Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warzywnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warzywnik. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 czerwca 2013

Ula i Basia

Dojrzały poziomki .Mam i te ogrodowe ale nie wiem skąd przywlokły się do mnie i te leśne rozłogowe. Rosną już nawet miedzy kamieniami ścieżki. Nie mam zamiaru ich wypleniać. Skoro im dobrze to niech sobie są. A dziś w moim ogrodzie buszowały dwa urocze stworzenia. Od razu ogród ożył. Chyba będę sobie je częściej wypożyczała.














niedziela, 24 marca 2013

Siejemy

Nie wiem czy ktoś się przejmuje takimi rzeczami jak wpływ faz księżyca na rozwój roślin ? Już pisałam o tym w ubiegłym roku ,że dla mnie kalendarz biodynamiczny to fajny organizator pracy ogródkowej i kiedy to możliwe staram się z niego korzystać. Piszę , kiedy możliwe ,no bo od ubiegłego wtorku mam wyznaczone przez księżyc "dni siewu" ale marchewki w śnieg wysiewać nie sposób. Można za to to , co można do skrzynek. A do skrzynek za dużo też nie można , no bo gdzieś to trzeba trzymać a szklarni jak nie było tak nie ma. Na pierwszy ogień poszła bazylia .Zwykle kupowałam sadzonki ale tym razem będę miała biodynamiczne . Nasionka już wykiełkowały i takie pyciuńkie ale cieszą oko jakby to co najmniej zielona łąka była w maju. Od piątku natomiast mamy "dni owocu " czyli najlepszy okres do wysiewu pomidorów i papryczki. Ja zrobiłam to wczoraj w asyście dk Mruczka i bandy.Gdyby ktoś chciał mieć od samego początku biodynamiczne pomidory , to niech zasieje je jeszcze  dziś(  o zgrozo w Niedzielę Palmową) do godziny 17. Potem jest już czas korzenia :-). W tym miesiącu jeszcze tylko w Wielką Niedzielę mamy czas na owoce niby od 5 do 24 z zastrzeżeniem ,że "do południa nie pracujemy w ogrodzie ". W kwietniu "okres siewu " zaczyna się dopiero w połowie miesiąca. Mam nadzieję ,że wtedy już będą warunki na wysiew marchewki i innych.










"Nasienna straż"

poniedziałek, 24 września 2012

czerwono

Większość z Was (nas) pisze ostatnio na swoich blogach ,że już jesień.A ja miałam nie pisać, ale mi nie wyszło bo faktycznie jesień już.Miałam mieć w tym roku pastelową jesień , bo postanowiłam iść pod prąd,ale też mi nie wyszło.Nic mi jakoś nie wychodzi tej jesieni . Mam nadzieję ,że chociaż te wszystkie przetwory mi wyszły ale o tym przekonamy się za czas jakiś.Póki co dziś w mojej kuchni  mocno się zaczerwieniło i przyznam ,że trochę mi nieswojo,bo czerwień owszem lubię ale w takich ilościach to wielokrotne przekroczenie norm.Dlatego wybaczcie, jeśli Wam pójdzie na oczy.Zbiory buraczków i botwiny stały się faktem dokonanym.Dlaczego takie małe buraczki? Ano ,bo ja przebiegła jestem.Moja mama zawsze wkładała do weków buraczki w całości i pamiętam ,że robiła to w środku lata , kiedy jeszcze były małe,żeby fajnie się pakowały w słoje.A ja sprytna jestem i żeby nie musieć robić weków wtedy , gdy jestem na wczasach,posiałam drugą partię buraczków w połowie czerwca.To właśnie tych używam do przetwórstwa.Mój spryt się na tym nie kończy.Szukałam odmiany o płaskich korzeniach ,bo tymi naprawdę można napakować słój aż pęka w szwach.Buraki są zakonserwowane zalewą octową i pożerane są jak najlepsze frykasy, dlatego słoje są duuuże.A botwinę kroję i zamrażam. Nie są tego jakieś ogromne ilości ale na jakieś trzy zupy zimą można liczyć.Oczywiście nic nie może się zmarnować, dlatego piękne liście botwiny zainspirowały mnie do zrobienia buraczkowo daliowego bukietu.Obiecuję ,że kolejny post będzie bardziej przyjazny Waszym (naszym) oczom.