piątek, 4 maja 2012

zielono biało czerwono z wątkiem ruskim i angielskim

Wiecie, bardzo mnie dziś duża przykrość spotkała , bo siedziałam nad tym postem od późnego popołudnia. najpierw miałam problem ze zdjęciami, bo mi się ustawiały w dowolnej kolejności i nie mogłam dać im rady . jak już mi  się udało to opanować , przeniosłam się na laptopa ,żeby mieć na oku rodzinkę ,chociaż laptopa nie lubię używać . No to się zemścił. Po naciśnięciu przeze mnie przypadkiem jakiegoś klawisza  , zniknęło mi wszystko , oprócz tytułu. A powiem ,że przyłożyłam się tym razem naprawdę starannie . Tytuł został i postanowiłam go  już nie zmieniał ale w zasadzie cała zieleń zniknęła a była to rzecz dotycząca pokrzywy a to przecież głównie chlorofil . Więc zielonego tylko trochę.Nie będzie też już dziś wątku ruskiego bo był bardzo obszerny i zdjęciowo i tekstowo ale o tym wspomnę jeszcze w miejscu , gdzie miał być . W zasadzie już mi się w ogóle po tym wydarzeniu nic nie chciało robić na blogu ale chciałam ,żeby chociaż biało czerwono zostało , no bo kiedy jak nie dziś? Wątek zielony zrobię przy najbliższej okazji. wątek ruski może też. Wątek angielski zostawiam bo to zaledwie dwa zdjęcia i jedno zdanie .Śmiesznie tak , bo mam wrażenie ,że się będę trochę powtarzała a nie przepadam akurat za tym i u siebie i u innych ale powtarzam się w sumie tylko sama przed soba wiec jakoś to przeboleję .Na dodatek nigdy nie uczyłam się niczego na pamięć , nawet  wiersze  mówiłam swoim zdaniem więc może nie będę nudna sama dla siebie przynajmniej :-). mam nadzieję też , że nie uda mi się drugi raz strzelić w tego klawisza. Nie wiem który to i w tym chyba największy problem. "Nie wiedzieć  , to żyć w zagrożeniu " jak to ktoś mądry powiedział. No więc avanti .Flaga mi wyszła włoska przez tę zieleń a zielono stąd ,że faktycznie jest wokół bardzo zielono a z Włoszki chyba mam sporo a jak nie mam to przynajmniej chciałabym mieć. Z tymi flagami polską i włoską to jest tak ,że różnią się tylko tym dodatkowym zielonym paskiem we włoskiej. No i będąc w Italii podczas ich jakiegoś święta narodowego spotkała mnie taka przyjemność ,że miałam wrażenie iż na mój przyjazd całe miasteczko się wystroiło w polskie barwy narodowe. Niestety, prawda była inna. otóż , ta zieleń we włoskiej fladze starannie się okręciła pod wpływem powiewu wiatru wokół patyczków i został tylko biało czerwony. Niemniej jednak czułam się tam dobrze chociaż akurat tam to ja się czuję dobrze nawet jak wisi cokolwiek albo jak zupełnie nic nie wisi. po prostu tam to może wszystko zwisać ,bo tam to przeważnie jest luzik , wakacje , słoneczko ,wineczko i śpiew (oczywiście w wykonaniu włoskich gwiazd estrady). Ale zupełnie wyszłam z tematu . bo miałam pisać ,że nazwałam mojego manekina Mańką . Mnie się podoba .I postanowiłam Mańce przyodziać jej rozdartą pierś .Mańce się chyba spodobało ,bo nie protestowała. A ja niewystrojona wzięłam się za zielone czyli zrobiłam to , co już dawno powinnam zrobić , mianowicie przycięłam mirta.I tu w wersji oryginalnej było sporo szczegółów o mircie ale sobie teraz odpuszczam .Zdjęcia nie ma bo wygląda po tym zabiegu żałośnie . Za to mogłam sobie zrobić aż dwa wianki i to mnie wprowadziło w dobry nastrój , który w zasadzie trwał tego dnia do wspomnianej już przeze mnie wcześniej chwili zwanej w późniejszej treści "klawiszem".
