| Ponieważ dość znacznie się ochłodziło, z wielką przyjemnością wracam wspomnieniami do tych wczesnosierpniowych dni, kiedy to temperatury przekraczały dobrze ponad 30 stopni.Wiem ,że w Polsce wtedy nie było nic lepiej więc właściwie nikt mi nie zazdrościł ,że miałam piękną pogodę na wakacjach.No i w sumie dobrze ,bo i ja nie miałam poczucia winy ,ze sobie pojechałam do ciepłych krajów a moi rodacy w większości byli zdani na naszą pospolitą barową pogodę.Nawiasem mówiąc,rzeczywiście w tym roku Polaków bardzo niewielu się spotykało i nie wiem do końca czy to z powodu tego ,że i u nas mieliśmy lato,czy z innych przyczyn.Vinci odwiedziłam w tym roku po raz pierwszy. Zawsze myślałam,że to miejscowości przyjmują nazwy od jakiś postaci , które były z tym miejscem związane(moja wieś od pewnego księcia, który jej ją nadał)ale nie we Włoszech.Bo Leonardo był da Vinci bo był z Vinci a właściwie urodził się w jakimś gospodarstwie niedaleko Vinci( tam już nie dotarliśmy przez te upały)a w miasteczku był chrzczony.Ponoć ta chrzcielnica,która znajduje się w tutejszym kościele,to ta sama.Mieszkaliśmy nieopodal więc byliśmy w Vinci dwa razy na lodach.Nie bedę może pisała jakie były pycha bo ze dwie godziny temu zjadłam końcówkę cartedorów sernikowo malinowych i znowu sobie smaka narobię i nie będę miała czym zaspokoić. No właściwie już narobiłam. Może jakoś skończę tego posta.Vinci jest tak malusie,ze zanim się do niego wjedzie , to właściwie już się jest z drugiej strony. My dojeżdżaliśmy do miasteczka dwiema różnymi drogami.Gdyby ktoś kiedyś miał okazję jechać z Pistoi do Vinci to polecam gorąco i namawiam serdecznie do skorzystania z tzw. starej drogi.Do San Baronto, w którym mieszkaliśmy droga jest jedna a potem się rozwidla w prawo Sp16do Lamporecchio,a potem sp123 albo w lewo sp9 do końca.Ja polecam sp9 . Jest bardzo kręta (chociaż widziałam krętsze)ale niezwykle malownicza. W samym miasteczku wystarczy ,że jest 20 turystów a robi się tłum.Gdyby nie to ,ze właśnie trwała jakaś fiesta, to pewnie w ogóle nikogo by nie było.W ramach święta były organizowane wyścigi kolarskie,stąd rowerów widziałam chyba więcej niż ludzi.Być może ludzie pochowali się w chłodnych murach domostw.Na pewno były tam nowo narodzone dzieciaki, bo to akurat fajnym zwyczajem obwieszcza się wszem i wobec wieszając na drzwiach takie wesołe kotyliony.Widziałam w Hiszpanii z kolei, całe uliczki obwieszone sznurkami z małymi ciuszkami dla noworodków. te ciuszki to prezenty od sąsiadów. Fajne zwyczaje. Dlaczego nie u nas? W drodze powrotnej zakupy u jednego gospodarza.Oczywiście winko z przydomowej winnicy i różne kolorowe płody potrzebne do stworzenia martwej natury z melonami.A o północy już z naszego tarasu mogliśmy podziwiać kolorowe fajerwerki na zakończenie fiesty. |
Uwielbiam te kolory włoskich miasteczek!!!
OdpowiedzUsuńMaluj Hania.
UsuńA ja bardzo sobie chwalę naszą pogodę, jej zmienność, różnorodność, więc dla mnie nie jest ona pospolita. Pamiętam, że od zawsze myślałam sobie, jak to dobrze urodzić się w Polsce, w klimacie umiarkowanym, mieć góry i morze, zimę i lato. Nie zazdroszczę Południowcom! Zdjęcia piękne, zachęcające do wyjazdu, na chwilę, a potem rozkoszowaniem się powrotem do domu :) Lody o poranku? Czemu nie, coś jeszcze w lodówce zostało ;) Pozdrawiam i życzę pięknego weekendu ze zmienną pogodą :)
OdpowiedzUsuńPewnie ,że zmienność naszej pogody ma swoje plusy. Też już przywykłam i polubiłam nawet.Dzięki temu mamy taką różnorodność flory.Ja południowcom zazdroszczę różnych rzeczy ale nie wiem czy chciałabym się zamienić na stałe. Może na jakiś czas.Lodowy zapas muszę uzupełnić.A Twoje zyczenie się chyba zaczęło spełniać ,bo właśnie pięknie się rozsłoneczniło.Miłego i Tobie.
