| Powidła uwielbiam. Smażę je od kilku lat samodzielnie.Składniki to śliwki węgierki dobrze dojrzałe bez pestek i tyle.Fakt,że wymagane jest dość duże poświęcenie czasu.Wiążemy się więc przy garze na długo ,bo sukces ukryty jest w odpowiednio długim wysmażeniu powideł.Zazwyczaj zajmuje mi to dwa dni po kilka godzin.Po prostu czuwam i mieszam. Można się w tym czasie oczywiście czymś zająć ale raczej nie może to być jakaś fascynująca książka.Ja poświęciłam ten czas na między innymi czyszczenie nasionek tzn. oddzielanie nasion od piasku czyli typowe zajęcie dla kopciuszka. Ale nie narzekam ,bo to fajny czas na różne przemyślenia. Nie będę o nich tu pisać, bo mój blog nie miał takich założeń,że będę się otwierać zanadto. Oczywiście to wszystko może ewoluować w przyszłości i kto wie czym się ten blog jeszcze może stać. Może go upolitycznię?Żartuję oczywiście. O powidłach miało być a nie o polityce.No więc smażę i smażę i jak już wysmażę to z jednego kilograma śliwek wychodzi ok.300 ml powideł.W tym roku miałam kilka powidłowych sesji. I powiem ,że z każdego smażenia mają inny smak. Może to kwestia dojrzałości śliwek i na pewno tego ,że niektóre mocniej mi się przypalały. Lubię,gdy mają taki leciutki posmak przypalenia ale taki ledwo co wyczuwalny.Od lat używam do smażenia nierdzewnego gara ale jakiś czas temu (nie potrafię określić dokładnie kiedy,ale to mogło by być ze dwa ,trzy lata wstecz) trafiłam przypadkiem(bo ja tv nie oglądam ale mam)na program "Maja w ogrodzie" na temat smażenia powideł gdzieś w Polsce,na ogniskach w miedzianych kotłach.Hmmm, spodobał mi się ten pomysł bardzo ,tylko kotła brak. Więc wszczęłam poszukiwania.W sklepach raczej nie do zdobycia ale od czego są targi staroci.I owszem znajdywałam ale .....miałam pewne wątpliwości do czego mogły służyć wcześniej.Wszystko się zmieniło po mojej tegorocznej wycieczce do Transylwanii.Jakoś tak zgadaliśmy się z przewodnikiem o słynnych cygańskich miedzianych patelniach i pan Michał zawiódł nas do wioski ,jednej z dwóch w Europie , gdzie do tej pory Cyganie trudnią się kotlarstwem ,czyli ręcznym wyrobem miedzianych naczyń. Oj, tego mi było trzeba.Po negocjacjach przy pomocy kartki i ołówka młody Cygan zszedł z ceny prawie o połowę i w ten sposób stałam się szczęśliwą posiadaczką autentycznego miedzianego kociołka.Zdjęcie Romów było robione z ukrycia,bo ponoć ,gdyby zauważyli ,można by stracić aparat a może i nawet zęby.Wolałam nie ryzykować.No i mogłam wreszcie tej jesieni trochę sobie pozadymiać. Przyznam ,że w międzyczasie naczytałam się dużo o rzekomej szkodliwości miedzi ale głosy za i przeciw prawie się równoważyły i zdecydowałam narazić zdrowie dla smaku prawdziwych zadymionych powideł.Jak tylko będzie jeszcze pogoda i śliwki to robię powtórkę ,bo te z dodatkiem miedzi są wyśmienite.A co robiłam w ogrodzie smażąc powidła,to może już innym razem. |
Podium dla mnie?
OdpowiedzUsuńJa ostatnio smażyłam w piekarniku, nic się nie przypala, miedziany gar okazał mi się zbyteczny.
Kadry cudowne.
