środa, 4 lipca 2012

kra, kra wykrakałam ( rzecz o Krakowie)

Ależ sobie wykrakałam. Otóż zaczynając pisać tego posta, miałam mocne postanowienie ,że nie umieszczę więcej zdjęć mojego warzywnika , bo to co wczoraj zrobiłam to po prostu zgroza i dno totalne i po prostu tak się nie robi. I wcale się nie dziwię ,że mi ten ogródek objadłyście. Dziwię się tylko ,że w ogóle coś zechciałyście napisać w komentarzach , bo ja na takie olewactwo  blogerki to odpłaciłabym tak ,że weszłabym , poczęstowała się i wyszła bez pardonu. Śledzę sobie liczbę wejść na tego posta ( a jakże) i wychodzi na to ,że mi warzywnik w szwach pęka .Tak ,że więcej pokazywania nie będzie !!! Ogródek się zapakował na malucha i zaparkował przed pewną galerią(sztuki ) na krakowskim Kazimierzu. A tak serio , to nie będzie zdjęć bo mnie blooger poinformował ,że wyczerpałam limity . Nie wiedziałam ,że tak szybko się wyczerpują. Nie dawałabym tyle fotek . A jak się limity wyczerpały to ja nie wiem czy w ogóle będę pisała , bo aż tak atrakcyjnie pisać ,żeby nie musieć pokazywać na zdjęciach , to ja chyba jednak nie potrafię. Nie wiem jak się te konta powiększa i w ogóle wszelkie formalności to ja omijam zręcznie. Tak ,że ten post też jest zdjęciowo niedokończony ale stwierdziłam ,że skoro coś mi się tam jeszcze udało wcisnąć , to sobie napiszę trochę tekstu . Za wczoraj nadal mi głupio. Ale usprawiedliwi mnie może to , iż naprawdę zrobiłam to co zrobiłam , mając na myśli cele wyższe. A te wyższe cele to spotkanie z koleżankami z okazji ..." dnia dziewczyn "( tak sobie ustaliłyśmy). Kazimierz , to pewnie każdy zna a jeśli zna tylko z tego ,że jest "Shalom na Szerokiej ", to powiem ,że jest też i Wąska ulica na Kazimierzu ale my będziemy podążać póki co Józefa i szukać miejsca gdzie można by zasiąść.A można dosłownie w setkach kafejek cudnych i klimatycznych , co jedna to bardziej. Można też wybrać , któryś ze słynnych kazimierzowskich ogródków. Ale padło tym razem na Eszewerię. Jak , ktoś ma uczulenie na kadzidło to odradzam ale jak ktoś dobrze się czuje we wnętrzach z podartymi abażurami, mysimi dziurami w podłodze , starymi lustrami , w których przynajmniej zmarszczek nie widać bo nic nie widać, to polecam . Atrakcją niewątpliwą jest obejrzenie swojej własnej pupy w toalecie i tam lustro o dziwo nawet jest w miarę obiektywne. Chcąc zamówić sobie cokolwiek do wypicia musimy podejść do baru , bo takie tu na Kazimierzu panują obyczaje. I tak dobrze, że przyniosą nam towar do stolika a nie musimy same sprawdzać się jako kelnerki , jak to na przykład ma miejsce w słynnej Alchemii. Tak więc pogadały , wypiły mrożoną kawę ( bo tylko taką można przy temperaturze 35) i ......  .Oczywiście moje ulubione miejsce - księgarnia Austeria .Mogłabym nie wychodzić wcale , bo książki, bo płyty, bo mapy (jedna stara mapa Galicji mnie urzekła za bagatela 1500PLN). chwaliłam się już ,że mam w swoim życiorysie wątek księgarniany? Polowałam wtedy na Hłaskę pieciotomowego i wiedziałam ,że bez szans do zdobycia więc się zatrudniłam. Tam też poznałam swojego męża. i nawet nie chodziło mu o książkę tylko po prostu przyszedł i zaprosił mnie na koncert Marka Grechuty. Oj, rozgadałam się. Całkiem nie o tym miało być , ale tak już mam ,że jak wpadnę w trans to potrafię pisać o dziesięciu wątkach równocześnie.........patrzę co tam dalej mam na zdjęciach . Acha. Pieski wyglądające przez okno. Jak ktoś przechadza się Józefa , to zna je doskonale. Spaniel jest zazdrosny o małą. Nie wolno jej głaskać bo pokąsa.
I tak sobie można spacerować bez końca albo można sobie konikami albo mechanicznymi ale cel jest jeden -Miodowa 24. Synagoga Tempel. A to dlatego ,że od minionego piątku trwa 22 Festiwal Kultury Żydowskiej. Dla mnie , jak i na pewno dla wszystkich , którzy w tym wydarzeniu uczestniczyli kiedykolwiek , jest to coś niezwykłego i niezapomnianego. Festiwal ma już swoją 22 edycję i w tym czasie z czegoś zupełnie maleńkiego i kameralnego uróśł do wydarzenia naprawdę wielkiej międzynarodowej rangi. I nie jest to tylko "Shalom na Szerokiej". Piszę o tym teraz , ponieważ jest jeszcze trochę czasu aby skosztować odrobinę tej naprawdę bardzo ciekawej kultury . Festiwal trwa do przyszłej niedzieli i zapewne nie uda się już zakupić biletów na te najciekawsze wydarzenia ale pewnie dużo ciekawych warsztatów i koncertów jest jeszcze dostępnych. Ja oczywiście najbardziej poznaję kulturę narodu poprzez muzyke korzeni. dlatego dla mnie koncerty w synagodze Temple są najbardziej cenne. Ogromnym przeżyciem był niedzielny koncert kantorów . Obiecywałam sobie ,że nie będę opowiadać o muzyce bo wszelkie słowa to mało, mało ,za mało ,żeby oddać jej brzmienie. Wczorajszy to David Krakauer i Sinfonietta Cracovia. ( klarnet cudownie zgrany z chyba najlepszą kameralną orkiestrą jaką miałam możliwość słyszeć na żywo).Dziś grał Uri Caine Ensemble(fortepian) ale niestety potworna burza nie pozwoliła mi dotrzeć. Oj będzie się jeszcze działo dużo. www.jewishfestival.pl . Ani moja mama ,ani babcia nie były żydówkami , gdyby ktoś chciał wiedzieć czy ja jestem. Po prostu kocham ludzi. Wszystkich.
Tu miały być zdjęcia z koncertów i kapota. Może to przez tą burzę? dziś przyznałam meżowi rację ,że odgromniki , które zrobiliśmy kilka lat temu miały rację bytu. Stojąc na środku salonowej posadzki , usłyszałam jak coś rozbija mi się pod nogami ( odgłos trzaśnięcia metalu o kamienna posadzkę). Ani śladu niczego. Krzysztof stwierdził ,że to piorun we mnie walnął. Nabiera mnie czy naprawdę ? w każdym razie chyba dobrze ,że mam taki paskudnie sterczący piorunochron na dachu.

