
Większość z Was (nas) pisze ostatnio na swoich blogach ,że już jesień.A ja miałam nie pisać, ale mi nie wyszło bo faktycznie jesień już.Miałam mieć w tym roku pastelową jesień , bo postanowiłam iść pod prąd,ale też mi nie wyszło.Nic mi jakoś nie wychodzi tej jesieni . Mam nadzieję ,że chociaż te wszystkie przetwory mi wyszły ale o tym przekonamy się za czas jakiś.Póki co dziś w mojej kuchni mocno się zaczerwieniło i przyznam ,że trochę mi nieswojo,bo czerwień owszem lubię ale w takich ilościach to wielokrotne przekroczenie norm.Dlatego wybaczcie, jeśli Wam pójdzie na oczy.Zbiory buraczków i botwiny stały się faktem dokonanym.Dlaczego takie małe buraczki? Ano ,bo ja przebiegła jestem.Moja mama zawsze wkładała do weków buraczki w całości i pamiętam ,że robiła to w środku lata , kiedy jeszcze były małe,żeby fajnie się pakowały w słoje.A ja sprytna jestem i żeby nie musieć robić weków wtedy , gdy jestem na wczasach,posiałam drugą partię buraczków w połowie czerwca.To właśnie tych używam do przetwórstwa.Mój spryt się na tym nie kończy.Szukałam odmiany o płaskich korzeniach ,bo tymi naprawdę można napakować słój aż pęka w szwach.Buraki są zakonserwowane zalewą octową i pożerane są jak najlepsze frykasy, dlatego słoje są duuuże.A botwinę kroję i zamrażam. Nie są tego jakieś ogromne ilości ale na jakieś trzy zupy zimą można liczyć.Oczywiście nic nie może się zmarnować, dlatego piękne liście botwiny zainspirowały mnie do zrobienia buraczkowo daliowego bukietu.Obiecuję ,że kolejny post będzie bardziej przyjazny Waszym (naszym) oczom. |
Jesień się dopiero zaczęła, więc może coś Ci wyjdzie tej jesieni :). Z buraczkami się trochę napracowałaś, a bukiet z dodatkiem liści jest fantastyczny.Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńGiga, chyba nie jest aż tak źle.Udały mi się powidła i to za bardzo nawet ,bo muszę robić kolejną porcję.Pozdrawiam
UsuńW Twoim wykonaniu ta czerwień wcale nie jest taka straszna. U mnie buraczki też goszczą w ogrodzie. Jak co roku mieliśmy nadzieję że może w końcu obrodzą. Niestety kolejny raz porażka. Ale przecież zawsze trzeba mieć nadzieję że coś się nareszcie uda czego Tobie życzę.
OdpowiedzUsuńTrzeba mieć nadzieję i może trochę rozluźnić ziemię pod te buraczki.U mnie piasek z kompostem i rosną bardzo ładnie:-)
UsuńCudowne zdjęcia! Zupełnie nie kują w oczy! są pięknie czerwone i jesienne jak najbardziej :-)) Ja kocham buraki nad życie! Wszystko z burakami zjem :-)) Zazdroszczę malutkich buraczków w słoiczkach.. może czas pomyśleć za rok.. ;-)
OdpowiedzUsuńJa nawet same buraki zjem bez niczego:-)Małe są bardzo poręczne. takie na raz.Mnie zdjęcia coś zaszkodziły jednak ,bo obudziłam się z bólem głowy.
UsuńAleż gorąca ta czerwień.
OdpowiedzUsuńA zdjęcia fantastyczne!
Buraczki w zalewie octowej uwielbiam, ale ja niestety z przetwarzaniem odrobinę na bakier jestem, bo doba za krótka;-)))
Dalie w bukiecie idealnie zgrały Ci się kolorystycznie z buraczkowymi łodyżkami. Śliczny jest.
Serdeczności ślę i życzę miłego dnia.
