| Też uczyłyście się w przedszkolu tej piosenki o ptaszku co to przyleciał z Łobzowa (z akcentem na a) i usiadł na rynku Krakowa (akcent też na a) i patrzył,a domy stanęły tam na głowie i zatańczyły, a ptaszek jak się napatrzył to też zatańczył?A refren to pełne magii słowa asssa tatarrrasssa. Być może ,że w innych rejonach Polski piosenka nie jest tak znana. W każdym razie Łobzów istnieje naprawdę i kiedyś król Kazimierz Wielki wybudował sobie tam letnią rezydencję, a w okolicznych lasach polował na zwierzynę . Od Wawelu w linii prostej to będzie jakieś 5 km i obecnie to oczywiście sam środek wielkiego miasta ale coś z tamtych czasów zostało. Pałac łobzowski oczywiście przechodził wiele różnych przebudów i nawet całkowitych zniszczeń. Dziś uczą się tam głównie architekci , ale nie o pałacu letnim królów miałam pisać lecz o fragmencie przypałacowego ogrodu , który to zakładał włoski architekt Santiem Gucci. W zasadzie po ogrodzie też zostało jedynie wspomnienie i mur wzniesiony za Stefana Batorego ale są tradycje. Dziś z Łobzowa na Rynek może i ptaki również zafruwają ale głównym eksportem są jednak kwiaty. W tutejszym ogrodzie powstaje większość tych wszystkich kwiatowych aranżacji , które można podziwiać w kawiarnianych ogródkach na krakowskim rynku. Dziś nie pokażę aranżacji , bo każdy kto był w Krakowie , to i pewnie był na rynku i pewnie zauważył to o czym mówię ale podejrzewam ,że trafić do Łobzowa , to już nie każdy potrafił. Ja tu zwykle przybywam , gdy chcę sobie poprawić humor lub gdy czegoś niezbędnie potrzebuję. Wczoraj szczytu sięgnęło moje zapotrzebowanie na pewną rzecz, ale nie powiem co to. Podpowiem tylko ,że rzecz została sfotografowana na ostatnim zdjęciu i jak ktoś zgadnie co to mi było tak bardzo potrzebne, to będę pod wielkim wrażeniem. A w ogrodzie niczego nie brakuje. Można pobuszować w roślinkach, można spocząć na ławeczce i posłuchać ptaków, można poszperać w różnych wnętrzowych szpargałach . Jest tu i wiele przedmiotów made in China ale jest też prawdziwa english china i szkoda tylko ,że nie serwują w niej herbatki . |
nie znam tego wierszyka/ku :)
OdpowiedzUsuńale miejsce piękne muszę kiedyś mojego R tam wyciągnąć może namówię go na kolejny pierdylion ozdóbek do domu :))
cudowne miejsce!
Al,koniecznie musisz poznać nie tyle wierszyk co miejsce. Ja nie znam słowa "pierdylion".Muszę sobie oswoić bo mi się spodobało chociaż u nas ma lekko przekleńczy wydźwięk . A Ty z Wielkopolski Al? :-)
UsuńUczyłam się tej piosenki w bardzo wczesnym dzieciństwie, już nie pamiętam od kogo, bo wszyscy w domu ją nam (mnie i mojej siostrze) śpiewali. A Łobzów piękny, chciałabym go kiedyś odwiedzić.
OdpowiedzUsuńMyślę, że potrzebna Ci była ta biała beczułka; czyżby na ogórki? Oczywiście strzelam w ciemno.
A jako że dopiero trafiłam na Twój blog, to teraz sobie trochę pooglądam.
Ninka.
Ninka a skądżeś? Ciekawa jestem jaki ta piosenka ma zasięg. Popatrz , wcale mnie nie znałaś wcześniej a odgadłaś ,że beczułka. Za łatwa zagadka jednak . Pozdrawiam i zyczę miłego oglądania :=-)
UsuńOj śpiewałam, śpiewałam i ja w przedszkolu, przebrana w strój krakowski:) Tyle, że moja wersja refrenu to: asa tadarasa, asa tadarasa:)
OdpowiedzUsuńA w Łobzowie nie byłam już lata. Kiedyś jak mieszkaliśmy w centrum, to jakoś bliżej było do tego Łobzowa, teraz bliżej mam do Zakopanego:)
Że Ty śpiewałaś Jagoda, to się wcale nie dziwię chociaż nie wiem czy obecnie krakowskie dzieciaki mają szansę ją znać.To masz piękne widoczki na miasto jak jesteś z tych libertowskich górek. :-)
Usuńteż obstawiam naczynie na ogórki :)
OdpowiedzUsuńPiękne zdjęcia, powtórzę się, co tam:)
Iza masz rację. To beczka. Dziś robię pierwszy zbiór ogórasów.
