środa, 3 października 2012

Basiu,Basiu, Basiu

Ten post miał być napisany już jakiś czas temu ,ale tak się wszystko składało ,że mogłabym go tylko zacząć a chciałam go również dokończyć. To ,co było jego zakończeniem powstało wczoraj więc dziś już spokojnie mogę opowiedzieć o pewnej znajomości. Gdy zaczynałam pisać bloga ,nawet mi przez myśl nie przyszło ,że miałabym kogoś poznawać ,spotykać się. Mam tyle koleżanek i znajomych , dla których ciągle mi brakuje czasu ,że myśl aby to grono poszerzać w ogóle nie miała racji bytu. Ale....Pewnie same wiecie jak to jest . Poznaje się czyjegoś bloga, zaczyna się korespondencja, odkrywa się pokrewną duszę a potem już tylko przychylne okoliczności, zrządzenie losu ,że akurat jesteśmy blisko i dochodzi do spotkania przy prawdziwej kawce. Chciałam napisać o pewnej osobie , z którą spotkałam się na początku września ,bo właśnie była blisko choć na co dzień mieszka bardzo daleko. W komentarzach podpisuje się jako "Basia z S" a "S" to Serbia ,kraj w którym przyszło jej żyć od wielu już lat.Basia napisała do mnie pierwszego maila 24 maja .Był to nie mniej ,nie więcej a mail pochwalny na cześć mojego bloga. Miło mi było bardzo tym bardziej ,że  wyczułam w jej pisaniu taki tęskny ton. Nie myliłam się. Basi bardzo bliska jest Polska i to co z nią związane.A ja na trzeciego maja wywiesiłam flagę biało czerwoną i może to dlatego poczuła do mnie sentyment. A mnie wzrusza ogromnie , gdy ktoś na obczyźnie szuka kontaktów i wypatruje wszystkiego co Nasze.Mam niestety sporo złych przykładów emigracji i to nawet wśród bliskiej rodziny. Dzieci mojej najbliższej kuzynki nie mówią po polsku , inni mówią żeby nie wysyłać im kartek na święta ,bo nie dochodzą ponieważ zmienili nazwisko na mniej polsko brzmiące a jakoś wstyd ich nas o tym poinformować. O innych rzeczach nawet nie wspomnę. A Basia? Basia jest tym najlepszym przykładem . Ma dwóch synów , którym zapewniła polskie solidne wykształcenie. Obaj mieszkają już w Polsce i mają polskie dziewczyny . Resztę pewnie opowie sama , bo obiecała ,że zacznie pisać bloga. Mnie osobiście bardzo interesowałyby losy kogoś takiego jak ona . Druga rzecz to jej życie tam w Serbii. Z tego co opowiadała , wszystko jest inaczej niż u nas . Trudno powiedzieć gorzej czy lepiej ale inaczej i dla nas na pewno bardzo ciekawie. Spotkałyśmy się niestety na bardzo krótko , bo tak się  czas poukładał i moje i jej obowiązki ale uwierzcie ,że było mi mało i mało i mogłabym całymi dniami z nią gadać jak z siostrą ciut starszą (chociaż w ogóle tego nie widać , bo świetnie się trzyma ).Wiem ,że czyta i na tego posta też czeka ,bo powiedziałam ,że napiszę . Nie komentuje zbyt często , bo .......ma z tym problemy. Ja ją doskonale rozumiem ,bo pamiętam jak mnie było ciężko na początku. Próbowałam wielokrotnie zanim udało mi się pierwszy komentarz wysłać jeszcze jako niezalogowana.Dzięki mojej instrukcji udało się Basi napisać pierwszy komentarz pod postem z moim pierwszym candy. Myślę ,że powinno już pójść z górki i dziś na pewno jakiś komentarz się pojawi. Basiu, liczę na to. A co do spotkania naszego to odbyło się naprawdę w przyspieszonym tempie i nawet bez kawy ale nie wyobrażałam sobie ,żeby się nie spotkać choćby na 5 minut. Mam nadzieję ,że następnym razem będzie to o wiele dłużej i nie jedną kawkę zdążymy wypić. Oczywiście , jak zwykle w takich ważnych chwilach , nie miałam przy sobie aparatu, dlatego Basi wam nie pokażę. Możecie sobie tylko wyobrazić ,że jest  śliczna i drobniutka i nigdy nie powiedziałabym ,że ma dorosłych synów.Udało mi się jednak już po powrocie do domu sfotografować upominki od Basi. A był to Wór Świętego Mikołaja.Sam wór już był zacny ,bo bawełniany z haftem kłosów zboża więc na pewno będzie  służył do przechowywania mąki.A w nim i coś dla podniebienia i coś dla oka.Dostałam piękną dzierganą przez Serbki serwetę i smokwy czyli figi w syropie , szalenie słodkie ale tego mi nieraz właśnie trzeba. Były też inne frykasy typowe dla Serbii ale najbardziej mnie zdumiała i zaciekawiła vegeta swojskiej roboty. Oczywiście już jej nie ma ,bo odkąd ją dostałam używałam do wszystkiego ale poprosiłam Basię o przepis i mi go przysłała mailem. I dlatego tak zwlekałam z tym postem , bo chciałam się podzielić  z Wami Oryginalną serbską vegetą bez konserwantów a chciałam ją najpierw zrobić sama. Oto proporcje: 1 kg marchwi, 1 kg selera, 1 kg cebuli, 1 kg papryki(kolorowej),1 kg pietruszki i uwaga !!! 1 kg pasternaka. I nawet mi edytor tekstu podkreślił to warzywo ,bo jest ono u nas mało popularne chociaż czasami można kupić korzeń pietruszki, który nie pachnie pietruszką i to wtedy jest pasternak. Ponieważ jest tańszy od pietruszki i dobrze rośnie w korzeń to nasi cwani handlowcy tak sobie nas  oszukują. Nieraz już taką pietruszkę wyrzucałam nie wiedząc co z tym zrobić.Ponieważ nie trafiłam tym razem na żadnego oszusta( czyżby przepadli?) a miałam jeszcze w ogródku kalarepę , to jej użyłam. (Kalarepy w Serbii ponoć nie znają).Do naszej vegety potrzebujemy jeszcze sporo naci pietruszki i selera i to wszystko mielimy w maszynce do mięsa o dużych okach albo w robocie kuchennym. Ja mieliłam w maszynce.Troszkę odcisnęłam masę bo jednak papryka ma sporo soku i do tego dałam 1kg 25 dkg soli morskiej gruboziarnistej. Wymieszałam , ubiłam w słoiczku, położyłam na to celofan i zakręciłam słoik. Basia twierdzi ,że nie musi być przechowywane w lodówce. Przyznam ,że wydawało mi się ,że z takiej ilości warzyw to wyjdzie tyle tego ,że nie przejemy i robiłam z połowy . Wcale tego nie ma dużo. Jutro robię kolejną porcje. Może teraz dodam i innych warzyw ? Gdyby Basia pisała bloga to pewnie nie jeden fajny przepis by nam podesłała. Basia pisz.

