Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koty. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 kwietnia 2013

Nadejszła





 Lubie ten czas ,kiedy zmieniam opony z zimowych na letnie i buty z buciorów na buciczki. Przypomniała mi się historia sprzed wielu lat , kiedy to będąc młodą nielekarką , dostrzegłam w naszym wiejskim sklepie obuwniczym ,śliczne , włoskie (nie mam pojęcia skąd w tamtych czasach się wzięły ) , czerwone czułenka. Pytam o rozmiar 39 a tu pech , tylko 38 . Więc jak ta siostra kopciuszka , próbuję . Weszły. Jak już weszły to jest nieźle.  Biorę . Do dziś mam nieco skoślawione palce dzięki tym pięknościom ale co się nachodziłam to moje.W sklepie , w którym przeważnie zaopatruję się w obuwie jest jeden regał , na którym stoją prześliczne buciki po jednej parze i tylko w rozmiarze 38. Wrrrrrr. Staram się tam nawet nie zerkać. Dlaczego rozmiar 39 jest gorszy od 38 ?



 Dziś się zebrałam w sobie i może uda mi się zrobić tego posta co go miałam już kilka dni na myśli. Tak się złożyło ,ze wraz z ciepełkiem nadeszły dni siewu według kalendarza księżycowego a żeby wsiać to trzeba jeszcze wcześniej wiele innych czynności poczynić więc dwoję się i troję ale i tak okazuje się ,że jest mnie za mało . Jeszcze nigdy nie sprzątałam zeszłorocznych liści w połowie kwietnia!!!!!!!!!! Zima była zwariowana ale mam nadzieję,że już się wyzimniła za swoje i już nie będzie mrozić w maju jak to miało miejsce w ubiegłym roku. Szczęśliwie się złożyło, że tegoroczna nie poczyniła żadnych większych szkód w roślinach.Mało kiedy zdarza  mi się przycinać krzewy róż wedle książkowych zaleceń. Przeważnie obcinam to co przemarznięte i niewiele już potem zostaje. W tym roku róże przezimowały fantastycznie nawet bez osłon. Wprawdzie mam mnóstwo pustych miejsc po ubiegłorocznych zniszczeniach  ale może uda mi się je jeszcze uzupełnić tej wiosny. Jeśli nie to zrobię to jesienią. Wczoraj mieliśmy dzień kwiatu i do ziemi poszły cebule lilii , klematisy i groszek pachnący. Dziś i jutro dzień liścia. Wysiałam sałaty , buraczki liściowe i szpinak. Przepikowałam też bazylię.


 Od czwartku do soboty dzień owocu wiec wysieję fasolki , groszek cukrowy ,przepikuję pomidorki chociaż nie wiem czy nie lepiej pikować w dzień korzenia.Może poeksperymentuję .Cały przyszły tydzień to tez nadal terminy siewów wiec myślę ,że zdążę ze wszystkim. Pod znakiem zapytanie jest natomiast rabata jednorocznych kwiatów. Chyba jednak muszę poświęcić temu miejscu więcej czasu niż myślałam .Jeśli nie zdążę z przygotowaniem ziemi do majowych terminów siewu , to nasionka będą musiały poczekać do przyszłego roku. Żal mi tego widoku, który mam od jakiegoś czasu pod powiekami ale trudno ....nie mam rączek jedenastu.








 W ogrodzie jeszcze dość szaro. Kwitną krokusy i inne cebulowe drobiazgi ale to wszystko mało. Do donic pomaszerowały bratki. Jak zwykle nie potrafiłam zdecydować się na kolorystykę więc kupiłam trochę na chybił trafił wszystkiego po trochu. Skrzynki ubrałam w portki dosłownie , bo wykorzystałam poprzecierane nogawki ,żeby uszyć im ubranka. "Uszyć" to może zbyt mocno powiedziane ale jakoś się  to kupy trzyma :-). Ubiegłoroczne jutowe worki po prostu się rozeszły ale i tak sporo przetrwały.Myślę ,że dżins będzie jeszcze trwalszy.
















 A  dowodem ,ze mamy wiosnę na 100 albo i wiecej procent , są te oto futrzane kuleczki, które dziś właśnie zaczęły otwierać swoje oczęta. Chyba zorganizuję candy z prezentem  w postaci kociąt. Są chętni ?






