Pomysł tego majowego wyjazdu zrodził się dość spontanicznie pod wpływem lutowego posta Joasi . http://visitoscana.blogspot.com/2014/02/lepiej-byc-nie-moze.html .(U Niej zobaczycie to miejsce zimową porą ). Oczywiście wtedy nie pomyślałam ,że początek maja to nie najlepszy moment na podróżowanie i pozostawianie ogrodu na pastwę losu a właściwie na wątpliwe umiłowanie do roślin mojego średniego syna. Maciek nie przepada też za naszymi kotami więc i tu byłam pełna obaw czy przeżyją ten tydzień. Na dodatek nasza najstarsza kotka , jedyna niesterylizowana zachciała niespodziewanie zaciążyć (myślałam ,ze dwudziestoletnie koty już nie mogą) i drżałam czy przeżyje ten poród bez pomocy . Poczekała jednak na nasz powrót i dzieciak urodził się szczęśliwie dwa dni temu. Reszta kotów musiała przyzwyczaić się do spania w kocim domku i misek na zewnątrz. Oczywiście po powrocie wszystko wróciło do normy poza Maćkiem , który jest niepocieszony ,że koty znowu panoszą się na kanapach. Jednak fakt ,że odpadło mu codzienne bieganie z konewką , mocno go ucieszył. Muszę przyznać ,że rolą podlewacza przejął się aż za bardzo i wiele roślinek było przelanych ale szczęśliwie udało mi się je poratować. Zastanawiałam się czy pisać tego posta o majowej Toskanii ,bo pewnie na zbyt rozsądną nie wyjdę . Na dodatek mój maż wyjdzie na ostatnie chamidło ,bo o tym ,że nie może jechać poinformował mnie w chwili, gdy pytałam ile swetrów mu spakować a było to na trzy godziny przed planowanym wyjazdem. Ręce mi opadły i wszystkiego mi się odechciało no ale nie mogłam tego zrobić dzieciakom ,bo mocno się na ten wyjazd nastawiły . Zaproponowałam pierworodnemu i o dziwo nawet się ucieszył tak więc pojechaliśmy w zasadzie w komplecie bo junior też Krzyś i jedynie data urodzenia na ubezpieczeniu się nie zgadzała. Szczęśliwie nic złego nas nie spotkało . Pewnie dla niektórych ten wyjazd mógłby zostać oceniony jako jeden wielki pech ale dla mnie i tak był udany. Na pewno kolejnym razem zabiorę kalosze , zimową kurtkę i dużo swetrów i zapas imigranu oczywiście. Imigranu mi wprawdzie nie brakło bo miałam trzy tabletki i dokładnie trzy razy miałam migrenę no ale gdy wzięłam ostatnią , dopadł mnie stres co ja zrobię , gdy zaboli mnie znowu. Szczęście wielkie ,że wróciłam bez kataru albo jakiś gorszych rzeczy ,bo po tym chodzeniu ulicami Pienzy ,które zamieniły się w rwące potoki ,mogło różnie się skończyć.Chodziłam na bosaka ,bo moje koturnowe sandałki odmówiły posłuszeństwa i biegły przede mną. Dobrze ,że nie ubrałam tych na słomkowych koturnach . Te szczęśliwie przeleżały cały wyjazd nietknięte w pudełku. O mało nie kupiłam sobie kozaczków ale nie było rozmiaru na moje mokre stopy.
