niedziela, 15 stycznia 2017

ostatni moment

 To chyba ostatni już moment ,żeby pokazać Wam moją tegoroczną zimę.Myślę,że za tydzień zacznę ją już powolutku żegnać a na początku lutego mam zamiar definitywnie z nią skończyć. Jest piękna i taka o jakiej długo marzyłam. Marzenia,jak widać lubią się spełniać, wiec należy bardzo uważać  o czym marzymy.Marząc o prawdziwej ,pięknej zimie ,na pewno nie miałam na myśli trzydziestostopniowych mrozów.Na przyszłość trzeba bardziej precyzyjnie.Do minus dziesięciu poproszę ale to dopiero w przyszłym roku. Myślę,że to wszystko dlatego ,że ubiegłoroczny rok miał rekordowo wysoką średnią temperaturę. No więc się zbilansowało. Oczywiście mnie ten mróz nie aż tak straszny ale najbiedniejsze były zwierzaki. Ptaki tak szybko pałaszowały ziarenka ,że musiałam dosypywać nawet po 3 razy dziennie. To samo z sarnami. W te największe mrozy dostawały ziarna kukurydzy i suchary z chleba . Kupiłam im też solną lizawkę.Gdy idę na spacer bez aparatu, to nawet nie są zbytnio płochliwe ale gdy widzą moją lufę ,umykają szybciutko i dopiero z bezpiecznej według nich odległości ,przyglądają mi się z uwagą.Najczęściej,gdy je dojrzę, po prostu odchodzę. Nie wiem czy dobrze ,żeby się oswoiły. Tak naprawdę to chyba powinny bać się ludzi.Moje kury natomiast oswoiły się aż za bardzo. Gdyby mogły to pewnie spałyby  ze mną w łóżku. Są bardzo towarzyskie .Zresztą mnie również ogromną przyjemność sprawia obcowanie z nimi.Ot znalazł swój swojego, można rzec.W te mrozy musiałam wstawić im grzejnik do kurnika ,bo mimo iż ocieplony to jednak takim temperaturom ocieplenie się poddało. Biegałam więc po nocach do kurnika ,żeby sprawdzić czy wszystko ok.Kurcie za to odwdzięczają się pysznymi jajami. Nie byłabym już w stanie zjeść innego jaja niż od swoich podopiecznych. Codziennie osobiście im dziękuję w postaci różnych smakołyków ale też i słowno muzycznie. Chyba czają o co chodzi.Niestety , gdy śniegu tak dużo muszą siedzieć w wolierze. Na zimę dodatkowo zabezpieczyłam ją grubą folią tak ,że jest osłona od wiatru i nie nawiewa do woliery śniegu. Mają tam suchy niezmarznięty piach i mnóstwo liści . Uwielbiają w tym się zagrzebywać.To są naprawę ptaki grzebiące.
 Nieśmiało zaczynam poczynać przyszłosezonowe plany ogrodowe.
Jesienią częściowo rozgrzebałam(też jestem grzebiąca)przypodjazdową skarpę więc nie ma zmiłuj i na wiosnę trzeba będzie kontynuować. Jestem pełna strachu bo znam powiedzenie ,że lepsze bywa wrogiem dobrego. Naprawdę nie wiem czy te zmiany wyjdą mi na dobre ale podjęłam ryzyko. Postanowiłam również zagospodarować część ogrodu wschodniego , gdzie do tej pory było trochę dzikawo. Zdradzę tylko tyle ,że będzie dużo irysów. Ciągle przede mną dokończenie warzywnika. Dokończenie? Czy w ogóle można kiedykolwiek mówić o jakimś końcu w ogrodzie?Widzę ,nie tylko po sobie ,że nie bardzo.Największym wyzwaniem będzie chyba jednak remont stodoły.Uparłam się ,że ją uratuje.Trzymajcie kciuki. Pozdrawiam wszystkich serdecznie.