| Inspiracja przyszła do mnie prawdopodobnie z lektury "Tajemniczego ogrodu" Frances Hodgson Burnett. Musiałam mieć wielkiego , wijącego się , porastającego stare mury i drzewa bluszcza. Zdobycie go może nie było aż tak wielkim problemem ale gorzej z tymi starymi murami i drzewami. Tak wiec musiałam zachować kolejność. Jak się o czymś bardzo marzy , to się spełnia (aż czasami strach marzyć)i tak oto stałam się właścicielką starego domu z równie starym ogrodem , który nawet bez bluszcza wyglądał bardzo sekretnie. Nabyłam niezwłocznie kilka sadzonek upragnionego pnącza i czekałam efektów. Czas płynął..... a z nim popłynęła gdzieś wizja bluszcza, który pnie się tu i tam. Po prostu zniknął , przepadł , nie ma. Żal mnie ogarnął ale cóż robić. Całkiem niebawem , spacerując z dzieciakami po okolicy spostrzegłam gruzowisko po rozebranym domu a na stercie gruzu i pod nią leżały z powyciąganymi z rozpaczy ramionami , stare bluszczowe pędy.Rzuciłam się im na ratunek i ... udało się. Wracaliśmy do domu jak bohaterowie. Ktoś może powie ,że to szaber , ale ja będę się trzymała wersji , że to była bezinteresowna przysługa niechcianej , porzuconej roślince. Coś jednak może być na rzeczy . Mówią ,że kradzione lepiej rośnie a bluszcz faktycznie dwoił się i troił ,żeby się odwdzięczyć i obrastał wszystko co napotykał na swojej drodze. |
Widzę, że "pożyczka" bluszczu wyszła mu na dobre i tego się trzymaj, a wianki bluszczowe to ciekawe wykorzystanie jego nadwyżki.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Wianki to ja wiję ze wszystkiego co się nawinie a zwłaszcza z tego co dotnę gdzieś w ogrodzie. to już chyba zakrawa o lekką obsesję ;-) . Pozdrawiam również
UsuńWiesz, ja mam tak samo z bluszczami. Rozczulają mnie do bólu, marzy mi się tak, jak Tobie bluszczowa ściana. Tylko, że TY ją juz masz, a mi się nadal marzy. Nie mogę nic posadzić przy ścianie domu, bo czekaja one na otynkowanie. "Uroki" nowego domu:-( Mam kilka sadzonek, ale nie wiem nawet, gdzie mogłabym je posadzić. Mają juz takie korzenie, że najwyższy czas sie nimi zająć. Piękny ten twój wianek. Piękne zdjęcia. Pozdrawiam cieplutko i zapraszam do mnie na zapiekankę:-)
OdpowiedzUsuńJak się marzy to się ma. Nawet się nie spostrzeżesz jak oplącze Ci cały ogród. Zapiekankę postanowiłam powielić a do Ciebie chętnie podeślę córę bo z Wrocławia ma bliżej :-) Pozdrawiam też
UsuńUwielbiam bluszcz... Czułam, że Twój ogród jest wiekowy:) Zazdroszczę tych starych murów i dojrzałego ogrodu, też o tym marzę:) Ale skoro mówisz że jak się marzy to się spełni, to marzę dalej i to intensywniej:)
OdpowiedzUsuńPiękne zdjęcia, a te wianki na niebieskich drzwiach są cudne!
Skoro mówisz, że teraz dobry czas na sadzenie to chyba jutro także udam się na mały bluszczowy szaberek i spróbuję go ukorzenić..
Zachwycasz mnie za każdym razem coraz mocniej:)
Aga ogród wiekowy a ja półwiekowa . Nie ma czego zazdrościć.:-) Dziękuję za miłe słowa a o marzeniach napisałam u Ciebie. Pozdrawiam
Usuń"Tajemniczy ogród" miał w sobie magię, wyobraźnia pracowała na wysokich obrotach :) Podobały mi się także oba filmy, ogród tam pokazany nie odbiegał za bardzo od mojej dziecięcej wyobraźni. A bluszcz w takim ogrodzie jest nieodzowny, tworzy klimat.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Magia w ogrodzie jest wtedy gdy ogrodnik zostawia tam swoją duszę no i gdy jest bluszcz oczywiście i rudzik. U mnie nie ma rudzika ale jest kopciuszek z rudym ogonkiem :-) Pozdrawiam
UsuńBardzo wdzięczne te Twoje wianuszki :) Uwielbiam pnie sosen porośniętych bluszczem, a "Tajemniczy ogród" też podczytuję co jakiś czas, by się nastroić odpowiednio i zainspirować do kolejnych prac "ziemnych". Na razie jednak przerwa z ogródkiem ze względu na pogodę :( Cóż, mieszkanko się ucieszy, bo dzięki temu trochę się o nie zatroszczę :) Pozdrawiam i życzę miłego weekendu :)
OdpowiedzUsuńja w zeszłym roku przywiozłam sobie bluszcz z Toskanii. Myślałam, że się nie ukorzeni, ale jednak i 'puszczę' go po balkonie. Zastanawiam się czy na przyszłą zimę przezimuje..
OdpowiedzUsuńśliczne wianuszki :)
Ten toskański może być nieodporny na mróz. tamten ma takie wielkie liście . Wprawdzie nie przywoziłam go z Toskanii ale kupowałam kiedyś w naszych szkółkach te bardziej szlachetne odmiany. Tak jak pisałam w poście , nic z nich nie zostało. Może jak masz fajnie osłonięty balkon ..... Nie chciałabym źle wróżyć. Zresztą każdy sam się musi przekonać na własnej roślince. Pozdrawiam serdecznie
Usuń