Pozdrawiam na dobranoc
Podium dla każdej ,która robi powidła obojetnie jakim sposobem. ja chciałam takie z dymem.:-)Miłych snów
UsuńMatko jakie piękne zdjęcia!! :-) Te ogniskowe szczególnie.. no ale cygan w ukryciu też super :-) No rozumiem rozumiem bo i aparat i zęby można było stracić ;-) Nigdy powideł nie robiłam.. no ale dżemy robiłam nie raz.. no i tak się zastanawiam dlaczego nie spróbowałam z powidłami skoro lubię je bardziej niż dżemy! Może kiedyś... U nas jest masę możliwości zakupu takich garnków.. mój tata ma cały zestaw kształtów i wielkości :-) Pozdrawiam z Ameryki powidłami nie pachnącej ;-)
OdpowiedzUsuńOtóż to . Miałam tak samo.Robiłam drzemy choć bardziej lubiłam powidła.Powiem ,że powidła są o wiele łatwiejsze no i bez cukru.Zadziwiłaś mnie tym,że amerykanie gotują w miedzi. Czyli chyba nie jest aż tak szkodliwa jak lobby stalowe próbuje nam wmówić?
UsuńCudowne zdjęcia! U mnie też pachnie powidłami - smażę kolejną partię. Dzisiaj trzeci dzień. A od jutra znowu to samo, bo węgierki obrodziły tego roku! Nie wyczaiłam jeszcze miedzianego kociołka, chociaż chciałaby dusza do raju... smażę na wielkiej, ciężkiej patelni, z nieprzywierającą powłoką, którą kupiłam za bezcen na przecenie w pasłęckim Lidlu i teraz życia sobie bez niej nie wyobrażam. A do niektórych partii powideł dodaję parę goździków dla zmiany aromatu, albo odrobinę wanilii, albo anyć gwiaździsty. Albo nic. Bo same śliwki też pyszne:-)))
OdpowiedzUsuńPozdrawiam powidłożerców:-)))
Asia
Na patelni to chyba za dużo nie wejdzie. Ja smażę w ratach po 15 kg.Ciekawy pomysł na te dodatki .Może też się odważę dodać czegoś.Cała moja rodzina to powidłożercy dlatego robię duuuuużo.Serdeczności
UsuńAle na tej patelni się ponad 10 kilo mieści:-)))
Usuńoj, to wielgaśna i pewnie diabelnie ciężka skoro aż tak wielka. Ale pewien szefo kuchni powiedział mi kiedyś ,że patelnia musi być ciężka. Ja też mam taką żeliwną.
UsuńWiesz, jak zawodowo robiłam pizze miałam wałek, który ważył 6 kilo:-))). Co mi tam patelnia:-)))
UsuńWspaniale to wygląda. Ten kocioł mnie oczarował. Ja smażyłam w starym garnku na kuchni gazowej :(
OdpowiedzUsuńI też na pewno są pyszne.Nie smuć się:-)
UsuńZapach powideł nie zwabił Ci proszonych i nie proszonych gości do ogrodu? Wyobrażam sobie ten aromat
OdpowiedzUsuńniczym pas mgły ścielący po ogrodzie.Więc to smażyłaś powidła na żywym ogniu z zagadki z wcześniejszego posta.Ja będę smażyć tradycyjne w środę,czwartek bo czekam aż śliwki z jednej strony zaczną się trochę marszczyć ,wtedy są gotowe do użycia.Pozdrawiam serdecznie
Zauważylam ,że im bardziej dojrzałe śliwki tym szybciej się wysmażają. Pierwszą partię smazyłam i smażyłam . Te w kociołku bardzo szybko nabrały odpowiedniej gęstości.
Usuńo kurcze ale masz cudny gar na powidła!!! i wszystko na świeżym powietrzu się odbywało. wow... niesamowite zdjęcia:))) trochę jak z bajki.. zapach musiał być przepiękny... no i słoiczki jak smakowicie wyglądają! :)))
OdpowiedzUsuńWłaśnie ta bajkowa atmosfera z programu Maji tak mnie zaczarowała ,że postanowiłam powielić:-)
UsuńGar faktycznie robi wrażenie - mało że pyszne i pożyteczne to jeszcze pięknie przygotowywane :)
OdpowiedzUsuńNo i te zdjęcia.... czuję zapach jak na nie patrzę - już Ci to kiedyś pisałam.
W tym roku też się przymierzam do powideł, pierwszy raz w życiu.
Czy to co widać w tle to Twoje cukinie?? U mnie zaowocowała aż 1 marna chudziutka sztuka:(
I ja też cała pachniałam dymem. Życzę powodzenia w smażeniu. Tak, to moje cukinie , których już nie daliśmy rady przejeść.
