czwartek, 5 kwietnia 2012

znacie to poczytajcie

"Zahradnikuv rok" Karela Capka zakupiłam w 1986 i od tego czasu rokrocznie powracam do lektury. Zazwyczaj dzieje się to , gdy dopada mnie wiosenna grypa , bo zwykle tak koło kwietnia mnie dopada. W tym roku grypa mi darowała ale wczoraj zrobiłam o jeden krok za dużo , co poskutkowało zwichnięciem kostki. Leże więc sobie i pasztet z pasztetu i z ciast na święta ale za to pocieszam się Capkiem , bo chyba tylko on jest w stanie poprawić mi w tej chwili humor. Postanowiłam zareklamować albo przypomnieć tym , którzy już czytali. Książka od 26 lat nie miała wznowienia i coraz trudniej o nią w antykwariatach. Ja mam na zapasie, bo lubię pożyczać ludziom, a wiadomo jak to potem bywa. Nie wyobrażam sobie sytuacji ,że mogłabym jej nie mieć w domu. Dodatkowo wzbogacona jest zabawnymi rysunkami brata Karola , Josefa. Polecam .
"Kwiecień to ten właściwy i błogosławiony miesiąc ogrodników.Niech dadzą się wypchać kochankowie swoim uwielbieniem dla maja, w maju drzewa i kwiaty tylko kwitną ,ale w kwietniu wypuszczają pędy; bo trzeba wam wiedzieć,że  to kiełkowanie i przedzieranie się, te pąki, pączki i kiełki są największym cudem natury, i nie zdradzę ich tajemnicy już ani słowem;przykucnijcie sami, grzebiąc palcem w pulchnej ziemi z utajonym tchem, gdy palec ,o którym mowa , dotyka kruchego,pełnego pąka.Tego nie da się opisać , tak samo jak nie da się słowami wyrazić pocałunków i kilku innych rzeczy.Ale skoro już mowa o tym kruchym pąku,a zatem nikt nie wie jak to się dzieje,ale dzieje się to niezwykle często:gdy wejdziecie na grządkę ,aby podnieść z niej zeschłą gałązkę,albo wyplewić ten paskudny dmuchawiec,nadepniecie zazwyczaj podziemny pąk lilii lub pełnika,chrupnie on wam tak pod nogą,że zdrętwiejecie ze zgrozy i wstydu uznawszy się za potwora,pod którego  kopytami trawa nie rośnie. Albo też , gdy z niezmierną ostrożnością spulchniacie na grządce ziemię, macie zagwarantowane rozsiekanie motyczką młodej cebulki albo obcięcie gładko łopatą kiełków anemonów;cofając się w przerażeniu rozwalicie swą łapą kwitnącą prymulkę lub też złamiecie młody pęd ostróżki.Z czym większą  ostrożnością pracujecie,tym więcej wyrządzacie szkody;dopiero lata praktyki nauczą was mistycznej i surowej pewności siebie prawdziwego ogrodnika, który depcze gdzie popadnie ,a przecież niczego nie zadepcze, a jeśli już tak się stanie ,to przynajmniej nic sobie z tego nie robi. To tylko tak mimochodem.
Kwiecień to nie tylko miesiąc puszczania pędów,to także miesiąc sadzenia.Z entuzjazmem, tak, z dzikim entuzjazmem i niecierpliwością ,zamówiliście u ogrodników sadzonki,bez których nie możecie już dłużej żyć;obiecaliście wszystkim przyjaciołom ogrodnikom,że przyjdziecie do nich po odnogi;nigdy,powiadam wam, przenigdy nie starczy tego , co już posiadacie. I tak pewnego pięknego poranka uzbiera się wam w domu ze sto siedemdziesiąt sadzonek,które pragną znaleźć się w ziemi;w tym momencie rozejrzawszy się po swoim ogródku stwierdzacie ze stuprocentową pewnością,że nie ma ich gdzie dać. A więc ogrodnik w kwietniu jest człowiekiem ,który obiega z więdnącymi sadzonkami w reku dwadzieścia kilka razy dookoła swój ogródek, szukając piędzi ziemi, na której jeszcze nic nie rośnie."Nie, tutaj nie da rady",mruczy pod nosem,''tu mam te przeklęte chryzantemy; tu by mi to zadusił floks,a tam jest smółka, a niech to wszyscy diabli.Hm,tutaj rozciągnął mi się dzwonek,a tutaj przy tym krwawniku również nie ma miejsca- gdzie to dać?Chwileczkę -tutaj- nie,tutaj jest już tojad ,więc tutaj-ale tutaj jest pięciornik. Tu byłoby to możliwe ,ale z kolei pełno tu trzykrotek ,a tutaj- co tu wyłazi? rad bym wiedzieć.Aha , tutaj jest ociupineczkę miejsca, poczekaj, sadzoneczko,zaraz ci pościelę łóżeczko.No widzisz, a teraz rośnij sobie spokojnie". Tak ,ale w dwa dni później ogrodnik stwierdza ,że wsadził ją prosto w oko puszczającego pąki szkarłatnego wiesiołka.
