Gdyby ktokolwiek kiedykolwiek , o jakiejkolwiek porze roku czy dnia zapytał moją
mamę jakie kwiaty najbardziej lubi, odpowiedziałaby bez chwili namysłu ,że astry. Tego jestem w stu procentach pewna ,bo przez całe swoje życie powtarzała to zdanie i wtedy , gdy je siała i gdy flancowała, gdy dokupowała gotowe sadzonki u ogrodnika, gdy je potem pieliła, nawoziła ,no i gdy kwitły oczywiście .Gdyby ktoś zapytał , w którym kolorze najbardziej je lubi, to tutaj , wiem ,że miała dużo wątpliwości. Bo przecież te łososiowe są przecudne ,no ale te mocno różowe też , a te biskupie a atramentowe .Żółte jakże rzadkie i piękne zarazem a białe to przecież wiadomo. Mama zawsze miała astry .Gdy już nie bardzo chciały się udawać w ogrodzie kwiatowym ,bo ten w pewnym momencie zdominowały byliny, to poszła z nimi do warzywnika i choćby kilka rządków ale musiały być
....A ja? czy je lubię? No tak . Nie może być inaczej ale przyznam ,że najłatwiej kupić mi bukiet u tych ,którym uprawa lepiej idzie. Astry są bardzo wymagające co do gleby .Musi być żyzna i dobrze nawieziona jak pod warzywa. Dlatego często widzimy je gdzieś w polach pośród zagonów warzywnych. Tam udają się najlepiej. Na dodatek nie lubią rosnąć rok po roku na tym samym miejscu. Mama często mi mówiła ,żebym sobie zrobiła" astralną grządkę" i przyznam ,że próbowałam ale bez skutku. Nawet piękne flance po jakimś czasie marniały. Zaprzestałam więc ale gdy tylko pojawią się na targu ,nie potrafię sobie odmówić zakupu bukietu jednego dla mnie , drugiego dla mamy.Mam nadzieję,że cieszy się nimi tam , gdzie teraz jest.
W ubiegłym roku , jesienią moja znajoma malarka http://zapachsztuki.blogspot.com/ postanowiła uwiecznić astry na płótnie olejami. Przyznam ,że do tamtego momentu nie przepadałam za martwymi naturami z kwiatami uznając,że jest to po prostu uśmiercanie natury ale ....zmieniłam zdanie. Astry mnie urzekły od pierwszego wejrzenia. Może też dlatego ,że zobaczyłam na tym obrazie to czego tak naprawdę inni tam nie widzą a mianowicie mamę wtulającą w nie swoją twarz w celu ich wywąchania .Ktoś powie ,że astry nie pachną. No jasne ,że nie pachną jak konwalia , czy słodka różą ale wszystko ma swój zapach . Astry też , zwłaszcza świeżo ścięte. Wyraziłam chęć nabycia tego obrazu ale koleżanka niezbyt ku temu była chętna ,bo czasem tak ma ,że trudno jej się rozstać ze swoim dziełem ,niemalże jak z dzieckiem. Nie nalegałam więc ,chociaż miałam go często pod oczami. Uznałam ,że o mamie i o astrach nie będę jej opowiadać ,bo ma dziewczyna miękkie serce a ja tego nie lubię wykorzystywać. Dowie się teraz , gdy obraz jest już mój.A stało się tak ,że Iwona stwierdziła ,że musi mi coś namalować . A ja na to ,że te jej astry bardzo mi się podobają . A ona na to - no to są twoje . Tak po prostu. Przestała kochać swoje dziecko czy może mnie pokochała bardziej ?Tak czy siak mam teraz astry o każdej porze roku i dnia i są to kwiaty , które lubię najbardziej . Przynajmniej z pośród tych , które mam na płótnie ,malowane olejnymi. A to jasne miejsce ,o którym ktoś powiedział ,że tam czegoś brakuje , to wcale nie jest puste. Tam właśnie widzę mamę.
Obawiam się,że z przejęcia nie powiedziałam dziękuje. Więc DZIĘKUJĘ Iv!!!!!
:-)))
OdpowiedzUsuńMam nadzieję,że się uśmiechasz a nie naśmiewasz :-)
Usuńoj głupolu ty, głupolu. O 2 to ja się usmiecham.
