czwartek, 12 kwietnia 2012

dawno , dawno temu

Nie jest to jednak bajka lecz kawałek wspomnień. Dokładnie 20 lat  temu we wrześniu 1992 roku było zrobione to zdjęcie. Jest na nim moja siostra , jej syn , mój maż Krzysztof , mój najstarszy syn Krzysztof jr, mój młodszy syn Maciej a to najmniejsze ledwo widoczne to córa Ania. Właśnie skończyła roczek.Nie pomyliłam się z datą , to rzeczywiście wrzesień a dokładnie przedostatnia niedziela ..Niespodziewanie niedzielny poranek obudził nas na biało. Tydzień później była już normalna, piękna, złota,polska jesień. Pokazuję to zdjęcie , bo to pierwsze udokumentowanie  naszego nowego miejsca do życia. Transakcję kupna sfinalizowaliśmy miesiąc wcześniej i zaczęliśmy roboty remontowe. Trzeba było zrobić w zasadzie od nowa łazienkę , ogrzewanie , no i odświeżyć mieszkania . O innych rzeczach nie myśleliśmy , ponieważ marzyła się nam przeprowadzka  przed Bożym Narodzeniem. Dom ,choć uroczy i zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia ,w stanie nie był najlepszym. Przez wiele lat był traktowany przez właścicieli jedynie jako domek letniskowy. I rzeczywiście letniskowali na całego , o czym świadczyły niepoliczalne wręcz ilości leżaków i butelek.. Z późniejszych relacji sąsiadów dowiedziałam się ,że przed wojną pani Stanisława znana była z przepięknej kolekcji róż ale potem jej dzieci wyemigrowały do miast i już tylko odwiedzały babcię w celach rekreacyjnych . Gdy pani Stanisława zmarła, o ogród  nikt kompletnie już nie dbał.. Mimo to pewne rośliny przetrwały ale o tym będzie innym razem..Mąż zajął się więc wszystkimi remontowo poprawkowymi sprawami a ja ....ja oczywiście ogrodem bo przecież wiosną dzieci musiały mieć kawałek trawnika do pobiegania.
Za rok o tej porze , Ania miała dwa latka ,  miała też trawnik i zbierała czerwone , pyszne jabłuszka. Do tej pory ta jabłonka się zachowała; niestety nie znam nazwy bo to chyba jakaś bardzo stara odmiana ; ma ogromne kwiaty jak na jabłonkę a owoce niewielkie za to. Zachowały się też widoczne na zdjęciu paprocie i schody wejściowe jak i schody do werandy . Niestety domu nie ma i bardzo mi z tego powodu smutno.

7 komentarzy:

  1. Jakie to szczęście, że istnieją aparaty fotograficzne, bo jak inaczej moglibyśmy - oprócz zachowania w pamięci - podzielić się z innymi takimi chwilami jak te z Twoich zdjęć.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm,tym bardziej, że jest to zdjęcie zdjęcia. Jakoś nie opanowałam skanowania więc łatwiej mi tą metodą, Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Maszko dzięki że do mnie zajrzałaś, czyżbyś mobilizowała mnie do napisania postu? :)
    Zamiast rewolucjonizować ogródek chyba powinnam to zrobić ze swoim życiem...
    na razie wykańczam się nerwowo, próbuję upilnować chorego teścia w dodatku nałogowca, a w poniedziałek przywiozą po miesięcznym pobycie w szpitalu teściową. Miała rozległy zawał i jest w baaardzo kiepskim stanie..Szczerze to nie mam siły ani czasu na własne życie.. A teście są jak pijawki które wysysaja ze mnie całą energię. Ot co teraz porabiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga , to prawda chciałam zmobilizować .Pisz.Od Ciebie mogę się nauczyć jaką nie być teściową. Pozdrawiam

      Usuń
  4. Dostałam gęsiej skórki czytając o tych różach i odkrywanych roślinkach - zupełnie jak w "Tajemniczym ogrodzie" :))) Czemu domu nie ma, jeśli wolno spytać? A jabłoń starej odmiany to według mnie skarb :) Cieszę się, że coraz częściej można kupić sadzonki starych odmian drzew owocowych. Jednak jabłko z takiego drzewa sadzonego przed laty nie wiadomo czyją ręką rozpala wyobraźnię... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej . Nie miałam zamiaru straszyć chociaż są i duchy w tej opowieści z tym ,że raczej dobre bo ogrodnicy to z natury dobrzy ludzie i ich duchy też. Oj , te jabłonie rozpalają wyobraźnię . To prawda i pyszne z nich szarlotki. O domu to długa opowieść. Może kiedyś.....Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  5. Kiedyś będzie na nowo ;)

    OdpowiedzUsuń