UsuńNo to pooglądałam, na razie rzeczywiście tylko trochę. Piękne zdjęcia! I jeszcze w związku z piosenką - jestem z Olsztyna (warmińsko- mazurskie).
OdpowiedzUsuńNinka.
Ninka z pięknych okolic jesteś. Nie miałaś szans jej znać chyba :-)
UsuńWierszyku nie znam, ale miejsce piękne, będę dziś chora, tyle buteleczek z kapslami i niebieskie wazoniki, jak się będziesz następnym razem wybierać, szepnij słówko... chyba że można odbyć wirtualny spacer zakończony realnymi zakupami ;)
OdpowiedzUsuńMaszka, błagam, zwiększ czcionkę, bo będę musiała z lupą jubilerska czytać ;)
a że zgadywanki lubię to może nie na wazę, ale obstawiałabym oliwki i butelki na oliwę :), pewnie nie trafiłam, ale tak mi się rzuciło w oczy ( a drzewko oliwkowe to był mój pierwszy zakup na nowe mieszkanie - niezbyt praktyczny, ale podobno szczęśliwy ;)
Przyleciał ptaszek z Łobzowa , usiadł na rynku Krakowa . Asssa tattarrrasssa . asssa tattarrrassssa usiadł na rynku Krakowa.A na tym rynku w Krakowie , domy stanęły na głowie. Asssa... I zatańczyły raz dwa trzy a ptaszek siedzi i patrzy. Asss..... A jak się tak już napatrzył to sam zatańczył raz dwa trzy. Assssa tatattarasssa , assssa tatarrasaaa to sam zatańczył raz dwa trzy. Jutro sprawdzam znajomość tekstu :-). Joasiu, mają stronę ale chyba sprzedaży internetowej nie prowadzą. Mogę Ci coś kupić jak bardzo chcesz :-).Z czcionką się zagapiłam w tym poście. Sorki. Sama jestem ślepa ale napisałam ten tekst nie patrząc na ekran bo mi się spieszyło do szpitala. Butelki będą następnym razem bo mam obiecaną swojską oliwę z Toskanii pewnie w kontenerze więc ją porozlewam sobie. Ja pierwsze drzewko jakie kupiłam do nowego domu to było mirt. Trzyma się dzielnie .
Usuńdziękuję za propozycję, obawiam się, że mogłyby kiepsko znieść podróż, choć i buteleczki i te dzwoneczki, ach... będę miała kolorowe sny ;)
Usuńa mirt też by się pieknie prezentował, i drzewko pomarańczowe ;)
Gdybym znała to miejsce wcześniej to bym się tak w niedzielę nie wynudziła... M nigdzie nie chciał się ruszyć. Wpiszę na listę miejsc do odwiedzenia następnym razem:)
OdpowiedzUsuńRównież stawiam na gar na ogóry:)
Zapomniałam Aga Ci powiedzieć a poza tym chyba wolałabym się mężowi nie narażać.Tam trzeba samej iść. Gar oczywiście ,że gar. Dziś kiszę
UsuńMężowi nie da się narazić, to spokojny człowiek:) Niestety w sobotę kupił sobie 3 książki w empiku i nie mogłam go od nich oderwać.. nie poszliśmy nawet na giełdę staroci. Zła byłam na niego strasznie, dlatego żeby mnie troszkę ułagodzić pojechaliśmy drugi raz do Ra... poszukać domku:) Nie odzywałam się do niego do samej Warszawy.
UsuńA moje ogóreczki są tycie jeszcze:)
Aga, nigdy nie wiadomo , kiedy mu braknie cierpliwości. Następnym razem to niech on nawet sobie 10 książek kupi.Poszalejemy bez niego.Obawiam się,że dziś niezerwę bo pada ciągle a jutro to już się będą nadawały na mizerię tylko , wrrrr
UsuńJa też obstawiam gar na ogóry. U mnie już trzecia kamionka się kończy. Pozdrawiam:)))
OdpowiedzUsuńHania , to miałaś jakieś wczesne ogórki. Ja do tej pory miałam jedynie mizerne zbiory na mizerię ale dziś powinnam gar zapełnić.Pozdrawiam
UsuńPiękne miejsce ,cudowne kwiaty.