Wszystkie te pechy i peszki wynagrodziły mi bajkowe widoki. Miejsce , w którym mieszkaliśmy cudownie ulokowane pośród wzgórz Chianti. Za oknem odbywał się nieustanny spektakl z chmurami w roli głównej. Co chwilę odsłaniały się nowe sceny. Właściwie mogłabym przesiedzieć w oknie cały ten czas. Ale kusiły spacery po zieleniejących winnicach i pełnych dzikich storczyków , irysów, posłonków lasach. Kusiły też wyjazdy do znanych mi już miejsc ale tych nie wspominam najmilej. W Montepulciano tabletka i spanko na parkingu. Potem doszłam do siebie ale się rozlało tak ,że doliną Orcii tylko przemknęliśmy szybko nie zatrzymując się na zareklamowanym przez Joanne festiwalu wina w okolicach San Qurico . Nie mam pojęcia czy przy takiej aurze cokolwiek mogło się odbywać. Siena była oblężona przez pielgrzymów wracających z Rzymu. Myślałam ,że ze słynnymi mozaikami w sieneńskiej katedrze poobcuję sam na sam ale niestety nie było mi to dane. Ale i tak jestem szczęśliwa ,że nie były całkiem zadeptane. Już teraz wiem dlaczego zakrywają je całkowicie w okresie sezonu turystycznego. Florencji odechciało mi się na długo. Zostawiłam dzieciaki przy Duomo i najpierw przesiedziałam przy herbatce a potem powędrowałam się przespać. Gdy doszłam do siebie po kolejnym zażyciu imigranu ( to nie jest kryptoreklama ), nadeszła burza i dzieciaki też już miały dość więc nic nie pozostało jak tylko wrócić do naszej głuszy , gdzie wieczorami można było nasłuchiwać odgłosów puchaczy i porykiwania dzikiej zwierzyny. Wycieczka do san Gimignano , to było wielkie nieporozumienie. Działo się to pierwszego maja i chyba całe Włochy postanowiły zwiedzić to miasto.Nie wiem co nas podkusiło ,żeby wybrać ten dzień ,tym bardziej ,że mieliśmy tam naprawdę blisko i mogliśmy pojechać kiedykolwiek indziej. Oczywiście skończyło się tak ,że przesiedziałam na słynnych schodach przed ratuszem . Tam też zażyłam moją ostatnią ratującą mi życie tabletkę .Dzieciaki zwiedzały miasto a ja przyglądałam się z góry tłumom gromadzącym się na ciasnym placyku i podziwiałam swoistą rewię mody ; trendy wiosna , lato , jesień , zima 2014, bo naprawdę były i futra i gołe plecy i kozaczki i klapeczki . Wszystko było. Brak mi tylko było ostrości wzroku ,żeby móc robić zdjęcia. Na pocieszenie odkryłam całkiem nieznane mi dotąd miejsce i będę wszystkim polecać mocno. To niezwykle spokojne Colle Val D'Elsa. Bardzo żałuję ,że nie chce wgrać mi się filmik , który nagrałam , gdy nagle po wybiciu południa rozległa się nieprawdopodobnie piękna i długa dzwonna melodia. Ich muzyka naprawdę rozbija wszelkie smutki jak i zła pogodę nie tylko ducha. Początek mają to w Toskanii festiwal róż. Latem już ich nie ma ale teraz to absolutny szał kolorów i zapachów. Potrwa pewnie jeszcze jakiś czas ale trzeba się spieszyć by to zobaczyć. U nas dopiero za miesiąc. Póki co moje róże zjadają mszyce . Idę więc truć do ogrodu a Wam zostawiam trochę widoczków .
Słońce, czy deszcz - jakie to ma znaczenie przy taaaakich widokach ! Jeśli następnym razem ekipa się przerzedzi, to ja się piszę, nawet do noszenia walizek ... ;) CUDNE zdjęcia :D Pozdrawiam - M.
OdpowiedzUsuńTo prawda. Każda pogoda dobra tylko trzeba być ciut przygotowanym a ja jak ten głupek się wybrałam w ostatniej chwili wypakowywując z bagażu swetrzysko a dodając dwie letnie sukienki,których Toskania nie zobaczyła. Nastepnym razem ja zrobię mężowi kawał . Dam Ci znać :-)
UsuńPiękna relacja! My również mogliśmy się byczyć dzięki temu, że kochana Córa opiekowała się naszym zwierzyńcem:) PS część domowej flory przelała, część przywiędła...
OdpowiedzUsuńPowiem ,że ryzyko czasami się opłaca. Te dwie nieuratowane sadzonki brukselki były warte wyprawy. Dzieciaki bywają przydatne :-)
UsuńOj , rozmarzyłam się. Piękne zdjęcia:))
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Ja jestem chronicznie rozmarzona. Chyba bez szans na uleczenie ale w sumie to miły stan tylko może dla otoczenia dziwny :-).Pozdrawiam
UsuńŚlicznie tam. Czy mogłabym Cie prosić o podanie kontaktu w to miejsce, bo sami chcielibyśmy pojechać do Toscanii na jesieni. I jeśli to nie jest tajemnica ile kosztowały was noclegi. Jeśli możesz odpisz mi na maila: yoni_2020@wp.pl Szukam jakiegoś sprawdzonego miejsca bo chce jechać z paromiesięcznym maluchem. ;)
OdpowiedzUsuńMyślę,że tajemnicą nie jest ,bo mają swoją stronę internetową. Koszt noclegów jest różna w zależności od tego jaki apartament wybierzecie i w jakim sezonie. My załapaliśmy się jeszcze na przed sezon więc było jakieś 30 % taniej. Prześlę Ci mailem namiar na stronę.