UsuńA tak dziś w pracy cały czas myslałam, jakie kwiaty najbardziej lubiła moja Mama.
Przypisałam jej magnolie, bo z nimi mi sie kojarzy. Wielkie drzewa magnoli pod szpitalem gdzie pracowała, tak se dzisiaj myślałam cały dzien...
To dobrze ,że myślałaś .Magnolie na pewno kojarzę z mamą Marysią czyli mamą męża. Bardzo chciała je mieć. Mówi raz do mnie a ze 20 lat temu ,że chciałaby mieć takie różowe kielichy co wczesną wiosną kwitną na wielkich drzewach. Pomyślałam ,że jak nic magnolie . I pojechałyśmy do szkółki a tam magnolii odmian bez liku bo akurat szkółkarz się specjalizował. No to kupiła większość odmian z myślą ,że dla potomnych chyba to robi ,bo przecież zanim to urośnie..... Ale szczęśliwie doczekała magnoliowego lasu. Byłam kilka dni temu u niej i znowu kwitną.
Usuńpiękna opowieść:-)
OdpowiedzUsuńależ my jesteśmy sętymętalne, stare baby...
ech...
a te astry astralne tak wychodzą z płótna.
To ,że sentymentalne to się zgodzę a z teorią związaną z wiekiem to może nie . Po prostu mamy coraz więcej wspomnień.Nie wiem jak Iwona to zrobiła ale rzeczywiście wychodzą .
UsuńJa też w wielu przedmiotach widzę swoją Mamę, więc wcale się nie dziwię, że zobaczyłaś Mamę wtulającą twarz w astry... a astry śliczne i te astralne też:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko Maszko:)
Zawsze mi się kojarzyła z tymi kwiatami a teraz , gdy jej już tu nie ma , tym bardziej astry stały mi się bliskie. Serdecznie i cieplutko
Usuńcudna historia i piękny obraz :)))
OdpowiedzUsuńlubię Twoje opowieści :))
pozdrawiam
Historia najprostsza na świecie :-) a obraz piękny to fakt. Sciskam
UsuńAle opowieść!! Złapałaś mnie za serce tak mocno, że dziś chyba zacznę malować dalie dla mojej mamy:) Tu astry, tam dalie, dwie kobiety i dwa światy choć opowieść może być wspólna. Pozdrowienia
OdpowiedzUsuńPaulino, żeby opowieść byłą pełna to dodam ,że w drugiej kolejności mama wymieniłaby dalie. Dalie posadziłam w swoim ogrodzie ale do tych co miała mama to im daleko. Maluj , jeśli tylko potrafisz. Ja tylko aparatem .Pozdrawiam
Usuńa ja chyba już tradycyjnie czytając Twojego posta płaczę jak bóbr .. przepiekny obraz !! ja akurat uwielbiam oleje i martwą naturę też (i chyba jestem w mniejszości :)) a jak tylko na ryneczku pojawiają się astry są natychmiast u mnie w wazonie :)
OdpowiedzUsuńO rany . Nigdy nie piszę z zamiarem takiego roztkliwienia czytelnika. Powiem nawet ,że pisząc tego posta uśmiechałam się czule ,bo widok zdrowej , wesołej mamy krzątającej się po ogródku z konewką , to bardzo radosny dla mnie obrazek. Tych późniejszych , z czasów choroby staram się nie dopuszczać.Długo wisiał u mnie pewien doskonały kwiatowy "holender" i nawet miałam zamiar zrobić jego żywą kopię ale oni tak malują ,że astry kwitną z narcyzami,no może przesadziłam ale fakt ,że ciężko trafić na te wszystkie gatunki kwitnące jednocześnie.
UsuńJak ja uwielbiam wpadać do Cibie tak z rana jak i z wieczora.
OdpowiedzUsuńIlekroć czytam Twoje opowieści zawsze coś pasuje do mojego świata. Moja mamcia również kocha astry lubi też cynie. Z pokolenia na pokolenie pojawiały się na naszej działce, moja babcia była wielką fanką tych boskich kwiatów. Ostatnio z działki właśnie wróciłam z bukiecikiem astr a mama bukietem cyń.