74 komentarze:

  1. maszko, to jest własnie to, co niespodziewanego może przynieśc wirtualny świat, świat blogowy - znajomość, przyjaźń, niespodziewane spotkania...
    pozdrawienia dla Ciebie i Basi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz to ja już to wiem ,ale zaczynając nawet nie śniłam. Pozdrawiam Cię również

      Usuń
  2. Dziękuję Ci za piekny post. O takich ludziach trzeba pisać- świat jest piękniejszy. Zaciekawiła mnie vegeta, bo lubię ciekawostki. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dziękuje.Warto, warto.Ona mówi ,ze my Polki powinnyśmy dumnie nosić głowy i ma na to wiele argumentów. Powinna nam o tym poopowiadać.Vegeta jest zdrowa bo tylko sola konserwowana na dodatek morską a jak się jeszcze ma swoje warzywka to już w ogóle...

      Usuń
  3. Myślałam , że o wiewiórce będzie a tu o takim fajnym spotkaniu :-)
    Bardzo ciekawy ten przepis na vegetę, ale skąd wziąć pasternak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak . Wiewiórki też Baśki. u mnie w tym roku nie przychodzą bo orzechów nie ma. Wydaje mi się ,że nasiona spotykałam tylko jakoś nie wiedziałam po co on.

