| Właśnie teraz rozpoczęła się u mnie pełnia sezonu malinowego.Taka odmiana.Mogłyby również owocować w czerwcu ale wiosną wycinam im wszystkie zeszłoroczne pędy i czekam na owocowanie tych jednorocznych. Dzięki temu ,że rośliny nie osłabiają się wcześniejszym owocowaniem, to jesienne jest obfite i zdrowe.Bardzo odpowiada mi ten czas ,bo jest go trochę więcej aby zrobić z nich coś pysznego.Kto nie lubi malin?( niech nawet się nie przyznaje). Maliny lubi nawet mój młodszy syn , który w zasadzie z owoców jada jeszcze tylko arbuza i sok z pomarańczy ale przecedzony przez gęste sitko.W malinach jest więc na pewno coś wyjątkowego. Syrop malinowy jest niezastąpiony do lodów oraz do sernika.Ciekawy jest efekt ,gdy się go podgrzeje.Wczoraj robiłam pierwszą partię syropu a dziś z koleżanką opróżniłyśmy flaszeczkę bo przecież trzeba zdegustować czy się nadaje. Oj nadaje się i to jak.Przepis bajecznie prosty: Na kg malin -kg cukru (niestety ale to syrop więc cukier musi być).Maliny przecieram przez sito , dodaję cukier i doprowadzam do wrzenia. Po chwili przelewam do słoiczków i pasteryzuję też bardzo krótko.Mało pracy , dużo radości. |
Pięknie wyglądają na tych krzaczkach! Kocham maliny jednak u siebie ich nie mam a w sklepie straszliwie drogie, w czerwcu zatem do lasu się wybieram i zbieram ile się da:)
OdpowiedzUsuńDziękuję za przepis, w przyszłym roku na pewno soczki sobie zrobię:)
Pozdrawiam!:)
Ila, leśne zawsze najlepsze chociaż to ,że ogrodowe nie są aż tak pyszne można ocenić dopiero jak się spróbuje tych dzikich.U mnie w okolicy nie ma takich niestety.Koniecznie sobie zrób choćby na degustację z koleżanką :-).Pozdrawiam
UsuńTo musimy mieć ten sam gatunek malin, bo też wycinam zeszłoroczne pędy i teraz mam malin najwięcej. Przepis na syrop jest faktycznie prosty, muszę spróbować. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńW ubiegłym roku zostawiłam te stare pedy przycięte do połowy ale nie owocowały zbyt ładnie. Wycięłam więc szybko i te jesienne miałam już do samych mrozów. mam zamiar zrobić kampanie reklamową tej odmianie ale nie wiem jak się nazywa:-).Pozdrawiam
UsuńMaszko, pachną aż tutaj. Już żałuję, że nie ma u nas silnych mrozów, bo herbata z takim syropem w długie mroźne wieczory jak znalazł :)
OdpowiedzUsuńMałgosiu, nawet niech Ci się nie marzą mrozy. Zawsze możesz przyjechać do nas a ponadto chyba nie musi być mroźno żeby można było wypić herbatkę z syropem malinowym. Ja piłam pisząc posta ale już mi było trochę wstyd się chwalić ,że ledwo co zrobiłam a już zużywam.Dzisiaj powstały kolejne słoiczki i sernik więc znowu trzeba będzie spróbować czy dzisiejsza produkcja się udała:-)
UsuńNo to ja się pocieszę herbatą z moczonymi cytrynami :)
UsuńTo narobiłaś. Będą teraz za mną chodzić te cytrynki prosto z drzewa
UsuńNa moczone nie biorę z krzewów, bo za mało owoców, a ja robię moczone cytryny w hurtowych ilościach.
UsuńMałgosia , mogłabyś dać linka na te moczone cytrynki
UsuńMaszko, prosisz - masz :) http://toskania.matyjaszczyk.com/2008/06/cytrynowe-szalenstwo.html
UsuńDzięki Małgosiu. jak już zrobię jakąś produkcję to puszczę w świat dzięki Twojemu linkowi.Za przyzwoleniem oczywiście.