Człowiek ogrodnik powstał na drodze rozwoju kulturalnego; a nie na drodze rozwoju naturalnego.Gdyby powstał z natury,wyglądałby inaczej,nogi miałby jak chrabąszcz aby nie musiał siedzieć w kucki,i posiadałby skrzydła,po pierwsze po to żeby zyskać na urodzie, a po drugie ,żeby mógł wznosić się nad swymi rabatkami.Kto tego nie doświadczył, nie ma pojęcia jak bardzo człowiekowi przeszkadzają nogi, kiedy nie ma na czym stanąć; jak okazują się nadmiernie długie,gdy zajdzie potrzeba złożenia ich pod sobą,aby można było dłubać palcem w ziemi; jak są niemożliwie krótkie,jeśli człowiek chce dosięgnąć drugiego końca zagonu , a przy tym nie wdepnąć w poduszkę pierściennika lub wyrastającego orlika.Marzy wówczas o tym,żeby zawisnąć na popręgu i huśtać się nad swoimi uprawami albo posiadać przynajmniej cztery ręce a na nich głowę i czapkę i już nic więcej,albo mieć uda wysuwane jak statyw fotograficzny. Ale ponieważ ogrodnik jest zewnętrznie zbudowany równie niedoskonale jak wszyscy inni ludzie,nie pozostaje mu nic innego jak tylko pokazać ,co umie ;balansować na czubku jednej nogi ,wznosić się jak baletnica ,rozkroczyć się na cztery metry szerokości ,stąpać leciutko jak motyl lub pasikonik,aby zmieścić się na kwadratowym calu ziemi ,utrzymać równowagę wbrew wszelkim prawom fizyki ,dotyczącym ciał pochylonych ,wszystko ominąć ,a przy tym starać się zachować pewną godność ,aby się z niego ludzie nie śmiali.Naturalnie przy pobieżnym spojrzeniu z zewnątrz z ogrodnika nie widać niczego poza zadkiem ,wszystkie inne rzeczy ,takie jak głowa, ręce i nogi ,znajdują się po prostu pod nim.
Tak ,dziękuję za zapytanie ,mamy już tego sporą gromadkę:narcyzy, hiacynty i tacety;fiołek rogaty i ułudka,skalnica,głodek i gęsiówka ,rzeżuszka, pierwiosnek i wiosenny wrzos ,a co z tego zakwitnie jutro albo pojutrze,to dopiero zobaczycie.
No cóż, wiadomo,że patrzeć potrafi każdy."Ojej ,cóż to za piękna kępka lila kwiatuszków",powiada taki laik,na co mu ogrodnik trochę obrażony  odpowiada:" to przecież jest petrocallis pyrenaica ".Gdyż ogrodnik ma nieco bzika na punkcie imion;kwiat bez imienia jest, jakby to po platońsku wyrazić ,kwiatem bez idei metafizycznej,krótko mówiąc ,nie istnieje w sposób pełnowartościowy .Kwiat bezimienny jest chwastem;kwiat z nazwą łacińską zyskuje jakby ostrogi fachowości.Jeśli wyrośnie nam na zagonku pokrzywa,przyczepicie do niej etykietkę z napisem"Urtica dioica"i zaczniecie ją szanować ,co więcej-ziemię pod nią spulchnicie ,i zaprawicie chilijskim nawozem.Jeśli rozmawiacie z ogrodnikiem, zapytajcie go zawsze:"Jak się nazywa ta róża?" "To jest Burmeester van Tholle",odpowie wam ogrodnik z radością , "a tamta to Madame Claire Mordier ", myśląc sobie przy tum o was, że jesteście dobrze wychowanym i wykształconym człowiekiem.Sami nazwami nie hazardujcie, nie mówcie na przykład "Tu wam kwitnie fajna gęsiówka",gdyż w tym momencie może ogrodnik na was wrzasnąć "Ależ skądże ,to przecież jest Schievereckia Bornmulleri". To wprawdzie wszystko jedno,ale imię jest imieniem ,a nam ogrodnikom zależy na dobrym imieniu ,i dlatego nienawidzimy dzieci i kosów ,że nam niszczą i mieszają poprzyczepiane etykietki ,potem może się zdarzyć, że będziemy pokazywali z podziwem''Proszę spojrzeć ,tutaj ten szczodrzeniec kwitnie zupełnie jak szarotka ,to pewnie taki lokalny wariant,ale to na pewno jest szczodrzeniec,ponieważ jest do niego przymocowana własnoręcznie przeze mnie wypisana etykieta"."