To prawda ,że doba za krótka o czym pisałam poprzednio ale na buraczki czas musiałam znaleźć,choćbym miała posta nie napisać:-).Cieszę się,że bukiet się podoba naczelnej florystce:-).Buziaki
UsuńMaszko, zdradź proszę jakiej odmiany używasz. Moje buraki jakoś mało buraczane w tym roku (i kolor, i smak niespecjalny)...zrewanżuje się podpowiedzią teściowej że, ogórki (Helena) najlepsze do kiszenia ;)
OdpowiedzUsuńKamilo,jak się dokopię do opakowań po wysianych nasionach , to zdradzę z wielką przyjemnością.Nastąpi to zapewne dopiero wtedy ,gdy sobie zrobię porządek w składziku ogrodowym , co pewnie stanie się dopiero w połowie zimy. Ale przed wiosną spokojnie zdążymy. Załuję ,że jak siałam to nie pisałam w poście , co sieję. Byłoby i mnie łatwiej.Nauczka na przyszłość.Dzięki za Helenę. Też nigdy nie wiem,które kupić.
UsuńMaszko, jestem ogrodową nowicjuszką i potrzebną wiedzę chłonę jak gąbka...jeśli będziesz pamiętać przed kolejnym wysiewem ,czuję sie zobowiązana.
UsuńPiękny bukiet z liści buraczanych i dali, natura sama lepiej by nie zrobiła.Smak całych buraczków w occie znam ,robię dokładnie jak Ty, pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńW naturze obok botwiny rosły mi kremowe cynie. Też ładnie się komponowały.Będziemy się objadać zatem. Już mnie kuszą.
UsuńCudnie buraczkowo u Ciebie. Uwielbiam takie maleńkie buraczki. Objadam się nimi u mojej siostry. U mnie buraczki nie chcą rosnąć. Zajrzyj do mnie, zapraszam. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńKrysiu, moja siostra też się u mnie objada:-).Mówi,że jej nie wychodzą ale ja mam inną teorię na ten temat.Zajrzę wieczorem.Pozdrawiam
UsuńAż mi ślinka pociekła.Nie pamiętam gdzie i kiedy ,ale na pewno dawno temu jadłam takie buraczki.Zaraz wyjdę na dziwaczkę burakami się zachwyca:)U mnie w domu takich się nie robiło i nie robi a szkoda
OdpowiedzUsuńIga , nie Ty jedna dziwaczka czyli w zasadzie wszystko w normie:-).Może czas zmienić tradycję i zacząć robić?Całusy
UsuńPo nieprzespanej nocy dawka tak energetycznego koloru podziałała na mnie niczym kawa:) Piękne zdjęcia i tych buraczków Ci zazdroszczę troszkę, ale tak pozytywnie:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Czyżby jakieś nocne wyliczenia?Współczuję.Na mnie podziałały jak płachta na byka tzn. głowa mnie rozbolała:-)
UsuńNie wyliczenia, dziecię małe jest chore:)
UsuńPiękne kolory, soczyste aż
OdpowiedzUsuńSkoro może być soczysta zieleń to czerwień tym bardziej, chociaż rzadko spotykam się z takim określeniem.
UsuńMówisz ze botwinkę można mrozić i na zupkę? Tez tak zrobię!!
OdpowiedzUsuńWarzywne posty są jak najbardziej miłe dla oka :)
Oj można,można. Można też wekować ale mrożenie łatwiejsze.
UsuńBuraki z dalią - REWELACJA !! cudny bukiet :))
OdpowiedzUsuńu mnie też ostatnio było buraczkowo :))) i zupka i przesmażane do mrożenia :)))
Przesmażane do mrożenia? nie znam. Może jakiś przepis udostępnisz?
UsuńA zwyczajnie :) robisz buraczki jak na takie do ziemniaczków :) Czyli lekko ugotować, zetrzeć na bardzo grubym oczku, doprawić do smaku i przesmażyć. Potem zamrozić, a po jakimś czasie rozmrozić, dosmażyć i zjeść ze smakiem :DDDDD
UsuńA tylko trzeba pakować w małe porcje, bo później na mniejsze to toporkiem trzeba dzielić :))))
UsuńOgródkowe pyszności aż kuszą :-)
OdpowiedzUsuńOtóż to . Teraz muszę zamykać spiżarnię,boi mi wyjedzą wszystko przed zimą.A ja lubię tam zaglądać i podziwiać :-)
Usuńte buraczki w słoiczku jak czereśnie ;), głowa do góry, dziś jeszcze świeci słońce...