49 komentarzy:

  1. Powiem Tobie Maszko, że dla mnie zupełnie nie jest ważne kto jest jakiego pochodzenia, ważne jakim jest człowiekiem. Oczywiście niektóre kultury bardziej mnie fascynują od innych. Na przykład Japonia, Chiny lub dla odmiany kraje skandynawskie. Bardzo jestem też od lat zakochana w Italii. Chętnie odwiedziłabym Chorwację. No i te piękne angielskie ogrody. Na dodatek to bym tam chciała być przeniesiona w czasie w lata międzywojenne, moje ulubione. Oj rozmarzyłam się. A z tym piorunem to może być prawda i najważniejsze,że nic się Tobie nie stało. My wczoraj też mieliśmy okropną burzę, która zakończyła się totalnym zniszczeniem drogi, na szczęście udało nam się uratować rybę, którą woda wypłukała ze stawu:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hania, doskonale Cię rozumie. Mnie tylko martwi ,że nie żyjemy tak długo ,żeby zdążyć poznać wszystko .Dlatego cieszę się tym bardziej ,że mnie nie trafił śmiertelnie. To ciekawe ,że trzeba ratować ryby przed wodą. :-)

      Usuń
    2. Ta biedna ryba musiała leżeć na drodze z pół godziny. Teraz pływa w naszym oczku:)))
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Kazimierz...tak to magiczne miejsce:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas się zatrzymał. Tylko turystów coraz więcej.

      Usuń
  3. We Włodawie już 25 raz organizowany Festiwal Trzech Kultur, fantastyczny program.To własnie tam usłyszałam po raz pierwszy Kroke Band z Krakowa.http://www.youtube.com/watch?v=WZG6DImoKHw ,http://www.youtube.com/watch?v=l0xJQO7GvZ0.
    Zapraszam na Festiwal
    Na Szerokiej bywam, u koleżanki Sylwii która tam pracuje .
    Masz piękny ogródek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Jaga za namiary . Kroke najlepiej brzmi w undergroundzie. W Alchemii jest taka magiczna piwniczka , gdzie zazwyczaj grają. W tym roku ich nie ma. Pewnie grają gdzieś w Hiszpanii bo paradoksalnie tam są bardziej znani.Dzięki. Pozdrawiam

      Usuń
  4. Jak to miło wstać rano i nie wychodząc z domu,popijając herbatkę zwiedzić sobie Kazimierz
    Oczywiście wole te prawdziwe wyprawy no ale jak się nie ma co się nie ma to się ma co się ma:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak , to już jest ,że nie można mieć wszystkiego. Herbatka może być na Kazimierzu i z Kazimierzem

      Usuń
  5. Dzieki Maszko, za moj kochany Krakow :-)
    No wlasciwie Kazimierz.
    To nie do konca jest tak, ze czas sie tam zatrzymal...
    Ja pamietam czasy gdy ulica Jozefa strach bylo po zmroku przejsc
    Wlasciwie to na Kazimierzu czas cofnal sie do epoki gdy dzielnica ta tetnila zyciem :-)
    Co prawda teraz zycie na Kazimierzu to glownie komercja ale dobrze, ze przynajmniej tyle
    Pozdrawiam
    Aleksandra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Aleksandro. Też pamiętam czasy , kiedy na Kazimierz się nie szło ze względów bezpieczeństwa i nie chodziło tylko o cegły lecące z fasad kamienic. Kazimierz tętni życiem i szczęśliwie ta komercja , o której mówisz jest ,ale w takiej niezbyt nachalnej formie. Pozdrawiam

      Usuń
  6. Nawet nie wiesz jak Ci zazdroszczę , ja tak bardzo kocham Kraków a mam tak daleko :) ale ciagle czekam na ten kawałek autostrady lub drogi szybkiego ruchu z Gorzowa do Wrocławia ...... i wtedy juz nic mnie nie powstrzyma aby tam bywać częściej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może się doczekamy tych autostrad. Ja czekam na tę do stolicy i Torunia bo dalej już jest . No i do Lwowa by się przydała.Do Wrocławia to tylko 2 godziny. Ja czasem lubię te boczne drogi,byleby bezpiecznie było.

      Usuń
  7. Piosenki Marka Grechuty też lubię ale nigdy nie miałam okazji być na jego koncercie, za to byłam na "Wawelach" oni zdaje się, też z Krakowa - to tak odnośnie wspomnień :)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla nas Marek to nieomal patron. Muszę go odwiedzić. Wawele miały swoje pięc minut w mediach. Teraz tylko na weselach :-)