UsuńZa oknem szaro i smutno, dlatego miło jest z Tobą wirtualnie powędrować tymi włoskimi alejkami. Zapach tych mięsistych pomidorów, aż mnie postawił na nogi. Wstaję więc z łóżka i czas się zabrać za codzienne obowiązki, a Tobie bardzo bardzo dziękuję za cudowne zdjęcia i bajeczną podróż.
OdpowiedzUsuńA ja tym postem chyba przegoniłam szarość zza mojego okna.Znowu jest pięknie ale za włoskimi pomidorami też już tęsknię.
UsuńŚwietna fotorelacja. Dobrze oglądać takie zdjęcia w dzisiejszym dniu, chociaż słoneczko zaczyna jakby się przebijać przez chmury i dzień się robi ładny.)(
OdpowiedzUsuńNa srodek zimy zostawiłam te najbardziej słoneczne. Będziemy się dogrzewać.
UsuńNie wygląda na aż takie małe jak pisałaś ale wierzę ci na słowo.Miło popatrzeć na te kadry gdy u nas jakaś szarawka:/Winnice,arbuzy świeżo zerwane,melony,chciało by się tam być!!!
OdpowiedzUsuńUwierz, maleństwo takie i jak widać na zdjęciach ludzi prawie wcale.Też chciałabym teraz tam być i zrywać te grona.
UsuńJak zwykle zabrałaś mnie w cudowną podróż. Piękne okolice. Super te koszulki z Vinci.
OdpowiedzUsuńNo właśnie. Koszulki. Może zaczniecie takie robić. wiem ,że zdolnych tu nie brakuje.
UsuńPrzecudne zdjęcia, zwłaszcza pierwsze. Uwielbiam robić i oglądać zdjęcia wystaw sklepowych jak i ich wnętrz. Pozostałe fotografie też urzekające :)
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie, jest konkursowo, można zajrzeć. Kto wie, być może się spodoba :)
Pozdrawiam :)
Gdzieś słyszałam ,że jak się coś nam podoba to powinniśmy chec posiadania danego przedmiotu ograniczyć do zrobienia temu zdjęcia.No i tak właśnie zrobiłam.Fantastyczne oszczędności. Tylko dysk trochę pęka w szwach.
Usuńmoże i miasteczko maleńkie, ale ma wszystko co trzeba: kościółek z dzwonnicą, brukowane wąskie uliczki, dachy pieszczone słońcem, zieleń pełzającą po domach, kołatki ze wzruszającym znakiem pojawienia się nowego życia i mnóstwa winorośli, dla radosnego napoju życia :)
OdpowiedzUsuńma klimat :)
To prawda, wszystko jest tylko nas tam nie ma
Usuńkiedy myślisz o tym miejscu to tam jesteś ;)
UsuńPiękne zdjęcia, jak zwykle :))) Ale i mieścinka urokliwa, uśmiałam sie przy opisie jej "maleńkości" :) Fajnie pozwiedzać, poodpoczywać w takich klimatach i pejzażach, ale mieszkać tam, podobnie jak inne komentatorki - nie chciałabym. Uwielbiam Polskę, ten zmienny klimat i różnorodne krajobrazy... dobrze mi tu :)
OdpowiedzUsuńBardzo mnie cieszy ,że jesteś Ty i Tobie podobne osoby , bo kraj zupełnie by na m opustoszał.W czasach kiedy można wsiąść w samolot i znaleźć się tam w dwie godziny , naprawdę nie trzeba emigrować na stale ,żeby się cieszyć urokiem tych miejsc.No i są blogi i wprawdzie wirtualnie ale też można pozwiedzać :-)
UsuńKocham te włoskie wąskie uliczki pełne kwiatów. Piękne zdjęcia. Czy Ty robiłaś zdjęcie tego motyla bo widzisz u nas gości co roku pod koniec lipca takie cudo. Nigdy nie zdążyłam mu zrobić zdjęcia. Widzę że ostatnio nie możesz spać . Piszesz o piątej rano, o drugiej w nocy. Nie mogę nadążyć za wpisami na blogu. Ja dodałam emalię. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńKrysiu akurat to zdjęcie motyla z banerka jest robione we Włoszech ale u mnie w ogrodzie też pojawiają się na floksach. zrobiłam chyba z 200 fotek i może ze dwie jako tako go uchwyciły. Jest potwornie ruchliwy.Byłam u Ciebie ,oglądałam emalię piękną i nawet napisałam komentarz ale nie wiem co się dzieje ,że nie chcą się dodawać moje komentarze,gdy ktoś ma weryfikację obrazkową chociaż poprawnie wpisuję kod. Może udałoby Ci się z niej zrezygnować?Faktycznie,taką mam naturę ,że mało sypiam ale da się żyć. Może teraz trochę mnie za dużo na blogu ale może przyjść czas,że będzie mnie mało albo wcale bo ze mną to nigdy nic nie wiadomo co i kiedy mnie zrazi.