OdpowiedzUsuńTak by można wnioskować , gdyby słoiczek był pół litrowy ale on ma aż 2 litry pojemności.U mnie dopiero teraz wzeszło tzn. wyszło zza chmur. Cudnie
Usuńwiesz co mam na myśli, a pogoda u mnie też boska, aż zastanawiałam się, czy nie zrobić sobie wagarów od pracy, ale cóż...przynajmniej z okien widok na pola i lasy ;)
UsuńAi się te kolory niesamowicie podobają:)Uwielbiam buraczki pod każdą postacią, takich marynowanych chyba nie jadłam..
OdpowiedzUsuńA ten bukiecik jest cudny:)
buziaki ogromne śle
Ago,polecam bardzo.Smaczne i proste w obsłudze. Można je też zetrzeć ale po co?Bukiet dziś ma różową wodę.Ciekawy efekt.Całuski
UsuńMaszko jesteś skarbnicą pomysłów. Na wiosnę siejemy botwinę do bukietów!!!
OdpowiedzUsuńBuraczki kupuję od pani Ani bo ma takie słodziutkie, że nie dodaję w ogóle cukru. A moje nie udają się na tej ciężkiej glebie, jaką mam w ogródku. Jako, że mój mąż nie lubi tartych buraczków, po prostu kroję je w dużą kostkę i koniecznie dodaję paprykę czerwoną, też pokrojoną w kosteczkę. Takie buraczki mają tę zaletę, że nie uciekają z talerza:)))
Pozdrawiam
Haniu, aż się sama dziwię,że nie wpadłam na ten pomysł z botwiną wcześniej.Moje buraczki też słodkie,że aż dziw.Faktycznie burak chyba woli lżejszą glebę bo na moim piasku całkiem nieźle sobie radzi. Jedyne co to wody muszę mu więcej dawać.Pewnie ,że można też pokroić ,tylko wtedy kanciaste są. Te małe są o tyle fajne ,że mieszczą się w ustach bez krojenia.:-)Buziaki
UsuńBuraczki buraczkami i te wszystkie tam czerwienie fam fa ramfam, ale że przyszła jesień, to ja muszę chyba w jakimś innym kosmosie mieszkać, bo u mnie to tylko zimno przyszło, ale mam ciepłe skarpety i się nie daję! I fakt... Z różem i to tym pudrowym i delikatnym (nie amarantem) to mi się jakoś bardziej kojarzysz, no może te usta w szmince podejrzałam z raz, ale tyle czerwieni, to aż ja się na chwilkę od monitora odsunęłam, bo aż zakoliły! A teraz cierpliwie spocznę w oczekiwaniu na bukiet. A Ty cwana jesteś... I maciejka Ci pachnie (a ja w końcu nie zasiałam, bo ta przeprowadzka, ale cebule idę wciskać na wiosnę, bo wrzesień mi umyka, a ja chcę szafirki i krokusy i narcyzy powitać)
OdpowiedzUsuńI ja to u Ciebie jak jestem to się czuję ODURZONA, jakbyś jakimiś wiedxmińskimi miksturami przez monitor mamiła i słowa się nie układają, tylko zawsze mam wrażenie, że litery to tak spod palca wyfruwają jak spłoszone motyle :)))))
Maryś a ja ciągle na bosaka ganiam i chyba to nawet nieźle hartuje bo wszyscy wokół smarkają i kichają a ja nie.Skarpety tylko do spania zakładam ,bo nie zasnę gdy mam nóżki jak w galarecie.Mam jeszcze czerwony fartuszek i buciki i korale i kilka fatałaszków ale tylko jedną rzecz czerwoną jednocześnie mogę mieć. Z różem to mnie teraz wszyscy będą kojarzyć przez tę emalię:-).Tak naprawdę to bukiet mam teraz biały a ten czerwony emigrował do pokoju taty:-).Maciejka jest,bo siana z buraczkami i mało tego groszek pachnący też jest bo siany chyba nawet po buraczkach.Próbuję trochę oszukać tę jesień.Przypomniałaś mi o cebulach. To juz faktycznie najwyższy czas.Wczoraj fruwał nade mną cytrynek. Pomyślałam o Tobie.Tak już będzie zawsze jak zobaczę motyla spłoszonego:-)
UsuńZ cytrynkiem, to jak kiedys dojrzeje opowiem historię... To dobrze, wiesz, bo to sa moim opiekunowie, powinnam przez duże "O" pisać... Moje aniołki takie :D
