wtorek, 10 kwietnia 2012

co w lesie kwitnie


W tym przedświątecznym ferworze mało brakowało a  zapomniałabym o moich budzących się z hibernacji begoniach bulwiastych.Mam ich 10 sztuk i może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego , gdyby nie to ,że mają one już po kilkanaście lat. Kiedyś , kiedy jeszcze nie były tak ogólnie dostępne udało mi się zdobyć dwie sztuki i drogą podziału uzyskałam 10. Zabieg bardzo prosty , bo wystarczyło tak dzielić wiosną bulwki,żeby miały chociaż jeden pączek. Wiec dzieliłam i nawet rozdawałam. Od jakiegoś czasu już nie dzielę tylko staram się przechować bulwy do wiosny. Zaraz po tym jak tylko zmrozi je pierwszy przymrozek , wyjmuje rośliny z ziemi, oczyszczam z obmarzniętych części  i pozostawiam na jakiś czas ,żeby ziemia na bulwkach trochę przeschła. Gdy to już się stanie wkładam je do tekturowego pudełka i nawet niekoniecznie zamknięte wynoszę do chłodnego miejsca ( u mnie jest to garaż) . Ważne ,żeby temperatura nie spadała poniżej zera i żeby nie było zbyt wilgotno i oczywiście zbyt ciepło. Wiosną , zazwyczaj ok. miesiąc przed planowanym wysadzeniem do donic, podpędzam bulwki . Właśnie wczoraj był ten dzień. Mimo ,że był To Wielki Poniedziałek , to kalendarz nieubłagalnie wskazywał ,że jest to ostatni dzień w tej serii dni sadzenia i na dodatek dzień kwiatu. Wiec zanim rodzina zdążyła wstać to ja cichaczem zasadziłam.
Używam do tego zwykłych plastikowych doniczek po czymśtam bo i tak begonie spędzą w nich tylko pędzenie czyli około miesiąc. Naspuję trochę ziemi , następnie układam bulwy . Trzeba pamiętać ,żeby nie były zbyt głęboko.
Przykrywam z wierzchu ziemią. Najlepiej zrobić to tak ,żeby widoczne kiełki wystawały ciut ponad ziemie.Nie ugniatać ziemi zbyt mocno w doniczkach ,żeby nie uszkodzić młodych kiełków.
W zależności jaką mamy ziemię , roślinki trzeba podlać albo nie. Czasem ziemia w workach jest naprawdę  bardzo wilgotna i wtedy podlanie może tylko zaszkodzić. Moja ziemia była sucha więc podlałam ale naprawdę minimalnie.Doniczkę wstawiam do zwykłego foliowego woreczka jakich się używa np. do mrożenia owoców.
Od góry zaplątuję recepturkę i odstawiam doniczki na jasny ciepły parapet. Nie podlewam. Oczywiście od czasu do czasu trzeba do nich zajrzeć , można na trochę otworzyć woreczki i dać im świeżego powietrza ale nie wymaga to żadnej naszej regularności. Po prostu nie zapominajmy,że je mamy bo za jakiś czas trzeba będzie zdjąć woreczki, bo rośliny tak urosną ,że się będą gniotły. Wtedy będzie można od góry założyć drugie woreczki już ich nie zamykając szczelnie. Z tymi woreczkami to chodzi o zamknięty obieg wody. To co roślina wyparuje to potem wchłania się w ziemię itd. jest to dla nas bardzo ułatwiająca rzecz , bo nie musimy ciągle doglądać czy podłoże nie przeschło zwłaszcza gdy doniczki stoją w słońcu . Gdy na zewnątrz temperatury nie będą już zagrażać naszym begoniom ,możemy śmiało wysadzić je do docelowych donic , skrzynek czy czegoś tam innego co mamy.
Tak więc begonie cichaczem rosną na parapecie zasadzone w zgodzie z kalendarzem a my również w zgodzie z kalendarzem wykonujemy coroczny spacer po buczynie. Na szczęście się rozpogodziło . Dla mnie nie ma chyba piękniejszych lasów od bukowych i to o każdej porze roku.
Choć znam ten widok od dziecka to za każdym razem ochów i achów nie ma końca. teraz pozwolę sobie zamilknąć. Daje pierwszeństwo tym , którzy nigdy nie widzieli.
Juz teraz chyba nikogo nie dziwi ,że nie mam w ogrodzie przylaszczek. Nie sposób konkurować z Naturą a jej kiepska podróba jakoś nie jest w stanie mnie zadowolić. Dlatego wolę spacer po buczynie.
I jeszcze taki krótki wykładzik. Wzięło się to stąd ,że ze 100 lat temu pokłóciłam się niemalże na śmierć i życie z moim przyjacielem ze szkolnej  ławy , bo ten wskazywał mi liść po lewej jako liść przylaszczki. A ja zawzięcie trzymałam się wersji ,że to kopytnik a przylaszczka ,że to po prawej . A on mi na to ,że jeden to męski liść przylaszczki a drugi to żeński . I gadaj tu z takim. Na szczęście nie poszedł w nauki przyrodnicze (szczęście dla nauki). Więc , jakby ktoś miał wątpliwości to po prawej przylaszczka(hepatica nobilis) a po lewej kopytnik pospolity (asarum europaeum).To ich łączy jedynie ,że lubią te same stanowiska i często występują obok siebie i gdy przylaszczka jeszcze nie wykształci nowych liści to te kopytnika mogą udawać ,że należą do niej.