OdpowiedzUsuńPiosenkę śpiewało Mazowsze,bardzo ładna piosenka.
Może kupujesz słoiczki? Jak nie to pewnie będą robione ogórasy
A ja jakoś nie kojarzę,żeby Mazowsze to śpiewało ale możliwe bo to chyba jakaś ludowomiejska przyśpiewka.Słoiczki też były kuszące ale beczka bardziej potrzebna na dziś.
UsuńJak ja lubię takie miejsca :) Słoiki już obstawione, gar na ogórki też, to może jeszcze butelki na nalewki? :) Piosenkę pamiętam, śpiewało ją 'Mazowsze', nigdy tego Łobzowa nie kojarzyłam z konkretnym miejscem, ciekawe kiedy uda mi się znowu tę piosenkę usłyszeć.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, miłego dnia.
Talibra , zagadka okazało się była bardzo łatwa. Też dawno nie słyszałam piosenki chociaż dziś cały czas mi dźwięczy gdzieś pod mózgiem
UsuńChyba by mnie stamtąd musieli wozami wyciągać :) Uwielbiam sklepy ogrodnicze!
OdpowiedzUsuńElle , ja tam przepadam na długo , długo. Wyłączam komórkę na wszelki wypadek ,żeby mnie nikt nie namierzył.
UsuńWow jakie piękne miejsce wynalazłaś :-)
OdpowiedzUsuńJasna ,sklep istnieje już ze 20 lat ale ciągle się rozwija. Jedyne co ma ograniczone to przestrzeń
UsuńJejku, jakie CUDA!!!!! To wszystko takie niesamowite! Oglądam i oglądam!
OdpowiedzUsuńNa szczęście oglądać można do woli i nic to nie kosztuje.
UsuńA ja tu się szykuję wecki fotografowac,mysląc"pstryknę dla Maszki na napęd,może zrobi cos na zimę" a tu prosze ,beczka na ogórki...Nie zgadłam, bo jedyne co mi przyszło do głowy to to,ze kupiłas wszystko co było na ostatniej fotce.Czas ogórów powoli się zaczyna a to jedne z moich ulubionych przetworów bo nic w garnku się nie przypala,nie trzeba mieszac.Kisisz ogórki czy cos z nich jeszcze robisz? Konserwowe?W zalewie curry?
OdpowiedzUsuńPiękne miejsce w Łobzowie,sliczne kwiaty.Różne domowe przydasie też ładne ale ja od przeszło roku jestem na "odwyku" i bardzo,bardzo mocno selekcjonuję to co kupuje bo w pewnym momencie zauwazyłam,ze mnie przedmioty przytłaczają.
A piosenke znam z dzieciństwa,a jakze.I też mi tam w refrenie zapodawano" tadarasa",może to tylko kwstia różnic fonetycznych.
Pozdrawiam ciepło i mam nadzieję,ze Twemu Tacie polepsza się z każdym dniem.
Iza , rób weczki bo ja napędu dalej nie mam. Ogórasy bedą do bieżącej konsumpcji.Ja to uwielbiam takie naprawdę małosolne , ledwo co skiśnięte , zielone jeszcze. Więc ukisnąc do końca raczej nie mają szans. Na zimę to może zrobię kilka słoików klasycznie kiszonych ale nie będzie w tym roku dużych zbiorów raczej a jak mam przetwarzać te kupne , to wole już kupić przetworzone.U nas w sklepiku pani Jola ma takie z dębowych beczek i też są bardzo smaczne. Tak więc nie szaleję. Na pewno będę robiła powidła bo kupiłam od rumuńskich cyganów taki miedziany kocioł na ognisko.Inne przetwory to jak mnie ktoś zainspiruje. Tak więc czekam na Twój reportaż przetwórczo-spożywczy. Zaklęcie z piosenki brzmiało tadarasa ale mnie się łatwiej wymiawiało t i tak już zostało :-). Też staram się ograniczać zakupy zbędników z różnym skutkiem niestety.