UsuńO nie wcale nie jest Cię za dużo na blogu tylko ja nie mam czasu. Chyba już nie mam weryfikacji słownej. Ona mi się sama co jakiś czas włącza. Dzięki, że mi napisałaś o tym.
UsuńOdnośnie tej weryfikacji, ostatnio odkryłam, że nie wystarczy napisać ten wyraz, jeszcze po spacji trzeba wpisać te widoczne numery. Też mi nie puszczało komentarzy mimo dobrze przepisanego wyrazu.
UsuńPozdrawiam serdecznie.
U mnie jest piękne słońce.
OdpowiedzUsuńŚliczne zdjęcia ,bardzo lubię małe miasteczka włoskie a szczególnie w Toskanii.
pozdrawiam
U mnie coś się nie może wyklarować ta pogoda a mamy na dziś zaplanowane ognisko. No i nie wiem co począć.Może jeszcze będzie trochę Toskanii na moim blogu :-)Buziaki
UsuńU mnie powoli robi się ładnie. Słońce nieśmiało wygląda zza ociężałych chmur. Mogę trochę odstąpić.:))
OdpowiedzUsuńŁadne obrazki, pomysł z kotylionami fajny.Faktycznie w niektórych rejonach Hiszpanii jest zwyczaj, o którym piszesz, ale nie miałam okazji zobaczyć takiej scenki.
Marzę o Toskanii, ale sercem jestem za Polską. Nawet w tej "pospolitej barowej pogodzie" znajduję uroki....
Lody? chyba z miesiąc lodów nie jadłam....narobiłaś apetytu!mniam...A tak żartem, to lodu mam dzis pod dostatkiem, coś się dzieje z moja zamrażarką, produkuję lód na potęgę! Właśnie próbuję ją okiełznać.
:)))
A ja to bym chciała miesiąc tu , miesiąc tam. Rozalio, na lody mam zamiar dopiero narobić apetytu,pokazując ich zdjęcia. Może poczekam na jeszcze późniejszą jesień.Dziś słońca już ani śladu ale wczoraj na ognisku było w sam raz.
UsuńDobrze,że się utrzymała ładna pogoda.U mnie przez chwile było naprawdę ładnie, a potem...:(
UsuńCo kraj to inne obyczaje ,
OdpowiedzUsuńfajnie jest pojechać i pozwiedzać, popatrzeć i zobaczyć jak to jest u innych :-)
O tak. Marzą mi się dalekowschodnie kultury. Oni dopiero są inni
UsuńMaszko, bardzo się cieszę,że robisz coraz więcej kolaży, ze swoich przepięknych zdjęć:)To wyjątkowo dobry sposób, żeby podać kilka fotek i pogrupować je tematycznie, kolorystycznie, czy jeszcze wg jakiegoś innego kodu.
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o wyjazdy w takie miejsca jak Toskania, to ja polecam wrzesień,nawet pażdziernik lub wiosnę czyli kwiecień i maj.Tam jest wtedy jeszcze, albo już ciepło. Można przyjemnie zwiedzać, wałęsać się bez zmęczenia.Jest zdecydowanie mniej turystów, no i jest taniej.Zaryzykuję też stwierdzenie, że piękniej!Teraz jesienią KOLORY!!!, zbiór winogron i oliwek.Wiosną łany irysów i innego cudnego kwiecia.