Bardzo nieśmiało zaczęły się pojawiać zawilce gajowe . Za jakieś dwa tygodnie to one będą tu grały główną role.
Szczyr trwały (mercurialis perennis) może nie należy do najpiękniejszych wiosennych roślin ale ich zieleń jest na pewno najpierwsza i najsoczystsza w pozimowej buczynie.Do tego tworzą duże połacie i to naprawdę cieszy oko i napawa nadzieją ,że niebawem zazieleni się też wszystko powyżej.
Fiołki na razie trzeba wyszukiwać z lupą i choć nigdy nie będą królowymi tego lasu to i tak ich urok jest niedoprzecenienia( za błękit ,za zapach , za skromność i za wspomnienia)
I miodunka tu i ówdzie. W zasadzie nigdy nie wiem jakiego jest koloru . Chyba sama ma kłopot z samookreśleniem.
A na skraju lasu , w piętrze krzewów skromnie zielenieje głóg
a tarnina ino patrzeć jak przywdzieje suknię ślubną i zaprosi na gody wszystkie bzyczące

10 komentarzy:

  1. Och jak tam jest pięknie :) Gdybym miała w pobliżu taki las to bym tam chodziła codziennie, w moim bukowym nie ma niestety przylaszczek ale niedługo będą w nim kwitły zawilce.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy las to wspaniały wynalazek. W buczynie ciągle coś się zmienia. Za tydzień po błękitach już pewnie mało co zostanie. Zawilce już się pojawiają więc niedługo będą ich białe łany. Przylaszczek nie wolno mi było zrywać jako dziecku i tak mi zostało do tej pory ale z zawilców to ja już sobie na pewno zrobię bukiet.Pozdrawiam

      Usuń
  2. Jeszcze nigdy nie widziałam przylaszczek w naturze, przepiękne są:) U mnie w lesie są tylko łany zawilców, niestety w miejscu w którym było ich mnóstwo robiono jakieś prace oczyszczające i zniszczono wszystko wokół, więc zostało ich malutko..
    A te fiołki mimo że takie skromniutkie są przeurocze:)
    Dostałam maila, że mój Capek już został do mnie wysłany, więc niedługo będę czytać i się śmiać:))
    buzkai ślę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj znam ja takich niszczycieli, znam. Aż mi się krew gotuje na samą myśl chociaż ja niespotykanie spokojny człowiek. Cieszę się,że już niedługo będziesz miała chwile radości z Capkiem. Buziaki

      Usuń
  3. Cudacznie wyglądają begonie w kapturkach, ale rada przednia, godna szerszego rozpowszechnienia.
    U mnie najwięcej lasów sosnowych, takiego skarbu jak u Ciebie brak, a szkoda, bo spacer byłby bardzo przyjemny.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. To takie mini szklarnie jakby nie było. Sosnowe też są piękne i pachną niepowtarzalnie. Każdy las spaceru wart.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Przepiękne lasy u Ciebie - właściwie, to jak przedłużenie ogrodu, nie musisz więc sadzić przylaszczek, fiołków, tarniny, głogu i podejrzewam, że jeszcze kilku pożytecznych roślinek też :) U nas nie ma przylaszczek w lasach, dlatego mam ociupinkę w ogrodzie, ale nie polubiły się z kopytnikiem - kopytnik zdecydowanie zdominował błękitne ślicznotki i te ostatnie z godnością przeniosły się na inne miejsce, wszak to damy, nie będą się łokciami rozpychać ;)
    Co roku kupuję jedną begonię na balkon - blado różową lub łososiową, bo takie podobają mi się najbardziej. Nigdy jednak nie próbowałam ich przezimować, w temperaturze blokowej komórki raczej by się to nie udało, poza tym najczęściej nie dożywają do jesieni zmoczone nadmiarem deszczu, wrażliwe są :(
    Pozdrawiam cieplutko i liczę na spacerową pogodę w sobotę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to mnie zdziwiłaś z tym kopytnikiem. Myślałam ,że to nierozłączna para .Ja widocznie mam jakąś odporniejszą tę begonię bo kwitnie przepięknie do końca . Nawet czasem myślę ,żeby ją zabrać kwitnącą do domu ale chyba tym tylko bym jej zaszkodziła. W bloku wielu rzeczy się nie da , to prawda. Pozdrawiam i życzę pięknej pogody nie tylko w sobotę.

      Usuń
  6. Mam tu buczyny baaardzo dużo (nie ma chyba bardziej magicznego lasu) - przylega zaraz do naszej ziemi - ale takich przylaszczek to u nas nie ma! SZOK!!! Maszko ten post jest poprostu przecudny - jak zawsze dzięki Tobie robi się w sercu i na duszy lepiej. Gorąco Cię pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję Kasiu . Milusia jesteś. Przylaszczki może można by spróbować rozsiać .Przyjrzę się nasionkom.

    OdpowiedzUsuń