środa, 19 września 2012

jesienne przyspieszenie

Też tak macie,że przychodzi połowa września i dostajecie przyspieszenia? Ja nagle uświadamiam sobie ,że nie zdążę i dzień staje się o wiele za krótki,tym bardziej ,że naprawdę jest już bardzo krótki.Wczoraj wybrałam się po śliwki na powidła i teraz jestem trochę nimi pochłonięta. W międzyczasie uświadomiłam sobie,że przecież już ostatnie dni na zbieranie zieleniny a u mnie jeszcze nie ma mrożonych zapasów.Buraczki aż się proszą o wekowanie a jabłka gniją ze złości,że się nimi nie zajmuję jak należy.Ozdobne też proszą o odrobinę pielęgnacji a dom mówi " posprzątaj mnie gruntownie". Odpocznę chyba dopiero po Bożym Narodzeniu,chyba że wcześniej najdzie mnie myśl :A po co tak gnasz głupia? Kto by chciał uchodzić za niemądrą? Wezmę wtedy książkę, zasiądę w fotelu,przytulę do boku kota i dam się pochłonąć zupełnie innym rzeczom.Tylko czy mnie ta myśl najdzie?

45 komentarzy:

  1. No właśnie ja też nie chcę być niemądra..miałam właśnie pakować maliny w słoki, ale do rana chyba nie uciekną:)? Myśl mnie najszła, więc biorę kota pod pachę, książkę pod drugą i uciekam do łóżka;)
    Jutro może coś mądrzejszego skrobnę:))buźka

    OdpowiedzUsuń
  2. Aga,a ja jakoś nie mogę zaznać spokoju.W łózku układam sobie plan na jutro i wiem ,że mocno przeceniam swoje siły o możliwości. I źle mi z tą świadomością. Kot nie chce się tulić.Żadnego pożytku z takiego kota.No może tylko taki ,że ładny to on jest. Pisz Ty Aga , pisz bo ja jakaś takaś bezwenna w tej twórczości blogowej się zrobiłam.

    OdpowiedzUsuń
  3. O Matko... To ja w toskańskim notesie - niezaleznie od tego co będzie dalej przepiszę tę Twoja myśl złotą "A po co tak gnasz głupia?" Maszko, moja przepona z radości jak Ciebie tu podczytuję pęka!
    Ze śliwkami się zmierzyłam, na razie nieopisane słiki sztuk naście gdzies między pudełkami krążą, bo mnie jakaś kolejna wena naszła i 100 zaczętych rzeczy błaga i piszczy w kolejce "teraz moja kolej" i ja chciałabym wysiąść z tego pędzącego pociągu życia na chwilkę - zatem z ta myślą o pędzeniu (kota nie przytulę, bo go nie ma, psa do łózka nie zapakuję, bo spi na posłaniu) ale siebie pod kołdrę wpakuję, bo która to już godzina...
    A jutro nowy dzień i wrócę, wrócę, ja tu ciągle wracam :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry pomysł -wszystko do pudełek i nie trzeba sprzątać. Do ostatniego wejdę ja z kotami i nikogo nie ma w domu:-)

      Usuń
  4. Nie musisz się śpieszyć. Może zrób tylko weki (bo buraczki się zmarnują)i niezbędnę prace w ogrodzie. Gruntowne sprzątanie zrobisz i tak przed Bożym Narodzeniem :) Usiądź w fotelu, przytul kota i poczytaj. Albo wiem, popstrykaj zdjęć :) Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tych niezbędnych i tak za dużo. I tak nie zdążę. A mogłam bardziej się przykładać latem. \teraz lenistwo trzeba odrobić.\\zaraz idę wyrwać buraczki póki nie leje.Może zrobię im ostatnią fotkę.Do zdjęć trzeba światła a to dzisiejsze jest bardzo skromne i chyba za chwilę całkiem zgaśnie.Serdeczności Joasiu

      Usuń
  5. Ja mam taki sposób żeby nie zwariować z tą robotą, wyznaczam sobie rzeczy obowiązkowe do zrobienia i takie, które zrobię jak mi starczy sił lub ochoty. No i jestem bardzo wyrozumiała dla siebie;)))
    Pozdrawiam:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam napisać, że bardzo podoba mi się Twoje zdjęcie;)))

      Usuń
    2. To ja sobie muszę przemyśleć co właściwie jest ważne a co mniej,bo rzeczywiście można się pogubić.Usciski

      Usuń
  6. Nie mart sie, zdążysz. Ja na tym zdjęciu tak na pierwszy rzut oka za oknem zobaczyłam skrzata, który Ci na pewno pomoże. Też go widzicie? - w ciemnym ubranku, w czapeczce...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iza, pewnie są te skrzaty u mnie i mi czyjąś robotę podrzucają bo jakoś ciągle mi przybywa.