UsuńAleż, oczywiście. Nie jestem autorką przepisu, dostałam go od przyjaciółki wiele, wiele lat temu. Na pierwszy raz pewnie zrobisz tylko z kilograma, ja doszłam już do 4 kg na raz. Aha! wypróbowałam, ze smaczniejsze są mrożone, niż pasteryzowane. Kiedyś tylko mroziłam, ale raz zabrakło mi miejsca i włożyłam je do słoików, też były smaczne, ale aromat wolę tych z zamrażarki.
Usuńa ilości to wręcz plantacyjne masz, może z tymi soczkami na jakimś jarmarku się pokażesz:)?
OdpowiedzUsuńja tylko leśne, mniejsze, trudniej dostępne, ale za to obłędnie pachnące - nie ma wyjścia jak ogrodu brak ;)
Jo,plantacja to dopiero będzie za kilka lat może, jak mi ktoś przekopie teren.Wszystkie jarmarki będą moje :-),chyba ,że wcześniej sama wyjem wszystko bo możliwości do spożycia mam nieograniczone
UsuńMoże i ja wypróbuje twój przepis na soczek tak smakowicie go opisałaś że ślinka cieknie:)
OdpowiedzUsuńIga, trochę jest ciapcianiny przy przecieraniu przez sitko,bo szkoda każdego grama soczku ale warto.Ale najpierw powstrzymaj ślinotok bo nie daję gwarancji na przepis ze śliną
UsuńMasz najprawdopodobniej maliny "Polana" właśnie usuwa się z nich ubiegłoroczne i owocuje na tegorocznych pędach tak jak na jeżynach bezkolcowych. Jest jeszcze jeden plus tej odmiany nie maja robaków w związku z późnym owocowaniem.Przecier malinowy wygląda bajecznie, buziaki
OdpowiedzUsuńO dzięki wielkie za podpowiedź. Ja sadzonki dostałam od znajomej i ona też nie wiedziała co to.To prawda ,że nie mają robali.Tylko takie białe pajączki tkają wśród pędów swoje sieci ale nie szkodzą owocom.Całusy
UsuńJa zrobiłam kilka słoiczków ale całe owoce do zimowej zielonej herbaty. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńCałymi też nie pogardzę,Jeśli będą długo owocowały , to też sobie zrobię kilka słoiczków.
UsuńTa odmiana malin to musi być jakaś późniejsza bo ja kilka lat temu też obcinałam pędy ale wcale nie owocowały jesienią. Twoje wyglądają cudnie aż ślinka leci.
OdpowiedzUsuńWłaśnie się dowiedziałam ,że to Polana.Będę mnożyć więc mogę się podzielić.
UsuńA pewnego zimowego wieczora, przy ogniu trzaskającym z kominka pijecie we dwoje/dwie/dwóch herbatę z sokiem malinowym :) Poezja.
OdpowiedzUsuńWszystko prawda ,jeśli mi zdążą zrobić remont kominka.Miałam otwarty a teraz kupiliśmy wkład.Mam nadzieję ,że do zimy zdążą . A jak nie to przy kaloryferze też powinno smakować tylko może mniej w tym poezji
Usuńmmmmm, w malinowym chruśniaku.. :)
OdpowiedzUsuńWłaśnie mam plan posadzić trochę malin tej jesieni.
Izo,maliny zawsze kojarzą mi się z tym wierszem więc mimowolnie są bardzo erotycznymi owocami za sprawą pana Leśmiana.