      Usuń
  4. Cudowna znajomość!!tym bardziej że z Basią jesteście bratnimi duszami jak napisałaś
    Pozdrawiam Basię gorąco i namawiam do blogowania!!! a przepis wypróbuję!!!!pytanie ile tak może stać ta vegeta???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję Igo ,że przezwycięży wszystkie techniczne zapory i zacznie blogować. ma tyle do opowiadania.Basia mówi ,że może stać i stać. Sól dobrze konserwuje . Ale jak zrobisz mało to nie postoi długo.

      Usuń
  5. Pasternaki są super - mamy w ogrodzie sporo! - a ten przepis trzeba wypróbować. Kxxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu , to dawaj nam inne przepisy na pasternaka. ja tylko wiem ,że w czasie wojny ludzie się tym żywili ,gdy nie było nic innego na przednówku.

      Usuń
  6. Ja też znam wiele przypadków Polaków za granicą, którzy wstydzą się swojego pochodzenia. Z nazwiskami takie same historie- zmienione. Dodatkowo zalecenie: Nie wysyłać kartek takich zwykłych, tylko w kopertach, żeby na poczcie nie widzieli, że jest napisane po polsku... Wstyd. Oczywiście wstyd mi za nich. Ja też mieszkam za granicą, ale nie wstydzę się tego, że jestem Polką. Po prostu tak się życie ułożyło.... To jednak temat na niekończące się rozmowy.. Co do Basi. Bardzo fajnie, że na siebie trafiłyście :) Oczywiście również mam nadzieję, że zacznie pisać :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To smutne historie ale są i dobre. Znam wiele przykładów pozytywnych i Basia do nich należy.Nie lubie,gdy ktoś po roku przebywania w Stanach przyjeżdża do Polski i już ma amerykański akcent. Wtedy sobie przypominam wywiady z ludźmi , którzy żyją tam wiele lat i mówią piękną polszczyzną czasem tylko zapominając jakiegoś wyrazu.Kiedyś Polańskiemu(nie wiem czy akurat najlepszy przykład chociaż po polsku mówi pięknie)udzielającemu wywiadu brakło słowa i pyta ;jak to się u was mówi na casting?:-) Też mam nadzieję ,że będzie pisac. Będziemy wspierać

      Usuń
    2. Od ponad 20 lat mieszkam w USA.Nie wstydze sie,ze jestem Polka,ale za wiekszosc Polakow juz tak.Pracuje w miedzynarodowym towarzystwie ( jak to w USA)i nie zaprzyjaznilam sie z Polakami,ale z Amerykaninem.Bo nie jest wscibski, nie jest zazdrosny, nie komentuje czyjegos wygladu i nie udaje milionera.Pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Smutne to bardzo.Powodzenia. Pozdrawiam

      Usuń
  7. Piekna znajomosc, wzruszajace! ile dobrych stron ma internet! pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś powiedział ,że internet to samo zło. A ja myślę ,że w internecie jest wszystko a znajduje się to czego się szuka.Pozdrawiam Grażynko

      Usuń
  8. Przykłady ludzi wstydzących się swojego pochodzenia można mnożyć, jednak zawsze wzruszam się, kiedy widzę i słyszę ludzi, których dziadowie wyjechali za granicę, a oni potrafią mówić gwarą swoich przodków, chociaż nigdy nie byli w kraju.
    Twoja znajomość jest wspaniała, zawsze miło jest poznać takich ludzi:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem z czego to wynika ,ze jedni się wstydzą a inni są wręcz dumni nawet jeśli jakaś tam prapra babka była Polka.Serdeczności dla Ciebie

      Usuń
  9. Pięknie napisałaś i o spotkaniu bratnich dusz i o tym internecie, że jest w nim wszystko, a znajduje się to, czego się szuka :), troszkę jak w życiu i patrzeniu albo na szklankę do połowy pełną albo pustą, a Basię chętnie przywitamy w blogowym świecie, bo nie wszystkim dane nam spotkać w realu, a chciałoby się ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joasiu, my byłyśmy już blisko :-) Ale mamy czas.Po dzisiejszym moim poście chyba Basia dostanie dopingu.

