Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wianki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wianki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 maja 2012

cuda wianki

Bukiet z poprzedniego postu nabrał dodatkowych kolorów. A tymczasem ja wzięłam się za cuda wianki , bo syn koleżanki Ignaś ma jutro a właściwie dziś , dzień Pierwszej Komunii. No i dwa wianki obiecałam zrobić do powieszenia na dwuskrzydłowych drzwiach. Najpierw pałączek z leszczyny. I tylko w tym miejscu użyłam kawałka drutu łącząc dwa końce gałązki i robiąc taką roboczą zawieszkę w formie pętelki.
Pałąk oplotłam gałązkami , które miałam z wiosennych przycinek ( wszystko się przydaje). Tu jest trochę brzozy i buka. Muszą być to w miarę elastyczne gałązki ,żeby się dobrze oplatały.
Czerwona tasiemka ,żeby nie zgubić zawieszki i oplątywanie gałązek paprocią.
Po paproci przyszła kolej na długi pęd winobluszczu .
I na koniec bardzo staranne przeplatywanie  gałązkami bluszczu.
Gotowe dwie bazy pod wianki. Ja użyłam akurat takich materiałów , bo tych mam w ogrodzie pod dostatkiem ale uwierzcie ,że może być wszystko: trawa, mech , całkiem inne gałązki . Wianki lubią być plecione ze wszystkiego.
Na wrotach od stodoły prezentują się w sam raz ale mają iść do dworu, więc trzeba je bardziej wypaść.
Pasione będą konwaliami , miętą , liśćmi orlika i liśćmi konwalii.
Robię małe bukieciki z kilku konwalii , liścia konwalii, liścia orlika i kilku listków mięty.
I tu zdradzę mój patent. Każdy bukiecik owijam gumką recepturką , która jest splątana z drugą gumką recepturką.
Układam bukiecik na podkładzie i przeciągam pod spód drugą część gumki, po czym oplatam nią bukiecik kilkakrotnie.Sposób jest o tyle dobry ,że nie przecina się kruchych łodyżek kwiatków jak to może uczynić nitka i na dodatek gumka jest elastyczna i po zawieszeniu wianka można formować w dowolny sposób jego ostateczny wygląd. Można powkładac dodatkowych gałązek ziela , bo gumka się naciągnie i jest to wtedy bardzo proste.
Tutaj jeszcze widać gumkę ale w ostatecznej formie wszystko się schowa. Recepturki oczywiście najlepiej gdyby były zielone ale nie miałam akurat.
Na wianek musiałam zrobić 26 bukiecików. Wyobrażacie sobie jak pachnie?
A tutaj już zawieszone . Ciekawe , czy się Ignasiowi spodoba? jego mama chciała je zjeść i powiedziała "cuda , nie wianki"