UsuńWdzięczny tamat...Co roku zadajemy sobie z mężem moim Markiem trudu i jeżdzimy po maliny na plantację znajomą,pod Świdnicę.Nie powiem ile już przerobiłam w tym roku ale na samą nalewkę potrzebuję 6 kg.I jeszcze dżem i drugi raz to samo bo nalewka dla przyjacviół...i chyba na tym nie koniec bo maliny to nr1 na mojej owocowej liście a póżniej długo nic.Ciekawy przepis podałaś ,chyba się skuszę.Wyglada pięknie a o smaku to nawet nie ma co duskutowac bo to się rozumie samo prze się.pozdrawiam
OdpowiedzUsuńIzo,Ty wiesz co dobre. Nie przeczytałam Niestety ciągle jeszcze Twojego bloga od początku. Są tam przepisy na te smakowitości?Chętnie zrobię sobie dla odmiany coś innego sprawdzonego.Serdeczności
UsuńAleż apetytu narobiłaś. Taka mam ochotę teraz na maliny... i nie pojmuję, jak mój mąż może ich nie lubić :]
OdpowiedzUsuńTwój mąż jest jakiś dziwny:-).A spróbował chociaż?
UsuńKochana, maliny to ja po prostu uwielbiam!!!
OdpowiedzUsuńAleż Ci zazdroszczę, że masz ich takie ilości.
Chyba szybciutko muszę biec do zieleniaka i sobie trochę kupić, bo apetytu narobiłaś mi wielkiego;-)
Serdeczności ślę.
Florentyno ilości takie w sam raz ,żeby się nie zamalinować na amen.Codziennie po 2kg.Ale zużycie cukru mi wzrosło niesamowicie. Buziaki
UsuńMily wpis na poranek warszawski, zapachnialo malinami i wrocily wspomnienia z dziecinstwa, kiedy w parku wiekszyckim zrywalismy maliny i prosto do buzi!pozdrawiam cieplo!!
OdpowiedzUsuńJasne ,że najlepsze takie prosto z krzaczka. Ja z kolei przypominam sobie jak poszłam z kolegą do lasu i z malinowego krzaczka zwisała nad nami sycząca żmija. Wszystkie maliny pogubiłam po drodze.Serdeczności slę
UsuńLody z taaakim syropem idealny szybki deser gdy ktoś niespodzianie wpadnie !!!
OdpowiedzUsuńDokładnie tak Haniu. Nawet zwykłe herbatniki z takim syropem stanowią bardzo atrakcyjny dodatek do niezapowiedzianej herbatkowej wizyty
UsuńPrzypomniałaś mi że zapomniałam zamówić malinki u znajomych, na szczęście zdążyłam i w sobotę przyjadą z Mazur:) A Twoje wyglądają cudnie i jakie ilości:) Uwielbiam w każdej postaci:)
OdpowiedzUsuńbuźka!
Aga i to ja mam Tobie przypominać? Ciekawa jestem co Cię tak pochłania.Mazurskie maliny pewnie mają jedyny w swoim rodzaju smak i aromat bo Mazury mają.Buziak
UsuńJa potrzebuję bacika nad głową a Ty się sprawdzasz świetnie..nawet mnie zmobilizowałś do umycia okien w tym tygodniu, ach no i jutro posta nowego u mnie znajdziesz:) A pochłaniają mnie sprawy które nie warte mojego czasu...a poza tym szycie:) Mam wenę ostatnio, więc szyję:)
UsuńA mazurskie maliny pyszne to prawda:) A od Twoich to liczę na jakaś sadzoneczkę..
Załuję,że na własne dzieciaki tak nie działam :-).Ale kompletnie nie wiem dlaczego przeze mnie myjesz okna ? Nic nie pisałam o tym chyba i sama mam nieumyte .( może jednak mówiłam). Szycie fajne jest jak się nie zrywają nitki i nie trzeba ciągle nawlekać igły i nie móc trafić i szukac okularów. Ale Ciebie takie rzeczy nie dotyczą.Sadzoneczki będę miała w pamięci. Przygotuj sobie miejsce.
UsuńMaszko, podzielam Twój malinowy zachwyt.
OdpowiedzUsuńBudyń śmietankowy z czerwonym sokiem , zimą rekompensuje cały trud przygotowywania przetworów.
