.Przyleciało całe stadko. Ciekawe czy to te same co w ubiegłym roku? Bardzo miły widok na łysej czereśni. A ja wczoraj przeczytałam komentarz do mojego ostatniego candowego posta .Dodam ,że pisany był we wrześniu i ktoś bardzo liczy na wygraną :-). Przyznam ,że ciągle ktoś jeszcze się dopisuje .Chyba nie pousuwałyście moich banerków ,co? I co ja mam zrobić? Chyba powinnam ogłosić kolejną zabawę. Muszę tylko chwilę pomyśleć ,co i jak i pewnie to zrobię jeszcze przed świętami. Czyli można powiedzieć ,że gile to zapowiedź mojej zimowej zabawy i już chyba wiem na pewno ,że będzie na biało, no i emaliowo ,bo jakżeby inaczej. Chciałabym coś własnoręcznie wyprodukować ale byłyby to chyba tylko marchewki i buraczki :-) no i bukiety .Może kiedyś coś wymyślę. Ale póki co chciałam jeszcze wrócić wspomnieniami do ubiegłego tygodnia , kiedy to słonko pięknie przyświecało a ja cała dumna ,że taki okaz zdrowia i że paskudny krążący wokół wirus mnie nie dopadł , buszowałam po ogrodzie ,prawdzie więcej z grabiami niż z aparatem ale coś tam udało mi się uchwycić,bo naprawdę trudno się było oprzeć temu światłu.Jak to u mnie wygląda jesienią?
Na lawendę nakładam te paskudne plastikowe cylindry , w których rosły ogórki a na to jeszcze kładę piękne złote liście paproci. Paprocie są niezastąpione w moim ogrodzie ,bo wiosną można nimi ściółkować warzywnik a jesienią służą jako okrycie. Wracając do róż. Uwielbiam ,gdy jest już po przymrozkach i na krzewach pozostają takie jakby szklane kwiaty. Już nie przekwitną . Już takie zostaną do czasu , kiedy to trzeba będzie okryć cały krzew ale z tym poczekam do jakiegoś pięknego grudniowego dnia. Najlepiej do tego służy szara włóknina
. Jakby ktoś nie wierzył w truskawki w listopadzie , to dowód na to ,że są i to wcale nie w szklarni lecz w donicy.W warzywniku został szczaw ,który trzeba będzie okryć jakimiś gałązkami , rzeżucha ogrodowa teraz szczególnie pikantna i kilka krzaczków botwiny ,żeby sprawdzić czy rzeczywiście zimuje w naszym klimacie.Póki co trzyma się świetnie. Nasiał się też ogórecznik ale to pewnie jego ostatnie chwile.
Ciekawa jestem jaka jest zależność w spadaniu liści z drzew ,na których jest budka dla ptaków i gdy nie ma budki. To pytanie do Megi moherowej z okazji wyróżnienia. Dodam ,że brzozy rosną tuż obok siebie i są tak samo narażone na światło , wiatr i wchodzenie na nie kotów.
No i wreszcie można zobaczyć trochę wsi z mojego tarasu ,bo liście opadły. Wolę jednak jak są
Gdy tak sobie tu siedziałam odwiedziło mnie ze dwadzieścia gili, jedna sójka i przeleciały nade mną setki gęsi w pieknych kluczach. Te niestety bardzo trudno było mi uchwycić ,bo taki klucz jest bardzo szybki. Lecą na północ , tam gdzie wody nie zamarzają . To chyba coś wróży. Szykujcie dziewczyny kożuszki.
Mam też stadko wiernych ptaszków i różę , która kwitnie bardziej lub mniej intensywnie przez cały rok. Teraz jest intensywnie.