UsuńA z tym różem to może nawet nie przez emalię w końcu dałas wybór kolorów hahaha
Ale ja za rok Twoim przykładem pójde z maciejka i groszkiem! Zobaczysz :))))
W tym roku to przez te przeprowadzanie to i tak dobrze, że na pożegnanie rozkwitłu jeszcze słoneczniki, co i tak je póxno posiałam :)
A ja jeszcze osukam jesień sukienkami w kwiaty, zaraz je wszystkie powyciagam i będę się cieszyć (ja też na bosaka biegałam, ale już nie daję od kilku dni rady ;)
Och Maszko ja tak moge tu siedzieć godzinami, pisac godzinami, a Ty mi herbaty polej, bo paluchy zmarzną :)))))))
Kochana Maszko, mam wrażenie, że Ty nawet możesz zawekować ziemniaki!!! Jak je po swojemu "umaisz" czyli "umaszkujesz", obfotografujesz to też będzie świetnie!!! Brawa za pomysł! Ja np. jak kupię karczochy (we Włoszech sprzedawane są one również powiązane w pęczki np. po 5) to zanim je upichcę wstawiam najpierw w dzbanek czy wazon i na stół. Też prezentują się pięknie. Pozdrawiam. Jesienio trwaj i dostarczaj pomysłów...
OdpowiedzUsuńHa,ha.Małgosia,nie jestem aż taką wekowaczką ale powoli się rozkręcam. Ktoś musi przejąć pałeczkę.Zawsze robiła to mama. A z ziemniaków robiłam ostatnio sok:-). Potrzebowałam ten odciśnięty miąższ na kluski więc wykorzystałam sokowirówkę. Mąż był w szoku.Jesieno trwaj do choćby do końca świata i jeden dzień dłużej czyli do wiosny.
UsuńO rany , Joasia :-) . Mnie już na oczy poszło po tym Małgosinym poście ze spacerku. Oczywiście ,że Joasia.
UsuńDobry pomysł z pózniejszym siewem :))U mnie też "botwinkowanie" w czwartek.Część do mrożenia, część do słoiczków.Mam trochę małą zamrażarkę, by tylko mrozić,więc pakuję również do słoiczków. Ponadto oszczędzam miejsce na koniec listopada, może początek grudnia, gdy przyjedzie do nas pół świnki.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam:))
Rozalio, nie robię dużych zapasów botwiny ,bo przecież wiosna niedługo i znowu ta świeża będzie najpyszniejsza.Pół świnki - to jednak musisz mieć sporą tą zamrażalkę :-)
UsuńNajmniejsza nie jest,ale lubię widzieć co tam mam :)) kiedyś, gdy miałam malutką, to przy każdym wyjmowaniu czegoś tam, myślałam,że oszaleję. Teraz mam wreszcie porządek :))
Usuńświetny pomysł ten bukiet z dodatkiem liści botwinki :)
OdpowiedzUsuńu mnie taz juz kampania buraczana za mną :)
Pozwalam odgapic:-).Po mojej kampanii jeszcze zostały ślady na rękach. Muszę jakieś pranie ręczne uskutecznić.
UsuńPiękne zdjęcia! Czerwień taka na nich soczysta:). Prześlicznie wyglądają te maleńkie buraczki,
OdpowiedzUsuńpozdrawiam cieplutko!
moje aniutkowo
Dziękuję Aniutko i również pozdrawiam.
UsuńNie pomyślałam,żeby botwinkę można zamrozić...Ile to sie można na blogach dowiedzieć....
OdpowiedzUsuńPiękne zdjęcia!!
To najprostszy sposób na przechowanie. Ciach ciach do woreczków i już.
UsuńNo cóż moje buraczki, jeszcze czekają na moje nimi zainteresowanie. Na razie były tylko na obiad. Piękne zdjęcia, aż kusi aby się za buraki brać. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńWażne ,że są . Doczekają się.
Usuńjakie fajne małe buraki :)
OdpowiedzUsuńEge szege rege ........buraki. Nie wiem czy znasz ten żart kabaretu Tey, ale tak jakoś mi się skojarzył Twój wpis z nim i się uśmiechnęłam.