UsuńUwielbiam te Twoje włoskie podróże :)
OdpowiedzUsuńKiedyś po prostu tam zostanę :-)
UsuńAch jak cudnie..na razie chyba tyle jestem w stanie z siebie wydusić. A z zazdrości to aż mnie skręca:))) buziaki ślę
OdpowiedzUsuńA wiesz ,że pomyślałam o Tobie ale nie było zbyt wiele czasu . A zazdrość. Jedziemy jesienią do Elizy . Joasia mówi ,że 4 osoby wystarczą,żeby zrobiła nam kursik . Precz z dietami.
UsuńMaryś oj chciałabym jesienią do Elizy i to baardzo...ale wątpię czy się uda. Zaczynamy załatwiac sprawy kredytowe na domi jak wypali to spłukani będziemy na maksa..a to w tym momencie dla mnie najważniejsze. Choć pomarzyć mogę:)
UsuńTez sie rozmarzylam, jak pieknie, i te roze!!! rzeczywiscie potem jest ich mniej. Zielen wiosenna dodaje i tak uroczym krajobrazom, wiecej uroku. A juz myslalam ,ze w tym roku trzeba jechac gdzie indziej...ale nie wiem...
OdpowiedzUsuńTo miejsce pt. Lepiej juz nie moze byc....przecudne, mozna stamtad sie nie ruszac. Dlugowlosa dziewczyna robiaca wianek ze stokrotek to Twoja corka, Wloszki na pewno wiankow plesc nie umieja. Szkoda ze mialas migreny, ale i tak , mysle, jestes szczesliwa ,ze tyle cudow poogladalas.
Pozostaje mi dalej marzyc, moze sie stad wydostane w czerwcu, to sobie cos obmysle na lato. Ale najpierw bedzie Portugalia gdzie Fofisofi trzymiesieczna na mnie czeka , a jest taka sliczna!!! sciskam Cie serdecznie
Ja nigdy nie mam wątpliwości ,że trzeba tam wrócić mimo ,że gdzie indziej też warto jechać. Póki co jednak mam dość podróżowania no ale dopiero co wróciłam. Pewnie za miesiąc będę już coś innego śpiewać. Taka moja natura ; to tu to tam tak jak I Ty :-). Śliczne imię wnusi . Czy coś znaczy ? Zazdroszczę Ci tych podróży ale tego ,że masz najbliższych tak daleko od siebie , to już chyba nie. Pewnie do wszystkiego można się przyzwyczaić. Ta z wiankiem to rzeczywiście córa.Chyba masz rację,że od wianków to my słowianki specjalistki jesteśmy. Ściskam i trzymam kciuki za sprawne wydostanie się.
UsuńWnuczka ma na imie oficjalnie Anna Sofia..ale jest starsza siostrzyczka mowi do niej fofinia...co oznacza taka mila do przytulania, po portugalsku..ja wobec tego nazwalam ja Fofinka Zofinka a stad juz jest Fofizofi, Fofi, Zofi, Zofifofi..etc..
UsuńSciskam
Wiedziałam ,że coś się musi kryć za tym imieniem. Nic tylko tulić takie maleństwo .Buziaki dla niej też.
UsuńGrazynko, Twoja wnuczka, to moje dwie córki w jendym :) Sofia Anna !!! Buziaki i dla Babci i Dla Fofinka .
UsuńPiękne zdjęcia, piękna relacja,
OdpowiedzUsuńzrobiło się relaksowo :-)
W maju nie może być inaczej. Maj miesiącem relaksu .:-)
UsuńO rany, cudnie! Obejrzałam zdjęcia jakieś 300 razy i PRAWIE tam byłam :-)))
OdpowiedzUsuńI tu czuć przewagę fotografii cyfrowej nad papierową. Pewnie po 300 krotnym obejrzeniu papierowych zdjęć wióry by tylko pozostały. Cieszę się,że mogłam Cię zabrać ze sobą.
UsuńWidoki cudne, a jakże, szkoda, że migrena nie wybiera i może przyplątać sie nawet w Toskanii, widzę, źe dzikie tłumy majowkowe również już i tam dotarły, zazdroszczę wyjazdu, u nas , akurat pogoda też nie rozpieszczała, delikatnie mówiąc, przynajmniej w stolicy, pozdrawiam serdecznie z Kołobrzegu, Iwonka
OdpowiedzUsuńTo wszystko przez to winko :-). Było za dobre . Tłumy polaków były związane głównie z pielgrzymkami do Rzymu ale Włosi też świętowali 1 go maja i całkiem im odbiło ,że zamiast sobie siedzieć w domkach i odpoczywać to musieli oglądać to co w sumie mają na co dzień. Jakbym była Włoszką to bym się nigdzie z casy nie ruszała :-).Pozdrawiam Cię Iwonko i Iwonę i Kołobrzeg
UsuńDziękujemy!