Moja droga Maszko uwieczniłam Twój piękny dzbanuszek, za który jeszcze raz bardzo bardzo dziękuję. Jestem naprawdę szczęśliwa, że mam coś Twojego.
Ciekawa jestem Anno czy nasze dzieci będą nas kojarzyły z jakimiś kwiatami. Aż zapytam. Bo ja to wszystko lubię w zależności co kwitnie. Pewnie pójdą na łatwiznę i powiedzą ,że róże. Cieszę się,że dzbanek uwieczniony. Ciekawa jestem jak go wykorzystujesz?
UsuńA wiesz, że się nad tym zastanawiałam:)))
UsuńJa również kocham wszystkie kwiaty ale mam swoją ukochaną hortensję którą wprost uwielbiam, lawenda też skradła moje serce. Dzbanuszek przez wakacje wykorzystywałam do podlewania kwiatów na balkonie, służył mi również jako wazon, a teraz zawędruje do kuchni i tam mi będzie Twój ogród przypominał. Póki co zapraszam na mojego bloga stoi tam dumny w całej okazałości.
myślałam, Maszko, że to Ty swój talent pokazujesz, a to taka ładna reklama dla Ivny (i dobrze ;), piękne astry, te w wazonie i te delikatnie pędzlem malowane, niech cieszą oko i serce
OdpowiedzUsuńzapomniałam dodać, że bardzo malarskie kadry, ale to tak jak zawsze ;)
UsuńIvna przede wszystkim jest malarką moim zdaniem. Wiem ,że to kocha i robi to świetnie ale jest szaloną artystką na dodatek bliźniakiem więc ciągle szuka czegoś nowego a to biżuteria, a to witraż ,a to moda. Ja nie nadążam. mam nadzieję ,że teraz trochę pomaluje ,bo została zaproszona na wystawę malarstwa. I to już za trochę ponad tydzień. pewnie maluje w dzień i w nocy :-).Ja swoich nie śmiałabym pokazywać ale kiedyś może się wyrobię jak potrenuje . Na razie maluję obiektywem a po przeróbce wychodzą prawdziwe impresjonistyczne widoczki.
UsuńNo i łezka mi poleciała:)Taka sentymentalna...Piękna opowieść, łapie za serce i za wspomnienia:) W moim ogródku dla mojej Mamy sadzę niezapominajki i lawendę - też mam nadzieję, że Jej się podoba...Pozdrawiam Maszko astralnie:)
OdpowiedzUsuńAch, i obraz przepiękny - zapomniałam napisać, a powinnam, bo wart komplementu!
UsuńNo t w moim ogródku też rosną dla Twojej mamy te niezapominajki i lawenda. Więcej obrazów Iwony 29 września w DK Sokolnik w Imielinie, gdyby komuś było po drodze.
UsuńMaszkuś wzruszające to, że masz kwiaty które kojarzą Ci się z mamą..Astry uwielbiam, obecnie stoją w całym domu, i w kuchni na stole dzbanek różowiutki od Ciebie:) A Iwonka bardzo zdolna, obraz jest piękny, te kolory są cudne:)) buziaki ślę
OdpowiedzUsuńAga, ja to chyba Ci się będę kojarzyła z białą różą. Ale to może jeszcze nie teraz. Ciekawa jestem czy zakwitła jak należy? Iwona zdolniacha a jak jej jeden profesor to mówił to uznała ,że ...ją podrywa. No to może też :-).
Usuńhm na razie nie kojarzysz mi się z różą bo w tym roku nie zakwitła. Wyrósł niewielki krzaczek, ale wygląda zdrowo, widać że wystartowała z samiuśkiego korzenia, bo tamte pędy martwe. Mam nadzieję, że w przyszłym roku już zakwitnie:)
UsuńNo to w takim razie kojarzę Ci się z krzakiem :-)
Usuństrasznie mi się smutno zrobiło:(
OdpowiedzUsuńpiękna opowieść, piękne kwiaty i piękny obraz...
Nie ma co się smucić.Kwiaty takie kolorowe i mama pewnie uśmiechnięta od ucha do ucha. jakoś w to wierzę.