UsuńW takim kociołku to te powidła muszą być extra :-)
OdpowiedzUsuńMają taki mocny smak.
UsuńTakie powidła to na pewno muszą inaczej smakować..uwielbiam choć w tym roku nie zrobiłam jeszcze nawet słoiczka. Pamiętam jak mi o tym garze opowiadałaś, cudny jest:)Ależ to musiało wyglądać Maszka w garze mieszająca:))
OdpowiedzUsuńbuziaki ślę
Smakują inaczej i muszę je gdzieś głęboko na półkach poustawiać ,żeby nie kusiły. Te smakują mi najbardziej.Są takie wyraziste.Niestety nie miał mi kto zrobić zdjęcia ale pewnie wyglądało egzotycznie.Buziaki
UsuńJest ranek, ja siedzę głodna przy komputerze, a tu takie COŚ!? No przecież teraz umrę, jeśli natychmiast nie zdobędę powideł!!!
OdpowiedzUsuńNie umieraj ale zrobić możesz . Z tym ,ze natychmiast się nie da. Trzeba mieszać i mieszać.
UsuńSąsiedzi chyba oszaleli z zachwytu jak im takie zapachy serwowałaś:))))Jaka wyśmienita musi być ta marmolada i chociaż mam już swoja rozpływam się na myśl o Twojej z kociołka:)))
OdpowiedzUsuńUkryłam się tak ,że nawet jeśli czuli , to nic nie widzieli . Twoja też na pewno pyszna
UsuńMmmm mniam :) Ale kusisz, kusisz! A ten garnek jest rewelacyjny! Nie wolno zazdrościć, a ja jednak, tak po cichu zgrzytam zębami ;) Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńPolecam kociołek.Faktycznie trudno w miedzi coś przypalić nawet na żywym ogniu.
UsuńAle zarąbiste te powidła ! Ślinka cieknie... Już czuję ich smak, zapach, na świeżej bułeczce z masełkiem i łyżką ciepłych jeszcze powideł śliwkowych. Kwintesencja jesieni !
OdpowiedzUsuńA żebyś wiedziała ,że tak je właśnie podjadałam . Aż masełko się topiło.
UsuńW tym roku mam z tonę boskopów do przerobienia, tak jabłka obrodziły. Na śliwki już mi sił nie starczy i słoików zresztą też. Poza tym u mnie jakoś tak nie przepadają za powidłami i dżemami, a ja słodkości jeść nie mogę;(((
OdpowiedzUsuńTe słoiczki ze wstążeczkami wyglądają przeuroczo:)))
Haniu,no to pewnie bedą zimą szarlotki. ja jabłek mam mniej bo chociaż zapowiadały się ogromne zbiory przy kwitnieniu , to później okazało się ,że aż tak dużo nie ma. Śliwek niestety swoich nie mam ,bo musieliśmy stare powycinać a nowych jakoś nie posadziłam dotąd i chyba muszę to naprawić.ja też nie powinnam słodkiego ale nie mogłabym.Tyle się pocieszam ,że grama cukru do powideł nie dodaje.
UsuńAle fajnie tak na powietrzu, tak na ognisku smażyć powidła:) Też tak chcę:)
OdpowiedzUsuńJak piękna pogoda to rzeczywiście sama przyjemność.
UsuńPiekne kadry ,a za powidła podziwiam , bo jabym nie wystała ;) cierpliwosci brak ;p
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
Ag
A Ty myślisz ,że ja stałam? Siedziałam , chodziłam, patrzyłam i tak jakoś zeszło
UsuńZ tych zdjęć aż pachnie powidłami. Prześliczne :-)
OdpowiedzUsuńCieszę się ,że fotki zadziałały jak trzeba :-)
Usuńtakie zadymione powidła to musi być coś, i jeszcze zapach po całej okolicy, nie przychodzą w kolejce sąsiedzi po słoiczek :)? Ale mi narobiłaś ochoty, myśleć teraz będę skąd (poza Transylwanią) taki kociołek wziąć i jeszcze potem gdzie go ustawić :)?