      Usuń
  7. Oj tak tyle jeszcze chciałoby się zrobić.To co udało mi sie zrobić to moje:)w przyszłym roku może bardziej zmobilizuje:))
    Zdjęcie bajeczne nawet jabłka się załapały te rozzłoszczone

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No waśnie , w przyszłym roku . To jest myśl :-). Masz oko , ja nie zauważyłam ,że to zgnitki ale faktycznie. Ciągle tam leżą.

      Usuń
  8. A może wystarczą dobre chęci lub choćby zacząć, a ktoś skończy, podział pracy musi być (w ramach czego zastałam wczoraj w domu po powrocie gar ugotowanych buraków, które tarłam wśród łez, jakie wywołały nie buraki ani cebula, a oglądany film - swoją drogą nie wiem kiedy ostatni raz oglądałam TV, a trafiło się Miasto aniołów;), jak masz podzielną uwagę polecam takie przyjemne z pożytecznym, powidła śliwkowe zrób moim sposobem piekarnikowym, takie same się robią, nie trzeba mieszać, pilnować, nic ;), a co do zieleniny przyjdą przymrozki, zielenina sama się zamrozi ;),
    Poza tym widać, że nie przetwory Ci teraz w głowie...one nie uciekną, najwyżej będzie ich ciut mniej na rozdawanie, łap to co ważne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pobożne życzenie Jo, Twoje i moje. Ktoś jeszcze nam wymyśla robotę. Ja w kuchni nie dorobiłam się TV i raczej nie chcę . Nawet nie potrafię zmienić programu ,bo za dużo pilotów, więc nie oglądam ale filmy uwielbiam , Najlepiej w kameralnym kinie.A wiesz ,że buraki też można w piekarniku? Robię tak jak są wielkie i nie mieszczą się w garnku.I masz rację,że inne rzeczy mi też w głowie ,bo rok temu nie zdążyłam zapytać mamę, jak zrobić zalewę do buraczków i już nigdy nie poznam tego jej przepisu a teraz zastanawiam się czy pytać przyjaciółkę o przepis na dereniówkę ,żeby nie pomyślała sobie ,że nie wierzę ,że ją jeszcze sama zrobi .Boję się,że nie zrobi.

      Usuń
    2. ależ ja też nie mam TV w kuchni, no co Ty, zatachałam gar do pokoju, jak się TV ogląda raz w miesiącu to można, nie :)?
      Wiem co masz na myśli .... moja sąsiadka nigdy nie nauczyła się robić ciasta, bo zawsze mama robiła, mama zmarła w wieku około 70-lat, wspaniała kobieta, ale razem ze sobą zabrała tajemnicą świetnego ciasta i jego smak też został tylko pięknym wspomnieniem...poproś żeby podarowała Ci butelkę razem z karteczką z przepisem albo lepiej zrób razem z nią

      Usuń
  9. Zdjęcie jak z bajki...
    Ja też nie nadążam ze wszystkim :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już mi lepiej , że nie tylko ja taka nieodrobiona. A zdjęcie jest z bajki o skrzatach :-)

      Usuń
  10. Dla mnie wrzesień to powrót po dwóch miesiącach do rzeczywistości i wtedy mam takie przyspieszenie, że nadrabiam za całe wakacje:-)Wtedy nie mogłam się do niczego zmobilizować, a teraz to nawet i okna wymyłam i przetwory zrobiłam:-) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w sumie po co są wakacje ?Nie po to żeby się zapracowywać. Wrzesień jest od tego i tak już jest i musi tak być na wieki wieków, pozdrawiam:-)

