Buteleczki wygrzebałam w jakimś pudełku z innymi drobiazgami w sklepie na Limanowskiego u Pana Łukasza. Niestety , sklepu już nie ma . Pana Ł ostatnio spotkałam na starociach i oświadczył ,ze emigruje. Tak bywa. Wracając do buteleczek , zastanawialiśmy się wspólnie z właścicielem sklepu do czego mogłyby służyć. Najbardziej przypadł mi do gustu pomysł ,żeby wdmuchiwać w nie swoje marzenia . Niestety nie miały koreczków więc trzeba by je wieszać do góry nogami tzn. denkiem chociaż nie wiem czy marzenia są cięższe czy lżejsze od powietrza. Pewnie bywają te lżejszej i cięższej kategorii więc nie zaryzykowałam i marzeń tam nie pochowałam. Mam bezpieczniejszą przechowalnię. Pomysł z zastosowaniem ich jako mini wazoników przyszedł mi dość bezboleśnie.Ale musiały swoje odczekać , jak to wszystko u mnie. W międzyczasie udało mi się też dokupić do nich pasujące koreczki( naprawdę malusie). Buteleczki mają pojemność jak na moje oko 3 mililitry i pochodzą z warszawskiego Laboratorium Syntezy Organicznej inżynierów Maya i Malinowskiego. Niektóre posiadają urwane korki i nie zostały przeze mnie otwarte . Może tam tkwią czyjeś marzenia , więc nie tykam. Niektóre jednak otworzyłam i zawartość a właściwie jej widoczne w postaci zabrudzenia resztki pachną po dziś dzień fiołkami bądź goździkami. Od dziś kilka z nich pachnie konwaliami ,bo właśnie zakwitły te pierwsze z południowego zbocza. Zadyndał najpierw jeden , potem dwa , trzy i ostatecznie pięć. Mogłabym tak jeszcze więcej ale ....trochę mi się znudziło tym bardziej ,że trzeba było powiesić jeszcze inne rzeczy.
Na sobotnim targu staroci upolowałam oryginalny śląski druciany wieszaczek w kształcie serca. Serce mi do niego zapukało od pierwszego wejrzenia i nawet nie targując się nabyłam. Już widziałam jego rolę . Oczywiście pierwsze pęczki oregano i melisy już sobie wiszą a do tego serce z bukszpanu dla towarzystwa.
Zawisły też kwiaty na jesionie a to po to ,żeby odwrócić moją uwagę od prawdziwych kwiatów tego drzewa, których w tym roku jest zatrzęsienie , co wróży nieustanne śmiecenie przez kilka kolejnych sezonów. Staram się o tym nie rozmyślać.
Latarnia przy stodole jedna szczęśliwie wisi a druga niech się póki co cieszy ,że ją postawiłam bo się zerwała i tak leżała aż się ulitowałam .Zawiśnie ale trzeba wywiercić dziurkę a tego mocno się obawiam ,bo mur ledwo się trzyma.