Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogród północny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogród północny. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 stycznia 2013

ogród północny

Przyznaję ,zaklinałam wiosnę ale dałam spokój.Ładnie się zrobiło. Roślinom pod śnieżną kołderką nie straszny mróz więc można trochę odetchnąć i pomyśleć o wiosennych planach. Przyznam ,że zasypiam z widokiem mojej jednorocznej rabaty obsianej różnościami. Oczywiście rabata jest już w fazie dorodnego kwitnienia czyli przenoszę się w czasie w okolice czerwca pomijając trudny marzec i kwiecień, kiedy to ten kawałek ziemi mający być rabatą trzeba będzie odpowiednio przygotować. O tym póki co nie myślę. Myślę o wielu miejscach w ogrodzie, którym przydałyby się zmiany.Może powiększę warzywnik a przynajmniej poczynię jakieś kroki ku temu zmierzające? Może wreszcie coś ruszy ze szklarnią ? Może stodoła doczeka się remontu? Może , może .....Zobaczymy co czas przyniesie. Póki co zajrzymy do ogrodu północnego.
Widok z północnego okna
 Jeśli zajrzy tu właścicielka 'Moczarowego ogrodu" to pewnie uśmiechnie się przyjaźnie , bo to ona natchnęła mnie żeby podzielić ogród według stron świata.Pomysł banalnie prost ale jakoś wcześniej na to nie wpadłam. Ogród oczywiście w sposób naturalny tak się dzieli bo dom stoi dokładnie w samym środku działki na osi wschód -zachód,ale żeby go nazwać południowym, północnym , wschodnim i zachodnim , musiałam odkryć "Moczary".Tak więc , to co do tej pory głównie Wam pokazywałam to był ogród południowy, czyli frontowy.Kiedyś opiszę dokładniej co i jak a może nawet i narysuję ale dzisiaj pójdziemy tam , gdzie w zasadzie mało kto ma wstęp.Za granicę północnego ogrodu (nazywanego kiedyś łąką) przyjęłam linię będącą przedłużeniem północnej ściany stodoły oraz cienistego tarasu od północnej strony domu

funkiowa ścieżka do kompostownika i fabryki ziemi

ta sama ścieżka z widoczną ogromną leszczyną

północna ściana stodoły

Fragment łąki kwietnej tu z przewagą żłocienia

dzwonki z łąki kwietnej

.Gdy kupowaliśmy ten teren przed ponad dwudziestu laty granica północnego ogrodu była bardzo wyraźna ,ponieważ poprzedni właściciele postanowili w tym miejscu odgrodzić się od świata wysokim drewnianym parkanem.  My zastaliśmy już tylko wyłącznie jego szczątki ,ponieważ miejscowa szlachta przygarnęła  go sobie na opał.Łąka przez lata nie wykaszana  przedstawiała marny widok zwłaszcza wczesną wiosną. Dużo trzeba było włożyć pracy w to aby wreszcie się zazieleniła. Fajnie jest mieć kawałek łąki tuż za oknami ale jest to bardzo trudna rzecz do utrzymania zwłaszcza gdy teren od północy ma dość duże nachylenie.
Łysa czereśnia wczesną wiosną a dalej leszczyny. Drugie okno dachowe od lewej to moja klitka , w której siedzę i pisze to wszystko

schodki z tarasu i trawa po zimie

W tym momencie przeważnie kłócę się z mężem ,że jeszcze nie kosimy broń boże

kocyk

kocyk cd

łaka kwitnie a czereśnia przekwitła 


łąka się obrosiła
Przyszedł mi więc pomysł ,żeby łąka z czasem stała się lasem. Ponieważ lubię szybkie efekty , więc postawiłam na zasadzenie drzew  z dużymi pniami.Od razu przyznaję - to był głupi pomysł. Drzewa ,mimo ,ze sadzone z bryłą korzeniową  długo chorowały i naprawdę minęło sporo czasu zanim coś ruszyło.Szybciej rosły jakieś przypadkowo wsadzone patyczki niż te" wypasione okazy na kilkumetrowych pniach".Przyznam ,że nie miałam jakiegoś sprecyzowanego założenia i wybierając odmiany sugerowałam się głównie tym ,ze tego jeszcze nie mam . Ważne jednak było to aby nie były to jakieś rarytasy obcego pochodzenia , lecz rodzime rośliny dobrze i szybko rosnące.Tak więc zasadziłam lipy, klony polne,kasztanowce, dęby, jarzębiny.Las miał być liściasty ale pewnego ciepłego grudnia dosadziłam świerki ,które zostały po świętach a potem czynność kilkakrotnie powtórzyłam .tak więc las stał się mieszany.Las , to na razie zbyt szumnie brzmi ale mam nadzieję ,że kiedyś zaszumi i da tyle cienia ,że nie będą już potrzebne wykaszania.
te choinki poświateczne już troche wyrosły