UsuńNo i fotki jak zwykle fantastiko!
UsuńRobisz piekne zdjecia...
OdpowiedzUsuńSerdecznosci
Judyta
Och Judytko. Dziękuję Ci........
UsuńAleż pięknie zilustrowałaś swoją podróż,może ja za rok...
OdpowiedzUsuńzachwycająco :)
Polecam w zasadzie o każdej porze roku . Ja chciałabym tam byćw okolicach marca. Pewnie w lasach kwitną dzikie narcyzy.
UsuńZachody słońca cudowne, kot na glicynii też :) Stokrotkom też bym się nie oparła...ze zdjęć wynika, że wyjazd był bardzo udany, co tam pogoda :) U mnie też zimno strasznie, pada, leje, wieje, maj w tym roku nie rozpieszcza nas słońcem.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie.
U mnie na razie tylko rosi i dobrze ,że wczoraj przesadzałam moje sadzonki do gruntu. Koty od razu wyczuły sprzymierzeńców i co ranek pukały nam do drzwi. Na początek zadawalały się parmeńską a le gdy córa kupiła suche chrupeczki , to nic innego nie chciały. Ciekawe ,że u mnie w domu jest odwrotnie. Chrupki stoją a one chcą mięsia.Postanowiłam zrobić sobie też taki stokrotkowy trawnik. Podróże są mocno inspirujące. Buziaki
UsuńPięknie obfotografowałaś . Wśród tych pięknych widoków dostrzegłam drzewo oliwne . U mnie namiastka Toskanii, jeżeli drzewko oliwki w doniczce można nazwać choćby kropelką tej pięknej krainy ,teraz marznie na balkonie . Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńA ja jeszcze nie dojrzałam do oliwki ,bo sobie myślę,że zimą miałaby ciężko ale jak się dorobię szklarni to na pewno się pokuszę. Są w sprzedaży w toskańskich szkółkach takie antyczne wręcz okazy. To by dopiero byłaby namiastka .Pozdrawiam
UsuńPiękne widoczki nam podarowałaś i pięny opis. :)
OdpowiedzUsuńBuziaki
Miło mi . Całuski ślę.
UsuńAle ja Ci zazdroszczę tych podróży.......piękne zdjęcia- dzięki. To dobrze, że się dzielisz tymi podróżami - zwłaszcza dla takich uziemieńców jak ja :)
OdpowiedzUsuńNo to się cieszę, że tak piszesz ,bo w sumie to mam mieszane myśli czy się chwalić czy nie . Nie mogłam się jednak oprzeć:-).
Usuńi tak widzę ze mimo przeciwności losy wyjazd był udany i piekne widoki miałas , oj Maszko super wyjazd , czyzby młodzież na balkonie Ci specjalnie pozowała ;)
OdpowiedzUsuńlubie ogladąc te iekne zdjęcia :)
bzuiaki
A wiesz ,że gdy zobaczyłam ten balkonik to sobie pomyślałam ,że wyglądają jakby mi pozowali. Czasem robię zdjęcia ludziom ,którzy pozują komuś innemu . Tym razem nie pozowali nikomu. Tak sobie po prostu siedzieli oniemiali pięknem sieneńskiego campo.Buziaki
Usuńcudowne miejsce, zupełnie jak z bajki :)
OdpowiedzUsuńa te domki z okiennicami...piękne
I te okiennice nie tylko ku ozdobie służą. bez nich byłoby ciężko zachować w mieszkaniu chłodzik w upalne lata. A mnie posłużyły świetnie jako zaciemniacze w czasie migrenowego światłowstrętu. Chyba też sobie zamontuję w sypialni tylko nie mam pomysłu jak to zrobić jak okno jest takie wielkie i jeszcze półokrągłe na dodatek . Trzeba chyba zmienić dom na jakiś toskański :-)
UsuńNic tylko się napawać takimi widokami, nie dziwię się, że można się zakochać w Toskanii. Buziaki:)))
OdpowiedzUsuńHania. Gdyby nasz krajobraz nie był tak oszpecony architekturą i nie był tak rozdrobniony to mielibyśmy podobnie. Polska jest też piękna. Te widoczki ostatnie u Ciebie też są tego dowodem. Sciskam
UsuńCudowne miejsce!!!! Nie ważne pogoda-widoki i ten klimat wynagradzają wszystko :) Taka podróż-marzenie...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
To prawda. Nawet mnie cieszyło , to że nie praży mimo ,że zabrałam filtry 50. Słońce jest fajne tylko wtedy gdy można posiedzieć w cieniu :-). Pozdrawiam
UsuńKto by pomyślał, że Toskania możne być tak ładnie pochmurna. Fotki jak zawsze przepiękne. Mam zupełnie inne wspomnienia z miejsc, o których piszesz. Przede wszystkim pamiętam San Gimignano jako ciche i spokojne, urocze miasteczko. Ale byłam tam chyba (to było bardzo dawno) bardzo wczesną wiosną. A tymczasem na naszej wyprawie wreszcie zrobiło się słonecznie i już zaczynam się zastanawiać jak uda mi się opisać to bogactwo kolorów, smaków i krajobrazów.
