Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miejsca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miejsca. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 marca 2013

Przeskok

 To nie są zdjęcia archiwalne. Dziś jak mnie tu nie było to byłam tam właśnie. Miejsce już kiedyś przeze mnie polecane :  Ogród Łobzów. Lubię tam zaglądać ,bo zawsze w tym  ogromie rzeczy , coś wpadnie mi szczególnie w oko. Hitem tego sezony są wiszące nibyjaja z przezroczystego szkła , do których można nalać wody i włożyć kwiata na krótkiej łodyżce.Ja mam akurat ptaszki z dziurką w różnych rozmiarach.Te szklane kwiaty też uroczo prezentują się jako girlanda. Piękne są szklane gąsiory , które od ubiegłego lata kojarzą mi się z pewnym uroczym ogrodem w okolicach Pistoi.(Małgosiu daj linka !!!). http://toskania.matyjaszczyk.com/2012/10/apertura-straordinaria.html No i czego tam nie ma ? Popatrzcie sobie same a jak będziecie w okolicy to wpadnijcie a jak jesteście daleko to sobie odnajdźcie ich sklep internetowy ale od razu mówię ,że niewiele tam rzeczy umieścili na razie a ponadto chyba jest drożej z tego co widzę. Rabat w sklepie mam ,jak każdy stały bywalec. W sumie to nawet nie wiem ile .





















Zapomniałabym wspomnieć o stoisku ze zdrową żywnością. Są różności :herbaty ,oliwy, różne nasiona, płatki ,mąki, chałwy, czekolady ,dżemy itd.itp. ale jakoś dziś mnie w tamtą stronę nie pociągnęło i ani jednej fotki nie zrobiłam. W końcu nie samym chlebem człowiek żyje..... No to skoczcie ( nie mam pojęcia skąd ta nazwa ulicy)

środa, 18 lipca 2012

Przyleciał ptaszek z Łobzowa

Też uczyłyście się w przedszkolu tej piosenki o ptaszku co to przyleciał z Łobzowa (z akcentem na a) i usiadł na rynku Krakowa (akcent też na a) i patrzył,a domy stanęły tam na głowie i zatańczyły, a ptaszek jak się napatrzył to też zatańczył?A refren to pełne magii słowa  asssa tatarrrasssa. Być może ,że w innych rejonach Polski piosenka nie jest tak znana. W każdym razie Łobzów istnieje naprawdę i kiedyś król Kazimierz Wielki wybudował sobie tam letnią rezydencję, a w okolicznych lasach polował na zwierzynę . Od Wawelu w linii prostej to będzie jakieś 5 km i obecnie to oczywiście sam środek wielkiego miasta ale coś z tamtych czasów zostało. Pałac łobzowski oczywiście przechodził wiele różnych przebudów i nawet całkowitych zniszczeń. Dziś uczą się tam głównie architekci , ale nie o pałacu letnim królów miałam pisać lecz o fragmencie przypałacowego ogrodu , który to zakładał włoski architekt Santiem Gucci. W zasadzie po ogrodzie też zostało jedynie wspomnienie i mur wzniesiony za Stefana Batorego ale są tradycje. Dziś z Łobzowa na Rynek może i ptaki również zafruwają ale głównym eksportem są jednak kwiaty. W tutejszym ogrodzie powstaje większość tych wszystkich kwiatowych aranżacji , które można podziwiać w kawiarnianych  ogródkach na krakowskim rynku. Dziś nie pokażę aranżacji , bo każdy kto był w Krakowie , to i pewnie był na rynku i pewnie zauważył  to o czym mówię ale podejrzewam ,że trafić do Łobzowa , to już nie każdy potrafił. Ja tu zwykle przybywam , gdy chcę sobie poprawić humor lub gdy czegoś niezbędnie potrzebuję. Wczoraj  szczytu sięgnęło moje zapotrzebowanie na pewną rzecz, ale nie powiem co to. Podpowiem tylko ,że rzecz została sfotografowana na ostatnim zdjęciu i jak ktoś zgadnie co to mi było tak bardzo potrzebne, to będę pod wielkim wrażeniem. A w ogrodzie niczego nie brakuje. Można pobuszować w roślinkach, można spocząć na ławeczce i posłuchać ptaków, można poszperać w różnych wnętrzowych szpargałach . Jest tu i wiele przedmiotów made in China ale jest też prawdziwa english china i szkoda tylko ,że nie serwują w niej herbatki .

środa, 4 lipca 2012

kra, kra wykrakałam ( rzecz o Krakowie)