Dokonałam też pierwszego zbioru majeranku i jak  tak siedziałam w otoczeniu tych woni to uświadomiłam sobie , że przyszła pora na zmianę zapachu z zimowego na letni. Powiem tak : Hermes i seria Un Jardin to właśnie zieleń, świeżość , mirt i majeranek i cytryna  i wszystko co najpiękniejsze w zapachu lata. Ogrodów Nilu zostało mi z ubiegłego sezonu co nieco ale Ogrody śródziemnomorskie wykończyłam do ostatniej kropli, więc wiadomo , gdzie trzeba się niezwłocznie udać. Nie potrafię bez nich . Muszę je latem mieć .
Póki co w kuchni pachnie ogrodami Hermesa za sprawą moich wianków i suszącego się bukieciku majeranku
No i z okazji święta sięgnęłam do lektury , do której zwykle sięgam przy takiej okazji ,żeby wiedzieć więcej. Bo mottem tej książki jest zdanie Zygmunta Glogera :"Obce rzeczy wiedzieć dobrze jest , swoje -obowiązek ". No i się dowiedziałam po raz kolejny , bo poczytuję od lat ale ciągle coś nowego mi zostaje w pamięci. Skąd się wzięło świętowanie majowe? Nie zawsze było kojarzone ze świętem mas pracujących chociaż......... kiedyś to w pierwszy dzień maja zaczynał się sezon pasterki i bardzo wesoło i kolorowo obwieszczano o tym wszem i wobec. A dzień wcześniej czarownice negocjowały z diabłem plan działania na nadchodzący sezon ( komu jakie szkody poczynić) . Pisali już o tym Goethe w " Fauście", Joyce w "Ulissesie" i Bułhakow  w "Mistrzu i Małgorzacie"(polecam rosyjski serial dziesięcioodcinkowy chyba z 2005 roku -super). I już nawet starożytni świętowali z okazji pierwszej zieleni. Maja była w mitologiach zarówno greckiej jak i rzymskiej ważną personą . W Greckiej -najpiekniejsza z Plejad, córka Atlasa, kochanka Zeusa , matka Hermesa (nomen omen z perfumami). u Rzymian była czczona jako matka ziemi , bogini natury i rozmnażania. To jej imieniem nazwano najpiękniejszy miesiąc i w większości języków brzmi podobnie. i wiele innych ciekawostek można doczytać w tym wydawnictwie łacznie z kulinarnymi receptami na bardzo ciekawe przysmaki . Polecam.
Moje wydanie jest z 2003 roku ale książka została wznowiona w 2011 i widzę ,że jest dostępna w innej szacie graficznej ale objętościowo to chyba to samo bo liczba stron niezmieniona.
I tutaj nastąpiło nawiązanie do przepisów kulinarnych i cały mój wywód na temat najbardziej polskiej z polskich potraw czyli ruskich pierogów. podałam po prostu przepis bogato ilustrowany bo dziś je poczyniłam z okazji  święta narodowego a mój ojciec uznał mnie za znawcę temtu a on jest ekspertem nad ekspertami wiec sobie pozwoliłam . Ale wiadomo klawisz wszystko unicestwił więc kto był zainteresowany musi obejść się smakiem. Jeśli pod tym postem pojawią się choć trzy sprawiedliwe wpisy pragnące wątku ruskiego to do niego wrócę a jak nie to zapomnę . Po pierogach na deser miał być średnio smaczny sok z pokrzywy  ale może to i lepiej ,ze nie zaserwowałam. Ale o pokrzywie napiszę, bo już byłam wystarczająco proszona ;-), z tym ,że nie dziś. Dziś miłym akcentem na koniec dnia był ten deszczyk przemieszany z  płatkami jabłoni.
Wątku angielskiego nie zdążyłam podjąć a miałam zamiar trochę szerzej o tych angielskich pelargoniach bo jest różnica w pielęgnacji między nimi a tymi rabatowymi powszechniej znanymi ale już nie daję rady. Napisze tylko,że ulewa ich nie dotknęła bo sobie pod dachem wesoło patrzyły na świat nie wiedząc co za klawisz się na nie przyczaja.