      Usuń
  8. Lubię Kraków i Kazimierz,jak większosc tu obecnych ale wolę chodzenie po żydowskich ścieżkach w bardziej kameralnych okolicznościach.Może po prostu tłum mnie zbyt przestrasza...Jeśli lubisz takie klimaty,jesli mentalnie "tęsknisz za swoim żydem"-świetna akcja Rafała Betleya-to polecam chocby Kazimierz nad Wisłą,przepiękny Tykocin na Podlasiu lub Suprasl tamże.
    Nie dziwię się ,że lubisz muzykę żydowską bo ma klimat i melodykę jedyną w swoim rodzaju.
    Co do ilości zdjęc zamieszczanych na blogu to wiem jak trudna rzeczą jest wybór.Dla mnie jeden blog stanowi tutaj wzór niedościgniony i polecam gorąco http://loretablog.blogspot.com/.podejrzewam,ze ta kobieta robi setki ,jeśli nie tysiące zdjęc a publikuje najczęsciej jedno,czasem parę...Ale za to jakie...
    pozdrawiam ciepło,ogród i warzywnik też.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Izo , nie jest tak źle z tym tłumem na Kazimierzu. Ciągle jeszcze na Wolnicy można zaparkować darmowo samochód a to z cudem już graniczy w Krakowie. Mentalnie trochę jestem żydówką i lubię te wszystkie miejsca , o których piszesz. Byłam w Tykocinie zimą tego roku. Spałam sama jedna w 'Alumnacie "i nawet z rana nie było komu zapłacić. Poszłam więc porobić zdjęcia o poranku (Jakaś 7 godzina) i tylko spotkałam księdza i psa z kulawą nogą koło synagogi.To prawda, że tam jest bardzo kameralnie :-). Te jednozdjęciowe posty również podziwiam . Niekiedy jedno zdjęcie powie więcej niż całe strony tekstu. Trudno mi jednak zrobić reportaż z warzywnika wstawiając jedno zdjęcie . Może kiedyś się wyrobię. Pozdrawiam Cię bardzo , bardzo serdecznie

      Usuń
  9. Kochany Kraków! Codziennie tęsknię!Dzięki za zdjęcia.......

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam ten sam problem z blogerem!!! Na Picassie zapisują sie zdjecia i już też dochodzę do limitu. Zupełnie nie wiem co zrobic dalej. Jest opcja wykupu wolnej przestrzeni, ale wiem ze dziewczyny tego nie robią a mają na blogu więcej zdjeć niż obejmuje limit.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już wszystko wiem. Trzeba założyć drugie konto. Dziewczyny są WIELKIE

      Usuń
  11. prawda jest ze kochasz wszystkich ludzi! podoba mi sie to,
    picie kawy na Kazimierzu z fajnymi osobami jest super, wspomnienie wspaniale.
    prosze Cie poszerzaj ten lmit z foto, bo sie czeka na dalsze..
    Basia z S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basia, zapomniałam powiedzieć ,że nie kocham tzw. fachowców i urzędników w czasie pracy. Po pracy zwykle są do kochania. Będę się starała kochana coś zrobić z tym limitem. Mam już podpowiedzi jak.

      Usuń
  12. Do tej pory nie odkryłam czy da się zwiększyć ten limit więc jak mi się kończy to po prostu zakładam nowe konto (z nowego adresu e-mail) i robię współautora bloga. Mam już 3-cie konto z kolei (z takim samym nickiem oczywiście), ale działa to - innej metody nie znam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elle ,dzięki wielkie. Wiedziałam ,że mogę liczyć na młode , zdolne dziewczyny :-: Całus

      Usuń
    2. a widzisz ile wokoło pomysłowych Dobromirek hihihi :)))

      Usuń
  13. Limity? Pierwsze słyszę, ale mam nadzieje, że ktoś bardziej doświadczony coś Ci podpowie, bo co prawda "czytam Cię" z największą przyjemnością i bez zdjęć, ale zdjęcia robisz tak cudne, że... Więc jak już się uporasz z bloggerem, to proszę, nie nakładaj kolejnych limitów na swój warzywnik ;)
    Takie klimatyczne spotkania jak opisałaś, są niezwykle cenne - oby były jak najczęściej. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doranma , dziękuję Ci za dobre słowo. Dostałam już informacje i tu i na maila jak się to robi , tak ,że będę prosić jakieś dziecko moje ,albo sama spróbuję chociaż boję się,żeby czegoś nie popsuć. Dla mnie to wszystko to czarna magia. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Jak sobie poradziłaś z limitem?

