czwartek, 27 kwietnia 2017

Ni to wiosennie...


No dobrze . Będzie post wiosenny. Wiosenny? Właśnie przed chwilą córa otworzyła okno w kuchni ,żeby wpuścić kota o owiało mnie takie zimno....Brrrr. W poprzednim poście pisałam ,że żadna pogoda mi nie straszna . No tak, ale bez przesady. To znaczy właśnie chcę przesadzać a tu się nie za bardzo da. Dzisiaj mimo wszystko poszły do gruntu sadzonki bobu i sałaty ,no bo ileż można je trzymać w doniczkach. Posiałam też buraczki i pietruchę. Czekałam na ten deszcz bo to zawsze lepiej , gdy nasionka mają trochę wilgoci na start ale tak sobie tłumaczyłam na chłopski rozum ,że końcem kwietnia to ten deszczyk już prawie majowy i ciepły będzie. Nic z tego. Gdy sobie przeglądam swoje archiwa , to widzę jakie już mam tyłyi to już  na początku sezonu. Ja wiem ,że to nie są wyścigi ,ale nie wiedzieć czemu budzi to we mnie jakiś  niepokój. Pewnie zupełnie niepotrzebnie. `Dzisiaj po południu wybrałam się do ogrodów pokazowych "Kapias". Zachwyciło mnie w ubiegłym sezonie poletko różnych odmian lawendy , a ponieważ moją "prerię"przeistaczam w tym roku w "lawendowe pole" , które jednak  końcem końców nie będzie wyłącznie lawendowe , to postanowiłam podjechać i sprawdzić jak ta lawenda jest gęsto nasadzona . No i odkryłam ,że gęsto i że powinnam nasadzić  jeszcze drugie tyle. Cieszę się z tego lawendowego bo mam wrażenie ,że będzie przejrzyściej. W związku z tym ,że sporo już tam było nasadzonych różnych bylin i traw , miałam sporo roboty z wykopaniem tego i  podzieleniem. Zrobiła mi się prawdziwa szkółka. Będę miała  co sadzić na oczyszczonej skarpie tylko ,że jeszcze nie do końca jest oczyszczona ,bo ta trzmielina tak silnie się ukorzeniła ,że chyba będę musiała użyć minikopareczki. Muszę przyznać ,że mnożenie bylinek jest bardzo wciągającym zajęciem. Gdyby nie to ,że przy wiosennych porządkach w moim skłądziku , wywaliłam 5 worków plastikowych  doniczek , to pewnie dzieliłabym jeszcze mocniej ale nie miałam już do czego. I tak potrafiłam z jednej kępki rozchodnika zrobić 8 a z jednaj jeżowki 10 nowych. I jak sobie przypomnę jakie malizny kupowałam to stwierdzam ,że te moje sadzoneczki są o wiele pokaźniejsze. Oczywiście zaraz uruchomiłam liczydło i wyszło mi ile to zaoszczędziłam. Wreszcie  będę mogła zrobić tzw. nasadzenia grupowe.

































Z kurczakami mi nie wyszło i więcej nie dam się nabrać ,gdy ktoś robi sobie jaja z jajek. Teraz znowu kwoczą dwie . One same nie wiedzą czego chcą. Niby chcą  mieć dzieci a wystarczy ,że się kogucio zakręci odpowiednio i zapominają o bożym świecie i macierzyństwie. Tak było z Consuellą. Zaniepokoiło mnie ,że w ogóle nie schodzi z gniazda bo nie widziałam nigdzie odchodów ani śladów ,żeby jadła . Po trzech dniach wysadziłam ją z gniazda i wypuściłam na pole lub dwór jak kto woli. Pierwsze to zrobiła wielką jak jabłko ,za przeproszeniem , kupę i zabrała się za skubanie trawki. Sypnęłam jej ziarna i też chętnie zjadała. Za chwilę pojawił się Nieniek i zaczął wokół niej tańcować i sobie poszli. Miałam ją cały czas na oku .bo myślałam ,że zechce wrócić ale gdzie tam. Poszła  spać na grzędę a jaja  do ziemi niestety. To wszystko ponoć dlatego ,że podczas Wigilii gospodyni czyli ja  za dużo latała. Takie przesądy i wierzenia ale może jest coś na rzeczy .











Zarekochałam się w irysach. Już kiedyś się w nich  kochałam ale potem jakoś mi przeszło a teraz znowu. Właśnie posadziłam kilka odmian w "czereśniowym sadzie". Kilku odmian natomiast nie posadziłam bo.... zamówiłam w pewnym sklepie internetowym i ze smutkiem odkryłam,że zamiast sadzonek dotarło do mnie trochę przesuszonej ziemi w woreczkach z etykietą zawierającą zdjęcie i nazwą odmiany. Mimo ,że z innego sklepu dostałam naprawdę piękne sadzonki , to mocno zraziłam się do internetowych zakupów. Jeszcze nie zdecydowałam czy składać reklamację czy odpuścić. Staram się unikać nieprzyjemnych sytuacji jeśli tylko mogę ale z drugiej strony wiem ,że nie powinnam przymykać oczu na takie niepoważne podejście do klienta. Mimo pewnych  trudności "Irysowy sad " ciągle jednak stoi mi przed oczami i chociaż to teraz tak naprawdę zaledwie kilka patyków czereśniowych  i małe łatki  z kikucikami irysowych sadzonek pośród zachwaszczonej trawy, to moja wyobraźnia znowu widzi to jako morze pięknych kolorowych kwiatów z bródką  ścielących się w migotliwym świetle między starymi rozłożystymi  konarami obwieszonymi kolczykami słodkich kuleczek .



Nic Wam tym razem nie obiecuję ,bo chyba robię się coraz mniej słowna i niezbyt mi z tym do twarzy .Potwornie dużo czasu zajęło mi zgrywanie zdjęć. Już nie mam siły na więcej i nie wiem czy czegoś nie pokręciłam. Powiem jednak :cdn chyba ,że będzie koniec świata .Pozdrawiam serdecznie i miłego świętowania majowego życzę mimo kiepskich prognoz pogodowych.