wczesną wiosną widac kościół, później już nie za bardzo

Nie widać już koscioła ale słychać

świerk serbski  też poswiąteczny

Pod tą jarzębiną zwichnęłam kostkę. śliska taka trawiasta ścieżka

Dąb mi urósł trochę 

Kasztanowiec zakwitł

z okna dachowego

lipa już jesienna

czeresnia kwitnie 

 Szczerze mówiąc już mi żal tej łąki. Gdybym sadziła ten las teraz, zdecydowałabym się prawdopodobnie na
samą brzozę .  Co jakiś czas nachodzi mnie mysl ,żeby wszędzie ponasadzać młode brzózki i jak już będą dostatecznie duże to wszystko inne pousuwać . Jedynie cebulowym pozwoliłabym rosnąc w mojej brzezinie. I tak na stare lata miałabym taki bezobsługowy ogród. A może mi się tylko wydaje ,że bezobsługowy. Pewnie zaraz gdzieś znalazłabym miejsce dla jakiejś róży ,itd,itd.No i jak by się to miało do wizji mojej rabaty jednorocznych,  powiększonego warzywnika ,do nowej rabaty bylinowej .Zdecyduj się wreszcie kobieto ,czego Ty chcesz..Ale wracając na północny stok. Zaraz przy tarasie rośną trzy leszczyny, wielka dzika czereśnia ,o której pisałam kiedyś  i dorodna już lipa, pod którą mam sznurki do suszenia prania
Deszcz leje wiec robię zdjęcie przez okno

po obu stronach schodków rosną cebule i paprocie

Tu gdzieś jest skarb
Brzóz nie sadziłam ale są

zachód słońca prawie na północy

suszy się

Północne konwalie zakwitają o jakies 10 dni później niz południowe. mam je długo
Nad nimi jest sypialnia. Nic wiecej nie powiem

. Taras załapuje się tylko na popołudniowe promienie słońca ale też rozproszone przez rosnące wokół drzewa -dwie duże brzozy ,kilka jesionów, orzech włoski, robinia , klony.Między leszczyną a czereśnią jest zakopany skarb. Jeden z radiestetów po tupnięciu nogą ocenił jego wiek na jakieś 500lat a drugi zmierzył ,że trzeba by kopać 12 metrów w głąb.Podejrzewam ,że może to być jakiś kawałek narzędzia pozostawiony przez dawnego gwarka ,bo trzeba wam wiedzieć ,że prawdopodobnie cała moja górka była srebronośna. Więksi optymiści wierzą w to ,że skarb to żyła srebra. Póki co zostawiliśmy  ją sobie na gorsze czasy. No i najważniejsze - po górce snują  się duchy i ponoć jest to zarejestrowane na kamerkach  ale szczerze powiedziawszy ,nie odważyłam się oglądać . W każdym razie jeśli są jakieś duchy to raczej dobre i oby chciały robić za krasnoludki.cdn

Iro lubi pobuszować w trawie

środa, 24 października 2012

To ostatnia niedziela....

Ostatnia taka piękna , bo choćby były jeszcze tak słoneczne dni , to już na pewno nie tak złociste. Gdy dziś patrzę przez okno swojej komputerowni widzę obraz nędzny. Dzięsięć, może w porywach trzydzieści liści ni to zółtych ni to rudych i szara otchłań białymi kłębkami usłana. Będzie śnieg. Stary góral spod Giewontu mówi;bedzie śnieg Hej! No to niech sobie już będzie. Macie jedyną okazję zobaczyć , jak wychodzą zdjęcia z migreną.Niektóre ujęcia były już całkowicie zamroczkowane ale nie mogłam sobie odpuścić ,mając świadomość ,żer taka okazja może trafić się  dopiero za rok a migrena za miesiąc zapewne. Odchorowałam tę sesję ,nie powiem . Do dziś czuję się niewyraźnie a pierwszym posiłkiem od niedzieli była dziś kiść winogron ,bo tylko na to miałam ochotę. Za to opanowałam tzn. przymierzyłam się do opanowania polecanej przez Was kiedyś picasy.I mam mieszane uczucia czy was wychwalać pod niebiosa czy pognać do czorta. Bo to bardzo fajny program jest ,tylko wiadomo ,że to co fajne potrafi wciągnąć bez pamięci a ja mimo ,że stara to taka trochę mała dziewczynka jestem. Ten jesienny kolaż to tak tylko na dowód tego ,że juz uzywam ale kolejny post będzie mocno skolażowany . I jeszcze jedna wiadomość- Megi0041 odezwała się na maila i paczka do niej została wysłana. Prosiłam aby dała znać też na blogu ale....z niewiadomych mi powodów tego nie uczyniła. I w między czasie rozmyśliłam się- będę Was wychwalać ku niebiosom i jeszcze wyżej, bo bardzo dużo pożytecznych rzeczy się od Was uczę, a czas........... nie zajec.
jakiś pstryczek elektroniczek bawi się moim blogiem ale nic na to chwilowo nie poradzę. Zobaczymy co bedzie przy kolejnym poście.
Może się pobawi i przestanie i wrócą mi zdjęcia na swoje miejsca ? Co ty na to Pstryczku?
jakiś pstryczek elektroniczek bawi się moim blogiem ale nic na to chwilowo nie poradzę. Zobaczymy co bedzie przy kolejnym poście.