UsuńZ Astrami wiąże się moja prywatna historia... co rok zostaje obdarowana przez babcię, własnoręcznie zebranymi nasionami- skrupulatnie przechowywanymi w pudełku po śmietanie ;)
OdpowiedzUsuńTe prezenty z wiekiem coraz bardziej mnie rozczulają i ku zaskoczeniu kwiaty zawsze rosną tak wybujałe, że trzeba je przerywać (trafnie spostrzegłaś,że to chyba zasługa żyznej ziemi).
Moja mama przechowywała w pudełkach po zapałkach. Oczywiście starała się segregować kolorami po to żeby potem i tak wysiać wszystkie razem. Nie wolno było zrywać tych najpiękniejszych okazów bo to był najlepszy materiał genetyczny do rozmnażania.Zazdroszczę Ci ,że pięknie u Ciebie rosną . Postanowiłam w przyszłym roku też się do tego przyłożyć i mieć swoje.
UsuńAstry na obrazie jak zywe, cudne. Kojarza mi sie baaaardzo z moimi dziadkami. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńKasiu, a Ty chyba nie zasiałaś? W przyszłym roku robimy akcję astralna.Buziaki
UsuńMnie też niestety uprawa astrów nie bardzo wychodzi więc je kupuję na ryneczku, gdy tylko zobaczę. Obraz śliczny, ja kocham motywy kwiatowe na wszystkim co się da, więc podobają mi się także namalowane na płótnie. Ostatni mój nabytek to róże z bzem w wazonie, gdy będzie długa zima może go pokażę :)
OdpowiedzUsuńNie pamiętam najbardziej ulubionych kwiatów mojej Mamy, na pewno konwalie, którymi Ją obdarowywaliśmy a co jeszcze stało w wazonie? Chyba wszystkie kwiaty z ogrodu....
Pozdrawiam serdecznie, miłego dnia Ci życzę.
Róże z bzem - to musi pachnieć :-).Ja nawet nie to ,że nie lubiłam ale w domu średnio mi pasowały. Te astry to przełom.Konwalie też kocham najbardziej ale wtedy gdy kwitną a potem kwitną peonie więc peoie a potem irysy więc irysy ,itd..Sciskam Cię mocno.
Usuńi ja lubię astry :)
OdpowiedzUsuńBędę pamiętała :-)
UsuńIdealne dopasowanie koloru bukietu i obrazu. Astry są bezpretensjonalne, nic nie udają.
OdpowiedzUsuńA zapach? To chyba indywidualna sprawa. Jedni je czują inni nie.
A u mnie astrów niet.
Są bezpretensjonalne ale jakże trudne moim zdaniem do namalowania. Bo chyba łatwiej namalować symetryczną różę niż takiego rozwichrzonego pompona. Mnie w każdym razie trudniej.Mnie tam wszystko pachnie. Pozdrawiam
UsuńA ja myślę, Maszko, że gdy Twoja znajoma malowała ten obraz, już musiał być gdzieś w górze przeznaczony dla Ciebie... i że to "puste" miejsce nie jest dziełem przypadku ani kompozycji.
OdpowiedzUsuńŚciskam czule ;)
Być może.Też wierzę w takie rzeczy.Niektóre sprawy toczą się poza nami. Buziaki śle
Usuńfotki kolejny raz bajka
OdpowiedzUsuńNieobrabiana bajka :-)
UsuńBardzo lubię astry.Kupuje u starszej pani na placu.Ona ma parę złoty a Ja wiele radości
OdpowiedzUsuńU nas takich pań jest kilka . W tym dzbanku jest sześć pęczków. Każda od innej pani ,bo każda miała inne. Nie umiałam się oprzeć.
UsuńStrasznie mnie wzruszyl ten post! nie wiem co powiedziec, ale to jest post o wiezi i milosci do matki. Pieknie napisane i astry wspaniale.
OdpowiedzUsuńsle usciski , zadzwonie jak bede u pl, ale nie wiem czy bedziesz wtedy w kraju. sprobuje
Basia z S.
Basiu,o pamięci. Pamiętam ostatni wrzesień mamy dwa lata temu. Były też astry ale już ich chyba nie dostrzegała.Zadzwoń. Ja wyjeżdżam 27 .
