| No to jesteśmy. To moja dziupla , która ma oficjalną nazwę "komputerownia" . Brzmi strasznie ale słowo daję ,że komputer jest tu tylko jeden. Komputerownia powstała po to ,żeby dzieciaki nie zaszywały się z komputerami w swoich pokojach tylko ,żeby współpracowały , dogadywały się co do kolejności korzystania i generalnie ,żeby związki w rodzinie były w dobrej kondycji. Rożnie to bywało. Przeważnie jednak było nerwowo, ale fakt że rozmawialiśmy dużo i głośno przynajmniej na tematy okołokomputerowe. Z czasem nie dało się jednak uniknąć laptopów i musieliśmy szukać innych sposobów zacieśniania więzi. Komputerownia pozostała głównie do mojego i męża użytkowania . Jest to miejsce specyficzne , bo w zasadzie jedyne w całym, domu, gdzie nie przeszkadza mi totalny bałagan. Miejsce kubaturowo jest niewielkie ale czego tu nie ma? Przykładowo na biurku od prawej:papiery , dziurkacz, dwa telefony komórkowe (nieczynne), kabelek jakiś,ręcznik papierowy, dwie żarówki, bateria paluszek, flamaster zielony, kapsel od wody mineralnej, kredka woskowa zielona, klej biurowy, płyta Vivaldi Gloria concerti magnificat ,pieczątka, pasek od torby na laptopa, słoiczek ze spinaczmi, pudełko kredek, pasek od spodni męski, pudełko z karteluszkami damskie, papiery , papiery, pendrive, ołówek, grosze, karty kredytowe (nie liczę ile), książeczka opłat za wywóz nieczystości stałych, kredkidługopisyflamastry, kolektor w płynie,mysz na kartce, centralnie ekran, klawiatura, zszywacz, aparat fotograficzny damski, segregatory dwa otwarte, kabelek , no i tyle. Wiedziałam ,że jest tego sporo ale w sumie sama nie wiedziałam ,że aż tyle. Przy okazji znalazłam pendriva , który wczoraj był intensywnie poszukiwany. pewnie myślicie , co za bałaganiara. Nie będę się tłumaczyć bo pewnie trochę w tym prawdy jest ale pokaże co dziś mam za oknem i ,ze naprawdę ten widok może przysłonić wszelkie inne zwłaszcza te brzydkie.Tak w zasadzie było wczoraj . |
Moja Droga, ja tam jestem zdania, że nie ma czegoś takiego, jak bałagan - co najwyżej artystyczny nieład:)
OdpowiedzUsuńA taka piękna czereśnia rzeczywiście może przysłonić wiele, chciałabym mieć taki widok z okna:)
Ja tam uważam ,że bałagan jest jak go zrobi ktoś inny a na tym biurku to trochę mojego , trochę męża więc w sumie nie wiem jak do tego podejść . Ale masz rację , chyba trzeba to jakoś przynajmniej przyjemniej nazywać.
UsuńMając taki widok za oknem, na takie szczegóły jak na biurku pewnie też nie zwracałabym uwagi:-)
OdpowiedzUsuńPocieszające ,że nie ja jedna:-)
UsuńChyba bym nie odrywała oczu od takiego okna! - czy Tobie czasami udaje się wychodzić z tego pokoju? ;) Nieporządek w takich okolicznościach przyrody jest zupełnie nieistotny :)
OdpowiedzUsuńHmm... przypomniałam sobie Twoje kuchenne okno i przyznaję, że jednak miałabym dylemat, w które wkleić nos... :)
OdpowiedzUsuńJak tak się zastanowiłam , to w sumie w każdym oknie mam coś ładnego . Chyba zrobię ranking jakiś. :-)
UsuńDZieŃ dobry
OdpowiedzUsuńDziękuje, że mnie odwiedziłaś i zostawilas swój ślad bo w ten sposoób zagosciłam w Twoich progach.
Zagosciłam i widzę, że nie opuszczę Cie tak szybko. Cos mi mignęło z ogródkiem, cos z kompostem cos z dekoracja i cudowne zdjęcia.
Oj poczekam wieczorem jak Pan Czortilla zasnie i sie rozczytam- mam andzieje, że nie przeszkadzam.
Przeleciałam Twój blog i jestem pod wrażeniem! Będziesz dla mnie wielką inspiracją w sprawach "ziemnych";))) Super udokumentowałaś czereśnię i jej zmianę zgodnie z porami roku. A bałagan? Kto jest bez winy, niech pierwszy kamień rzuci...
OdpowiedzUsuńUwielbiam magnolie, te różowe, drzewiaste, u na najpiękniejsza w mieście przewyższa dwukondygnacyjny dom :)
OdpowiedzUsuńWidok wspaniały... Miłośniczka ptaków i wyobrażam sobie ten świergot... :)))))
OdpowiedzUsuń