Ależ sobie wykrakałam. Otóż zaczynając pisać tego posta, miałam mocne postanowienie ,że nie umieszczę więcej zdjęć mojego warzywnika , bo to co wczoraj zrobiłam to po prostu zgroza i dno totalne i po prostu tak się nie robi. I wcale się nie dziwię ,że mi ten ogródek objadłyście. Dziwię się tylko ,że w ogóle coś zechciałyście napisać w komentarzach , bo ja na takie olewactwo  blogerki to odpłaciłabym tak ,że weszłabym , poczęstowała się i wyszła bez pardonu. Śledzę sobie liczbę wejść na tego posta ( a jakże) i wychodzi na to ,że mi warzywnik w szwach pęka .Tak ,że więcej pokazywania nie będzie !!! Ogródek się zapakował na malucha i zaparkował przed pewną galerią(sztuki ) na krakowskim Kazimierzu. A tak serio , to nie będzie zdjęć bo mnie blooger poinformował ,że wyczerpałam limity . Nie wiedziałam ,że tak szybko się wyczerpują. Nie dawałabym tyle fotek . A jak się limity wyczerpały to ja nie wiem czy w ogóle będę pisała , bo aż tak atrakcyjnie pisać ,żeby nie musieć pokazywać na zdjęciach , to ja chyba jednak nie potrafię. Nie wiem jak się te konta powiększa i w ogóle wszelkie formalności to ja omijam zręcznie. Tak ,że ten post też jest zdjęciowo niedokończony ale stwierdziłam ,że skoro coś mi się tam jeszcze udało wcisnąć , to sobie napiszę trochę tekstu . Za wczoraj nadal mi głupio. Ale usprawiedliwi mnie może to , iż naprawdę zrobiłam to co zrobiłam , mając na myśli cele wyższe. A te wyższe cele to spotkanie z koleżankami z okazji ..." dnia dziewczyn "( tak sobie ustaliłyśmy). Kazimierz , to pewnie każdy zna a jeśli zna tylko z tego ,że jest "Shalom na Szerokiej ", to powiem ,że jest też i Wąska ulica na Kazimierzu ale my będziemy podążać póki co Józefa i szukać miejsca gdzie można by zasiąść.A można dosłownie w setkach kafejek cudnych i klimatycznych , co jedna to bardziej. Można też wybrać , któryś ze słynnych kazimierzowskich ogródków. Ale padło tym razem na Eszewerię. Jak , ktoś ma uczulenie na kadzidło to odradzam ale jak ktoś dobrze się czuje we wnętrzach z podartymi abażurami, mysimi dziurami w podłodze , starymi lustrami , w których przynajmniej zmarszczek nie widać bo nic nie widać, to polecam . Atrakcją niewątpliwą jest obejrzenie swojej własnej pupy w toalecie i tam lustro o dziwo nawet jest w miarę obiektywne. Chcąc zamówić sobie cokolwiek do wypicia musimy podejść do baru , bo takie tu na Kazimierzu panują obyczaje. I tak dobrze, że przyniosą nam towar do stolika a nie musimy same sprawdzać się jako kelnerki , jak to na przykład ma miejsce w słynnej Alchemii. Tak więc pogadały , wypiły mrożoną kawę ( bo tylko taką można przy temperaturze 35) i ......  .Oczywiście moje ulubione miejsce - księgarnia Austeria .Mogłabym nie wychodzić wcale , bo książki, bo płyty, bo mapy (jedna stara mapa Galicji mnie urzekła za bagatela 1500PLN). chwaliłam się już ,że mam w swoim życiorysie wątek księgarniany? Polowałam wtedy na Hłaskę pieciotomowego i wiedziałam ,że bez szans do zdobycia więc się zatrudniłam. Tam też poznałam swojego męża. i nawet nie chodziło mu o książkę tylko po prostu przyszedł i zaprosił mnie na koncert Marka Grechuty. Oj, rozgadałam się. Całkiem nie o tym miało być , ale tak już mam ,że jak wpadnę w trans to potrafię pisać o dziesięciu wątkach równocześnie.........patrzę co tam dalej mam na zdjęciach . Acha. Pieski wyglądające przez okno. Jak ktoś przechadza się Józefa , to zna je doskonale. Spaniel jest zazdrosny o małą. Nie wolno jej głaskać bo pokąsa.
I tak sobie można spacerować bez końca albo można sobie konikami albo mechanicznymi ale cel jest jeden -Miodowa 24. Synagoga Tempel. A to dlatego ,że od minionego piątku trwa 22 Festiwal Kultury Żydowskiej. Dla mnie , jak i na pewno dla wszystkich , którzy w tym wydarzeniu uczestniczyli kiedykolwiek , jest to coś niezwykłego i niezapomnianego. Festiwal ma już swoją 22 edycję i w tym czasie z czegoś zupełnie maleńkiego i kameralnego uróśł do wydarzenia naprawdę wielkiej międzynarodowej rangi. I nie jest to tylko "Shalom na Szerokiej". Piszę o tym teraz , ponieważ jest jeszcze trochę czasu aby skosztować odrobinę tej naprawdę bardzo ciekawej kultury . Festiwal trwa do przyszłej niedzieli i zapewne nie uda się już zakupić biletów na te najciekawsze wydarzenia ale pewnie dużo ciekawych warsztatów i koncertów jest jeszcze dostępnych. Ja oczywiście najbardziej poznaję kulturę narodu poprzez muzyke korzeni. dlatego dla mnie koncerty w synagodze Temple są najbardziej cenne. Ogromnym przeżyciem był niedzielny koncert kantorów . Obiecywałam sobie ,że nie będę opowiadać o muzyce bo wszelkie słowa to mało, mało ,za mało ,żeby oddać jej brzmienie. Wczorajszy to David Krakauer i Sinfonietta Cracovia. ( klarnet cudownie zgrany z chyba najlepszą kameralną orkiestrą jaką miałam możliwość słyszeć na żywo).Dziś grał Uri Caine Ensemble(fortepian) ale niestety potworna burza nie pozwoliła mi dotrzeć. Oj będzie się jeszcze działo dużo. www.jewishfestival.pl . Ani moja mama ,ani babcia nie były żydówkami , gdyby ktoś chciał wiedzieć czy ja jestem. Po prostu kocham ludzi. Wszystkich.
Tu miały być zdjęcia z koncertów i kapota. Może to przez tą burzę? dziś przyznałam meżowi rację ,że odgromniki , które zrobiliśmy kilka lat temu miały rację bytu. Stojąc na środku salonowej posadzki , usłyszałam jak coś rozbija mi się pod nogami ( odgłos trzaśnięcia metalu o kamienna posadzkę). Ani śladu niczego. Krzysztof stwierdził ,że to piorun we mnie walnął. Nabiera mnie czy naprawdę ? w każdym razie chyba dobrze ,że mam taki paskudnie sterczący piorunochron na dachu.