OdpowiedzUsuńU Ciebie widzę kabaczki i cukinie też na ten kociołek spoglądają :) i przypomniało mi się rewelacyjne ciasto, jakim z nich zostałam poczęstowana :)
też czytałam o przenikaniu miedzi do jedzenia, ale przecież wszystkich posiłków z tego gara nie masz :),
a dziś jadę po świeżą dostawę od Dziadka, śliwki już mu się skończyły, teraz jabłka i orzechy :)
Szczęśliwie wiatr wiał nie na sąsiadów lecz na łąki i tylko mogło mi dzikie stworzenia przyciągnąć ale nie zauważyłam.Myślę ,że taki kocioł koło obelisku to byłaby atrakcja ale pewnie dla Ciebie niewiele by zostało.To daj Joasiu przepis na to ciasto chociaż te ,które widać na zdjęciu chyba już się do niczego nie nadają bo przerośnięte.Tak sobie myślę ,że trochę miedzi nie zaszkodzi. A Ciebie znowu czeka robota .
Usuńciastem mnie częstowano, przepis trzeba wykraść :)
UsuńW moim domu smażenie powideł, to również, nieodłączny obrazek jesieni. Od lat smażę w nierdzewnym garnku. Kieys smażyłam w miedzianym, ale wewnętrzna "pobiała" zniszczona, a do Cyganów daleko, więc moje garnki szt 3 :))) służą celom ozdobnym.Twoje obrazki z kuprowym garem w ogródku bardzo przyjemne.Mówisz,że coś jeszcze robiłaś oprócz mieszania śliwek....hmm. Czyżbyś nabyła sprzęt do bimbru, który ukradkiem fotografowałaś?....:)
OdpowiedzUsuńTeż przez chwilę pomyślałam ,że kupiłam sobie dość drogą donicę.Właśnie z tą pobiałą nie bardzo wiem czy ją mam. Te naczynia do bimbru ,które wiadać na zdjęciu były faktycznie miedziane a mój kociołek taki bardziej żółty i nawet na początku mnie to trochę zaniepokoiło ale chyba jednak to dobrze ,że jest jaśniejszy? Nie robiłam bimbru . Wolę naleweczki:-)
UsuńNie wiem, jak do końca jest z tą "pobiałą", ale wiem, że bielenie polega na pokryciu wewnętrznej strony garnków niemalże 100% cyną.Cyna do lutowania zawiera trujący kadm, czy coś tam jeszcze, więc na pewno tej się nie używa. Ta warstwa ma oddzielać jedzenie od miedzi.Moje garnki są matowe i poszarzałe w srodku. To znak,że ta warstwa jest kompletnie zniszczona. Tyle wiem....Twój gar jest nowy i na pewno spełnia wymogi! i jest przystosowany do gotowania jedzenia.
UsuńJa też wolę naleweczki:))), ale fotka z bimbrowym sprzętem rewelacyjna.
Jak nie bimberek :))))), to może sadzenie tulipanków? Moje jeszcze czekają,jakoś czasu brakowało.Może jutro?
ja juz wszystkie śliwki ze swojego drzewka zżarłam !!!!!!!!!!!!!!!! i z powideł nici, ale nic to, w przyszłym roku , jak dozyję ( tak mawiała moja Babcia ) to usmażę i ja !!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńTo i tak jesteś lepsza bo masz swoje śliwki. Zawsze jeszcze możesz dokupić trochę na powidła. Jak dożyję to sobie zasadzę drzewka a właściwie to już mogłabym to zrobić
UsuńOj ten zapach musi być niesamowity podczas tego smażenia... normalnie zazdraszczam tego gfara. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńJestem z niego dumna i się chwalę:-)
Usuńmmmm...te powidła muszą być rewelacyjne ;) uwielbiam takie z własnej kuchni...a w tym przypadku z własnego kociołka :)
OdpowiedzUsuńpowiem ,że tego świństwa ze sklepu nie tknę już nigdy. Cukier i dodatki a śliwek mało co.
UsuńU mnie powidła jeszcze z tamtego roku, pyszności !!! Mnie się bardzo podoba Twój sposób smażenia, no i miedziany garniec, a jeszcze bardziej to skąd pochodzi :) Mam sentyment do Rumunii i Transylwanii, byłam tam 6 miesięcy,sporo jeździłam i zwiedzałam. Gdzie dokładnie byłaś??