A biało czerwona sobie dumnie powiewa mimo ,że deszcz jej nie oszczędził. I chyba już nikt nie ma wątpliwości ,że ani ze mnie Włoszka, ani Rosjanka , ani Angielka mimo ,że lubię wszystkie i w sumie mam z każdej "coś"
d

37 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Dziękuję ,cieszę się. Pozdrawiam

      Usuń
  2. Piękne lampy na tym zdjęciu z majerankiem, marzy mi się taka do kuchni :), Ogrodów Nilu nie znam, choć brzmi kusząco...latem zawsze Green Tea ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, też lubię te lampy. mam ich cała serię . Ta w kuchni jest fajna bo może służyć za suszarkę do ziół. Niestety jeden klosz sobie stłukłam od stojącej i nigdzie nie mogę spotkać. Producent się nie podpisał na produkcie . Tyle tylko wiem ,że włoskie i jak tam jestem to wszystkie sklepy z lampami zaliczam. Un jardin en mediterranee najbarddziej mi się podobają a zieloną herbatę też piję :-) . Oczywiście zapach śliczny tylko ,że bardzo dużo kobiet go używa. :-)

      Usuń
  3. No to sobie narobiłaś, dobrze, że chociaż Mańka zadowolona, a co do ruskich oczywista pierogów, to poświęć im jakiegoś posta, bo to rzecz pyszna, a każdy ma coś niecoś innego do powiedzenia.
    Pozdrawiam i następnym razem z paluchami przy komputerze ostrożniej, żeby było co czytać :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bustani , na razie jeden głos za ale liczę go podwójnie :-). No masz rację z tymi paluchami. To przez tę orkę w ziemi takie niedelikatne. Pozdrawiam

      Usuń
  4. ale słodki post:-) jak u mnie, nie wiadomo, co komentować, bo 1 500 wątków... zostaw coś na potem;-) Ruskich nie kocham, pierogów nie kleję, zawsze znajdzie się ktoś, kto uklei za mnie (pierogarnia jakaś znaczy) i kupię. Mirt i majeranek bym chciała, ale tego rodzaju delikatne doniczkowce zawsze mi wciągają jakieś tarczniki czy mączliki, ewentualnie wciornastki. A na majeranek mam za ciemność w grądowym ogrodzie. O pelargoniach ang. proszę napisać, lubiem je:-))) A Jardin kupujesz w sklepie czy gdzieś w necie? Szkoda, że nie można przesłać zapachów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak , z tymi wątkami mam problem . Ale od zawsze miałam i tak staram się tu bardzo ,żeby nie popłynąć ale obawiam sie,że z czasem może mi przestać zależeć na opinii poukładanej i zacznę ble ble jeszcze bardziej.Megi , nie wiem ile masz lat ale sądząc po wyglądzie to sporo mniej ode mnie i powiem Ci ,że ja będąc w Twoim wieku też miałam zawsze kogoś kto za mnie te pierogi lepił i nawet się nie przymierzałam. Człowiekowi na starość jednak się zmienia. Ja swojego mirta mam już 12 lat i jedyne na co cierpi to czasami utrata zbyt wielu liści zimą , jeśli go zbyt długo zostawię w cieple. Ale zgadzam się ,że nie jest łatwo go utrzymać w dobrej kondycji jeśli sięnie ma dla niego chłodnego i widnego miejsca do przezimowania. Majeranek do grądu nie pasuje ale można go mieć na parapecie jako jedno sezonowy. Perfumy kupuję z sklepach , choć mnie diabli biorą na ich ceny. Miałam jesienią okazję być w strefie wolnocłowej i tam kupowałam perfumy za dosłownie pół naszej ceny i na dodatek mogłam negocjować. Pan pytał" a ile może pani za nie dać? " To było miłe.Też ubolewam ,że w necie nie czuć.