wtorek, 1 maja 2012

majówka

Jak dobrze jest się obudzić w maju. Nie będę oryginalna - kocham maj. Przeważnie każdy lubi miesiąc , w którym się urodził ale chyba każdy też kocha maj. Dlatego ja kocham maj podwójnie.mam do tego szczególne uprawnienia. Żałuję ,że nie mogę umieścić na blogu dźwięków , zapachów i smaków. Znaczy się, dźwięki chyba mogę ale jeszcze tego nie opanowałam. Pięknie ptaszki świergolą z rana wśród tych gałęzi. Wystarczy tylko otworzyć szeroko okno i wdychać ten maj ile się tylko da .
Nie będę ściemniać , truskawki u mnie dopiero kwitną i będą gotowe do spożycia końcem miesiąca .
Nie mogłam się jednak oprzeć pokusie i zakupiłam te importowane , ale jakże pyszne bo pierwsze. Biszkopt, na to krem grysikowy , truskawki i galaretka cytrynowa.
To właśnie to, co tygrysy lubią najbardziej.
Tygrysy lubią tez bardzo pelargonie rasy angielskiej i takie właśnie nabyłam wczoraj a dziś się nimi zajęłam. Niezwykle energetyzujące kolory. Może kogoś zdziwi ,że pelargonie angielskie trzymam na zewnątrz ale dodam ,że ustawione są pod zadaszeniem więc zmoczenie im nie grozi. Chyba najbardziej szkodzą im opady i chłód oczywiście ale póki co lato zapowiada się upalne więc zapewne przyjdzie mi biegać z konewką tam i z powrotem.
Dziś musiałam uruchomić zraszacze . Oczywiście dopiero wtedy gdy słońce przestało tak mocno prażyć. Rozkwitają ciągle to nowe tulipany. Kiedyś miałam szczególny sentyment do liliokształtnych i raczej białych ewentualnie kremowych lub innych bardzo pastelowych. teraz nie potrafię się oprzeć najróżniejszym i w kształcie i w barwie.  Potworny bałagan mi się z nimi robi , bo jak przekwitną to nigdy nie wiem jakie w tym czy w innym miejscu kwitły. Jesienią dosadzam i niekoniecznie zważam na to czy pasują czy nie.Mam to jednak gdzieś. Jeśli bardzo nie będą jedne do drugich pasowały to najwyżej zetnę na bukiet i po sprawie.
O miesięcznicy już pisałam gdzieś. Lubię gdy się pojawia tu i tam . Dobrze rośnie i w cieniu
i w słońcu
No i mój klasyk
Córa ( w środku) przyjęła dziś gości na łące.
Niech sobie gadają . Ja wracam do bardziej cywilizowanej części ogrodu . czujecie ten zapach?
Porzeczki też  ślicznie zakwitły. ktoś mówił ,że była ciężka zima ale owocowym to chyba nie zaszkodziło.
No i chyba nadszedł czas na syrop pinii. w tym roku chyba będę miała syrop trzeciomajowy.
Ten deszcz to tylko zraszacz ale bardzo przyjemnie jest sobie siedzieć w suchym i patrzeć ,i słuchać i czuć
W międzyczasie jak tak siedziałam dzieci wróciły na słoneczną stronę
chociaż  właściwie już nie aż tak słoneczna. Taras jest od południowej strony. o godzinie 10 przed południem nie dałam rady chodzić po nim na bosaka tak strasznie był nagrzany. Teraz już chyba nie jest skoro siedzą i nie krzyczą.
A ja powędrowałam  do komputerowni i przy okazji zrobiłam zdjęcie chmurce ( to nieulistnione drzewo to lipa )
chmurka całkiem niewinnie wyglądała a troszkę pokropiło.
A w czasie , gdy zgrywałam te wszystkie zdjęcia, dzieci zrobiły grilla i przyniosły mamusi ,żeby tu z głodu nie umarła. No i wpałaszowałam tą karkówkę w tri miga i nawet mi do głowy nie przyszło ,żeby zrobić fotkę. No to zrobiłam już po
Było pysznie. Jutro drugi dzień maja. chciałabym zatrzymać czas , chociaż mogłoby więcej popadać.