      Usuń
  10. wspaniały post... miło było poczytać:) dobrze, że na świecie są bratnie dusze, nawet w wirtualnym świecie:)))
    pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pamiętam , gdy czytałam pierwsze tu blogi i myślałam sobie :Ojej , przecież to samo mogłabym powiedzieć. Ja jeszcze na razie mało mówię .bo nieśmiała jestem ale się rozkręcę :-)

      Usuń
  11. Jak to cudownie Maszko (tu Marys)
    i moze dobrze, ze ja takich przyapdkow nie znam, bo by mnie chyba rozniosło...
    i mam dzis gorszy dzień, trudny to sobie dziś cichutko - ale jestem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maryś , mam nadzieję,że tylko troszkę gorszy i zaraz się skończy. Przetrwaj kochana i wracaj jako Ty . A uwielbiam Cię każdą .

      Usuń
    2. ja tak sobie myślę jak wiele przetrwałam dzięki temu wszystkiemu... No minął trudny czwartek, dusił i dławił, ulewą łez, nie tych dobrych, ale to też było po coś. Najważniejsze, że każdy deszcz mija :)
      A tu nowy post i z motylkami we kwiatach jak kwiaty we włosach idę wyżej :)

      Usuń
  12. Miło się czyta Twoje posty:; A taka historia, mi również się przydarzyła tylko, że przez internet poznałam nie koleżankę, przyjaciółkę tylko swoją przyrodnią siostrę. Małymi kroczkami zaczęłyśmy się poznawać i niedługo minie już cztery lata jak się znamy. Może kiedyś o tym coś napiszę. Pozdrawiam serdecznie a zapomniałam powiedzieć, że zdjęcia cudowne, warzywka takie mmmmmmm.... Wszystko cudowne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezwykłe. Niewiarygodne. Piękne. Jak w "Ani czy Mani"ale bez internetu.Dziękuje

      Usuń
  13. Bo internet to wszak ludzie, więc niemożliwe, żeby to było samo zło, wręcz przeciwnie :)
    Kochana Maszko, moje dzieciństwo wyciągnęłaś tym postem! Nawet nie wiedziałam, że moi rodzice robili vegetę, hi hi hi. Uwielbiałam ten zapach warzyw z solą, nawet bez pasternaku. Muszę do nich wrócić.
    A co do nazwisk zagranicą, to ja mam ubaw po pachy ze swoim. W życiu bym nie zmieniła :) Przyjmę kartki każdych ilościach :)
    Całuski i zajrzyj, proszę, na blog, bo Tobie dedykuję ostatni wpis :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to Małgosiu. a ludzie z natury dobrzy są tylko im czasem coś siedzi za kołnierzem.Czyli przepis na vegetę nie taki znowu bałkański? i coś ty tam wymyśliła. Już lecę.:-)

      Usuń
    2. A ja nie wiem, czy nie bałkański, tego mi rodzice nie zdradzili, a raczej żadnych powiązań z tamtymi krajami nie mam. Zapytam Taty, bo akurat u mnie gości :)

      Usuń
    3. Zapytaj i pozdrów. Ciekawa jestem czy też musisz z nim grać w skrable i w rummikuba? Ja to nawet lubię ale nie non stop:-)

      Usuń
    4. Ze mną nikt nie chce grać w skrable, bo wygrywam, nie mam pojęcia, dlaczego. A rummikuba nie znam.
      Niestety Tatko musi się podporządkować rytmom dni, bo mamy gorący czas przed festą parafialną, niebawem ujawnię rąbek tajemnicy, co na nią przygotowałam.