piątek, 4 maja 2012

zielono biało czerwono z wątkiem ruskim i angielskim

Wiecie, bardzo mnie dziś duża przykrość spotkała , bo siedziałam nad tym postem od późnego popołudnia. najpierw miałam problem ze zdjęciami, bo mi się ustawiały w dowolnej kolejności i nie mogłam dać im rady . jak już mi  się udało to opanować , przeniosłam się na laptopa ,żeby mieć na oku rodzinkę ,chociaż laptopa nie lubię używać . No to się zemścił. Po naciśnięciu przeze mnie przypadkiem jakiegoś klawisza  , zniknęło mi wszystko , oprócz tytułu. A powiem ,że przyłożyłam się tym razem naprawdę starannie . Tytuł został i postanowiłam go  już nie zmieniał ale w zasadzie cała zieleń zniknęła a była to rzecz dotycząca pokrzywy a to przecież głównie chlorofil . Więc zielonego tylko trochę.Nie będzie też już dziś wątku ruskiego bo był bardzo obszerny i zdjęciowo i tekstowo ale o tym wspomnę jeszcze w miejscu , gdzie miał być . W zasadzie już mi się w ogóle po tym wydarzeniu nic nie chciało robić na blogu ale chciałam ,żeby chociaż biało czerwono zostało , no bo kiedy jak nie dziś? Wątek zielony zrobię przy najbliższej okazji. wątek ruski może też. Wątek angielski zostawiam bo to zaledwie dwa zdjęcia i jedno zdanie .Śmiesznie tak , bo mam wrażenie ,że się będę trochę powtarzała a nie przepadam akurat za tym i u siebie i u innych ale powtarzam się w sumie tylko sama przed soba wiec jakoś to przeboleję .Na dodatek nigdy nie uczyłam się niczego na pamięć , nawet  wiersze  mówiłam swoim zdaniem więc może nie będę nudna sama dla siebie przynajmniej :-). mam nadzieję też , że nie uda mi się drugi raz strzelić w tego klawisza. Nie wiem który to i w tym chyba największy problem. "Nie wiedzieć  , to żyć w zagrożeniu " jak to ktoś mądry powiedział. No więc avanti .Flaga mi wyszła włoska przez tę zieleń a zielono stąd ,że faktycznie jest wokół bardzo zielono a z Włoszki chyba mam sporo a jak nie mam to przynajmniej chciałabym mieć. Z tymi flagami polską i włoską to jest tak ,że różnią się tylko tym dodatkowym zielonym paskiem we włoskiej. No i będąc w Italii podczas ich jakiegoś święta narodowego spotkała mnie taka przyjemność ,że miałam wrażenie iż na mój przyjazd całe miasteczko się wystroiło w polskie barwy narodowe. Niestety, prawda była inna. otóż , ta zieleń we włoskiej fladze starannie się okręciła pod wpływem powiewu wiatru wokół patyczków i został tylko biało czerwony. Niemniej jednak czułam się tam dobrze chociaż akurat tam to ja się czuję dobrze nawet jak wisi cokolwiek albo jak zupełnie nic nie wisi. po prostu tam to może wszystko zwisać ,bo tam to przeważnie jest luzik , wakacje , słoneczko ,wineczko i śpiew (oczywiście w wykonaniu włoskich gwiazd estrady). Ale zupełnie wyszłam z tematu . bo miałam pisać ,że nazwałam mojego manekina Mańką . Mnie się podoba .I postanowiłam Mańce przyodziać jej rozdartą pierś .Mańce się chyba spodobało ,bo nie protestowała. A ja niewystrojona wzięłam się za zielone czyli zrobiłam to , co już dawno powinnam zrobić , mianowicie przycięłam mirta.I tu w wersji oryginalnej było sporo szczegółów o mircie ale sobie teraz odpuszczam .Zdjęcia nie ma bo wygląda po tym zabiegu żałośnie . Za to mogłam sobie zrobić aż dwa wianki i to mnie wprowadziło w dobry nastrój , który w zasadzie trwał tego dnia do wspomnianej już przeze mnie wcześniej chwili zwanej w późniejszej treści "klawiszem".
Dokonałam też pierwszego zbioru majeranku i jak  tak siedziałam w otoczeniu tych woni to uświadomiłam sobie , że przyszła pora na zmianę zapachu z zimowego na letni. Powiem tak : Hermes i seria Un Jardin to właśnie zieleń, świeżość , mirt i majeranek i cytryna  i wszystko co najpiękniejsze w zapachu lata. Ogrodów Nilu zostało mi z ubiegłego sezonu co nieco ale Ogrody śródziemnomorskie wykończyłam do ostatniej kropli, więc wiadomo , gdzie trzeba się niezwłocznie udać. Nie potrafię bez nich . Muszę je latem mieć .
Póki co w kuchni pachnie ogrodami Hermesa za sprawą moich wianków i suszącego się bukieciku majeranku
No i z okazji święta sięgnęłam do lektury , do której zwykle sięgam przy takiej okazji ,żeby wiedzieć więcej. Bo mottem tej książki jest zdanie Zygmunta Glogera :"Obce rzeczy wiedzieć dobrze jest , swoje -obowiązek ". No i się dowiedziałam po raz kolejny , bo poczytuję od lat ale ciągle coś nowego mi zostaje w pamięci. Skąd się wzięło świętowanie majowe? Nie zawsze było kojarzone ze świętem mas pracujących chociaż......... kiedyś to w pierwszy dzień maja zaczynał się sezon pasterki i bardzo wesoło i kolorowo obwieszczano o tym wszem i wobec. A dzień wcześniej czarownice negocjowały z diabłem plan działania na nadchodzący sezon ( komu jakie szkody poczynić) . Pisali już o tym Goethe w " Fauście", Joyce w "Ulissesie" i Bułhakow  w "Mistrzu i Małgorzacie"(polecam rosyjski serial dziesięcioodcinkowy chyba z 2005 roku -super). I już nawet starożytni świętowali z okazji pierwszej zieleni. Maja była w mitologiach zarówno greckiej jak i rzymskiej ważną personą . W Greckiej -najpiekniejsza z Plejad, córka Atlasa, kochanka Zeusa , matka Hermesa (nomen omen z perfumami). u Rzymian była czczona jako matka ziemi , bogini natury i rozmnażania. To jej imieniem nazwano najpiękniejszy miesiąc i w większości języków brzmi podobnie. i wiele innych ciekawostek można doczytać w tym wydawnictwie łacznie z kulinarnymi receptami na bardzo ciekawe przysmaki . Polecam.
Moje wydanie jest z 2003 roku ale książka została wznowiona w 2011 i widzę ,że jest dostępna w innej szacie graficznej ale objętościowo to chyba to samo bo liczba stron niezmieniona.
I tutaj nastąpiło nawiązanie do przepisów kulinarnych i cały mój wywód na temat najbardziej polskiej z polskich potraw czyli ruskich pierogów. podałam po prostu przepis bogato ilustrowany bo dziś je poczyniłam z okazji  święta narodowego a mój ojciec uznał mnie za znawcę temtu a on jest ekspertem nad ekspertami wiec sobie pozwoliłam . Ale wiadomo klawisz wszystko unicestwił więc kto był zainteresowany musi obejść się smakiem. Jeśli pod tym postem pojawią się choć trzy sprawiedliwe wpisy pragnące wątku ruskiego to do niego wrócę a jak nie to zapomnę . Po pierogach na deser miał być średnio smaczny sok z pokrzywy  ale może to i lepiej ,ze nie zaserwowałam. Ale o pokrzywie napiszę, bo już byłam wystarczająco proszona ;-), z tym ,że nie dziś. Dziś miłym akcentem na koniec dnia był ten deszczyk przemieszany z  płatkami jabłoni.
Wątku angielskiego nie zdążyłam podjąć a miałam zamiar trochę szerzej o tych angielskich pelargoniach bo jest różnica w pielęgnacji między nimi a tymi rabatowymi powszechniej znanymi ale już nie daję rady. Napisze tylko,że ulewa ich nie dotknęła bo sobie pod dachem wesoło patrzyły na świat nie wiedząc co za klawisz się na nie przyczaja.

A biało czerwona sobie dumnie powiewa mimo ,że deszcz jej nie oszczędził. I chyba już nikt nie ma wątpliwości ,że ani ze mnie Włoszka, ani Rosjanka , ani Angielka mimo ,że lubię wszystkie i w sumie mam z każdej "coś"
d