UsuńOczywiście sie poryczałam, bo ja tak mam z motylami... ♥
OdpowiedzUsuńprzytulam Cie Maszeńka!
Maryś,czasem trzeba się wypłakać. To dobrze robi.Też Cię tulę
UsuńJaką Ty jesteś delkiatną, subtelną i ciepłą osobą. Czytając Cię od jakiegoś (niedługiego przecież) czasu utwierdzam się w przekonaniu, ze jesteś niezwykle wrażliwą i empatyczną osobą. I taką taktowną. Pieknie napisałaś o astrach i Mamie oraz o chęci posiadania tego obrazu. Myślę, że autorka jest też szczęśliwa - nie mogły Jej astry trafić w lepsze ręce i serce.
OdpowiedzUsuńAż Cię dziś uściskam tak serdecznie... :)
Pa, Ewa
Trudno mi siebie osądzać ale może coś jest we mnie o czym piszesz. Chciałabym.A Iwonka może wreszcie napisze komentarz. Aż musiałam do niej zadzwonić ,bo ona do bloga ma bardzo daleko:-).No i powiem jeszcze ,że skoro widzisz u mnie takie cechy to nie możesz być inna. Też Cię ściskam
UsuńWitam M....
OdpowiedzUsuńJesień i astry, astry i koniec lata. Dla mnie cały ich urok, to pełna paleta barw, i bukiety które widziałam w dzieciństwie to właśnie kompozycje wielobarwne poprzeplatane delikatnymi trawkami. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam czego brakuje w tych ogrodach po których wędruję dziś. Właśnie tych barw jesienią. Niemal dwie setki ogrodów i w żadnym astry, dopiero przy gdy wyjeżdżamy za miasto, w w przydomowych ogrodach, można je zobaczyć. Obraz piękny, niczym zwierciadło odbija Twoje astry. M.... kochasz ludzi..... dlatego, masz obraz, masz mamę, masz przyjaciółkę, bo tylko przyjaciółka może oddać swoje dziecko - (a matka odda swoje dziecko tylko jeśli chce, i tylko w dobre ręce).
M..... a tam dreptałam po internecie i .. patrzę, a ktoś tam Itce coś nawrzucał . Już nie czytałam wszystkich wpisów ale zaczęłam od Ciebie. I tu moja prośba o naprostowanie moich wędrówek. Nie mam bloga, żeby coś tam komuś naskrobać wybierała ikonkę – anonimowy – ale jakoś mi to przeszkadzało i każdy wpis mam zwyczaj podpisać imieniem. Ale nie oto chciałam zapytać. Itka to taka moja, no sama wiesz NASZA ITKA , i moje wędrówki po Waszych blogach robię przez jej uroczy Jagodowy Zagajnik, czyli Jagodowy i przez jej pasek boczny trafiam do Ciebie do M.. i moich ulubieńców, i znów na Twój pasek boczny itd. Powiedz mi czy to coś niestosownego, czy nie popełniam jakiegoś nietaktu?
I jeszcze tak ślizgam się myszką po Twoim poprzednim wypadzie w obce kraje. I muszę napisać, że zachwyciły mnie w tym narodzie ich nakrycia głowy, są wszędzie, są fenomenalne, proste, zagadkowe, dodające tyle uroku. I turystów rozpoznaje po „rozwianej czuprynie”. Nie marnuj talentu, słuchaj dobrych rad męża.
Plantacji jeżyn to ja nie mam ( na całe szczęście) ale ilość była nie do przejedzenia na bieżąco dlatego wino, ocet i oczywiście naleweczki (naleweczki to sprawka Ity). Przy pestkach się poddaję, muszą zostać.
Wracając do naszej Ity, to marne nasze szanse, że jej się coś znudzi i trafimy tam na wysprzedaż, Ale gdyby tak było, to niejedną rzecz, by się od Ity przygarnęło. Chyba, chyba, że wykarczujemy jej ten las, a wtedy: ziemia na sprzedaż się znajdzie i miła sąsiadka. Czy byłby to ten sam Jagodowy Zagajnik?