      Usuń
  14. Wirtualny swiat daje nam wiele mozliwosci, tylko musimy wiedziec jak z niego korzystac :)))

    Ja musze napisac, ze rowniez mam w swoim otoczeniu wielu Polakow ktorzy wyjechali do Niemiec w latach 80. i pozniejszych. Tutaj sie wychowali, uczeszczali do szkol,pracuja na powaznych stanowiskach i nie wstydza sie swoich korzeni. Ja osobiscie nigdy nie spotkalam sie z takimi "smiesznymi" zachowaniami, starajacymi sie ukryc swoje pochodzenie.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magdaleno,masz szczęście zatem ,że nie musisz patrzeć i wstydzić się za tych co wstydzą się korzeni. Znam takich co przyjeżdzają do Polski ,bo ciągle jednak im się opłaca i wypowiadają opinie jakie to tu dziadostwo i jacy Polacy niechluje itp. Powiem ,że słucham tego ale mi dziwnie....

      Usuń
  15. Miły post, miła znajomość. Też mam takowe od kilku lat. Świat się zmienia, znam pary małżeńskie, co poznały się przez internet, mam przyjaciół których poznałam przez forum kwiatowe.

    Maszko, dzięki Ci za tern przepis, bo mam mamę karmiącą maluszka (nasz 4.wnuk, nota bene mam 3. synów) i chętnie zrobię taką wegetę do przyprawiania potraw (bez papryki). Ja ostatnio robiłam ajwar, też bałkański przepis, tylko bez bakłażana, bo ten tylko sobie kwitnie, a owoców ani, ani.

    Podziwiam Cię za pracowitość, jednakowoż w postach.
    Ciepłe pozdrowienia ślę ze słonecznych Mazur

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda ,że teraz wszystko inaczej wygląda. ja lata temu korespondowałam z pewną Rosjanką i nie dane nam było się spotkać. Kto wie.może się jeszcze odnajdziemy? Przepis dla karmiącej mamy faktycznie lepiej bez papryki.Masz trzech synów to i pewnie teraz trzy córki. u mnie też to się pewnie tak skończy(dwóch synów +jedna córka).Dziękuję ,że tak o mnie myślisz ale nie wiesz ile rzeczy czeka na zajęcie się nimi. Ale to chyba zrozumiałe. Nie jestem robokopem.

      Usuń
    2. Dziś wyjechał mój najmłodszy wnuk, był tu na Mazurach pierwszy raz, z koleżanką Mają, niewiele starszą. I jak Kocham te Mazury, to całe popołudnie tęsknię za wawką, za domem ... mam chandrę mimo pięknej pogody i wielogodzinnego samotnego spaceru; spacer raczej nostalgiczny, bo do ruin dwóch siedlisk.

      Mam do przerobienia jabłka, cukinie, dynie, paprykę .... ale dzisiaj czniam, zresztą mam tyle tego, że za nic w świecie nie przerobię, bo i po co tyle tego wyrosło? Piękne zbiory, upajam się widokiem kolorowych dyń, uwielbiam patrzeć na zbiory, robić zdjęcia; oczywiście cosik trzeba przerobić, ale bez szaleństwa.

      Jeszcze raz dzięki za przepis.
      Dobranoc

      Usuń
    3. A ja myslałam ,że w takich okolicznosciach przyrody to sie chandry nie miewa.Ruiny faktycznie nie są dobrym pomysłem. Odkąd i mnie do ruiny bliżej to jakoś omijam tych tematów :-)tzn. do ruin mnie nie ciągnie.Może nie ma sensu wszystkiego przerabiać.Dynie mogą trochę poczekać ,gorzej z jabłkami i papryka. Najpierw latamy za tym ,zeby nam rosło a potem narzekamy ,że za dużo. Coś jest nie tak.Ja znowu mam w planie powidła. Juz nie powiem ile ton przerobiłam ale na raz się nie da.Przy tej wegecie najwięcej jest roboty z obieraniem warzyw , potem to już pikuś.Ciągle sobie obiecuję ,że wpadnę do Ciebie na dłużej i żywcem nie ma kiedy. Całusy spod pustyni.

      Usuń
  16. Zostalam bez tekstu!! pieknie napisane, DZiekuje za ten post, przechodzi w rodzinny archiwum, dla pokolen. prawie ze lzy mi ida i pisze. ..
    sle calusy
    p.s.moge zostac i bez obiadu i bez kolacji, ale nie bez internetu! ile jest radosci aby dzielic emocje z tak fajnymi kobietkami!!
    Basia z S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie Basiu ,że napisałaś tu.Bo,ze maila dostanę albo już tam jest, to wiem doskonale. I nie płacz albo popłacz sobie ,bo to chyba takie "dobre łzy".Całuję.

