Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fruwajki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fruwajki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 lipca 2012

zamiast wilgi

Dzionek obudził mnie pięknym słońcem i głośnym śpiewem wilgi. Uwielbiam te dźwięki . Niestety wilga ich trochę skąpi. Zwykle słyszę ją w godzinach popołudniowych. Zupełnie nie wiem co jej się dziś pomieszało. W każdym razie jej śpiew był tak donośny ,że wskazywał wyraźnie na to iż siedzi na jednym z moich drzew. Więc , nie patrząc na odzienie nocne ,chwyciłam aparat i pełna nadziei ,że ptaszka wypatrzę obiektywem , wybiegłam do ogrodu. Owszem , siedziała na klonie ale gdzieś na samym szczycie i na dodatek bardzo mocno schowana wśród liści. Raz tylko miałam szczęście ją widzieć , bo zasiadła na łysym jesionie.Po jakimś czasie wypatrywania w górę ,zabolał mnie kark i skierowałam obiektyw ku niższym partiom ogrodu. No i .....

piątek, 22 czerwca 2012

W poszukiwaniu kwiatu paproci

Zaczęłam z samego rana , bo wprawdzie dzień długi a nawet najdłuższy , ale zadanie niebywale trudne. Na początek próbowały mnie podejść lilie. Zakwitły akurat dzisiejszego ranka. Czy to zbieg okoliczności czy miały ambicje uchodzić za kwiat paproci?Popodziwiałam , a jakże ale nabrać się nie dałam. Po pierwsze różowe a po drugie to nawet jednego liścia paproci nie mają. No więc tylko je obfotografowałam ze wszech stron i ruszyłam na dalsze poszukiwania.
I tym sposobem dotarłam do moich ulubionych ostróżek. Chyba nie miały złych zamiarów ale trochę czasu mi zajęło zerknięcie na nie z każdej strony i zajrzenie do wnętrza. naprawdę jest to kwiat z bardzo bogatym życiem wewnętrznym ale nie jest kwiatem paproci.
Oregano też nie jest paprocią i na dodatek jeszcze nie kwitnie , ale to właśnie najlepsza pora żeby poczynić jego zbiory . Wiec po nożyce i koszyczek do domu i trochę mi zeszło , bo wcale się nie spieszyłam z tym cięciem. Dzień taki piękny a ta woń ciętego oregano tak ujmująca ,że trwałam w tym błogostanie do samego południa. Potem poszłam do kuchni i powiesiłam snopek zielska w zacienionym kuchennym oknie . Ma tam dobrze ,bo jedna kwatera jest ciągle otwarta więc i cień i przewiew- wszystko co zielu do szczęśliwego ususzenia potrzeba.
Jak już znalazłam się w kuchni , to trzeba było coś smakowitego zrobić. Szybkie jedzonko- bób. Teraz jest najlepszy . Te najmniejsze ziarenka wyjadam surowe. Resztę gotuję na parze z Pęczkiem koperku. Po ugotowaniu solę i dodaję masełko z przysmażonym lekko czosnkiem. Palce lizać.
Dziś na deser były poziomki i truskawki prosto z krzaka , bo przecież trzeba było wznowić poszukiwania.
Już myślałam ,że może to niebieskie , to jest to , bo liście paproci są , ale moja uwaga skupiła się tymczasem na tym co nad tym fruwało.
I pofrunęło na szałwię a ja za tym.A na szałwiach i tych niebieskich i tych różowych oj działo się działo.
I w takich oto okolicznościach przyrody minęło mi to świętojańskie popołudnie.Jeszcze na chwile zwabiła mnie swoją wonią skromna maciejka , ale to nie był zapach kwiatu paproci.
Liliowiec , też się przyczaił między paprociami ale nie ze mną te numery. znam tego gagatka.
Wreszcie dotarłam tam , gdzie prawdopodobieństwo spotkania poszukiwanej czy też poszukiwanego było największe.
I o to jest . Znalazłam . Ucieszyłam się bardzo ale na bardzo krótko , bo za bardzo mi to kwiecie przypominało naparstnicę.
A może to jednak paproć zakwitła różami w bukiecie od koleżanki?
Zupełnie przypadkiem(  z odkryciami tak już bywa) odkryłam go we flakoniku perfum Loewe. Naprawdę pachną kwiatem paproci. Kto nie wierzy , niech sam sprawdzi .
Tak więc nie pozostało mi nic innego jak uczcić to wydarzenie sobótką lub kupałą jak kto woli , rozjaśnić trochę tę najkrótszą noc i udać się pisać niniejszego posta. Możecie wierzyć lub nie ale jest już całkiem widno a ptaki świergolają od ponad godziny. Naprawdę nie warto było się nawet kłaść spać.