      Usuń
    2. Maszko, nie możesz mieć dużo więcej lat, bo ludzie tyle nie żyją;-) ja też lepiłam, ale rodzina mi się rozpierzchła i teraz korzystam z uroków niebycia hausfrau i w ogóle unikam gotowania:-) taka przerwa w życiorysie. Pamiętam majeranek u jednej mojej cioci, wielki pachnący krzak na słonecznej grządce. Może kiedyś.

      Usuń
    3. Megi mam 47 ( a co mi tam) i masz rację pierogi trzeba mieć dla kogo lepić bo dla samej siebie to nie ma sensu. Ja mam ciągle powiększające się towarzystwo rodzinne, a jak już się znajomi zwiedzą ,że robię pierogi to oczywiście gości mam zapewnionych. Ale umieć kochana nie zaszkodzi .Nigdy nie wiesz komu Ci niespodziewanie przyjdzie ulepić czego oczywiście Ci życzę :-)

      Usuń
    4. aaa wiedziałam cyścyścyś ja mam 48:-DDD

      Usuń
    5. no to mam nauczkę ,żeby się w kwestii wieku nie wypowiadać. Myślałam ,że masz 28 . :-)Sorki

      Usuń
  5. Maszko następnym razom jak Ci coś zginie to może w edycji cofnij podziała?
    Ja nie będę pisać, ze zielonego mi najbardziej brak, miałam czuja, że jeszcze poczekam na mój post u Ciebie.
    napiszę, że wczoraj sama, prawie o brzasku, w ciepłym szlafroku i gumiakach, ruszyłam na ogród i nazrywałam zielska. Zalałam wodą i teraz z 2 tygodnie na czekanie. Wyczytałam, że można dodać liście mniszka aby wzbogacić mieszankE.
    Co do pirogów, to ja poproszę o watek, bo tez\ czuję sie w nich dobra a jestem ciekawa Twojej interpretacji.
    Pisz bo uwielbiam Cie czytać, a u mnie zimno i smutno
    Buziole

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. łatwo się mówi "cofnij w edycji" . Tylko co to ta edycja . Sorki ale ja niewiele tu potrafię. Wiesz , nie ma tego złego coby.... bo pisząc wczoraj posta o tej pokrzywie zupełnie zapomniałam o napisaniu o nawozie z niej :-). Skupiłam się na zupełnie czymś innym . No a teraz wiem ,że Tobie chodzi o gnojówkę . Napiszę dziś wieczorem , jeśli mnie migrena nie dopadnie bo coś niewyraźnie czuję głowę. Przegłosowane . O pierogach też będzie chociaż chyba jednak nie przy tej pokrzywie. U nas też dziś pogoda się załamała ale przynajmniej mogłam wyjść na mój patelniany warzywnik

      Usuń
    2. Kochanie na samej górze ekranu na pasku masz takie napisy w kolejnosci od lewej
      PLIK EDYCJA WIDOK HISTORIA ZAKLADKA NARZEDZIA I POMOC
      i wchodzisz mychą w edycje, naciskasz wychodzi Ci pierwsza od góry opcja COFNIJ- klikasz i odzyskujesz co napisałaś.
      Możesz tez równoczesnie na klawiaturze nacisnąć CTRL z Z. Dwa przyciski równiczesnmie- tez ci cofnie czynność.
      A na czym to sie skupiłas na pokrzywie- o matuliu pisz mi zaraz bo moze ja cos zle robie z ta pokrzywa i cierpialam na darmo