Pozdrawiam Irena
Oj brakuje astrów a dzisiejszych ogrodach ale to jak już pisałam raczej niemożliwe jest żeby rosły między bylinami. Muszą mieć skrawek dobrze uprawionej ziemi tylko dla siebie a tu między wszechobecnymi iglakami brak . Zresztą raka rabatka astrowa nie o każdej porze jest atrakcyjna ,bo one kwitną późno i od wiosny do sierpnia mogą sprawiać wrażenie zachwaszczonego poletka. Moja mama miała wzdłuż wejściowej ścieżki rabatę, gdzie przez długi czas siała tylko astry. Pierwszy raz , gdy była w ciąży ze mną i jeszcze nie mieszkali w nowym domu, ale astry już zasiała. Pewnie to były pierwsze kwiatki z jakimi miałam do czynienia , bo gdy się urodziłam końcem maja, z porodówki pojechaliśmy od razu do nowego domu. Tak to mój tato zorganizował.Potem na pagródce (podkreśla mi pagródkę chociaż tak właśnie mama nazywała tę wąską grządkę biegnącą wzdłuż ścieżki) pojawiły się cebulki tulipanów i tym samym astry straciły swoje miejsce bo już nie można było dobrze przekopać ziemi .
UsuńWiem Ireno ,że większość blogerek trafiło do mnie od Ity i naprawdę nie rozumiem tych dziwnych zachowań. Nigdy nie pojmę. Ita pisze ,że się nie przejmuje ale ja wiem ,że to nie jest miłe. Mnie to boli dlatego napisałam co napisałam.Ni e ma mowy o nietakcie . Ja również trafiłam do Ity szukając wielkanocnych pisanek trzy lata temu. Nie wiedziałam co to są te boczne paski więc stuknęłam w Ulę i też zostałam a potem to już się posypało. Paski są fajne. sama muszę pouzupełniać i popatrzyć co tam dziewczyny nowego odkryły. Tylko ciągle czasu na to brak.A Jagodowy bez tego wszystkiego co w nim jest to pewnie nie byłby już ten sama Jagodowy chociaż Ita chyba nigdy się nie zmieni. Kocham ją jak młodszą siostrę bo na córkę to za stara chyba :-).Nakrycia głowy w Rumunii to rzeczywiście rewia mody. Najbardziej podobały mi się upinane chusty ,jakie nosiły kobiety w Maramureszu.Przykład , te dwie młode dziewczyny odziane w dżinsy i rozmawiające przez komórki. One tam tak chodzą. A starsze kobiety spódnice mocno przed kolana ,szeroko rozkloszowane ,rozpinane bluzki i chusty wiązane na róże sposoby. Sama zakupiłam sobie dwie bardzo stare i mam zamiar je wyhaftować . Ale kiedy to będzie. Całuje mocno Irenko.
Fenomenalne - i opowieść, i obraz z astrami (bo nie sposób oddzielić obrazu od bukietu z astrami).
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam
No właśnie . Takie przedłużenie bukietu. Bedzie mi niedługo musiało wystarczyć do następnego września. Ale obraz jest bardzo jasny i wesoły, astry tańcują. Będzie jak znalazł na zimowe ,smutne dni.Całusy
UsuńPiękne są te astry i ciepła opowieść o mamie.I ten obraz i żywe kwiaty i te słowa o mamie,takie proste i zwyczajne a przez to wzruszające tworzą całość,delikatną, zwiewną ubraną w jesienne kolory .
OdpowiedzUsuńMusisz być bardzo wrażliwą osobą ,to dzisiaj rzadkość.Pozdrawiam!
A mnie się wydaje ,że większość ludzi jest właśnie taka tylko jakoś tak się czają z tą swoją prawdziwą naturą. Może to nie jest modne? mam gdzieś taką modę. Bądźmy delikatne!!!!To chyba prawdziwa kobieca natura. Wiem ,że ciężko niekiedy , kiedy trzeba jednocześnie być tym silnym ,tym myślącym , tym dbającym o wszystko.No wiem.Niekiedy to wszystko jest nie tak urządzone.
UsuńTo piękne, kiedy to co dla nas ważne można przedstawić za pomocą innych form, obraz piękny i opowieść wspaniała :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie
Cieszę sie ,że to wyczułaś. Ściskam mocno
UsuńWspaniała opowieść pełna miłości. Tulę Cię do serca gorąco!