      Usuń
    2. Zostałam bez tekstu to znaczy ,że Basi odjęło mowę. A mówi bardzo ładną polszczyzną tylko czasem słów brakuje jak Polańskiemu na ten przykład :-)

      Usuń
    3. Czyli nie do konca Basia nadal Polka,skoro slow brakuje.
      Cesia.

      Usuń
    4. Myślę ,że brakło słów ze wzruszenia. zresztą mnie tez ich czasem brakuje.

      Usuń
    5. Ja też myślę, że ten brak słów to z poruszenia serca wynikający. I rozumiem. I jeszcze powtórzę: Basiu pisz :).
      Dobrego dnia :).
      P.S. Ja także jestem powiązana z Serbią, więc super wiedzieć, że jest Ktoś taki jak Basia :).

      Usuń
    6. Niektórym słowa do zrozumienia się nie są potrzebne :-).Dziękuję o pozdrawiam

      Usuń
    7. Basiu, proszę pokaż nam Serbię swoimi oczami. I tą obyczajową i tą kuchenną i każdą jaka Ciebie zachwyca lub razi. Takie blogi polaków mieszkających w innych krajach pozwalają nam podróżować. Co prawda wirtualnie, ale nie każdy może sobie pozwolić na częste podróże a i też na takich wycieczkach nie zawsze pozna dany kraj. raczej "przeleci" się "po łebkach". Najpopularniejsze turystycznie miejsca i już. Więc ponawiam prośbę, Basiu pisz będziemy chłonąć każdy wpis :)
      pozdrawiam z mazowsza :)

      Usuń
  17. Świetny post, świetny tekst. A z ludźmi bywa różnie.
    Dziękuję za przepis na vegetę... sądzę, że skorzystam. Pasternak mam w ogrodzie, każdego roku. Lubimy jego smak.

    OdpowiedzUsuń
  18. To prawda ,że ludzie różni i nawet nie staram się oceniać tylko mi czasem smutno.A co z tym pasternakiem robicie? Jak się go spożywa? Może i ja zasieję wiosna?

    OdpowiedzUsuń
  19. Vegeta przez swoje kilkadziesiąt lat zdobyła kulinarny świat./ale się zrymowało hihi/. Marketing i glutaminian sodu zrobił swoje.Przepis na domową vegetę watro wykorzystać. Dobrze,że przypomniałaś o tym, super! Podobną miksturę robiła moja mama, ale nie dodawała pasternaku. W to miejsce trafiała po prostu pietruszka.Zapasy były tak duże,że wystarczały czasem na cała zimę.

    Przykre i smutne, gdy ktoś wstydzi się swojej tożsamości, pochodzenia.Ja jestem wyjątkowo uczulona na tym punkcie. Uważam,że ci, których los rozrzucił po świecie z różnych przyczyn i ci, którzy turystycznie zdobywają swiat powinni być ambasadorami polskiej kultury, dobrego wychowania. Nie mówić szeptem, bo jeszcze ktoś usłyszy, że jestem z Polski.Chyba, że nie mają się czym chwalić, to lepiej niech zamilkną na zawsze i nie przynoszą wstydu.

    Widzę,że jestem świadkiem narodzin nowej przyjażni:))
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Rozalio ,może czas nastał ,żeby oprzeć się marketingowi i glutaminowi. Myślę ,że tym sposobem można robić mieszanki różnych warzyw. Gdy kiedyś zapytałam kuzynkę wprost dlaczego nie nauczyli dzieci polskiego , odpowiedziała ,że nie chciała aby byli wytykani palcami w szkole ,że są gorsi.Może kiedyś wizerunek Polaka na zachodzie był nie najlepszy ale ona nie zrobiła nic aby go zmienić i o to mam żal.I nie boję się tu tego pisać ,bo ona to wie.Najbardziej boli ,że to najbliżsi a moje dzieci z jej dziećmi dogadują się po angielsku.