      Usuń
  6. No jesteś po prostu wielka ,że Ci się chciało tłumaczyć. Muszę potrenować z tą edycją. Mogłam sięzapytać dzieci ale przyznam ,że mi wstyd :-) a tu jakoś mniej. Z tym nawozem to chyba dobrze robisz . Mniszek jak najbardziej można dodać tylko staraj się dawać same liscie bo on nawet w wodzie i pod przykryciem potrafi zakwitnąć a potem to już wiadomo co się dzieje jak sobie nawieziesz ogród nasionami mniszka. Warto też dodać skrzyp jeśli masz dostęp bo to z kolei działa anty chorobowo. Przepis jest taki ,że na kilogram zielska (lepiej użyć samych liści bo łodygi pokrzyw są bardzo włókniste i nie rozkładają się w wodzie a potem się ciągną i trochę utrudnia rozlewanie) trzeba dać 10 litrów wody . przykryć naczynie i trzymać kilka dni . Od czasu do czasu przemieszać ( raz dziennie wystarczy ale jak nie przemieszasz to nic się nie dzieje )Nawóz jest gotowy zależnie od temperatury , która panuje. Im cieplej tym szybciej. Chodzi o to ,żeby się nie burzył tylko fermentacja już byłą zakończona. Musisz po prostu zaglądać i ocenić wzrokowo . Zapach wiadomo , jest powalający. I teraz ważne- jeden litr gotowego nawozu rozcieńczamy w 9 litrach wody i tym dopiero podlewamy roślinę najlepiej na wilgotną ziemię czyli po deszczu.Uważać ,żeby nie podlewać po roślinie bo to dość mocny preparat. Jeśli chcesz opryskać całe rośliny to trzeba rozcieńczyć litr w 40 litrach.Można też stosować wyciąg z pokrzywy i robi się go tak samo tylko zostawia się na 24 godziny a po tym czasie odcedza i bez rozcieńczania spryskujemy rośliny kilkakrotnie w ciągu kilku godzin. To pomaga na robale np. na różach . Uffff

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak, tak, tak!!! My chcemy ruskie!!! Najlepsze ruskie robiła moja babcia. Ale jak jeszcze je robiła to ja byłam młoda i głupia i myślałam, że babcia zawsze przyjedzie i zrobi pierogi, więc po co wnikać w to, jak one są zrobione. A teraz od paru lat sama próbuję odtworzyć ten smak, ale z tym farszem ciągle jest coś nie tak, a zapytać już nie mam kogo. Te babcine były takie bardzo wypchane i farsz nie robił się rzadki w czasie gotowania, tylko był zwarty a nawet taki lekko suchawy. Smak farszu już mi wychodzi ale ciągle jeszcze nie rozwikłałam zagadki tej "konsystencji" - może ziemniaki były wtedy lepsze, bardziej mączne albo ser biały mniej wodnisty? Dlatego bardzo, bardzo chcę poczytać o Twoich.
    A o pokrzywach w dwóch opcjach (do picia i do podlewania) też poproszę. I o pelargoniach angielskich też. Taka zachłanna jestem!
    A na pogodę proszę nie narzekać, że niby się popsuła, bo to przecież maj a nie sierpień, więc temperatury ostatnich dni były zupełnie nie na miejscu. Przez te upały drzewa przekwitają ekspresowo a ja jeszcze się nie nacieszyłam tymi obłokami bieli. A następne dopiero za rok.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Agata B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak długo pisałam komentarz (zupa mnie w połowie "oderwała" od komputera), że w tzw. "międzyczasie" opisałaś jedną opcję pokrzywową. To teraz jeszcze tylko sok.
      Pozdrawiam
      Agata B.

