwirowego, który nieśmiało powstaje. Już mnie cieszy choć to dopiero powijaki. Więc póki co muszę jakoś się pogodzić z tym ,że tak skakam z jednego miejsca na drugie. Tu skubnę , tu rozkopię , tu nasadzę a tu będę myśleć coby jeszcze . Jadę dziś upolować trochę jakiś cebul ,bo przecież wiosna bez cebulowych obejść się nie może .No i jeszcze do tego wszystkiego byliny i trawy , którym ostatnio, idąc za światowymi trendami ,uległam . Ale o tym następnym razem.