OdpowiedzUsuńDziękuję Dorotko . I wzajemnie
UsuńPiękna opowieść Maszko!
OdpowiedzUsuńJa też uwielbiam astry i Twój obraz bardzo mi się podoba.
Pozdrawiam
Jest taki pastelowy z lekkimi akcentami. Pewnie też by Ci pasował do wnętrza :-).Buziaki
UsuńWitajcie dziewczyny po przymusowej przerwie. Zwykle staram się w miarę szybko odpowiadać na Wasze komentarze. Nie ukrywam ,że lubię te pogawędki przy kawce. Tym razem jednak nie dałam rady ,bo przebrzydłą migrena zaatakowała wczoraj w południe i odpuściła dopiero dziś wieczorem. Oczywiście, nie mogłam sobie odpuścić poczytania Was ale na pisanie odpowiedzi jeszcze mam za słabą głowę przede wszystkim oczy. Piszę to w słonecznych okularach. Mam nadzieję,że jutro będzie dobry dzień i z ogromną przyjemnością popiszę i pozaglądam co tam u Was. Na razie serdecznie dziękuję za wszystkie miłe słowa.
OdpowiedzUsuńWitam
UsuńBóle w okolicach głowy, skroni to najgorsze co musimy przetrwać. Życzę dużo zdrówka, wypoczywaj ile się da, zero kompa.
Pozdrawiam Irena
A teraz sama sobie odpowiem:-)) Czuję się jak nowo narodzona i piszę i piszę a tu słońce takie piekne a ja w koszulce nocnej. Maryśka do roboty!!!!!!!! Pogoniłam się ale nie wiem czy zadziała. Na pewno wrócę wieczorem.
UsuńKwiaty te zasługują na swoją nazwę, a Ty swoją opowieścią to potwierdzasz.
OdpowiedzUsuńSą jakby nie z tego świata. Ale najpierw napisałam post a potem jego tytuł.
Usuńprzepiękne są te astry!!! :)
OdpowiedzUsuńAnia , na bazarek biegiem marsz a obraz to już poważniejsza sprawa. Z tego co wiem artysta nigdy nie maluje dwóch takich samych :-)
UsuńMaszko, ja też się wzruszyłam. Dla mnie astry to moja Babcia. To też były jej ulubione kwiaty.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Ciebie serdecznie, bo uściskam to już osobiście za kilka dni :0) Obraz piękny ! No i Twoje zdjęcia jak zwykle.
Joasiu, ja się poryczę na pewno jak Cię zobaczę. Kilka dni,niewiarygodne a jednak. Macie tam astry ?
UsuńKochana Maszko cieszę się, że mogę uczestniczyć w tej historii, piękna ..., cieszę się również za możliwość wpisania komentarza, którego od dwóch dni nie udało mi się zamieścić z przyczyn różnych :).
OdpowiedzUsuńCzekam na Twój wieczór literacki w dworze i na książkę z tych wszystkich postów, nie chcę już tak słodzić, bo cukrzyca szaleje ale ... masz duży dar a nawet więcej, zdolności literackie, plastyczne,ogrodnicze, ... jednym słowem to się nazywa ogromne poczucie smaku!Gratulacje!
Kochana Ivonko, nie masz pojęcia jak cieszę się ja. Wieczór literacki hihi- dobry kawał. No i obiecywałaś ,że nie będzie słodko a tak przylukrowałaś ,że chyba nie zjem dzisiaj deseru. Jedno co wiem- taka słodycz na pewno jest zdrowsza. Buziaki ślę przez ulicę .
UsuńPodpisuję się pod Iwonką. O matko tak się zaczytałam, że przypaliłam maliny.
OdpowiedzUsuńKrysia, mam nadzieję ,że odratowałaś. Jakby co podeślę swoje :-)
OdpowiedzUsuńPięna opowieść. Astry też bardzo lubię.
OdpowiedzUsuńPiękne, wzruszające wspomnienia:)))
OdpowiedzUsuńDuet z astrami wyborny:)
好新蒲崗貨倉訂倉觀塘商務中心網頁中文公司伺服器寄存免費設施葵涌貨倉獨立主機主機代管公司
OdpowiedzUsuńPiekne.
OdpowiedzUsuń