Ja dzisiaj tak na szybko . Skoro się żegnałam w poprzednim poście , to dzisiaj będę witać. Mnie dzisiaj rano przywitały gwizdy szpaków siedzących na jesionie. Wiecie, serce rośnie bo to oznacza już tylko jedno . Nie ma odwrotu. W związku z tym ,że pogoda piękna , pracy jest mnóstwo całe , dzisiaj tylko krótki meldunek ,że żyję . Wiem , maupa ze mnie ,bo nie napisałam odpowiedzi na komentarze pod poprzednim postem ale nie zrobiłam tego od razu z powodu braku czasu i przemęczenia a potem to uznałam ,że pewnie i tak nikt tego nie czyta. Ale , jeśli pięć osób napisze mi tutaj ,że wraca do moich postów ,żeby przeczytać odpowiedzi , to odpiszę :-). No dobrze, niech będą trzy osoby.
Melduję zatem ,że ziemia już rozmarznięta i gotowa na dawanie nowego życia. Wczoraj posprzątałam dwa zostawione na zimę zagony z kapustnymi i z botwinami. Przekopałam , dałam kompost. Teraz tylko czekam na marcowe dni siewu :-). Z innych prac , to cały czas trwa przycinanie . Na jutro mam zamówioną wyspecjalizowaną w cięciu drzew ekipę. Zależy mi na profesjonalnym przycięciu starych jabłoni i grusz . Jesion też będzie poddany kosmetyce . Mam nadzieję,że nie wystraszymy szpaków tym bardziej ,że firma nazywa się "Szpak" .Nie ruszam jeszcze przykrycia z liści . Wydaje mi się że na to jeszcze za wcześnie. Nie ma co budzić biedronek , chociaż dziś przez otwarte okno wpadła mi do domu pierwsza ,prawdziwa , obrzydliwie brzęcząca mucha. Ohydna była ale jakoś tak mnie mimo to ucieszyła dlatego darowałam jej życie . No i jeszcze jedno- wreszcie znalazłam prawdziwie smakujące pomidory. Wprawdzie przyjechały aż z Senegalu i pewnie stąd ten ich nieudawany letni aromat i smak. W końcu mogę się poddać diecie bo sałatkę wiosenną mogę jeść na śniadanie , obiad i kolację nawet w tłusty czwartek.
A niebawem moje blogowe drugie urodziny i wychodzę z wieku niemowlęctwa . W związku z tym szykuję niespodziankę , która pewnie was nie zaskoczy ale być może zaskoczy Was jej kolor ,bo sama jestem pod wrażeniem swoich ostatnich gustów . Ale o tym niebawem.
I jeszcze najmilszy akcent dzisiejszego dnia. Dotarły dziś do mnie moje upragnione lale. Autorkę pewnie znacie .Ania z bloga http://sekretnyogrod.blogspot.com/ daje życie takim cudom. Ta w niebieskiej sukience to Maszeńka i to był pomysł Ani a ta w różowej to Anuszka i to ja wymyśliłam. Możecie sobie myśleć co chcecie - nie mam małej córeczki, nie mam wnuczki ale mam lale i to są moje lale i uwielbiam je.
p.s. Aniu, one jeszcze nie siedzą tak jak powinny . Odpoczywały tylko po podróży a teraz już są u mnie w sypialni :-). Kiedyś zrobię im prawdziwą sesję .