      Usuń
    2. Dokładnie pisałam w tym straconym poście jak robić ,żeby nie były żabiaste. Twój komentarz bardzo mnie zachęcił do tego posta o pierogach , bo widzę ,że jest zapotrzebowanie w narodzie wystarczająco duże. Więc będzie niebawem. O pokrzywie też , bo mi żal tej sesji foto z pokrzywą jako modelką. Na pogodę nie narzekam bo ja lubię jak jest lekko pochmurno i wilgotno . w maju to najbardziej na miejscu. Zeby tylko tych gradobić nie było, które zapowiadają. Pozdrawiam

      Usuń
  8. Maszka
    a może zamówiłabym u ciebie taki wianuszek z mirtu na komunię mojego Ignasia? Czy jest to możliwe?
    Taki na drzwi albo na stół?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iv, a zamów :-) Najlepiej przy filiżance i wspomnieniach :-). Wszystko jest możliwe jak się tylko chce. Pamiętaj ( a kiedy u Was komunia?

      Usuń
  9. Hej :) Mi Twoja wielowątkowość bardzo odpowiada, więc bez obaw - nie przestaniemy Cię czytać :) Za ruskie dziękuję, nie przepadam, ale ciekawa jestem, czy robisz z pokrzywy sałatki, zupę itp.? Niby przepisy znam, ale nie znam nikogo, kto by je wypróbował i chociaż co roku mam ochotę, to jakoś odwagi brak. He, he :) kolejny wspólny element - żelazny garniec, w którym na działkowym ganku co roku kwitnie pelargonia. I kolejna lektura, na którą narobiłaś mi smaka, bo co prawda o zwyczajach polskich się w życiu naczytałam, ale dobrego nigdy za wiele. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Doranma , wcale się nie dziwię ,że nie przepadasz bo ja sama długo się nie mogłam przemóc ,żeby spróbować. Zupełnie mi to zestawienie nie pasowało ale spróbowałam i zasmakowałam.Podobnie mam z siostrą. Dopiero w ubiegłym roku posmakowała chociaż sporo ode mnie starsza.Pokrzyw nie jadam ,chociaż znam takie osoby co jadają i o nich chciałam ale głównie o leczniczym działaniu.Książkę naprawdę polecam choćby dla przepisów typu "sos kupały " albo "Miłosna sałatka" :-)Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Ty w handlu przypadkiem nie pracujesz? - zachęcasz pięknie, aż się skuszę na ten Twój pierogowy przepis :)))

      Usuń
  11. Maszko, a w Bytomiu dzisiaj byłaś? To pytam ja, Agata B.

    OdpowiedzUsuń
  12. Maszko uwielbiam Twoje posty za tę wielowątkowość właśnie:) Same ciekawostki u Ciebie i mnóstwo piękna.
    Ruskie uwielbiam, moja rodzina pochodzi ze wschodu, więc wszealakie cuda z ziemniaków u nas są popularne.
    Cudne zdjęcia, zwłaszcza to z mirtowym wianuszkiem i ostróżkami za oknem:) Pelargonie angielskie też kupuję choć u mnie dość krótko stoją, co prawda w altanie ale tam mało słońca mają, może jakieś rady?:))
    pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga ,dzięki za wsparcie ze wschodu. Jestem wianuszkolubna jak i Ty i ostróżkolubna pewnie jak większośćbo nie da sięnie lubić tych błękitów.Pelargonie angielkie najlepiej się czują w słonecznych werandach. Kiedyś na wsiach babcie miały tylko takie. Te rabatowe to były rarytasy. Teraz się sprawa odwróciła. \pozdrawiam serdecznie na niedzielę

