poniedziałek, 9 grudnia 2013

Grudzień




Coś się pokićkało z bloggerem ,bo nie pokazuje mi waszych nowych wpisów. Ciekawa
 jestem czy to chwilowe czy tak już zostanie na zawsze? Byłoby to wielkie utrudnienie ale pewnie jest na to jakiś sposób??? Póki co i tak za bardzo nie mam czasu na czytanie wszystkiego. Z tego co widzę , to Wy raczej też pochłonięte innymi rzeczami chociaż przyznam ,że niekiedy coś tam mi przemknie przez oko i nadziwić się nie mogę , jak Wy sobie pięknie potraficie wszystko zorganizować . U mnie zero świątecznie. Dwa tygodnie temu trochę zapachniało piernikami ale niestety do dzisiaj zostały wszystkie wyjedzone. Niestety nie skusiłam się na to ciasto dojrzewające 5 tygodni  i wyszły takie gotowe od razu do spożycia. Gdybym je chociaż schowała ale postawiłam w wielkich słojach w kuchni bo tak pięknie wyglądały i dawały odrobinę tego klimatu , za którym tak tęsknię . No to się zjadło. Nie będę ściemniała ,że trzymam się diety. Taka ze mnie marna odchudzaczka. dzisiaj zarobiłam kolejną porcję ciasta i jutro albo we wtorek będzie pieczenie kolejnej partii. Tym razem chyba jednak schowam je przed żądnymi  spojrzeniami domowników i nie tylko. Póki co dziś piekłam amoniaczki .Niestety zapach przy ich pieczeniu jest mało przyjemny a nawet powiedziałabym ,że po prostu capi jak niegdyś w publicznych toaletach ale za to ciasteczka pyszne.
Tak sobie przejrzałam dziś moje ostatnio robione zdjęcia i okazuje się ,że mam ogromne zaległości  w pokazywaniu tego co u mnie się działo. Nie wiem czy jeszcze kiedyś zdołam to nadrobić.  A był i ogród i przetwory i kuchcenie i wyjazdy i nawet o mało co nie porwałam się na zakup starej szkoły na Warmii . Może kiedyś ,gdy czas pozwoli wrócę do tematów a dziś tylko grudniowe migawki. Ubiegła niedziela równie słoneczna jak dzisiejsza ale jakaż jeszcze inna . Jeszcze ostatnie róże dokwitały w ogrodzie , jeszcze lawenda w skrzynkach , jeszcze jakby nie grudzień.























 I dziś , z lekką pokrywą śnieżną , z zamarzniętymi kapustami i kiciami , które nie mogą się zdecydować czy są piecuszkami czy wolą pohasać po rześkim powietrzu. A ja jak zwykle robię za odźwierną .



















A co robię, to  się zorientujecie zapewne po zdjęciach. Miedzy innymi przemalowuję z rubinów na biele i szarości w założeniu, które okazały się błękitami.

Robię też sesje wiankom świątecznym wykonanym przez moją koleżankę . Prawdopodobnie zdjęcia będzie można spotkać na allegro :-) No więc robię jakąś tam karierę.


 Ponieważ moje tegoroczne świąteczne dekoracje są pod wielkim znakiem zapytania ,bo nie wiem  czy wreszcie podejmę decyzję co to ma być. Póki co ,wygrzebałam archiwalne zdjęcia z roku 2008. O blogach wtedy nie miałam zielonego pojęcia więc zdjęcia są absolutnie nieblogowe . Na dodatek robione moją nową nabytą idiotencamerą więc są rozpaczliwie fatalne ale z dekoracjami to ja wtedy zaszalałam. Choinka w domu była zrobiona z miesięcznicy ozdobiona tylko mrygającymi białymi światełkami. Do lamp były podwieszone świerkowe wianki ozdobione kryształkami a główna choinka stała na tarasie i była ubrana w bombki .Musiałam być chora na umyślę ,żeby tak marznąć . No a może wystarczyło, że byłam trochę młodsza???