    OdpowiedzUsuń
  21. Cudownie to opisałąś.. trafiłam do Ciebie przypadkiem.. już nie pamiętam jak, ale cieszę się bardzo że to się wydażyło :-) Uwielbiam tu zaglądać :-) NO a teraz dwa słowa o emigracji.. bo ja na emigracji już 10-ty rok.. ale wszystko co Polskie przemycam do siebie.. dosłownie wszystko.. i nie wyobrażam sobie, że mogłabym zatracić się w amerykańskości.. nie że nie podoba mi się Ameryka bo podoba.. ale nigdy nie zatracę, tego co otrzymałam od rodziców i mojego kraju, w którym urodziłam się i w którym kochałam, płakałam, chodziłam na randki i do parku.. och na łzy mi się zebrało aż..więc kończę wywód.. takich wywodów sporo robię na moim blogu ;-) jest to piękne pole do emocjonalnego wyżycia się :-)) Przepis na vegetę niesamowity!!!! ale w tej mojej Ameryce to ja nie znajdę pasternaka!! no ale może jakimś ekspresem z Polski sobie ściągnę ;-)) Pozdrowienia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz Iwonko, być może po to napisałam tego posta ,żebym mogła się dowiedzieć ,że ty z emigracji ,bo jakoś wcześniej nie miałam czasu nawet zajrzeć do Ciebie,choć mam to w zamiarach od jakiegoś czasu. Wszystko jest po coś , jak pisała Maryś.I każdy napotkany na naszej drodze człowiek też jest po coś.Teraz juz na pewno zajrzę. W tej chwili maszeruję.Całusy

      Usuń
    2. a ja vegetę zrobiłam bez pasternaka bo też nie miałam ale naprawdę nic się nie dzieje ,gdy go nie ma. Pasternak nie ma jakiegoś znaczącego smaku chyba. :-)

      Usuń
  22. Dzięki za fajną opowieść i przepis!
    I powtórzę tylko : Basiu, pisz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Izo, mam nadzieję ,że Cię posłucha. Serdeczności.

      Usuń
  23. Oj Baszko,
    jak ja lubię o Ciebie zaglądać....
    Basię ciepło pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agato, myślałam ,że już nie zaglądasz.Chyba Cie wieki temu widziałam. Ale miło ,że jesteś i ładne imię mi nadałaś.Całus

      Usuń
    2. Zaglądam , zaglądam ...za każdym razem...tylko tak cichutko:))
      Dobrego dnia:)Całusy dla Maszki i Baszki;)

      Usuń
  24. Takie spotkania i znajomości sa najfajniesze i na długo pozostaja w pamięci ;)
    cudownosci dostałaś :)))
    za przepis dziękuję musze go wypróbowac ...
    a smoktuny pychota ...az mi slinka pociekła , bo smak mi wrócil ;p kosztowalam bedąc w Serbii tam tego pełno ,ze tak napiszę ;)zreszta w krajach bałkańskich takie pysznosci maja ...
    i przyłaczam się basiu pisz mimo ,ze Cie nie znam to juz Cie lubie i chetnie poczytam :)))
    pozdrawiam
    Ag

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę pamiętać,choćbyśmy się miały już nigdy nie spotkać ale liczę ,że Los będzie sprzyjał. Dziękuję za dopingowanie Basi.

      Usuń
  25. Troszkę zaczarowałaś chwilę tym postem :) Bardzo fajnie się go czytało :)
    To miłe, że w obecnych czasach mamy możliwość poznać wartościowe i ciekawe osoby, z którymi po prostu możemy porozmawiać.
    Ja dopiero rozpoczęłam przygodę z blogowaniem, mam nadzieję że także uda mi się nawiązać bliskie kontakty. Bo my kobiety lubimy rozmawiać...

    Super przepis na przyprawę - na pewno skorzystam :)

    Pozdrowienia dla Basi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak , tak my kobiety stanowczo za dużo mówimy.ja na nic nie liczyłam a tyle już swietnych osób poznałam i chciałabym je lepiej i bliżej i uściskać .Własciwie to Basia powinna odpowiadać na te pozdrowienia ale dziękuję w jej imieniu.