      Usuń
    3. Drugi profil. Teraz jestem dwie w jednej.szczegóły mogę na maila jeśli jesteś zainteresowana :-)

      Usuń
    4. Na razie nic mi nie krzyczy o limicie, ale jak tylko zajdzie potrzeba, to wiem do kogo uderzyc :)

      Usuń
  14. O matko, jaka gaduła się ujawniła! Wystarczyło limit zdjęć włączyć. I ciekawie, i z humorem, proszę jaka pisarka, i kilka wątków, a podobno nie potrafi robić paru rzeczy na raz.

    No ale żeby się przyjąć do pracy, żeby książki kupić...rozwaliło mnie totalnie...nie żebym się naśmiewała...sama mam wątek księgarniany w swoim życiorysie i dzięki temu piękne wspomnienia ze spotkań i wywiadów z pisarzami, np. Olą Tokarczyk, ks. Twardowskim :))))) Myślę, że ten wątek miał bardzo pozytywny wpływ na pewne obszary mojego mózgu.

    Kazimierz> Byłam tylko raz i dzięki jakiejś pańci z grupy nie weszliśmy do synagogi, a to chyba były dni kultury. Żałuję, bardzo, ale mam nadzieję nadrobić. Ale mi smaku narobiłaś tymi zdjęciami kazimierzowskimi. Klimatyczne, niezwykłe.

    A na pioruny uważaj. Poza miastem są przerażające, zawsze się piekielnie boję.

    Pozdrawiam, u mnie dziś też parę piorunów od Ciebie przyszło, i błyskawic, to takie pozdrowienia z nieba.

    OdpowiedzUsuń
  15. A jak byłam mała, to mama mówiła nam, dzieciom, że to Bozia grozi (jak grzmiało) i cicho siedziałyśmy jak trusia.
    Jak to się miało różne sposoby, żeby dzieci głowy nie zawracały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania, wszystko się zgadza. Jak wstawiam zdjęcia to nie piszę tyle bo to już druga czynność. Mam taką przypadłość ,że trochę za dużo gadam jak mi się na to pozwoli . Zdjęcia mnie wyciszają :-). Księgarnie , to fajny klimat i ciekawi ludzie ( czytający).No i udało mi się zdobyć Hłaskę , nie mówiąc już o tym ,że zaopatrzyłam w książki spod lady wielu znajomych. To były te czasy , kiedy zwykłemu klientowi mówiło się,że książki jeszcze nie było, jeszcze nie było i już nie ma. Młodzież tego nie zna i chwała bogu. Mieli rację z tą bozią. Ja chowałam się pod stołem . Teraz najlepiej to mi się śpi podczas burzy.

      Usuń
  16. oj, post pełen pozytywnej energii, a masz jej mnóstwo :), pierwsze zdjęcie świetne- chcę takie autko :), u nas jeździ podobne z koszem pełnym jedzenia, ale je u mnie na naturalnym jarmarku chyba widziałaś :), a że bloger ma limit to mnie zaskoczyłaś, pewnie mój niedługo mi to ogłosi, a może to kwestia wielkości zdjęć, ja swoje zmniejszam...
    Kazimierz magiczny....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joanno, dobra energia udziela mi się tu dzięki, między innymi takim blogom jak Twój:-).Ten maluch jest pięknie pomalowany w ciapki. Świetny sposób na złoma. Jak będziesz miała problem z limitem to od razu mów . Ja dostałam taki instruktarz jak sobie z tym poradzić ,że już mam po problemie. Pomocnych dusz nie brakuje. A zdjęcia faktycznie lepiej zmniejszać chociażby po to ,żeby nikt Ci ich nie zakosił. Twoje zapewne stanowią wielką pokusę dla szabrowników. Kazimierz zaprasza..