UsuńWygląda na to, że zimą to Tobie warzywniak niepotrzebny, super że wszystko i własne i smaczne,szkoda tylko,że bukieciki niezbyt trwałe:))
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Oj potrzebny, potrzebny.Mam taki świetnie zaopatrzony po sąsiedzku.Bukietów faktycznie szkoda, dlatego uwieczniam na totkach. :-)Całusy
Usuńale masz buraczki rewelacyjne! jesień przyszła a u Ciebie tak buraczkowo - cudnie:)))
OdpowiedzUsuńpozdrowienia
No właśnie chyba dlatego ,że przyszła to się tak buraczkowo zrobiło.Ale u mnie dziś już inne kolory. Może w następnym poście o nich.
UsuńNapatrzyłam się rano na Twoje czerwoności i poszłam czerwieni szukać u siebie, trochę znalazłam :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie.
No to teraz ja czekam na prezentację u Ciebie :-).cSerdecznosci
UsuńMaszko, botwina kusi, buraki kuszą, bukiet daliowo-botwinkowy jednak najbardziej ...
OdpowiedzUsuńUwielbiam małe buraczki, też trochę zrobiłam w słoiki, także botwinkę zawekowałam, w naszej rodzinie jest uwielbiana.
Na Mazurach wszystko pięknie kwitnie, choć na warzywniaku już widnieją fale trąconych przez przymrozek poranny roślin.
Pozdrawiam serdecznie
Jolando z tego kuszenia na szczęście same dobre rzeczy tylko mogą wyniknąć.Mazury . Och.Mogę powiedzieć ,że gdyby u mnie jeszcze były jeziora i nie było takiego dużego zaludnienia oraz przemysłu i dróg ekspresowych i autostrady , to też miałabym swoiste Mazury , bo teren równie pagórkowaty a nawet bardziej:-).Mrozu niby nie było ale na niektórych roślinach widać już objawy zziebnięcia.
UsuńA ja lubię tę jesienną czerwień, więc moje oczy są usatysfakcjonowane :) Oczywiście ciekawa jestem, jaką odmianę buraczków wynalazłaś do marynowania? Uściski :)
OdpowiedzUsuńO jak miło.też jestem ciekawa co to za odmiana. trochę mi wstyd ,że tak nie przywiazuję do tego wagi. Obiecuję poprawę:-).Sciskam też.
OdpowiedzUsuńUznajmy, że nie było tego pytania ;) Po co ma być Ci wstyd? Przyznaję się, że dopóki nie wsiąkłam w blogowy światek, to też na takie rzeczy jak nazwa roślinki nie zwracałam uwagi - podobała mi się, to sadziłam i już :)
OdpowiedzUsuńNie , nie . Muszę odnaleźć bo za dużo osób pyta. Nie wyrzucam nasionek ,żeby wiedzieć na przyszły rok , co zasiać jeśli się sprawdziło ale nie próbuję nawet zapamiętywać nazw tych odmian. Tyle ich jest
UsuńPrzepiękne kolory u Ciebie zagościły :)
OdpowiedzUsuńCieszę się,że wpadły Ci w oko
UsuńEch... buraczki...
OdpowiedzUsuńU mnie drugi rok z kolei się nie udały i sama nie wiem czemu.
W poprzednich latach rozdawałam, bo miałam ich w nadmiarze... to samo z botwinką.
Postanowiłam że przez jakiś czas dam sobie spokój z ich uprawą.
Do słoików daję już gotowe sałatki z buraków, które domownicy uwielbiają.
Pozdrawiam.
Gabi, Tobie coś się nie udało ? Trudno mi uwierzyć. Może zbyt długo rosły w jednym miejscu? Chociaż podejrzewam ,że stosujesz płodozmian.Pewnie Ci ktoś je urzekł :-)
UsuńJak zwykle, przeczytałam ten post, i się dosłownie uśmiechnęłam...nigdy nie robiłam buraczków konserwowych, to dla mnie nowość zupełna, buziaki :)
OdpowiedzUsuńUwielbiam dary z Twojego ogródka. Małe jest piękne. Mnie się bardzo podobają. Idealne na botwinkę.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Iza