      Usuń
  26. Wpadłam tu od Maryś i jestem oczarowana :) Bloga dodaję do ulubionych. A wegetę samorobną na pewno wypróbuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się wpada od maryś to ciężko u mnie się oczarować ale miło mi niezmiernie ,ze jesteś. ja też muszę wreszcie pozaglądać z rewizytami.

      Usuń
  27. No proszę wegeta samoróbka! Kiedyś już słyszałam, ale jakoś do mnie nie przemawiało. Ty mnie przekonujesz i gdy tylko wolny dzień się znajdzie to spróbuję zrobić :) Pozdrawiam serdecznie!



    ruziaruzia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę ,że nawet zimą można uzupełniać jej zapasy. jaki aromat przy mieleniu warzyw. hmmmmm

      Usuń
  28. Z tymi bratnimi duszyczkami tak jest, że pojawiają się z nienacka a zostają w naszych sercach na lata całe i nie ważne są odległości!
    Pozdrów Basię i powiedz, że czekamy na jej bloga:))
    Wiesz Maszko, że ja też miałam wywieszoną flagę na blogu 3 maja:)))
    Buziaki;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakoś tak wcale mi nie dziwne Haniu ,że wywiesiłaś.To miłe ,że się pamięta o takich drobiazgach , chociaż nie krytykuję tych , którzy nie wieszają bo przecież są ważniejsze rzeczy czasem na głowie.Basia na pewno już wie ,że czekamy .:-)

      Usuń
  29. Piękny post z pięknymi zdjęciami,o pięknym, sercu :)), Ciesze się razem z Tobą, że możesz doświadczać takich chwil :)
    buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ula . mam nadzieję ,że i Ciebie kiedyś spotkam no bo jakże to tak by mogło być inaczej?:-)

      Usuń
  30. Mam nadzieję ,że nikogo nie obraziłam i nie nazbyt zasmuciłam tym postem. takie sprostowanie małe jeszcze. Nie chodziło mi o zmianę literek w nazwisku ,bo wiem ,że poza granicami kraju bywa to zabawne czasami ale niejednokrotnie bardzo uciążliwe. Ponieważ ja mam "ę' w nazwisku też pewnie byłabym zmuszona zmienić.Nawet mąż myślał o tym ,żeby zmienić na "em" nie mając wcale na uwadze wyjazdu lecz wygodę we wszelkich urzędach,bo ciągle dochodzi do jakiś pomyłek.Z lenistwa chyba tylko tego nie zrobił.Chodziło mi o to ,że przecież wystarczy poinformować najbliższych o takim zdarzeniu i po sprawie a nie mówić ,że kartki nie dochodzą.

    OdpowiedzUsuń
  31. Trafiłam niedawno, ale bardzo mi się u Ciebie podoba i chyba moja skromna osoba została Twoim 200 obserwatorem :) Ja przez blog poznałam "wirtualnie" parę fajnych osób, które mam nadzieję spotkać także osobiście kiedyś, w przyszłości. Zobaczymy, życie pokaże. A wegeta obowiązkowo do zrobienia (ale chyba jednak bez tego pasternaku). :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi niezmiernie. Fajnie się wstrzeliłaś.Gratuluję.Nie myślałam ,że to tak szybki pójdzie.Coś muszę wymyślić w związku z tym ale na razie mam jeszcze do rozstrzygnięcia różowe candy.:-)

      Usuń
  32. Ach, to na ten przepis czekałaś :) Skład faktycznie inny, zwłaszcza papryka mnie w nim intryguje. Przy tej ilości można śmiało trzymać bez lodówki. Może uda się dostać gdzieś nasiona pasternaku i posiać w przyszłym roku właśnie z myślą o tej jarzynce? Czuję, że Basia musi być cudowną, wartościową i piękną osobą - tak wspaniale o niej napisałaś :) Cieszę się, że poznałaś bratnią duszę, takie spotkania to chyba najcenniejsze dary, jakie otrzymujemy od życia :)

    OdpowiedzUsuń