      Usuń
  17. eeeeeee TAM KOCHASZ WSZYSTKICH.
    mNIE NIE KOCHASZ- TYLKO MOJE SIERSCIUCHY-sama mi tak napisalaś BLE

    OdpowiedzUsuń
  18. Cześć już jestem...
    Cudowny post - jaka szkoda ze nie mieszkamy blisko siebie ...bo może byśmy się nawet kiedyś spotkały na takim festynie. Ja tez lubię poznawać ludzi i ich kulturę...tylko nie mogę zrozumieć po co ten warzywniak na dachu? wiozłaś dla kogoś kwiatki w prezencie? I jeszcze ta knajpka - fascynujące - może kiedyś ją znajdę ...
    a co do pojemności bloga - do dyspozycji ma 1 GB wolnego miejsca i nie mam pojęcia czy da się to poszerzyć. Blogger radzi ( czytałam wczoraj ) żeby zmniejszyć liczbę postów na stronie głównej, albo usunąć wcześniejsze wpisy. Możesz też pomniejszać zdjęcia, wtedy zajmą mniej miejsca. TYLKO BARDZO PROSZĘ NIE ZNIKAJ - AKURAT TERAZ JAK CIĘ ZNALAZŁAM :)

    POZDRAWIAM SERDECZNE ANIA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania, znowu nie tak daleko . Ten samochodzik to taki kwietnik, rodzaj reklamy z tym ,ze bardziej reklamowany jest jego malunek bo on przed galerią sztuki stoi ( to nie moja bryka).Ja już mam pojecie jak poszerzyć i mam drugie konto. Może wreszcie będę widoczna jako obserwator. Nie znikam , chyba że mnie ktoś porwie .Pa pa

      Usuń
  19. Maszko, o Krakowie, mojej niewygasłej młodzieńczej miłości słuchać moge godzinami...
    A Grechuta to kolejna perełka - ja Ci podrzucam tu cudną jego interpretację:
    Świecie Nasz

    OdpowiedzUsuń
  20. Wzruszające. Tekst o jasności nabrał innej wymowy. A AD jest niezwykła .Dzięki Maryś za wszystko a zwłaszcza za instrukcję krok po kroku :-).

    OdpowiedzUsuń
  21. Do Krakowa mam daleko ale dzięki Tobie mogę go zobaczyć Twoimi oczami.Piękne zdjęcia , niezwykła atmosfera miejsca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo Alicjo. Też lubię czasami pobyć tam , gdzie mnie nie ma. Pozdrawiam

      Usuń
  22. Ja mieszkam w połowie drogi między Krakowem a Warszawą, ale kocham Kraków. Proszę cię rób coś z tym blogiem i broń Boże nie znikaj. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krysia , Warszawę też można kochać (ktoś musi). Już zrobiłam .Nie zniknę. Nawet mi się udało rozmnożyć trochę. :-) Pozdrawiam

      Usuń
  23. Jakoś do tej pory nie udało mi się dłużej zabawić w Krakowie, szkoda, a Festiwal Kultury Żydowskiej też bym chętnie zobaczyła - może następnym razem:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  24. oo, a Eszeweria to chyba zmieniła szyld! Kiedyś był taaki piękny :)

    OdpowiedzUsuń
  25. jeszcze nie skończyłam z tym pisaniem;-) Toskania koniecznie, ty masz obcykane ścieżki, ja już ustaloną trasę. Na maila. A ty mi musisz dokładnie powiedzieć, czego się dowiedziałaś o tym drugim koncie, bo z komentarzy to się pewnie połowy tylko domyślam. A zaraz będę miała ten sam problem, ty masz zdjęcia cięższe, a ja dłużej bloguję. Tykocin wielbię, Krakowa mniej.

    OdpowiedzUsuń