niedziela, 24 marca 2013

Siejemy

Nie wiem czy ktoś się przejmuje takimi rzeczami jak wpływ faz księżyca na rozwój roślin ? Już pisałam o tym w ubiegłym roku ,że dla mnie kalendarz biodynamiczny to fajny organizator pracy ogródkowej i kiedy to możliwe staram się z niego korzystać. Piszę , kiedy możliwe ,no bo od ubiegłego wtorku mam wyznaczone przez księżyc "dni siewu" ale marchewki w śnieg wysiewać nie sposób. Można za to to , co można do skrzynek. A do skrzynek za dużo też nie można , no bo gdzieś to trzeba trzymać a szklarni jak nie było tak nie ma. Na pierwszy ogień poszła bazylia .Zwykle kupowałam sadzonki ale tym razem będę miała biodynamiczne . Nasionka już wykiełkowały i takie pyciuńkie ale cieszą oko jakby to co najmniej zielona łąka była w maju. Od piątku natomiast mamy "dni owocu " czyli najlepszy okres do wysiewu pomidorów i papryczki. Ja zrobiłam to wczoraj w asyście dk Mruczka i bandy.Gdyby ktoś chciał mieć od samego początku biodynamiczne pomidory , to niech zasieje je jeszcze  dziś(  o zgrozo w Niedzielę Palmową) do godziny 17. Potem jest już czas korzenia :-). W tym miesiącu jeszcze tylko w Wielką Niedzielę mamy czas na owoce niby od 5 do 24 z zastrzeżeniem ,że "do południa nie pracujemy w ogrodzie ". W kwietniu "okres siewu " zaczyna się dopiero w połowie miesiąca. Mam nadzieję ,że wtedy już będą warunki na wysiew marchewki i innych.










"Nasienna straż"

wtorek, 6 listopada 2012

Dynie, koty i roboty

Nie mogę Wam jeszcze zbyt wiele pokazać ale widzę światełko w tunelu i nadzieję ,że niebawem się odgruzuję i będę mogła bez wstydu pokazać Wam szersze kadry . Póki co ,życie w kuchni powoli wraca do normy.W sobotę skończyłam malowanie ścian. Dwa razy podkład i dwa razy tikkurila .Zgadniecie jaki kolor? Biel oczywiści. Dałam sobie wymieszać taki ciepły odcień . Jestem zadowolona tylko.....wychodząc z kuchni robi mi się jakoś ciemno i straszno. Postanowiłam ,że sukcesywnie powracam do białych ścian wszędzie. Zobaczymy jak długo wytrzymam w tym postanowieniu. Jutro jednak muszę kupić farbę do salonu bo pojutrze przychodzi pan malarz.O ile kuchnię mogłam pomalować sama to malowanie sufitu na wysokości pięciu metrów ,trochę mnie przerasta.Pytacie po co taki wysoki salon? Też się sama siebie pytam. Może po to ,żebym nie musiała całego domu sama malować no i na pewno po to ,żeby mogła stanąć choinka ,która została przeceniona ,bo nikt takiej wielkiej nie chciał kupić. Szczerze powiedziawszy ta wielka choinka to też żadna pociecha bo ubrać to pół biedy jeszcze, ale z rozebraniem zawsze jest problem . No ale o choince to może innym razem pisać będę bo to jeszcze nie ta pora. No więc w kuchni jeszcze drobiazgi zostały ,jak zawieszenie szafek wiszących ,bo w ostateczności zmieniłam na otwarte półki.Trzeba zamontować uchwyty , jakieś wieszaczki i takie tam różne pierdułki ,bez których trudno żyć. Mebli generalnie prawie nie zmieniłam .Zamieniłam zlew na mniejszy ,zmywarkę na mniejszą, płytę grzewczą na większą ,okap na większy. Trzeba było przenieść kilka gniazdek , odpływ , komin wentylacyjny no i stąd ten cały rozgardiasz.Nie cierpię , nie znoszę , nienawidzę gruzu i pyłu. Mój biedny Sarki (ten czarno biały)aż się  pochorował od tego kurzu.No nie wiem do końca czy od kurzu ale miał wymioty i nie jadł i bardzo szybko się odwodnił. Kocia ciocia powiedziała ,że to zatrucie i dostał kroplówkę i przeciwwymiotne. Przeszło mu dzięki bogu,ale na dwór nie wychodzą oba ,bo gdybym wypuściła Iro to Sarki by się zapłakał.No to siedzą i wymyślają co by tu spikusować.Chłopczyk generalnie jest grzeczny ale jego siostra nie byłaby sobą gdyby czegoś nie zwojowała. Coś nowego ,to jest to co ją zwykle bardzo interesuje. Dynie sweterkowe dostałam już jakiś czas temu ale ze względu na wszechobecny syf nie zostały wyeksponowane. Dziś nadszedł wreszcie ten dzień ,kiedy mogłam sobie zrobić z nich wystawkę . Ciekawa jestem czy zgadniecie od kogo one są . Podpowiem ,że chyba każda z Was zna te złote rączki a jak nie zna to chyba jest z innej planety :-). O prezencie od Niej napiszę niebawem bo dynie to nie wszystko. Ja się w nich zakochałam i jak widać Iro też. Kilka razy już ją goniłam i musiałam odbierać dynie siłą. W zasadzie się jej nie dziwię ,bo też nie oddałabym ich za nic.Udało mi się chwilowo odwrócić jej uwagę od dynii za pomocą chwościka. Oby tylko jej się zbyt szybko nie znudził. Na wszelki wypadek na noc dynie schowam do szuflady. Niby jestem ciekawa jak wygląda ich miąższ ale nie aż tak ,jak może być ciekawy kot.