OdpowiedzUsuńOj wyzwanie przed Tobą Aga wielkie. Podejrzewam ,że wrażeń mnóstwo i zdjęć pewnie też. Jestem bardzo ciekawa Sycylii. Najdalej na południe byłam w Maratei. Ach to ciepełko poczułam teraz na skórze i niezwykłe zapach południa. No i spowodowałaś ,że znowu mi się chce gdzieś pojechać :-). Podejrzewam ,że w następny dzień w San Gimnignano było już spokojnie ale ten pierwszy maja to jak u nas w Ojcowie. Staliśmy w długim korku ,żeby wjechać na górę po to tylko ,żeby potem stać w korku ,żeby zjechać na dół. Parkowanie gdzieś na samym dole w polach i wspinaczka pod górę i tłumy i gwar. To nie dla mnie. Będąc w sezonie było o wiele spokojniej i parkowaliśmy tuż przy bramie.
UsuńTak tam pięknie :-)
OdpowiedzUsuń"Zazdraszczam potwornie" tych widoków. Świetnie, że się tam wybrałaś i obfociłaś wszystko. Dech zapiera w piersiach. Dopóki się tam nie wybiorę, będę tu zaglądać, żeby się napatrzeć do woli. Migrena straszna rzecz, kiedyś miewałam. Odkąd mieszkam na wsi i nie muszę pracować na żadnej posadzie państwowe, czy korporacyjnej i migreny ustały. Serdecznie pozdrawiam :))
OdpowiedzUsuńWspaniała podróż. Miło, że się podzieliłaś ją z nami. Serdeczności
OdpowiedzUsuńPięknie...[ westchnienie]...
OdpowiedzUsuńWidoki zapierają dech! ...można się rozmarzyć...
OdpowiedzUsuńMaszko, nie wiem czy już Ci wspomniałam , ale bardzo lubię podróżowac z Tobą ;)
Przepiękne zdjęcia, które przywołują wspomnienia zapachów, klimatu majowej Toskanii. Dwa lata temu w maju w San Gimigniano również lało i to był ten moment w którym postanowiłam zakupić parasolkę chociaż w tak słonecznej Toskanii takiej opcji kompletnie nie zakładałam. Deszcz tak naprawdę lał mi się za kołnierz i w San Gimigniano i we Florecji i pewnie w kilku innych miejscach. Ale, jak tylko dokonałam zakupu malutkiej, ślicznutkiej parasoleczki- wyszło słońce i było już tylko słońce i Toskania. Czy zdjęcie - mury obronne wokół których się przechodzi- to Castelina in Chianti? Jadłam tam bardzo dobre lody pistacjowe.:) Pozdrowienia Renia od Andrei del Sarto.
OdpowiedzUsuńKażde zdjęcie jak z bajki ... ach ... pięknie ;-)
OdpowiedzUsuńNo i jak zwykle Maszko pięknie obfotografowałaś Toskanię ! Następnym razem postaram się też o lepszą pogodę :) Pozdrawiam, Asia
OdpowiedzUsuńDziękuje Ci Maszko
OdpowiedzUsuńJak zwykle przepięknie u Ciebie:-)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło
Nigdy bym nie przypuszczała (a jednak) mogę najeść się oczami podróżą z twoich zdjęć i to jest miłe. Bo w jakimś stopniu przecież spełnia moje marzenia :)
OdpowiedzUsuń