Pozdrawiam
O taaaak. O budyniu zapomniałam.Ależ mi narobiłaś smaka. Dzięki wielkie. To smak z odległego dzieciństwa. Całusy
UsuńPycha, kocham maliny :-)
OdpowiedzUsuńWitamy w klubie:-)
UsuńMaszko, ale kusisz tymi malinkami... :) Ja KOCHAM maliny całym sercem, duszą, jamą ustną i żołądkiem. W ogródku zaczynam hodować, więc na razie ich niewiele, więc jak wpadnę do Twojego ogrodu...!!! ;)))
OdpowiedzUsuńA naleweczkę malinową zrobiłaś? Jest boska, uwielbiam kieliszeczek w zimowe wieczory! ;)
buziaki!
dominika
Ja je jeszcze kocham oczami.Dominiko polecam moją odmianę. Mogę się podzielić jakby co.Naleweczkę robiłam w ubiegłym roku ale nie miałam przepisu tylko tak na oko i już nie pamiętam jak. Była pyszna ale mało trochę:-). Gdybyś miała gdzieś przepis to chętnie skorzystam i może jeszcze zdażę zrobić. Buziaki
Usuńja oczami też, i wszystkim:-) chruśniak malinowy dorzucam do planu ogrodu na kiedyś. Piękny kolor ma soczek, taki nieprzegotowany;-p
UsuńMegi, koniecznie chruśniak sobie zrób.Soczek się tylko doprowadza do wrzenia na chwilę stąd ten kolor
UsuńWychowywałam się na plantacji malin, kocham je od zawsze :)A skoro Ty również jesteś ich pasjonatką, to zajrzyj tutaj: http://podniebemszerokim.blogspot.com/2012/02/zapusty-problemy-techniczne-i-co-dalej.html - podaję przepis na prosty i niezwykle aromatyczny likier malinowy - dopiero będziecie miały z koleżanką co opróżniać ;)
OdpowiedzUsuńZ nieba mi spadłaś.Już bym chetnie zdegustowała a tu pewnie bedzie trzeba cierpliwości jak to przy nalewce. Dzięki Doran za receptę.
UsuńAle wyjątkowo ta świeża naleweczka równie dobra i jeszcze bardziej aromatyczna, cierpliwości przy niej nie trzeba ćwiczyć, tylko umiar :)
UsuńOooo maliny, najlepsze są prosto z krzaka, pachnące słońcem, tak samo jak truskawki. U mnie czeka na zlanie nalewka malinowa, na dniach może ją pokażę. Zerknę jeszcze na przepis jaki podaje Doranma, likier malinowy pewnie też bardzo dobry jest na długie zimowe wieczory.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie.
Najlepsze z krzaka bez cukru ale w zimowe długie wieczory trzeba jakoś się pocieszać. Muszę u Ciebie wyszukać przepis na nalewkę. Może zdążę.Całusy
UsuńPoproszę do mojego kontenera z roślinami dołączyć malusienietenka szczepeczkę.
OdpowiedzUsuńBo od Inkwizycji coś mi bardzo nie chcą rosnąc buuuu
ziaki
Ha,ha to może jednak tira przyślij od razu.Malinkę Ci uszczknę oczywiście.U mnie też kiedyś nie rosły ale zrobiłam to tak: Wykopałam rowek o szerokości ok. metra i głębokości 50cm.(długość nie gra roli w tym wypadku). Wypełniłam go ziemią z liści i kompostem i w to wsadziłam sadzonki w odstępie ok.70cm.Wiosną wycinam wszystkie stare pędy i tegoroczne słabe. Zostawiam tylko grube zdrowe.Po trzech latach można rozdawać wszystkim wokół a nawet wysyłać za granicę ale wszystko w granicach UE.
UsuńUwielbiam maliny!!najlepiej takie prostu z krzaczka:-) albo na gofrach!
OdpowiedzUsuńpozdrawiam!