      Usuń
  11. Cudowny ten Twój blog :-)) Dzięki Maryś tu trafiłam :-) i zostaję :-) Przepiękne zdjęcia naprawdę. Co do września .. też tak mam :-) Moje przyspieszenie dnia dzisiejszego to remont całego domu! a miały być tylko nowe łóżka dla moich dziewczynek.. no ale poszło jak z armaty ;-)) Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudowny prawda... A latem to Maszka takie ogrodowe, drogowe ferie barw urządzała, że ja wpadłam jak śliwka w kompot i ugotowałam się tym jej ciepełkiem i normalnie bym cały dobytek przeprowadziła bliżej jej, tak mnie ciągnie ten magnes ma w sobie jakowyś, nie wiem jak człowiek taki namagnesowany chodzi i ciągnie do siebie :))))))))))))))))

      Usuń
    2. Tyle mi nowych znajomych dziś przybyło ,że chyba nie nadążę wszystkich poodwiedzać a chciałabym bardzo. Ja Iwono od wiosny mam remont z przerwami i nie powiem co miało być zrobione a nie jest a co nie miało a jest rozgrzebane, bo się zaczynam denerwować i zaraz znowu będę jędzą dla męża.Bo ja jędza jestem tylko się dobrze kamufluję a zresztą jak ktoś jest dla mnie miły to mi się udziela :-)

      Usuń
    3. Hahaha Maszko, to ja wiem, czemu mnie ku Tobie tak ciągnie (na marginesie wybacz mi, jesli się nieopatrznie przysłużyłam "niedźwiedzio"), wracając do przyciągania... Ja jędza jestem i pewnie nam ze sobą po drodze temu hihihi

      Usuń
  12. To jesienne przyspieszenie dotyczy chyba każdej z nas, bo i należymy do tej grupy ludzi, która nie tylko w centrach się zaopatruje i do tych co do dbania o własny ogród nie zatrudnia obcych i w domu porządki sama robi, a są jeszcze i takie co to świat własnoręcznie upiększają, no to jak nie dostać przyspieszenia, żeby przed zimą ze wszystkim zdążyć:))
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i Bustani znalazłaś właściwą odpowiedź. Tak dokładnie jest. Wszystko same. A dziś na Kasprowym śnieg i u mnie to już jest odczuwalne więc jak się nie martwić,że marchewkę śnieg przysypie.

      Usuń
  13. Oj coś wiem o ciągłym braku czasu. Moja lista rzeczy do zrobienia ciągle rośnie. Niektórych z tych planów pewnie już nie zdążę zrobić bo to już nie ta pora roku :-))))) , nie ten wiek :-)))).Ale zawsze trzeba mieć nadzieję.Przecież jetro też jest dzień. Za rok też będzie lato...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne ,że będzie. Swiat chyba się nie skończy nawet jeśli nie zrobimy tego czy tamtego. ważne żebyśmy my byli jutro i za rok.

      Usuń
  14. Pięknie to ujęłaś :) Tak, to chyba najbardziej pracowity okres roku, bo serce ściska gdy patrzę na te gnijące jabłka, nie po to tyle wysiłku wkładałam od wiosny, by teraz plony ogródkowe wyrzucać, a zima bez dżemu dyniowego była by zbyt zimna! Ja liczę na to, że zwolnię już od listopada :) Teraz tylko muszę udawać, że nie padam na nos i jakoś dotrwać... Trwajmy dzielnie razem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może rzeczywiście listopad pozwoli zwolnić. Wszystko zależy jaka będzie pogoda.Póki co , udajmy ,że nie padamy to może nie padniemy.

      Usuń
  15. I to ostatnie zdanie jak najbardziej do mnie przemawia :)
    ALe niestety wlasnie pisałam ze mam nieodparte wrażenie, ze po poniedziałku jest piątek....czasu duzo za mało :)zapraszam i do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jak upływa czas zależy tylko od nas. Gdy ja spowalniam to on też. Najbardziej ciągnie się na wczasach. Dzień trwa i trwa.