9 komentarzy:

  1. Jeszcze nie wpadła w moje łapki, kiedyś przeczytam :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znałam tej książki bo sama jestem niewiele starsza od niej:) Ale zareklamowałaś skutecznie bo już ją zakupiłam:)) U mnie pracującej na rabatach także widać tylko zadek bo pokaźnych rozmiarów jest:)
    pozdrawiam i niech noga szybko się goi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga, możesz być jedynie starsza od tego wydania , natomiast książka została napisana jeszcze przed drugą wojną światową , Capek zmarł w 38 roku.Cieszę się,że udało Ci się kupić. Wczoraj na al... widziałam dwie :-) ale pomyślałam ,że nie będę wszystkiego wykupywać :-). Dobrze ,że masz co wystawiać do słoneczka. Przynajmniej jakaś część ciała korzysta i nawet lepiej ,że to nie twarz.Twarz trzeba oszczędzać.Żeby tak noga chciała Cię posłuchać ale z drugiej strony dawno nie miałam takiego leniuchowania. Należało mi się :-) Pozdrawiam

      Usuń
    2. Oj to gafę strzeliłam:) zatem jestem starsza od tego wydania:) Kupiłam na al.. były 2 ale jedna jest już moja:))
      Leniuchuj zatem ile wlezie!

      Usuń
  3. Urocza lektura :) nie znam jej. A Tobie zdrówka życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie urzekła lektura bo czuję jakbym czytała o sobie a kto nie lubi czytać o sobie zabawnych historyjek? Dziekuję za życzenia i pozdrawiam

      Usuń
  4. Nie znacie, ale poczytacie. Z krótkich fragmentów jakie przedstawiłaś, to rzeczywiście książka na poprawienie humoru, a ilustracje bardzo zabawne. Mam nadzieję że z nogą szybko będzie wszystko w porządku.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja naprawdę się śmieję za każdym razem , gdy ją poczytuję .Nie robię już tego za kolejnością tylko jak mi się otworzy. W sumie to powinnam znać na pamięć. Dziękuję i pozdrawiam

      Usuń