UsuńO jeju jak tu cudnie. Nie wychodzę stąd do następnego Twojego posta. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńKrysiu, to świetny pomysł.Obiecuję ,że nie będziesz długo czekać :-)
UsuńJa tę piosenkę znam przez fundację Pani Anny :)
OdpowiedzUsuńA nigdy w Owym Łobzowie nie byłam - rzecz do nadrobienia i wpisania w notatnik, aaaaa takie miejsca to ja kocham, mogłabym tam mieszkać, pracować, dnić dni na okrągło ;))))
O tak , Ania mogła to rozpropagować. Ogród Łobzów to taka oaza w środku miasta. Zapomniałam dodaćo warsztatach dla dzieciaków.Wielkie ukłony im za to. Napracują się dziewczyny trochę ale rośliny są bardzo zadbane i w dobrej kondycji . Nie spotkasz tam suszków i padlaków jak w innych sklepach niekiedy bywa. No i robią tu zakupy ciekawe osoby poza mną.Tak że jak ktoś poluje na autografy to warto mieć notes :-)
Usuńhihihi - no to kuszące. Uwielbiam te miejsca zadbane! bez suszków i zgnilaczków, i warsztaty dla dzieciaków, jak nic odwiedzam Łobzów przy kolejnej doKrakowskiej podróży!!!
UsuńNo dobrze , przyznam się bez bicia ,że kupiłam coś jeszcze. Ponieważ poprzednia zagadka okazała się dla Was banalnie prosta to postanowiłam zabawić się jeszcze trochę . Sorki,że w komentarzach i nie wszystkie się na zgadywankę załapiecie. Tym razem będzie nagroda dla tej, która odgadnie. Nagrodą będzie to co kupiłam. :-)bo aż tak mi niezbędne to nie było. Mam tylko prośbę ,żeby Gabi nie brała udziału w tej zgadywance , bo ona prawdopodobnie już wie o ile poczta się spisała i 100 km pokonuje w jeden dzień.Nic więcej nie mogę podpowiedzieć oprócz tego ,że to coś jest na jednym ze zdjęć :-). Pierwsza osoba , która trafi wygrała . No to myślcie teraz.
OdpowiedzUsuńKubek z pelargonią?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam:))
Agato,niestety nie ale to nie znaczy ,że nie możesz dalej próbować :-)
UsuńWiesz co, nawet nie wiedziałam, że w Krakowie jest takie miejsce! tzn słyszałam o Ogrodzie Łobzów, ale nie myślałam, że tam takie rzeczy dają!!!
OdpowiedzUsuńCo do zgadywanki, na którą się przypadkiem załapałam:), to aż dziw, że tylko jedną rzecz wybrałaś, ale jeśli już, to obstawiałabym piękną białą filiżankę z białego stolika....
Po powrocie do domu zaraz tam pobiegnę pooglądać to wszystko na własne oczy:)Pozdrawiam
Motylek , no to przepadłaś. Ja czasem bardzo walczę ,żeby nic nie kupić. Nie kupiłam jednej rzeczy , bo tych rzeczy które zgadujecie jest kilka sztuk :-). Ale widzę ,że chyba muszę trochę zmniejszyć zbiór bo tak możecie do zimy zgadywać. Jest to na pewno ceramiczne ale zupełnie nie użyteczne. Z filiżanki to się przynajmniej da wypić herbatkę.Fruń motylku, fruń. Jeszcze tylko pół godziny mają otwarte. Tylko mi nie wykup wszystkiego >
UsuńMaszko, z moją pensją.... zostanie Ci troszkę:)
UsuńA może ceramiczne dzwoneczki? Ja bym je kupiła :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie.
Talibra , ale się cieszę . Dwa są Twoje. To teraz wybierz , które chcesz . Powiem ,że ja nie umiałam wybrać dlatego kupiłam wszystkie :-)No i adres mi musisz dać na maila .
UsuńDzięki wielkie :) Wybieram te smukłe, bardzo mi się podobają, odezwę się do Ciebie.
UsuńPozdrawiam serdecznie.
Dobry wybór :-).Czekam. Pozdrawiam
UsuńA wiesz, że od tych dzwoneczków zaczęło się moje blogowanie:) Zobaczyłam je u Agnieszki z Oazy. Tak się nimi zachwyciłam, że zapytałam, gdzie je kupiła. Od tego czasu zaczęła się nasza internetowa przyjaźń i wtedy właśnie Aga zaczęła nalegać, bym założyła bloga Po paru miesiącach nalegań uległam Agnieszce:))) kusicielce.