      Usuń
  13. Agato , nie byłam.Byłam po migrenie czyli jak na kacu.Nie dałam rady .Żałuje bardzo. Co było?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam okazji osobiście poznać Pani Migreny ale słyszałam, że to naprawdę wredna baba.
      Więc niech sobie idzie i nie wraca. Chociaż ona podobno z tych, co zawsze wracają. :)
      A co do targu, to było wyjątkowo dużo sprzedających ale mam wrażenie, że dosyć drogo sobie za wszystko życzyli. A ja to lubię, jak mi się uda kupić coś ładnego za dosłownie parę groszy.
      Wtedy mnie jakoś tak bardziej cieszy. Nie żebym była skąpa, tylko jak kupię jakąś perełkę za 10 zł, to czuję się, jakbym znalazła skarb. I to jest w tym grzebaniu w starociach najbardziej ekscytujące. A jak sobie kupię coś za 100 zł, to to już nie to.
      Ostatecznie kupiłam świecznik cynowy, mały krzyżyk z drzewem hebanowym i misterną, mosiężną figurką Chrystusa oraz dwa wiejskie taborety pokryte kilkoma warstwami białej, olejnej farby. A i jeszcze świnkę-sakarbonkę dla syna (bo poprzednia zginęła tragicznie) - ona akurat jest całkiem nowa, ale bardzo zgrabna i w ciekawej pozie: ryjek przy ziemi a tyłeczek wypięty do góry i do tego nietypowo umieszczony otwór na monety - pod ogonkiem! Jednym słowem kasę ma w d...!!!
      Może uda nam się spotkać następnym razem, tylko musimy inaczej ustalić znak rozpoznawczy, bo chyba wyglądałam trochę podejrzanie wgapiając się we wszystkie damskie torebki w poszukiwaniu tych czerwonych korali.
      Pozdrawiam i dużo zdrowia życzę.
      Agata B.

      Usuń
    2. Migrena to potężna broń .Można by wykosić całą armię nieprzyjaciela gdyby była wirusem.Mnie w Bytomiu przeraża trochę ogrom wszystkiego . Mam świadomość ,że te perełki gdzieś są mocno poukrywane. Ceny też bywają okrutne . Masz rację ,że bardziej cieszą te rzeczy za grosze , tylko takich coraz mniej. Dopiero Włosi sobie potrafią cenić. U nich każda staroć ma korzenie etruskie . U Francuzów nie lepiej. Tak ,że nie możemy aż tak bardzo narzekać. Ja w Bytomiu ostatnio jak byłam kupiłam śliczne stare firanki robione ręcznie i nawiązałam znajomość z panią Zosią , która to z nich robi cuda wszywając ich fragmenty w oryginalny angielski batyst. niestety dziewczyna nie jest internetowa więc nie dam linka ale kiedyś pokażę co od niej mam. W pierwszą sobotę czerwca nie ma mnie w kraju więc znowu mi przepadnie >Może w lipcu ?:-)

      Usuń
    3. Może być w lipcu, byle tylko nie było zbyt upalnie, bo ja nie lubię.
      Pozdrawiam
      Agata B.

      Usuń
    4. Też nie przepadam za upałami w Bytomiu :-). Może skontaktuj się ze mną mailem. Adres jest pod komentarzami

      Usuń
  14. Maszko, trafiłam do Ciebie po raz pierwszy... Piszesz piękny, kwietny i pachnący blog! Twój ogród jest zachwycający i taki malowniczy. Z przyjemnością wielką zatopiłam się w nim. Widać wielką Twoją pracę w niego włożoną ale myślę, że ogromną fascynację i miłość! :) Z przyjemnością będę do Ciebie zaglądać. :) Pozdrawiam ciepło! :) - Dominika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo Dominiko za ciepłe słowa . Tego mi właśnie trzeba było dzisiejszego poranka bo trochę zdrowotnie niedomagam . Dziękuję za odwiedziny i zapraszam znów. Pozdrawiam

      Usuń
  15. Maszko, podeślij mi swojego maila (na blogu nie znalazłam) to prześlę Ci linka do stronki z instrukcją jak podklejać! :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Pod komentarzami jest zdjęcie z krzynką na listy a pod nią mój adres :-) . Maila też wyślę oczywiście. dzięki

    OdpowiedzUsuń
  17. A ja się tyle lat wzbraniałam przed blogami uważając je za... może pominę :)))) A tak może poznałybyśmy się wcześniej i Twój świat codzienność odmienił by moją... na tamten czas bardzo by mi sie przydał Twój optymizm. Ech...

    OdpowiedzUsuń