      Usuń
  16. Coś w tym jest...Latem czas wolniej odlicza godziny.Im bliżej zimy, tym bardziej czas przyspiesza.My nie chcąc zostać w tyle nadrabiamy zaległości, by zdążyć przed pierwszym śniegiem.Z czystym sumieniem, z czystym domem, z buraczkami w słoiczkach. Też tak mam :) ale czy warto?.Jest takie powiedzonko "powolutku aż do skutku"..
    :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przed pierwszym śniegiem już nie zdążymy bo wziął i spadł wczoraj. Nawet próbowałam zobaczyć ośnieżone szczyty Tatr jadąc w ich kierunku,ale się schowały za chmurami.Ja bym chciała zdążyć przed tym zanim się zagubię do reszty

      Usuń
  17. Nie planuj za dużo a to co najważniejsze i tak zdążysz zrobić :) Wrzesień niesamowite ma tempo, co roku mnie to zadziwia ale lubię jesień, powoli mnie wycisza i pozwala odpocząć po lecie. Wczoraj znalazłam czas na fotografowanie kasztanów :)
    Pozdrawiam serdecznie, miłego weekendu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba rzeczywiście sukces tkwi we właściwym planowaniu i nie przecenianiu swoich sił. Jesień powinna służyć zwolnieniu ale może to z wiekiem przychodzi.Całkowicie zapomniałam ,że to już pora kasztanów.Miłego i Tobie

      Usuń
  18. Maszko-też się podobnie w myślach zapędzam i nakręcam,i coraz gorzej mi z widokiem,tylu spraw,które czkają...Aż mówię "dośc"-czas pochwalic się tym co jest zrobione,to dostrzec i siebie docenic.Oduczam się stanowczo życia z syndromem chomika biegającego w kółku.Niestety,akceptuję,ze sił ubywa,trzeba się wysypiac,regenerowqac,że nie przerobię do końca wszystkiego.okna myję na raty,dżemy smaże po trzy dni,na działce trawa i chwasty po pas.Trudno,zrobie teraz albo na wiosnę.Nie da rady byc super gospodynią,ogrodniczka ,rękodzielniczką...a praca zawodowa? A ,i jeszcze jedno-staram się oduczac mantry,że nie mam na nic czasu. I dyskretnie nie wspomnę tu ile czasu pochłania blogowanie,codzienne czytanie postów...a nasze zycie jest obok nas,nie w okienku monitora-mimo wszystko.
    ściskam i mimo pogody dużo dobrych i ciepłych myśli posyłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś mądra i potrafisz powiedzieć dość. U mnie to zbyt niebezpieczne bo ja lubię w skrajności popadać. Jak powiem dość to mogę już nic.Tak już mam . Jak coś robię to się temu oddaję bez reszty albo nie robię wcale.A blogowanie rzeczywiście pochłania masę czasu. Ja ostatnio tylko na kawę tu wpadam czyli dwa razy w ciągu dnia i trochę wieczorem ale dziś już nie dam rady nawet poczytać, co "znajome" dziewczyny napisały a jeszcze całą masa nowych cudownych blogów czeka.:-). Dziękujęza Twoje dobre myśli.Może jakoś zaowocują niekoniecznie w słoikach.

      Usuń
  19. Najdzie Cię,bo mnie też tak nachodzi :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwykle z miesiąc przed świętami mnie nachodzi a potem mija dość szybko bo przecież na święta musi być błysk::.Ale czy faktycznie musi czy tylko sobie wmawiam?

      Usuń
  20. No popatrzcie a ja mam odwrotnie... wraz z dłuższymi wieczorami, i ja zwalniam, pozwalam sobie na spokojne bycie. Wrzesień jest takim przejściowym miesiącem, kiedy przygotowuję się do zimy, a zima to czas wolniejszy, cała przyroda odpoczywa a ja wraz z nią... a zatem nie przyspieszać trzeba a zwalniać... słoiki zapełniam, ale spokojnie, powoli... jutro też jest dzień! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  21. Piękna jest ta jesien, i bogata, i kolorowa, i póki co słoneczna... jednak daje się zauważyć, że świat za moment zwolni tempo i uśnie pod pierzynką z liści...żeby można tak razem z nim przycupnąć pod kocem z kubkiem gorącej herbaty i książką... i przeczekać:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Przyśpieszenie jesienne :) tak też to czuję, kocham wręcz i rokrocznie czekam na początki jesieni, ciepłej, złotej, szybkiej, mojej...

    OdpowiedzUsuń
  23. Odkąd urordził się mój synek, a ja nie muszę chodzić do szkoły uwielbiam wrzesień.
    Piękne zdjęcie. Takie ciepłe i przytulne.
    Pozdrawiam1
    Iza

    OdpowiedzUsuń