OdpowiedzUsuńU mnie może przetrwają do lutego a potem tylko będziemy wspominać .Mnie też oczarował ten kawałek świata chociaż byłam tam pierwszy raz w tym roku. Planujemy w przyszłym również. Mieszkaliśmy w wiosce Torocko a zwiedzaliśmy wszystko wokół. To tylko tydzień.Czuję niedosyt.Trochę zdjęć jest w moim poście z czerwca "Dlaczego książę Karol pokochał transylwańską wieś ".Polecam
UsuńWow! Co za niesamowita historia jednego kociołka :) Piękne zdjęcia i choć za śliwkami przetworzonymi nie przepadam, ślinka leci ;D I ognicho... też planuję zrobić, bo miejsca u mnie na podwórku sporo ;)
OdpowiedzUsuńTo pyszności narobiłaś. Właśnie śliwkowe powidła lubię najbardziej. Patrząc na zdjęcia było u Ciebie i pysznie i pożytecznie ( zrobiłaś kawał dobrej roboty) i przyjemnie bo na świeżym powietrzu. A kociołek marzenie.
OdpowiedzUsuńOch, powidła palce lizać, a że wysmażane w ogródku, na słoneczku to i zapach muszą mieć niepowtarzalny:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Taki kociołek to marzenie mojego TZta. Moim jest ogród, w którym taki kociołek mógłby stać. Zdjęcie szpiegowskie super.
OdpowiedzUsuńChyba nie potrafię sobie wyobrazić jak doskonale smakują te powidła!
OdpowiedzUsuńMaszko, pachnie aż tutaj. Co ciekawe i w Toskanii o miedź nie jest aż tak trudno, za to węgierki to towar niedostępny. Zawsze sprowadzam powidła z Polski, bo te ich śliwkowe produkty to nawet koło powideł nie stały.
OdpowiedzUsuńMaszko - jesteś niesamowita. Co za historia z tymi Cyganami - a jaka odważna. Podróżowanie po świecie z miedzianym rondlem na plecach to trochę i w moim stylu - z Indii przywiosłam donice do ogrodu! Super - podoba mi się. A powidła palce lizać chyba co?
OdpowiedzUsuńMiedziane garnki widziałam w sprzedaży, ale od środka mają warstwę czegoś bezpieczniejszego w użyciu. Kiedyś takie garnki bielono w środku co jakiś czas, tylko że nie wiem czym, jakoś się nigdy nie wczytałam. Sama chyba bym ten kociołek potraktowała raczej ozdobnie, niż użytkowo, bo robi wrażenie :))) Powidła uwielbiam, też robię bez dodatku cukru ani czekolady, bo takie uważam za najsmaczniejsze. I nie przecieram ich przez sito, bo lubię te poskręcane w ruloniki skórki :) Ale ciekawa jestem jaki masz sposób na cukinię, której u Ciebie także przeobfite zbiory, co zdradza zamieszczone zdjęcie? Moja lodówka w jednej trzeciej założona jest cukinią i patisonami, bo już nie mam na nie pomysłu :(
OdpowiedzUsuńUwielbiam powidła, mam trochę zamrożonych śliwek, może coś wysmażę? Piękne słoiczki, aż się chce jeść:)
OdpowiedzUsuńWitaj Maszko.Piszesz ,że powidła smażysz ok dwóch dni.Ja też tak robiłam,ale do czasu.Pewna Góralka zdradziła mi sekret smażenia i wcale nie jest trudny.Umyte wypestkowane śliwki zasypuję cukrem(ja np robię 6 kg śliwek i kg cukru)zasypuję w tym garnku co mają się smażyć i zostawiam na 12 godzin.Nastepnie stawiam na 4 godzinne smażenie-NIE MIESZAĆ BROŃ BOŻE!W garnku nic się nie dzieje i nic się nie przypali:)
OdpowiedzUsuńJa smażyłam w ten sposób co Ty,były pyszne,ale te są o niebo lepsze.Na koniec smażenia odstawiam i wtedy mieszam.W tym roku podsmażyłam mocniej,bardziej skarmelizowałam,ale to juz na swój smak je zrobiłam.Polecam Sylwia