UsuńPozdrawiam
Miejsce magiczne i też stawiałam na beczułkę bo ogóreczki z Twojego warzywniczka chyba nie mogą się doczekać:))
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Bustani , trochę zamieszałam. Musiałabyś poczytać po kolei komentarze,żeby się zorientować :-). To faktycznie była beczułka ale od razu została odgadnięta. Ogóry ukiszone i właśnie szykuje się pościk na ten temat :-)
OdpowiedzUsuńTeż stawiałam na te zawieszki, ale nie wpadłam na to, że to dzwoneczki:) Tulipanki jak dla mnie śliczne, choć te drugie przypominają kształtem Twoje lampy:)
OdpowiedzUsuńO widzę, że deszcz przestał padać i ogóry ukiszone, u nas też się na szczęście rozpogodziło i dobrze bo trawa czeka na koszenie.
buziaki ślę
Bo to nie są dzwoneczki chociaż mają dzwonkowate kształty.Moje lampy są że tak powiem bardziej rozkwitłe.:-). Taaak. przestało padać i nawet wyszło słońce przed zachodem. Ja o trawie już całkiem zapomniałam
UsuńPiosenki nigdy nie słyszałam, ale co gorsza sądziłam, że moda na letnie rezydencje zapanowała wśród koronowanych głów nieco później, cóż najwidoczniej historyk ze mnie od siedmiu boleści. Polowania to co innego, rycerska sprawa :) Nie znałam tego miejsca, więc dziękuję za podpowiedź - umieszczę je w planie najbliższej wizyty w Krakowie, tylko zasobna kieszeń będzie mi potrzebna :) Rozczaruję Cię, ja też postawiłam na beczułkę, bo skojarzyła mi się z Twoim warzywniakiem, a nie podejrzewam, byś po małe słoiczki czy bazylię jeździła taki kawał :)
OdpowiedzUsuńPonoć tam Kazimierz przechowywał swoje kochanki. Oglądanie mają gratis ale można też zaszaleć i lepiej nie mieć karty kredytowej przy sobie. Jeszcze mnie nie znasz Doranma a poza tym to było przy okazji. Jestem tam co drugi dzień praktycznie :-)
OdpowiedzUsuńAle po troszku poznaję i bardzo się z tego cieszę :)
Usuńpiosenka jak najbardziej znana:):) zresztą co roku Anna Dymna ja przypomina ( zwłaszcza refren) przy okazji festiwalu w Krakowie :):) A mnie najbardziej -poza kwiatami oczywiście -urzekł serwis i kolorowe szkło, pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńOkazuje się ,że z tą znajomością różnie jest. AD musi jeszcze pośpiewać. Tak, szkło jest śliczne. Ja zachorowałam na porcelanę z różami ale mają tylko dwie filiżanki.
UsuńPiękne to miejsce.Widzę że można tu i nacieszyć oczę pięknymi widokami i nawet kupić ładne rzeczy.Piękne te filiżanki w róże takie pasujące do mojej kolekcji.Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńAlicjo, to samo nam się podoba. Miejsce bardzo przyjemne . Bardzo miła obsługa i fachowa .
UsuńPiosenkę znam z lat dziecinnych... śpiewałam ją też moim córkom :)
OdpowiedzUsuńZdjęcia cudowne !!!
I przypadkowo dowiedziałam się jaką niespodziankę mi uszykowałaś... bo chodzi chyba o mnie... śliczności !!!
Może córki też zechcą śpiewać swoim dzieciom? No to już po niespodziance. Myślałam,że poczta lepiej się spisze.:-)
Usuńo piosence nawet takiej nie słyszałam, ale to jeszcze strawię, że nie znam
OdpowiedzUsuńale, że nigdy wczesniej nie byłam w tym ogrodzie, to aż serce mnie ściska...
jak widac w trakcie studiów nie wszystkie miejsca odkryłam :(
Entomka, bo w czasie studiów człowiek jest innymi rzeczami zajety zwykle. Ale Kraków nie koniec świata więc odkrycie przed Tobą.masz pięknego bloga.
Usuńznajomość tej piosenki to bardziej kwestia wieku, nie regionu;-p od razu pomyślałam, zdjęcia przeglądając, że te zwisłe powoje i tulipany są piękne, i że je chcę, i to jest znowu coś, czego będę szukać. No i taka odbitka amonita w kamieniu murowym, jak na pierwszym zdjęciu!
OdpowiedzUsuńMegi,jak będą jeszcze to je już masz.A gdzie Ty tam amonit widzisz?W niedalekiej wiosce była kiedyś stodołą , w której był taki prawie metrowej wielkości.Atrakcja turystyczna. Kiedyś tam podchodzę i nie ma.Nie mogłam się nadziwiwć dlaczego?Odpłynął sobie.
OdpowiedzUsuńFaktycznie jest. Masz oko. Ja musiałam sobie powiększenie zrobić.
Usuń