Lepsze światło do zdjęć, bo nie taka górna, spłaszczająca lampa:)Szkoda wyjeżdżać tak daleko,żeby potem siedzieć w basenie ( można nie ruszać się z Polski i też basenować:),albo szukać ochłody w pobliskim morzu.W takim wypadku lepiej jechać do Chorwacji, czy Grecji, bo tam plaże piękniejsze.A w Toskanii o co innego chodzi,prawda?
Niecierpliwie czekam na dalsze opisy i obrazy.
pozdrowienia, Katarzyna
Katarzyno, wszystko co piszesz to święta prawda.Zawsze wzbraniałam się przed zwiedzaniem Florencji w środku lata ze względu na przewidywane tam tłumy turystów. Wybrałam się w maju i to był najlepszy pomysł jako mogłam mieć.Niestety jeszcze nigdy nie byłam jesienią a bardzo mi się marzy taki wyjazd.Światło do zdjęć zdecydowanie lepsze. Też już to wiem.I w Toskanii faktycznie chodzi o coś innego ale ten basen bywa bardzo przydatny po tych innych sprawach.Pozdrawiam
UsuńWyglada na takie mile slow city, gdzie zycie wolno , bez pospiechu plynie, sympatyczne wrazenia odbieram patrzac na Twoje swietne zdjecia. Bardzo lubie takie miejsca na ziemi, cieplo mi sie zrobilo mimo niemrawej pogody w warszawie..usciski!
OdpowiedzUsuńTeż miałam wrażenie ,że spowolnione. Usiedliśmy w kawiarence i na podanie kawy czekaliśmy pół godziny. Nikomu nigdzie się nie spieszyło. Kelnerka gadała sobie przez telefon i sprawiała wrażenie jakby zapomniała o świecie i o naszym zamówieniu.Ale nam też się nie śpieszyło i jakoś tak trwaliśmy w tym rozleniwieniu bez żadnych wyrzutów. No ale to wakacje były.
UsuńA wiesz, że nawet babcie wieszają te kotyliony na drzwiach, mimo że wnuczek nie jest mieszkańcem ich domu.
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawie piszesz o Vinci, od razu chce się tam jechać.
Ech te babcie.Ale i tak mi się to podoba.tez sobie wywieszę kiedyś może.Małgosia, Ty szczęściaro to możesz tam być 5 razy dziennie i to na rowerze.Swoją drogą to podziwiałam tych rowerzystów.Dzięki za korektę :-). Buziaki
UsuńJa na rowerze to bym nawet do rogatek Pistoi nie dotarła, a co dopiero po tych górach! Ale dziękuję za dobre mniemanie o mojej kondycji. No, chyba że bym wybrała rower, jakim tu jeżdżą niektóre babcie, z elektrycznym silniczkiem, hi hi hi.
Usuńale przepięknie!!!
OdpowiedzUsuńchciałabym się teraz tam znaleźć... tam życie wydaje się jakieś takie spokojniejsze, niespieszne... takie jak lubię najbardziej.
dobrego weekendu:)
Wiele jest tam takich miejsc.Myslę ,że w takich upałach nie da się szybko. Natura zmniejsza szybkość. Miłego weekendu i Tobie.
UsuńWspaniałe fotografie, sprawiają - że kiedy na nie patrzę to czuję jakby życie spowolniło ;) Pozdrawiam, Monika.
OdpowiedzUsuńBo mało na nich ludzi a Ci którzy są to siedzą, samochody stoją i rowery też. W ogóle nie fotografowałam ruchu i stąd ten efekt.Przyznam ,że nie zamierzony
UsuńCieszę się, że mogłaś być w Vinci. Wielu turystów już tam nie dociera! Jak zwykle bombowe zdjęcia (szczególnie te ze sztucznymi ogniami) :) Ściskam. Asia
OdpowiedzUsuńPięknie! Te kotyliony to świetny pomysł :) Ja raczej nie zniosłabym tych południowych temperatur, najbardziej lubię taką pogodę jak mamy teraz ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie
Monika