Ola,mam bardzo świeże bo z niedawnego pobytu w Rowach wspomnienie dotyczące gofrów z malinami.Tak się śmiałam ,że mi wszystkie spadły na białą bluzeczkę.Już nawet nie pamiętam co było powodem śmiechu ale miny przechodniów zapamiętam na długo
UsuńDzień dobry. Proszę Pani Maszko, ale Pani kusi zdjęciami. Wyglądają te malinki bardzo smacznie. U mnie dzisiaj od samego rana ulewa obudziło mnie kapanie na okno i pomyślałem że do Pani zaglądnę czy Pani też śpi, czy może ma Pani ładną pogodę. A jaką ma Pani pogodę dziś?
OdpowiedzUsuńBardzo miłego dnia, Kuba.
P. S.
Proszę się nie martwić przechodniami, oni zawsze mają jakieś miny. To wcale nie chodziło o Pani plamy na bluzeczce. Ta bluzeczka pociapkana to pewnie wyglądało że to tak ma być. Taka ozdoba.
A ja Mam Kubo problem z dodawaniem u Ciebie komentarza. Dwa razy mi zablokowało. U nas ciągle słonecznie ale chyba będzie zmiana bo mam bardzo ciężką głowę.Deszcz bardzo potrzebny już, bo ogród w potrzebie. Byleby nie za dużo go było. Miłego powrotu do szkoły Kubuś.
UsuńTu malin właściwie nie ma :( Jeśli są to w malutkich pojemniczkach i kosztują majątek. Tęskno mi do babcinych malin na ogrodzie.... Ja pamiętam z przedszkola przysmak pt. Kasza manna z sokiem malinowym!!! Nie wiem czy dziś smakowałby podobnie? Pozdrawiam. Asia
OdpowiedzUsuńChociaż maliny potrzebują trochę słońca,to to toskańskie jest zbyt intensywne dla nich.Bez wody ani rusz chociaż Małgosia ma truskawki w gruncie co też mnie mocno zaskoczyło.Faktycznie ta kaszka manna to był przedszkolny przebój ale chyba to nie były jednak soki domowej roboty. Deser wart przypomnienia.Mniam
UsuńBo ja mam nawodnienie, bez niego kaszana, a nie kaszka manna :)
UsuńTo nawadnianie to bardzo fajna sprawa.Ks Krzyś spisał się na medal.Mój Krzyś niestety nie. Ciągle muszę ganiać z konewkami. dobrze ,że od czasu do czasu popada. Właśnie leje. Kaszana
UsuńMalinki...tak bardzo je lubię...Moje przetwarzanie tych owoców na razie ogranicza się do mrożenia, ale kto wie, może i ja kiedyś zrobię sok malinowy:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Kiedyś też mroziłam ale odkąd musiałam wyrzucić cały zapas z zamrażarki bo zerwało pewnej zimy sieć i nie było prądu p[rzez trzy dni,to się wyleczyłam.Słoiczki nie są złe.
Usuńuwielbiam herbatę z sokiem malinowym, nie wyobrażam sobie tez jesieni bez nalewki:) sama nie mam krzaków,, ale owoce dostaję , właśnie o tej porze roku od taty, :)
OdpowiedzUsuńJa ciągle mam uruchomioną produkcję. Przyznam ,że dziś tez oszabrowałam taty plantację.Fajnie ,że tatowie maja i się dzielą:-)
UsuńO nie znowu jadalne fotografie!!!!!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńA Ty znowu niedożywiona.
UsuńJestem pod wrażeniem ogromu malin. Kilka lat wstecz miałąm kilkanaście krzeczków, ale nie takich ładnych jak Twoje i nie takich obfitych w owoce. Podczas rozbudowy domu zostały doszczętnie zniszczone. Robiłam z nich soki z malin. W tym roku tylko czerwona porzeczka zamknięta w butelkach. Dwa woreczki malin zamrożone i tyle.
OdpowiedzUsuńAch! W przyszłym roku muszę się wziąć do roboty.
Pozdrawiam!
Iza